środa, 08 marzec 2017 17:54

Hybrydowa mitologizacja rosyjska

Oprócz bezpośrednich działań wojennych na wschodzie Ukrainy rosyjscy okupanci tworzą dla Noworosji nowe legendy i panteon „bohaterów”. Okazało się, że również w tym kierunku agresorzy nie są w stanie zrobić czegoś wartościowego.
Okupowanym terytoriom, oprócz nowego porządku, biurokratycznego pionu, dokumentów i pieniędzy potrzebny jest także własny folklor, będący ważną częścią procesu integracji z „ruskim mirem”. Kierownictwo samozwańczych Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej nie przejmowało się szczególnie ustawami, dlatego teraz w pseudorepublikach obowiązuje sprawdzone od wieków „prawo dżungli”, gdzie rację ma ten, którego broń ma większy kaliber. Separatystyczne ugrupowania stworzyły własne paszporty, które w niedalekiej przyszłości będą interesujące tylko dla kolekcjonerów, a posiedzenia rządów tych tworów mogłyby służyć jako epizody dla serialu komediowego „Latający cyrk Monty Pythona”. W sposób najbardziej absurdalny ułożyły się jednak sprawy duchowości, będącej alfą i omegą wspomnianego już „ruskiego miru”.

Z powodu braku pełnowartościowych bohaterów wśród separatystów, rycerzy-zwycięzców zaczęto rzeźbić z tego, co było pod ręką. Świeżymi przykładami sakralizacji stali się terroryści o pseudonimach Motorola i Giwi. Pierwszy z nich przed wojną zajmował się myciem samochodów, a drugi pracował jako ochroniarz w supermarkecie. Na polu walki obaj nie wyróżniali się niczym szczególnym, ale dzięki barwnej powierzchowności i dewiacyjnemu zachowaniu były popularni w rosyjskich i separatystycznych mediach. Motorola został wysadzony w windzie, a Giwi zabity z miotacza ognia „Trzmiel”. Pogrzeby bandytów były pełne bezgranicznego patosu, ich poplecznicy poprzysięgli zemstę za śmierć dowódców, a propagandyści zarówno w oddzielnych rejonach obwodu donieckiego i ługańskiego (tak Kijów nazywa okupowane terytorium), jak i w Moskwie zmienili zmarłych w reinkarnacje Che Guevary i Czapajewa. Lider DRL Zacharczenko przeklinał dywersantów ze Służby Bezpieczeństwa Ukrainy i obiecał, że w odpowiedzi podbije Warszawę, Berlin i Londyn, ostatecznie jednak separatyści obeszli się smakiem. SBU leniwie wymigało się od reakcji na marnowanie swojego potencjału na tak drobną osobę, a po sakralności pozostał homerycki śmiech. Rosjanie doprowadzili historię ze śmiercią Giwiego do idiotyzmu, gdy na kanale „Rossija 24” dramatycznie poinformowano, iż z użyciem miotacza ognia rozstrzelali go ukraińscy mordercy Zorian i Szkiriak. W rzeczywistości Zorian Szkiriak istnieje jako doradca ministra spraw wewnętrznych, ale to jedna osoba i do dywersanta jest mu tak daleko, jak Zacharczence do Londynu. Następnie w przebiegu zdarzeń pojawił się niejaki Igor Malcew, moskiewski najemnik, służący pod rozkazami Giwiego w bandyckim ugrupowaniu „Somalia”. Malcew ogłosił, że śmierć Giwiego jest karą dla niedorobionego bohatera za ucieczkę z pola bitwy. Okazało się, że zabity z „Trzmiela” bandyta poprzedniego dnia, by nie atakować Awdijiwki, strzelił sobie w nogę. Historię martwych nieudaczników podsumował doradca ministra ds. czasowo okupowanych terytoriów Jurij Hrymczak: „Sprząta się wszystkie medialne figury. Nie tych, którzy walczyli, a tych, którzy pojawiali się w kamerach telewizyjnych, przy czym nie tyle na Ukrainie, ponieważ mają oni u nas bardzo specyficzną popularność i być może, gdyby się poddali, mieliby małe szanse na dożycie do sądu, nie będąc po drodze rozstrzelanym. Mogliby pojawić się gdzieś w Rostowie lub na Kubaniu, podnieść flagę »rostowskiej republiki ludowej« i zostaliby poparci – niezadowolenie ludzi na tych terenach jest bardzo wysokie, dlatego są odcinani od razu od wszystkiego".

