środa, 03 maj 2017 22:00

Enfant terrible Rewolucji Godności

Wołodymyr Parasiuk jest postacią ilustrującą frazeologizm „do historii można wejść, a można się też wpakować”. Młody (nie ma jeszcze trzydziestu lat) i wesoły (kiedyś był liderem w Klubie Wesołych i Pomysłowych) mężczyzna jako pierwszy stał się bohaterem Majdanu, a potem zdecydował, że ma szansę być Robespierrem, Che Guevarą i Polem Potem jednocześnie.

Wołodymyr Zynowijowycz stał się interesujący dla urbi et orbi, gdy wyszedł na scenę burzliwego Majdanu i obiecał szturm na budynek, w którym jego zdaniem, przebywał Wiktor Janukowycz. W przyjętej obecnie teorii to właśnie Parasiuk doprowadził do zwycięstwa Rewolucji Godności, ponieważ oficjalni przywódcy powstania – Kłyczko, Tiahnybok i Jaceniuk – wcześniej podawali sobie ręce z prezydentem, którego oskarżano o zdradę państwa, a Poroszenko był w tym czasie na zagranicznych wojażach. Parasiuk miał swoje miejsce na trybunie, a po płomiennej wypowiedzi po prostu został zmuszony do dostania się do najwyższego organu ustawodawczego.

Po uzyskaniu mandatu deputowanego od większościowego okręgu w obwodzie lwowskim Wołodymyr stwierdził, że musi zostać jeszcze pełnoprawnym bohaterem tego kraju i przez jakiś czas tak było. Podczas pracy deputowanego Parasiuk porzucił zabawy w sztukę oratorską i w sposób bardzo osobliwy zaczął wcielać w życie starą zasadę „nie słowem, a czynem”.

Na chwilę Parasiuk całkowicie zniknął z przestrzeni informacyjnej, ale można mieć pewność, że jego burzliwa energia wybuchnie z nową siłą, a dopóki Wołodymyr ma przerwę, warto szczegółowo śledzić transformacje polityka, który rozpoczął swoją podróż w roli płomiennego rewolucjonisty i dotarł do poziomu populisty ze skłonnościami gopnika.

Ostatni rezonansowy wybuch niezrzeszonego ludowego deputowanego miał miejsce, gdy Parasiuk zwrócił uwagę na to, że działacze blokują połączenia z okupowanymi regionami (oficjalna nazwa terenów zajętych przez rosyjskie ugrupowania bandyckie brzmi „okupowane rejony obwodu donieckiego i ługańskiego”). Przez te tory kolejowe, jak okazało się później, na kontrolowane przez Kijów terytorium przewożono w pierwszej kolejności węgiel antracytowy, a w przeciwnym kierunku wieziono wszystko – od żywności do materiałów budowlanych. Blokada okupowanych rejonów obwodu donieckiego i ługańskiego (w rzeczywistości działacze zablokowali małą część linii komunikacyjnej) rozpoczęła się jeszcze w grudniu ubiegłego roku, ale Parasiuk ściśle przyłączył się do niej dopiero w marcu, oczywiście decydując, że bez niego proces wygląda zbyt nijako. Wołodymyr i dwóch kolejnych ludowych deputowanych, Jehor Sobolew i Semen Semenczenko, dołączyli do uczestników blokady, po czym obraz rozbłysnął nowymi, żywymi kolorami. Apogeum stała się kryminalna historia, gdy w pobliżu Słowiańska (obwód doniecki) stróże prawa zatrzymali grupę osób, planujących przyłączyć się do blokady handlu z okupantami na Donbasie. Był z nimi ludowy deputowany Wołodymyr Parasiuk. Później jego asystentka stwierdziła, że policja zastosowała przeciwko deputowanemu gaz łzawiący i uszkodziła mu rękę, po czym deputowany znalazł się w szpitalu. Kolumnę samochodów, która jednak przedarła się przez posterunek, policja zatrzymała między Kostiantyniwką i Kramatorskiem w obwodzie donieckim, oddając w powietrze strzały ostrzegawcze. Według danych organów ścigania, w konflikcie ucierpiało siedmiu funkcjonariuszy policji. Kryminał zmienił się w polityczną farsę, kiedy następnego dnia w Radzie Najwyższej przy nieobecności w prezydium kierownictwa parlamentu przedstawiciele policji obwodu donieckiego przedstawili z trybuny swoją wersję konfliktu z Parasiukiem. Według wersji policji kuzyn Parasiuka rzekomo zeznał, że deputowany przekupywał krewnych, by ci pojechali wspierać uczestników „blokady Donbasu”. Później kuzyn deputowanego oświadczył, że policjanci wymusili na nim te zeznania. Sami policjanci powiedzieli, że tego wieczora część ludzi z zatrzymanej kolumny odmówiła przejścia kontroli i próbowała przebić się siłą przez posterunek. W wyniku starć jeden z policjantów został ranny z powodu zastosowania przez uczestników blokady gazu łzawiącego. „Policjanci poinformowali o zakazie zbliżania się do strategicznego obiektu na pewną odległość i prawie do użycia broni zgodnie z Ustawą »O Policji Narodowej«. Obywatele nie reagowali jednak na ostrzeżenia, w związku z czym policjanci byli zmuszeni do oddania w powietrze kilku strzałów ostrzegawczych”, – zawiadomiła policja.

