niedziela, 12 luty 2017 18:24

Siostry Telniuk: Ukraińska dusza jest liryczna

1 lutego 2017 roku w Teatrze Polskim w Warszawie miał miejsce niezwykły występ. Siostry Telniuk, znane i zaangażowane społecznie ukraińskie śpiewaczki miały okazję zaprezentować swój patriotyczny repertuar przed polską publicznością.

Sala była wypełniona po brzegi, zaś koncert uświetnił m.in. ambasador Ukrainy, pan Andrij Deszczycia. Hala i Łesia Telniuk koncertowały w ramach programu „Droga ze szkła”, którego utwory zostały napisane do wierszy wybitnych poetów ukraińskich, takich jak Wasyl Stus, Taras Szewczenko, czy Oksana Zabużko. Oprawę muzyczną zapewniła trójka wiolonczelistów. Ponad półtoragodzinny występ został nagrodzony długą owacją na stojąco.

Wschodnik.pl postanowił zapytać siostry Telniuk m.in. o ich drogę życiową, inspiracje, działalność społeczną, a także o stosunek do Polski.

W jaki sposób zaczęła się przygoda Pań ze sceną? Co doprowadziło Panie do miejsca, w którym obecnie się znajdują?

Hala Telniuk: Nasza przygoda ze sceną rozpoczęła się bardzo dawno, kiedy byłyśmy jeszcze dziećmi. Pierwsze piosenki Łesia zaczęła już pisać, kiedy miała 13 lat. Chciałyśmy bardzo zrobić tacie prezent - Stanisławowi Telniukowi. Był pisarzem, tłumaczem, literaturoznawcą. Dużo tłumaczył z polskiego, bardzo dobrze znał ten język. Czytał nam po polsku i tłumaczył na ukraiński od ręki. Pisał o kozactwie, dużo z tego tematu z XVII wieku dotyczyło Polaków, Turków, i Tatarów, a także angielskich królowych. Mam na myśli jego wspaniałą powieść „Szumi błękitne morze”. Oprócz tego zajmował się twórczością Pawła Tyczyny (wybitny poeta ukraiński w XX w. – przyp. red.) Wtedy traktowano Tyczynę jako partyjnego działacza, zdrajcę, ale to właśnie dzięki naszemu ojcu zostały wydane jego wczesna dzieła, które są na poziomie światowej poezji. To było bardzo duże osiągnięcie dla ukraińskiej literatury i poezji. My, właśnie dlatego żeby zrobić tacie przyjemność, napisałyśmy cały cykl piosenek z wierszami Tyczyny. To była piękna, wczesna liryka.  Kiedy tata wszedł do domu, zaśpiewałyśmy "Nie patrz tak przez okno". Był bardzo wzruszony, powiedział, że to genialne. To było dla nas bardzo cenne, szczególnie, że miałyśmy wtedy 13 lat, ale i tak byłyśmy przekonane, że jesteśmy genialne, z racji wieku <śmiech>. Zaczęłyśmy wtedy bardzo dużo pisać. Tata polecił nam żebyśmy zajęły się Tarasem Szewczenką - stwierdził, że Szewczenko to rock muzyka. Byłyśmy wtedy bardzo zdziwione, że nasz tata w ogóle wie, co to jest rock i że zaproponował nam Szewczenkę właśnie w takim stylu, bo on się do tego nadaje.

Łesia Telniuk: Potem też polecał Wasyla Stusa, który wtedy był zakazany na Ukrainie. A także Bohdana Antonycza, Linę Kostenko. Wszyscy poeci o których śpiewamy nie są przypadkowi. Oni wynikali w pewnej kolejności. To bardzo ciekawe patrzeć na ten ogrom postaci, nad twórczością których pracowałyśmy. To fantastyczny świat, który daje natchnienie, odkrywa coś nowego w tobie. To ci poeci zrobili z nas kogoś innego, więc to oni doprowadzili nas do tego miejsca w którym jesteśmy.

Urodziły się Panie i mieszkają w Kijowie. Jak to miasto wpłynęło na Pań dalsze losy i ukształtowało własną tożsamość?

