niedziela, 16 kwiecień 2017 02:44

Jurij Andruchowycz: Oddaj życie bliźniemu

"Ukraińcy, nauczcie nas, jak zrobić Majdan", – pisze mi polska znajoma. Sceptycznie odpowiadam, że jest mało prawdopodobne, by taka idea znalazła szerokie poparcie wśród jej rodaków. 99 procent z nich widzi w Ukraińcach nie tyle mistrzów obalania antyludowych reżimów, co tanią siłę roboczą. Innymi słowy, gdy widzą przed sobą Ukraińców jako lokajów, tak samo widzą również całą Ukrainę.

Poza tym, piszę jej dalej, wasi urzędnicy ze wszystkich sił tworzą w Brukseli zasłonę dymną z "ukraińskich uchodźców". By po raz kolejny wykręcić się od starań UE, chcącej narzucić im tych prawdziwych – syryjskich, libijskich lub afgańskich – polscy urzędnicy, począwszy od pani premier, nie przestają zagrywać ukraińskiej karty. Gdzie mamy, mówią, wziąć jeszcze tych Syryjczyków? Mamy teraz jakiś milion Ukraińców, bo tam u nich jest wojna, przed którą możemy ich miłosiernie ocalić. To jest nasz wkład w rozwiązanie wspólnego problemu z uchodźcami, twierdzą polscy urzędnicy. "I ty chcesz, by naród uchodźców nauczył cię, jak robić majdany?", – nie powstrzymując się przed sarkazmem, piszę swojej znajomej.

"To wychodzi, że moja siostra, która znalazła sobie pracę w ukraińskiej firmie informatycznej, pracuje dla uchodźców?", – śmieje się w odpowiedzi, podkreślając tę swoją wesołość emotikonką na prawie pół wersu.

Wskutek tego nieoczekiwanego zwrotu robi mi się trochę lżej na duszy. Okazuje się bowiem, że nie zawsze Ukrainiec gnie kark dla Polaka. Okazuje się, że bywa i odwrotnie. Nawet jeśli jest to informatyczny kark.

I wciąż nie daje mi spokoju trwożliwa myśl – dlaczego oni wszyscy tak masowo tam ruszyli? Co ich tak przyciąga w tej Polsce? Czy to typowo ukraińskie "robię jak wszyscy"? Gdzie ludzie, tam ja? Ludzie mówili, że tak trzeba, to i ja dla siebie?

Polacy, oczywiście, w tym sensie nie uciekli od nas tak znowu daleko. Wystarczy tylko wspomnieć ich masowy exodus na Wyspy (jak nazywają Wielką Brytanię). Jeden pojechał, drugi, trzeci. Potem zebrało się takich tysiąc, potem sto tysięcy, a następnie miliony. Zjawisko jest rozpoznawalne. To może świadczyć przede wszystkim o absolutnej dominacji zbiorowego instynktu nad indywidualnym – zarówno u nas, jak i u Polaków: zobacz, co ludzie robią i zrób to samo. Kiedyś wśród moich najbliższych polskich przyjaciół krążył taki dowcip: "Co jest najgorszym na świecie świństwem? Głosować w wyborach na PiS i wyjechać mieszkać w Anglii". Chciałoby się zastosować jego ukraiński odpowiednik: "Głosować na Partię Regionów (opcje: »Swobodę«, »Batkiwszczynę«, »BPP« – następne na liście) i wyjechać mieszkać w Polsce".

Inna sprawa, że Polacy zaczynają teraz z Wysp zmiatać, głównie ze względu na Brexit. Można robić zakłady, do jakiego następnego kraju wkrótce się zwalą. W Niemczech, Szwecji i Holandii i tak jest ich już na pęczki. W Norwegii, zdaje się, też. Ja stawiam na Islandię. Właśnie tam ruszą. A nasi dalej ślepo będą ruszać na Polskę.

Ciekawa maluje się u nas misja. W jednym z wydań czytamy o niej całkiem szczere podsumowanie: "Minister rodziny, pracy i polityki społecznej Polski Elżbieta Rafalska oświadczyła, że w Polsce brakuje rąk do pracy, dlatego w kraju będą realizowane działania w zakresie pozyskiwania pracowników ze wschodu Europy, a w szczególności z Ukrainy". Okazuje się, że w ministerstwie wspomnianej pani już teraz trwają prace nad ofertami dla imigrantów ze Wschodu w zakresie przyjazdu do pracy i pobytu w Polsce. Już wkrótce – co za szczęście! – Ukraińcy będą dostawać wizy na znacznie dłuższy okres. A "ponadto rząd Polski zamierza zachęcić młodych Ukraińców do uzyskania dokumentów pozwalających na pobyt stały i uzyskanie polskiego obywatelstwa".

Cóż za oszałamiająco słodka perspektywa dla was, młodzi Ukraińcy, słyszycie? Stały pobyt! Obywatelstwo polskie! 12 złotych na godzinę! A do realizacji tej bajki wystarczy tylko wasza młodość! Bo "jak zapewnił wiceminister rozwoju kraju Jerzy Kwieciński, polityka ta powinna stać się skuteczną receptą na kryzys demograficzny w Polsce".

I dopiero teraz zdałem sobie sprawę, na czym polega fenomen ukraińskiej idei narodowej, której nijak nie można u nas znaleźć i sformułować. Tak oto ją odnaleziono. Ukraińska idea narodowa przejawia się w tym, by uratować Polskę przed kryzysem demograficznym.

Idea, zgadzam się, szlachetna i piękna. Żaden jeszcze naród na świecie tak się nie poświęcił. I jestem dumny z tego narodu, który zdołał wpaść na aż taki pomysł.

Teraz go znamy i na pewno ucieleśnimy. Nawet za cenę całkowitej zagłady – jak oni to nazywają? – swojej, Bogiem danej ziemi.



Jurij Andruchowycz, Zbruč

 

Praca w Polsce