W ostatnim akcie farsy policjantów, którzy łapali Parasiuka i spółkę, a potem, łamiąc prawo, przeniknęli do Rady Najwyższej i w rzeczywistości przerwali jej posiedzenie, nagrodził minister spraw wewnętrznych Arsen Awakow, a zastępczyni przewodniczącego Rady Najwyższej Ukrainy Oksana Syrojid poprosiła SBU i prokuraturę o przeprowadzenie dochodzenia w sprawie nielegalnego pobytu policjantów w sali posiedzeń Rady i ich wystąpienia z trybuny. Natomiast prokurator generalny Jurij Łucenko poinformował, że Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wszczęło przeciwko deputowanemu Wołodymyrowi Parasiukowi dwa postępowania. „Dwa postępowania w sprawie Parasiuka zostały wszczęte przez MSW. Jedno dotyczy jego konfliktu z pracownikami policji, a drugie konfliktu z byłym wolontariuszem i obecnie dziennikarzem Andrijem Dzyndzią”, – powiedział szef Prokuratury Generalnej Ukrainy. Łucenko miał na myśli wydarzenia z 25 lutego bieżącego roku, kiedy Dzyndzia poinformował, że uzbrojony Wołodymyr Parasiuk „włamywał się do jego pokoju”. Przyjazd funkcjonariuszy policji uspokoił kłótnię. Według ich danych Parasiuk miał przy sobie podarowaną broń „Fort-17” (którą dostał na mocy rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych Ukrainy Arsena Awakowa „Za odwagę i męstwo wykazane w walce przeciwnikiem” w trakcie prowadzenia operacji antyterrorystycznej na wschodzie Ukrainy) i karabinek myśliwski. Przyczyną kłótni stały się materiały dotyczące blokady torów kolejowych na Donbasie.

Parasiuk ma styczność z kryminałem nie od dziś. Lista samych tylko najbardziej znaczących momentów, kiedy Wołodymyrem interesowały się organy ścigania, wywołałaby szacunek najbardziej zawziętego recydywisty. 13 listopada 2015 r. asystent prokuratora generalnego Władysław Kucenko udostępnił informacje mówiące, że Prokuratura Generalna Ukrainy prowadzi śledztwo w sprawie trzech postępowań karnych, w których figuruje Parasiuk. "Wszczęliśmy trzy postępowania karne, gdzie figuruje nazwisko deputowanego Parasiuka. To porwanie pracownika Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, do którego doszło w obwodzie lwowskim. Podczas interwencji ludowego deputowanego Parasiuka z naruszeniem wszelkich norm prawnych porwano pracownika organu ścigania", — powiedział przedstawiciel Prokuratury Generalnej Ukrainy. Kolejne dwa postępowania dotyczą wydarzeń mających miejsce w Peczerskim Sądzie Rejonowym, kiedy rozpatrywano tam sprawę Hennadija Korbana. Jedno jest związane z bójką, a drugie — z interwencją Parasiuka w pracę sądu. Kucenko miał na myśli wydarzenia z 4 stycznia 2015 roku, kiedy Parasiuk pobił prokuratora Ołeksandra Holinczenkę.