H.T: Kijów był rosyjskojęzycznym miastem, kiedy się urodziłyśmy i było bardzo ciężko o własną, ukraińską tożsamość narodową. Szczególnie w mieście, które jest aż agresywnie rosyjskojęzyczne. Nasi rodzice cały czas zaszczepiali w nas tą tożsamość. Są nawet pamiętnikowe wspomnienia naszego taty, w którym pisze, że nakrzyczał na swoje córki, bo usłyszał, że na ulicy mówiły w języku rosyjskim. Pamiętam ten dzień, jak dał nam cały wykład. Powiedział, że musimy być sobą, musimy szanować swoje przekonania, charakter, to kim jesteśmy naprawdę. To nie było łatwe, zwłaszcza gdyby dowiedziało się o tym KGB, że ukraiński burżuazyjny nacjonalista Stanisław Telniuk krzyczy na swoje dzieci za to, że rozmawiają w języku rosyjskim.  Wiedział o tym, że jest śledzony i prześladowany, dlatego, że był na procesie Wasyla Stusa, gdzie jako świadek go bronił. W ten sposób podpisał na siebie wyrok. Co prawda nie poszedł za to do więzienia, ale trafił na czarną listę, został zakazany, jako pisarz, poeta, tłumacz,
a tłumaczył wtedy z 15 różnych języków. Doszedł do tego jeszcze jego wiersz "Nie zapominajcie ukraińskiego języka", który był z lat 60 XX wieku. Już wtedy był przeklęty dla ukraińskich władz. Mówił, że oddaje swoje życie i twórczość Ukrainie, stworzył utwór, w którym pisał: "nie umrę, ale oddam swoje życie Ukrainie, ręce oddam do więzienia, mogą mnie zamknąć w więzieniu, ale serce oddam Ukrainie"., Tłumaczył nam, iż powinniśmy postąpić podobnie. To będzie trudna droga, ale słuszna.

Ł.T: Kiedy pyta pan o życie i stosunki w Kijowie, to jest to naprawdę trudne, żeby uczynić naszą pracę potrzebną, modną. Na to były potrzebne lata. Po to, żeby młodzież która przychodzi teraz na koncerty, młodzież, która jest rozwinięta kulturalnie mogła nas cieszyć.

H.T: Ciągle jesteśmy pytane, czy urodziłyśmy się we Lwowie. Zawsze podkreślamy, że jesteśmy z Kijowa i jesteśmy z tego dumne. Teraz mówimy otwarcie o tożsamości narodowej i o tym, że na nią wpływamy, co nie było takie łatwe i oczywiste 20, a szczególnie 30 lat temu.

Kiedy zaczęły Panie zauważać, że to co tworzą, jest ważne i ma wpływ na innych?

H.T: Powiedziałabym, że było to po "Stusowym kole" (projekt, w którym działa syn Wasyla Stusa – przyp. red.), w 2008 roku. To było w stylu rockowym, bo pracujemy z takim zespołem. Jak już mówiłam, Stus bardzo dobrze nadaje się do tego gatunku. Co ciekawe, osoba, która gra główną rolę, pojechała na front na półtora roku i czekaliśmy z projektem, aż wróci. Poszedł tam dobrowolnie. Po powrocie sam zaczął pisać wiersze.

Ł.T: Występujemy z tym do dnia dzisiejszego. Objechałyśmy cały wschód (Ługańsk, Mariupol, Słowiańsk, Charków, Dnipro) i byłyśmy bardzo dobrze odbierane. Występowaliśmy na uniwersytetach, tam jest wykształcona młodzież. Spotkałyśmy się z bardzo ciekawą reakcją.

H.T: Na przykład w Ługańsku. Kiedy skończyłyśmy wystawiać "Stusowe koło", złożyliśmy sprzęt i wracałyśmy do hotelu, to za naszym autobusem biegli młodzi ludzie. Dla Ługańska było to szokiem, bo młodzi chłopcy biegli za nami i krzyczeli "dziękujemy, że nam to przywieźliście". W mieście, które w pełni jest rosyjskojęzyczne. Nie pamiętam żeby nam się coś takiego zdarzyło wcześniej. Jeżeli ktoś jest po naszej stronie, wspiera nas, to raczej są to osoby spokojne, bardzo inteligentne, które biją brawa i na tym się kończy. A tutaj biegli za nami młodzi chłopcy z kwiatkiem. Kwiatek był jeden, ale chłopaków wielu <śmiech>. To było dla nas bardzo wzruszające.

