poniedziałek, 24 kwiecień 2017 04:02

Tydzień 18-21 kwietnia w gospodarce Ukrainy

Ostre dyskusje o emeryturach i Ryanair, sprawy korupcyjne, spowolnienie PKB i oczekiwanie na emigrację.
Krótki poświąteczny tydzień w gospodarce Ukrainy zostanie zapamiętany dzięki ostrym dyskusjom na temat możliwości reformy emerytalnej między ukraińskimi władzami a Międzynarodowym Funduszem Walutowym, problemom z szeroko rozreklamowanym wejściem na Ukrainę największych europejskich tanich linii lotniczych Ryanair, głośną sprawą antykorupcyjną, która póki co niczym się nie zakończyła, a także oficjalnemu oczekiwaniu na nowe fale emigracji Ukraińców.


Dyskusje między Ukrainą i MFW rozpoczęły się zaraz po Wielkanocy, 18 kwietnia, kiedy popularne ukraińskie internetowe wydanie biznesowe "Ekonomiczna Prawda" opublikowało artykuł "Ukraina pilnie potrzebuje reform systemu emerytalnego", który napisał nie po prostu ekspert gospodarczy, a sam szef misji Międzynarodowego Funduszu Walutowego na Ukrainie Ron van Rooden. Główny przekaz artykułu polega na tym, że Ukraina powinna "znaleźć sposób, by zmniejszyć napływ nowych emerytów do systemu emerytalnego i zwiększyć wpływy do Funduszu Emerytalnego". Można to osiągnąć na różne sposoby: od dalszego ograniczenia możliwości wcześniejszego przechodzenia na emeryturę do zwiększenia wieku emerytalnego. Zdaniem Rona van Roodena podstawowa struktura ukraińskiego systemu emerytalnego nie zmieniła się od czasów radzieckich, a stosunek liczby płatników składek emerytalnych do liczby emerytów wynosi prawie 1 do 1 i stanowi jeden z najniższych wskaźników na świecie. Jeśli nic się nie zmieni, zdaniem szefa misji Fundusz Emerytalny już wkrótce nie będzie w stanie zapewnić wypłaty emerytur i rent na poziomie minimum socjalnego, ponieważ na Ukrainie żyje 12 milionów emerytów i rencistów, czyli około 30% ludności, gospodarka znajduje się w szarej strefie, a obniżenie stawki jednolitej składki na ubezpieczenie społeczne znacznie zmniejszyło wpływy do Funduszu.

Te refleksje, które można uznać za oficjalne stanowisko MFW, ostro skrytykował w poście na swojej stronie na portalu Facebook wicepremier Ukrainy Pawło Rozenko, który odpowiada w rządzie za kwestie społeczne. Nazwał opinie Rona van Roodena "majaczeniem" i oskarżył go o brak zrozumienia ukraińskich realiów: "Człowiek po prostu nie rozumie, co to jest i jak to wszystko działa. Straszny brak profesjonalizmu!!!". Oburzenie Pawła Rozenki wywołała nie tyle myśl o tym, że w systemie emerytalnym Ukrainy nic się nie zmieniło od czasów ZSRR, co stanowisko szefa misji MFW w sprawie repartycyjnego systemu emerytalnego. W swoim artykule Ron van Rooden nazwał wprowadzenie go na Ukrainie przed usunięciem wszystkich wad istniejącego systemu emerytalnego przedwczesnym. Zdaniem Pawła Rozenki właśnie to, że władze Ukrainy od 14 lat przeciągały wprowadzenie repartycyjnego systemu emerytalnego podważyły możliwości Funduszu Emerytalnego w zakresie wypłacania Ukraińcom godnych emerytur. Podsumowując, Pawło Rozenko wezwał MFW do prowadzenia wszystkich dyskusji w ramach podpisanego memorandum i unikania "manipulacyjnych tez, które potem prowadzą do negatywnych wniosków". Sytuację w przestrzeni publicznej uspokoił minister polityki społecznej Ukrainy Andrij Rewa, który po posiedzeniu Rady Ministrów 19 kwietnia oświadczył, że reforma systemu emerytalnego została uzgodniona z MFW w 99%, a ukraiński parlament nie będzie zwlekać z orzeczeniem w tej sprawie. Cóż, czas pokaże dalszy rozwój wydarzeń, ale już teraz można przypuszczać, że tęczowe plany ukraińskiej władzy o uzyskaniu kolejnej transzy finansowania MFW w maju mogą być zbyt optymistyczne.