Ostrzeżenie Prokuratury Generalnej Ukrainy dało niespodziewany efekt – już tydzień później (19 listopada) podczas posiedzenia komitetu Rady Najwyższej Parasiuk uderzył nogą w tył głowy zastępcę szefa Głównego Zarządu ds. Walki z Korupcją i Przestępczością Zorganizowaną Wasyla Pisnego, gdyż ten, jak mówił deputowany, nic nie zrobił dla Majdanu. Pisny napisał wniosek do Prokuratury Generalnej Ukrainy, po czym przeciwko Parasiukowi wszczęto postępowanie karne na podstawie art.  345 Kodeksu karnego Ukrainy — "Groźba lub przemoc wobec pracownika organu ścigania". Artykuł przewiduje sankcję w postaci ograniczenia wolności do 5 lat. 22 września 2016 r. Wołodymyr Parasiuk wdał się w bójkę z deputowanym Rady Najwyższej Ukrainy Ołeksandrem Wiłkułem i uszkodził jego samochód. Walka między Parasiukiem i Wiłkułem pojawiła się w audycji telewizyjnej. W sprawie tej potyczki wszczęto śledztwo na podstawie art. 296 ("Chuligaństwo").

Oprócz tego można sobie przypomnieć także „drobnostki”. 22 stycznia 2016 roku podczas ogłaszania przez sędziów Sądu Apelacyjnego Obwodu Zakarpackiego decyzji o aresztowaniu żołnierza Ochotniczego Korpusu Ukraińskiego „Prawy Sektor” Petra Uhryna, podejrzanego o konflikt z ochroną hotelu w obwodzie zakarpackim, Parasiuk rzucił w stronę sędziów szklankę z wodą. Natomiast już półtora miesiąca później próbował wedrzeć się na teren Konsulatu Generalnego Rosji we Lwowie. Po niepowodzeniu przeszedł przez płot, zerwał z masztu rosyjską flagę, rzucił ją na ziemię i deptał.  Następnie została ona spalona.

Parasiuk wyróżnia się dewiacyjnym zachowaniem także w parlamencie. Pod względem hipertroficznej egzaltacji można porównać go z odpychającą Nadiją Sawczenko, z której kiedyś zrobiono niemal bohaterkę, a teraz tylko leniwy nie podśmiewa się z byłej pilotki. Jednak w budynku pod kopułą Wołodymyr Zynowijowycz i Nadija Wiktorowna są zagorzałymi antagonistami. Pokazowa jest historia o relacjach dwóch deputowanych, opowiedziana przez ich kolegę Borysława Berezę. Jak mówi, pod koniec grudnia ubiegłego roku, po tym, jak przewodniczący Rady Najwyższej Ukrainy Andrij Parubij poinformował o wykluczeniu Nadiji Sawczenko z frakcji "Batkiwszczyna", przeznaczono jej nowe miejsce pracy w sektorze zajmowanym przez niezrzeszonych deputowanych. Bereza powiedział, że teraz Sawczenko siedzi dwa miejsca od niego, obok Parasiuka. „Parasiuk napisał podanie z prośbą, by go przenieść (lub ją, Sawczenko). Póki problem jest rozwiązywany, na swoich miejscach nie siedzi ani on, ani ona. Wowa migruje po sali, a Nadia po świecie. Podróżuje, oj, reprezentuje Ukrainę za granicą”, — podzielił się informacjami Borysław.

Ogólnie na przykładzie Parasiuka należy stwierdzić, że "świeża krew", na której pojawienie się w ukraińskiej polityce czekali prości obywatele, dodała państwotwórczym procesom więcej chaosu i połowicznie kryminalnego skandalu niż konstruktywizmu.

 

Jurij Cwiach

 

Praca w Polsce