Skąd Panie czerpią inspiracje do swojej twórczości? Co można odnaleźć w twórczości ukraińskich narodowych wieszczów?

Ł.T: Bardzo ciężko to wytłumaczyć. Ale to daje wewnętrzną siłę. Miałyśmy bardzo ciężki moment, kiedy zaczęłyśmy zajmować się Stusem. Jego twórczość dała nam motywację, nadzieję.

H.T: Poeci to boskie stworzenia. Oni formują nas i światopogląd ludzi. Gdyby wszyscy politycy czytali codziennie prawdziwą poezję, to oni inaczej patrzyliby na ludzi, podejmowaliby inne decyzje. Nie bawiliby się ludźmi. Poeci są naprawdę tłumaczami Bożego słowa.

Ł.T: Ze współczesnych twórców mamy np. piosenkę "Wracaj żywy" Ireny Ciłyk. To młoda poetka z Kijowa. Ona sama jest reżyserem. Mamy bardzo dużo utworów, od klasyki po współczesność.

telniukifoto: twitter.com/adeshchytsia

Jaka jest muzyczna dusza Ukraińców i czego oni pragną?

Ł.T: Myślę, że przede wszystkim ukraińska muzyczna dusza jest liryczna. To jest taka głęboka liryczność, która przenika człowieka. To też słychać w naszej autentycznej folkowej muzyce, bo ona jest zróżnicowana, głęboka. A te rozrywkowe piosenki, przy których jemy, czy bawimy się na weselach są ładne, sympatyczne, ale to nie jest prawdziwa ukraińska dusza.

H.T: Ten obraz jest nieco nieprawdziwy. Bo wiele osób uważa, ze Ukraińcy śpiewają, kiedy wypiją.
A tak naprawdę jest tak, że prawdziwa ukraińska muzyka ma bardzo stare, mocne korzenie. Przez wiele lat próbowano ją zniszczyć. Kiedyś twórczość Łesi Ukrainki była tabu. Pracując w radio celowo odnajdywałam jej utwory. Trzeba było kiedyś zrobić program poświęcony jej twórczości, bo przypadała rocznica jej urodzin. Nikt nie chciał tego zrobić, więc ja się tego podjęłam. W roli głównej były "Myśli i marzenia", cała godzinna audycja. Wtedy pierwszy raz zostały one puszczone w ukraińskim radiu. Znalazłam je w fonotece, stare, zniszczone. To był 1988 rok, a ja byłam młodą studentką, na pierwszym roku. Później mnie pytano, jak się odważyłam to zrobić.

Dodatkowo, dowodem na tą liryczność w ukraińskiej muzyce jest nawet ukraiński hymn, gdzie wrogowie są nazywani zdrobniale. To zmiękczenie.

Obecnie występują Panie z programem „Droga ze szkła” – co ona symbolizuje?

H.T: To wiersz Oksany Zabużko "Droga ze szkła". To właśnie droga, którą idzie Ukraina. Droga, którą nie jest nam łatwo przejść. Ten niedługi wiersz, stał się głównym mottem naszego projektu. Tam są opisane wszystkie rzeczy, które teraz się dzieją na Ukrainie, to co ona teraz przeżywa. Tak naprawdę nie tylko na Ukrainie, ale na całym świecie. To historia żaby, która siedzi w oknie. Wszyscy słuchamy, jak ona porusza ustami i wierzymy jej. Tam są bardzo mocne, wstrząsające obrazy. Ciekawym jest to, ze cały ten program został stworzony przed rozpoczęciem wojny i on przewiduje, jak wszystko będzie wyglądać. Piosenka "Chłopczyku, chłopczyku", na podstawie wiersza Oksany, powstał bardzo dawno. Ona w nim pisze o chłopcach, którzy są gotowi do wojny. Tworzyła ten wiersz wtedy, kiedy ci chłopcy się urodzili, potem ci chłopcy byli na Majdanie, a teraz oddają swoje życie na wojnie. To niesamowite proroctwo poetki. Tak samo jest z "Drogą ze szkła". My teraz nią idziemy, musimy sobie przynajmniej uświadomić, że jesteśmy właśnie na tej drodze. Będziemy już nią iść do światła. Patrzymy jak ludzkie sumienia wypływają na powierzchnię, jak martwe ryby. Bo one są już martwe, już tylko wypływają. Jeżeli jednak naprawdę pracujesz nad swoim sumieniem, to wiesz, że ono nie jest martwe, tylko żywe. Tak samo ludzie, którzy siedzą w sali i nas słuchają, możliwe, że dzięki nam zaczną myśleć, kiedy zobaczą żabę w telewizji.

