piątek, 07 kwiecień 2017 14:05

Jurij Andruchowycz: O masowych poszukiwaczach Karty Polaka

Proponujemy świeżą publikację iwanofrankiwskiego pisarza Jurija Andrchowycza, zamieszczoną na portalu Zbrucz.

„Jadą z Czerniowiec. Jadą ze Śniatyna. I z Kołomyi. Ostatnio dosiadają się we Frankiwsku.

Koniec, przed Lwowem więcej przystanków nie będzie. To poranny ekspres regionalny. Między Frankiwskiem a Lwowem nie ma żadnego przystanku. Kto wsiadł, ten zdążył.

Obserwuję ich. Najpierw tak sobie, mimochodem. I, trzeba powiedzieć szczerze, mimochodem. A później z coraz większym zainteresowaniem.

Jest ich wielu – uzbierają się ze dwa wagony. Być może codziennie jest ich mniej więcej właśnie tyle. Są w różnym wieku, różnej płci i postury. To, co ich łączy, to przede wszystkim podobieństwo do jakichś niezbyt prawdziwych, a raczej filmowych, komediowych studentów, którzy na pięć minut przed egzaminem dziko się denerwują, gorączkowo powtarzając wszystko, czego i tak nie zdążą już wykuć. Wydaje się, że jeszcze trochę i zaczną wymieniać się ostrogami i wskazówkami.

Jadą do konsulatu Rzeczypospolitej Polskiej. Każdego z nich czeka decydująca rozmowa kwalifikacyjna w sprawie Karty Polaka. Ukraińcy masowo zechcieli zostać Polakami. A to, chcąc tego czy nie, wymaga wysiłku. Trwają ostatnie przygotowania do decydujących rozmów. Rozbrzmiewają znaczące daty historyczne: bitwa pod Grundwaldem, unia lubelska, Konstytucja 3 maja. Gdyby tak pilnie studiowali własną historię, może nie potrzebowaliby Karty Polaka, przychodzi mi złośliwie na myśl. Choć w głębi duszy nie jestem izolacjonistą, słyszę jego mimowolne przebudzenie. Czyli w głębi duszy jednak jestem izolacjonistą?! Przebąkuje się, że nawet Szczerek w niedawnym numerze »Polityki« wspomina, że zdarzają mi się »nacjonalistyczne wybryki«. To dlatego, że nie podoba mi się »Wołyń«. Szkoda tylko, że rodzimi nacjonaliści i tak tego, kurwa, nie docenią.

Dość jednak o tym. Kontynuuję obserwację poszukiwaczy Karty Polaka, synów i córki ukraińskiego mego ludu.

Oprócz historii Polski, wszyscy zakuwają rzymskokatolicki katechizm. Egzaminator konsulatu jest pod tym względem surowy. Na pewno zapyta, czy chodzisz do kościoła i jak często. A ponieważ mało mu, niegodziwcowi, usłyszeć »a chodzę co niedzielę, panie«, może zaskoczyć wymogiem powiedzenia z pamięci »pacierzа«. I tylko ci o najbystrzejszym umyśle zorientują się, że chodzi o banalne »Ojcze nasz«, co prawda w polskim tłumaczeniu. I tu zaczyna się sztuka – poprawnie przeczytać »Ojcze nasz« po polsku.

Historia, religia. A literatura? Może zaraz zaczną cytować z pamięci »Sonety krymskie« Mickiewicza? A jeśli »Ogniem i mieczem«?

Jakbym był pijany, myślę sobie, wstałbym i na cały wagon wykrzyczał, cytując Tarasa Hryhorowycza: »Gdybyście uczyli się jak trzeba, to i mądrość mielibyście swoją!«. Nie zwykłem jednak jeszcze być pijanym o dziewiątej rano, dlatego ze szczególnie cyniczną trzeźwością obserwuję rozwój tej głęboko parodystycznej akcji.

Ludzie szukają sobie ojczyzny. Ta, za którą uważali ją do tej pory, nie usprawiedliwia nadziei. Warto ją zmienić na inną. Tym bardziej, że sąsiednia nie ma nic przeciwko, a nawet jest bardzo za. Ale – bądźmy Szczerek – na co ona, idiotka, przy tym liczy?

A dokładniej – na kogo. Na tych moich towarzyszy z ekspresu regionalnego, masowych kandydatów do Karty Polaka? Lepiej byście przyjęli miliony tych Syryjczyków, których tak się boicie (to tak w myślach do polskiego rządu)! Takich jak ci tutaj w pociągu macie zamiar zasymilować? Wzmocnić z ich pomocą genetykę? Wybielić rasę? Przywrócić państwowość »od morza do morza«?

Pytanie, oczywiście, kto kogo. W sensie – kto kogo oszukuje. Nie, nie tak prostolinijnie – kto kogo wykorzysta. Polacy Ukraińców, by naród się rozrastał, by uzupełnić siłę roboczą, poprawić gospodarkę i (jak ślepej kurze ziarno!) przywrócić terytoria? Czy Ukraińcy Polaków, by infiltrować ich dobra, wynagrodzenia, europejskie papiery, przepustki, zatrudnienia? By dostawać swoje niebotyczne 800 dolców miesięcznie, żyć sobie bez smutku, w wolnym czasie oglądać ten sam »95 Kwartał«, słuchać tej samej popsy i w dupie mieć wszystkie te bałtycko-czarnomorskie fantazje? Czyli zachowywać się po naszemu, normalnie, choć z Kartą Polaka w tylnej kieszeni?

Dobrze. Będziemy uważać, że to gra. Gra w karty z Polakami.

I tu moje kondolencje dla bratniej Polski. Usiadła do gry z partnerami skrajnie niewiarygodnymi. Nic dziwnego, że ich ulubiona gra nazywa się dureń.

Jeszcze tego samego wieczoru – tak już wyszło, bo przypadki się nie zdarzają – przypadkowo czytam »Dziennik. Gazeta Prawna«. Z materiału gazety wynika, że w Polsce pracuje 1,2 mln Ukraińców. To nie dziwi. Pojawiają się jednak też nowe dla mnie momenty: »Przeciętny imigrant z Ukrainy jest młody, ma średnio 33 lata (chciałoby się krzyknąć – twój wiek, o Jezu Chrystusie! – J. A.). W poprzednich latach średni wiek wynosił 42 lata«.

Odmłodnieliśmy w Polsce, mówię sobie, nie bez goryczy. To w domu się starzejemy.

To za mało. Dalej bowiem jest coś takiego: »Wśród ponad miliona imigrantów dominują (UWAGA!) mieszkańcy wschodnich regionów Ukrainy«!

Bracia i siostry, chce mi się krzyczeć. I wy, drodzy wschodniacy?! Jesteście jeszcze większymi zdrajcami niż my, Galicjanie?!

By jednak zakończyć całą tę filipikę jakoś pozytywnie, doczytuję w tej samej gazecie: »Ukraińscy migranci są dobrze wykształceni (prawie 38% posiada dyplom uczelni wyższej) i bardzo pracowici (Ukraińcy pracują średnio 54 godziny w tygodniu) «.

Pracowici i wykształceni, wszyscy genialni, tacy, co góry by przenosili, myślę sobie. I dlaczego oni, tacy dobrzy, nie mieliby pracować nawet po 72 godziny w tygodniu, ratując Polskę? Byleby tylko nie Ukrainę”.

 

Praca w Polsce