Teraz rycerzem bez strachu i zarzutu może zostać Zachar Priliepin. Ten kondotier z Rosji jest znany z tego, że nazywa siebie pisarzem, pyszni się doświadczeniem bojowym zdobytym w Czeczenii, a niedawno otrzymał od rządu Federacji Rosyjskiej premię w wysokości miliona rubli. Postać tę jako pierwszy sprowadził z nieba na ziemię jego rodak, opozycyjny dziennikarz Siergiej Parchomenko, który na antenie radia „Echo Moskwy” przeprowadził dowcipne porównanie przyszłego zdobywcy Kijowa z dziewczyną z prowincji: „Kiedy widzę tę niemożliwą do ogarnięcia niedorzeczność, którą Priliepin głosi z racji swojego »wojowania«, mówiącą o wjechaniu na białym koniu do jakichś zajętych ukraińskich miast, wyzwoleniu Kijowa oraz wszystkim innym, po czym widzę pistolet TT, najbardziej zabijają mnie detale, psujące całą kombinację. Miałem przyjaciółkę, która miała przystojnego syna i za każdym razem sprawdzała jego bez końca zmieniające się dziewczyny. Jej firmowe hasło brzmiało: dobra dziewczyna, ale skarpetki ją zdradzają. Nie można przecież nosić butów na wysokich obcasach z bielutkimi skarpetkami. Zdradzają wieś. Tu również, proszę zrozumieć te »skarpetki« zdradziły Priliepina. Człowiek, który idzie na wojnę, nie wkłada do kabury pistoletu TT”. Dla neofitów branży militarnej wyjaśnijmy, że opracowany w 1930 roku pistolet „Tulski Tokariewa” (TT) dobrze sprawdzał się w czasach II wojny światowej jako broń radzieckich oficerów, teraz jednak preferują go najemni mordercy i egzotyczni dyktatorzy z krajów trzeciego świata, wstępnie dekorując lufę niezdarnym grawerem, a rękojeść – strasem.

O ile z bohaterami w Noworosji jest zupełnie biednie, to sytuacja z życiem kulturalnym wygląda nieco bardziej optymistycznie. Najnowszego osiągnięcia w dziedzinie show biznesu, związanego z oddzielnymi rejonami obwodu donieckiego i ługańskiego, dokonała ulubienica rosyjskich nastolatków, Julija Cziczerina. Piosenkarka z Uralu wydała klip pod tytułem „Rwat” („Rwać”) poświęcony bojówkarzom „ŁRL” i „DRL”. Przedstawiono w nim materiał z parady zorganizowanej z okazji Dnia Zwycięstwa w okupowanym Doniecku, gdzie czołgiem jechał Motorola, widać żywego Giwiego, a także jego pogrzeb, są kadry z walk pod Donieckiem i Ługańskiem. W klipie znalazły się kadry z pogrzebu z Majdanu Niepodległości, można również zobaczyć ukraińskich żołnierzy na Donbasie. Piosenkarka już wcześniej wspierała terrorystów, nagrywając piosenkę pod tytułem «Na pieriedowoj” („Na linii frontu”). W ten sposób można ją porównać z Klawdiją Szulżenko, śpiewającą wiele o wojnie z Niemcami, którą ZSRR prowadził w latach 1941-1945. Jeśli przypomnieć do tego, że Cziczerina przyjeżdżała na okupowane terytorium Donbasu i dawała tam koncerty dla prorosyjskich terrorystów, można przeprowadzić paralelę między Rosjanką i najsłynniejszą blondynką wszystkich czasów i narodów. Z tą tylko różnicą, że w 1954 roku Marilyn Monroe jeździła na front, by podnieść morale amerykańskich żołnierzy, którzy bronili świat przed koreańskimi podrzynaczami gardeł, a Cziczerina jeździ do rosyjskich podrzynaczy gardeł, którzy zagrażają temu samemu światu.

 

 

Na zakończenie warto wspomnieć o najdrastyczniejszym momencie w tworzeniu równoległej rzeczywistości na okupowanych terytoriach. O ile Cziczerina skompilowała radziecką primadonnę i amerykański symbol seksu, to przedstawiciel „ministerstwa obrony DRL” Eduard Basurin reprezentuje sobą jednocześnie braci Grimm, Stephena Kinga, Quentina Tarantino, Richarda Mathesona i Jamesa Camerona. Przeciwnik „kijowskiej junty” w wywiadzie dla jednego z rosyjskich wydań przyznał, że ukraińscy żołnierze przerażali i nadal przerażają „żołnierzy” tym, że są nie do pokonania. „W końcu historie o cyborgach to nie bajki.... Można wystrzelać cały magazynek, a on idzie na ciebie. Takie właśnie przypadki miały miejsce również teraz, w strefie przemysłowej, na południu. Atakują na całego. Zabijasz go, a on idzie. Strzelasz do niego – pada, wstaje, znowu idzie”, – opowiadał Basurin. Sekret ukraińskich żołnierzy, według „pułkownika armii DRL” polega na tym, że brali oni jakieś substancje psychotropowe. Bojówkarze rzekomo znaleźli je po tym, jak zajęli lotnisko w Doniecku. Basurin opowiedział o butelkach z płynem, na których napisano „żywa woda”. Przekazał je do laboratorium i dowiedział się, że są to silne leki, tłumiące uczucie bólu i strachu. Właśnie dlatego żołnierz Sił Zbrojnych Ukrainy atakuje, „póki nie trafi się go w głowę lub w serce”. „Może nawet bez głowy próbować wstać i iść. Później wyjaśniono, że substancja działa dokładnie 10 dni. Ukraina zawsze bardzo uporczywie domagała się, aby rotacja odbywała się raz na 10 dni”, – twierdzi Basurin.

Cała ta informacja mogłaby stać się tematem anegdot, jednak działalność wspomnianych groteskowych postaci, uważających się za demiurgów historii, jest omawiana na najwyższych poziomach, a w jaki sposób zahamować to panoptikum, nie wie ani Berlin, ani Paryż, ani Waszyngton.

Jurij Cwiach

 

Praca w Polsce