Drugą głośną dyskusją z zeszłego tygodnia, która może mieć wpływ na zaufanie partnerów międzynarodowych do ukraińskich władz, dotyczyła przyszłości głośno rozreklamowanego wejścia na Ukrainę największych europejskich linii lotniczych Ryanair. 20 kwietnia nowo mianowany dyrektor generalny międzynarodowego portu lotniczego "Boryspol", milioner i były biznesmen Pawło Riabikin podczas infrastrukturalnego forum w Kijowie oświadczył, że budżetowe linie lotnicze należy angażować na innych lotniskach, gdyż, jak powiedziano, działanie tanich linii lotniczych w Boryspolu "powoduje konflikt wewnętrzny w działalności operacyjnej lotniska" z uwagi na strategię rozwoju głównego lotniska w kraju jako największego węzła lotniczo-transportowego. Jednocześnie zaproponował, by tanie linie lotnicze obsługiwało... lotnisko "Hostomel”, używane jako próbny plac dla Lotniczego Kompleksu Naukowo-Technicznego im. Antonowa oraz lotów towarowych i w ogóle nie jest przystosowane do przyjmowania pasażerów. To dziwne oświadczenia, jeśli wziąć pod uwagę, że natężenie ruchu pasażerskiego "Boryspola" wynosi nieco ponad 8 milionów pasażerów rocznie i jest bardzo dalekie od maksymalnego możliwego. Przy takim podejściu do sprawy w Boryspolu może nie być ani węzła lotniczego, ani tanich linii lotniczych. Zresztą, może nie być przede wszystkim Ryanair, i to nie tylko w Boryspolu – 22 kwietnia okazało się, że drugi port lotniczy w Kijowie, "Kijów Żuliany", wstrzymał negocjacje z Ryanairem. Jak mówi przewodniczący rady nadzorczej lotniska Denys Kostrżewski, przeszkodą stała się opłata lotnicza. Ryanair spodziewa się, że opłata ta zostanie obniżona o 60-80%, a takie zniżki na usługi lotnicze "absolutnie nie pokrywają się z modelem pracy lotniska" Kijów Żuliany. Wskutek tego pojawiła się kolejna sprzeczność i pytanie o zaufanie, która wzmocni chyba pierwszy komercyjny przylot Ryanaira do międzynarodowego portu lotniczego "Lwów" – wygląda na to, że dziś jest to jedyne lotnisko na Ukrainie, między którego kierownictwem i Ryanairem nie ma rozbieżności w poglądach.

Trzecią "sprzecznością" w zeszłym tygodniu stało się głośne zatrzymanie przez Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy byłego posła Mykoły Martynenki, którego media uważają za nieformalnego sponsora i "szarą eminencję" partii "Front Ludowy". Biuro poinformowało go o podejrzeniu o roztrwonienie wraz z innymi urzędnikami 17,28 mln dolarów środków publicznych Północnego Kombinatu Górniczo-Wzbogacającego poprzez zakup uranu w Kazachstanie za pośrednictwem austriackiej firmy po zawyżonych cenach. Sam Martynenko nazwał tę sprawę "politycznym zamówieniem", sfabrykowanym rzekomo na osobisty rozkaz dyrektora Narodowego Biura Antykorupcyjnego Artema Sytnyka, a "jego" partia "Front Ludowy" nazwała ją "symptomem wyrywkowego wymiaru sprawiedliwości i politycznie umotywowanych działań organów antykorupcyjnych". Specjalistyczna Prokuratura Antykorupcyjna wniosła do sądu podanie o aresztowanie Martynenki z alternatywą w postaci kaucji w wysokości 300 milionów hrywien, jednak 22 kwietnia Sołomianski Sąd Rejonowy Kijowa... zwolnił Martynenkę po poręczeniu za niego przez deputowanych i ministrów z "Frontu Ludowego" bez żadnej kaucji.

A tymczasem statystyka świadczy o kolejnym pesymistycznym aspekcie ukraińskiej gospodarki. Według szacunków Narodowego Banku Ukrainy w pierwszym kwartale 2017 r. wzrost realnego PKB spadł do 3% z 4,8% w poprzednim, czwartym kwartale 2016 roku. Państwowa Służba Statystyki poinformowała, że produkcja przemysłowa na Ukrainie w marcu bieżącego roku zmniejszyła się o 2,7% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku, a łącznie w pierwszym kwartale produkcja przemysłowa zmniejszyła się o 0,7% w okresie od stycznia do marca 2016 roku. W zeszłym tygodniu okazało się, że z Ukrainy ostatecznie wycofała się niemiecka sieć hipermarketów budowlanych Praktiker, która zamknęła swój ostatni sklep w Kijowie. Co prawda, sieć ta odeszła z ukraińskiego rynku jeszcze w 2014 roku, nie wytrzymując konkurencji z lokalnym liderem na rynku – siecią hipermarketów "Epicentr" – i sprzedając pozostałe sklepy spółce audytorskiej Kreston Guarantee Group Ukraine. Niepokojąca jest natomiast inna przedstawiona przez Narodowy Bank Ukrainy ocena – NBU spodziewa się, że w 2017 roku przekazy pieniężne na Ukrainie wzrosną o 2,8% ze względu na większą liczbę migrantów, przede wszystkim w krajach Unii Europejskiej i USA. Wobec tego wygląda na to, że z powodu braku godnych możliwości na rynku pracy, Ukraina oficjalnie spodziewa się emigracji zarobkowej...

Wasyl Sydorowicz

 

Praca w Polsce