Ł.T: Chodzi o symbolikę mediów masowego przekazu. Tej gadającej żaby z telewizora, która wpływa na świadomość ludzi. Przełomowym momentem jest, kiedy ludzie zaczynają myśleć, nie poddają się jej wpływowi bezrefleksyjnie.

Jakie odczucia towarzyszyły Paniom podczas występowania na scenie Majdanu? Koncertują też Panie na wschodniej Ukrainie, dla żołnierzy ATO – z jakim odbiorem spotyka się tam muzyka?

Ł.T: Kiedy śpiewałyśmy na Majdanie nasze uczucia były bardzo trudne do nazwania. Wszystko stało w gardle. Chciałyśmy dać ludziom siłę, być dla nich wsparciem. Koncerty były nie tylko na Majdanie, ale też w budynkach administracji, tam gdzie nocowali. Najbardziej zapadł nam w pamięci noworoczny koncert, który tam wykonałyśmy. Ludzie przyjmowali nas bardzo dobrze. Było im to bardzo potrzebne.  Dla nas to też było bardzo ważne, bo dałyśmy to, co mogłyśmy.

H.T: Łesia napisała wiele pieśni w trakcie Majdanu np. "Nasi przodkowie" była napisana w dzień aneksji Krymu. Tam są bardzo ważne słowa "nam należy się ziemia". Ten wiersz dostał linię melodyczną dosłownie dziesięć dni przed pierwszymi strzałami na Majdanie.

Ł.T: To był ten czas, kiedy naszych prostych, ludzkich słów było za mało, żeby kogoś wesprzeć. Żeby wysłowić swój ból, solidarność. A w tych utworach są takie prorocze zdania m.in. "wkładasz w nich swoją siłę, energię i mądrość swoją".

H.T: W dniu kiedy zaczęto strzelać do ludzi na Majdanie miałyśmy spektakl w "Młodym Teatrze", który znajduje się w samym centrum Kijowa. To był spektakl z wierszami Liny Kostenko. Zmieniłyśmy datę spektaklu, bo było niebezpieczne. Nad Chreszczatykiem unosił się dym. Przyjechałyśmy na miejsce i zastanawiałyśmy się, czy go odwołać. W momencie, kiedy zaczęto strzelać do ludzi, przyjechały karetki, u jakiegoś idioty w samochodzie grała głośno muzyka. To świadczy o tym, że ludzie nie rozumieli jaka wtedy zaczęła się tragedia. My byliśmy w środku tej tragedii, goryczy. Siedziałyśmy i płakałyśmy. Zostało zamknięte metro. Mój syn się zgubił nad brzegiem Dniepru. Jacyś znajomi zabrali go do siebie na noc. To wszystko było bardzo osobiste, namacalne i bardzo straszne.

Ł.T: Co do występów na froncie. Staramy się coraz częściej tam występować. Jeżeli nam się udaje to śpiewamy dla wojskowych, mieszkańców. Bo oczywistym jest, że trwa druga, nie mniejsza wojna, na poziomie kulturalno-informacyjnym i my wszyscy na niej tracimy. Dlatego też, żebyśmy ją wygrali i stworzyli swoją kulturalno-informacyjną powierzchnię, należy o to walczyć.

H.T: Tak naprawdę to właśnie artyści teraz o to walczą. Scena, to jedyne miejsce, skąd ludzie mogą usłyszeć prawdę. Na scenie nie można się zachowywać jak żaba w telewizji. Scena jest jedynym miejscem, w którym mówimy prawdę, mówimy, co my przeżyliśmy. To miejsce, gdzie brzmią prawdziwe słowa. Dlatego, że to co słyszymy telewizji jest kłamstwem, to polityczne zagrania. 99% tego, co słyszymy w telewizji to totalne kłamstwa i nieprawdziwe informacje. Jedynym miejscem, jedyną szansą, żeby usłyszeć prawdę jest scena. Artyści mają teraz bardzo dużą odpowiedzialność. Oni są jak żołnierze. Oni są uzbrojeni słowem, prawdomównością, oni są świadomi. Jeżeli uświadamiają sobie, jaka jest teraz ich zadanie, to jest to bardzo ważne.

Po jednym z wywiadów, które udzieliłyśmy, zadzwoniła do nas mama jednego z chłopaków, którzy zginęli na froncie. Powiedziała, że gdyby nie nasze pieśni, ona nie wiedziałaby jak żyć. Pieśni, które wykonujemy, słowa Szewczenki dają nam możliwość wierzyć w to, że życie naszych dzieci nie zostało oddane nadaremnie.  Proszę sobie pomyśleć, jak możesz później się odnosić do swoich występów na scenie. Nie można tego traktować jako sposobu na zarobienie pieniędzy, ale to jest wielka odpowiedzialność.

Niedawno dały Panie występ w Warszawie – jak się Panie u nas czują i co sądzą o naszym kraju?

Ł.T: Myślę, że Polacy są nam bardzo bliscy i to braterski naród. Jestem pewna, że ten ogień, którego dorzucają nam z różnych stron dotyczy niewielkiej ilości osób i zniknie sam z siebie. Bo prawdziwej miłości i dobrych stosunków nie da się zepsuć. Należy pamiętać, że jesteśmy sobie bardzo bliscy.

H.T: Mamy wrażanie, że występujemy u swoich. Bo dużo łatwiej jest prowadzić koncerty gdzieś w Londynie, prowadzić je w języku angielskim, bo im odkrywasz coś nowego. A w Polsce jednak Polacy wszystko o tobie wiedzą. Odczuwają, że to bliski naród, podobny język.

Ł.T: Polacy nam bardzo pomagają i są przychylni. Życzą nam bardzo dobrze.

H.T: Polacy w ogóle są bardzo pięknymi ludźmi. Szczególnie Polki - nie widziałam żadnej niesympatycznej. O mężczyznach już nie będziemy mówić <śmiech>.

Co siostry Telniuk życzyłyby Ukrainie i Polsce?

H.T: Chciałoby się, żeby wszystko było dobrze. Żeby ludzie czuli się naprawdę spokojnie, bezpiecznie. Mówi się, że jeżeli chcesz zobaczyć Boga, to spójrz na swojego sąsiada. Bo to bardzo trudne widzieć w swoim sąsiedzie boskie stworzenie. Jeżeli jednak podejmiemy się tego zadania, to możliwe są bardzo pozytywne skutki.

Ł.T: Życzę Polakom i Polsce tego, żeby się rozwijali. Żeby to był kwitnący, piękny kraj, a w nim zawsze szczęśliwi ludzie. I tak samo Ukrainie.

Dziękuję za rozmowę.


Rozmawiał: Michał Radecki

Tłumaczenie: Marta Szulhan

Hala i Łesia Telniuk – ukraiński duet wokalny specjalizujący się w poezji śpiewanej. Swoją karierę rozpoczęły na ukraińskim festiwalu muzycznym „Czerwona Ruta” w 1989 roku. Wielokrotnie nagradzane, posiadają bardzo bogaty repertuar, zaś podstawą ich twórczości są wiersze ukraińskich poetów. Siostry Telniuk są również bardzo zaangażowane w działalność społeczną, dając koncerty na Majdanie podczas „Rewolucji Godności”, a obecnie występując na wschodniej Ukrainie dla żołnierzy ATO i mieszkańców.

 

Praca w Polsce