sobota, 13 maj 2017 23:13

Paweł Kułaga: „Polskim pracodawcom zależy na zatrudnieniu ukraińskich pracowników”

Ukraińcy pragną pracować w Polsce, a Polacy chętnie zatrudniają ukraińskich robotników. Pośrednictwem w takich sprawach zajmują się specjalne firmy. Jedna z nich to Greygoose Outsourcing. Prezes zarządu firmy Paweł Kułaga zgodził się odpowiedzieć na pytania „Wschodnik.pl”.


Czym się zajmuje Pana firma?

Rekrutujemy pracowników z Europy Wschodniej oraz dostarczamy tych pracowników do klientów w Polsce. Działamy poprzez dwie spółki – agencję pracy tymczasowej Greygoose Outsourcing w Polsce i spółkę rekrutacyjną Foreign Personnel Service na Ukrainie. Pracownicy przyjeżdżają głównie z Ukrainy – około 90% - w mniejszym stopniu z Gruzji, Armenii, Mołdawii. Obecnie chcemy zwrócić większą uwagę na kaukaski region, w związku z czym otwieramy za miesiąc przedstawicielstwa w Tbilisi oraz Kutaisi w Gruzji.

Jeśli chodzi o zawody, to jest to praca mniej kwalifikowana, czy więcej?

I taka, i taka. Nasi klienci to duże zakłady produkcyjne w Polsce, duże korporacje, koncerny międzynarodowe, które potrzebują pracowników niewykwalifikowanych do linii produkcyjnych. Ci pracownicy na miejscu u klienta zostają wyszkoleni. Ale  potrzebują też spawaczy, operatorów maszyn, wózków widłowych, ślusarzy, tapicerów i innych zawodów z branży produkcyjnej – głównie z przemysłu ciężkiego, stoczniowego, automotive, produkcji sprzętu elektrycznego czy przetwórstwa spożywczego.

Jak to wygląda praktycznie?

Całą rekrutacją zajmuje się spółka kijowska. Mamy na Ukrainie trzy biura – w Kijowie, Równem i Charkowie. Na razie tyle nam wystarcza, ale myślimy także o Odessie, skąd pozyskujemy spawaczy we współpracy z centrum szkolenia i certyfikacji tego typu specjalistów. W każdym z tych biur mamy pracowników, którzy na bieżąco zajmują się rekrutacją. Zamówienia są składane z Polski, stąd są udzielane informacje na temat warunków pracy – wynagrodzenia, liczby nadgodzin, warunków mieszkaniowych, ewentualnego wyżywienia. To są tematy, które najbardziej interesują pracowników. Na tej podstawie przygotowujemy oferty pracy, zwracamy się do kandydatów w naszej bazie. Potem ci ludzi wypełniają dokumenty, które są nam potrzebne do wystawienia oświadczenia o zamiarze powierzenia pracy w Polsce. To jest taki dokument, który przewiduje uproszczoną procedurę uzyskiwania wizy pracowniczej w Polsce. Jest ona przewidziana dla sześciu krajów: Ukrainy, Rosji, Białorusi, Mołdawii, Armenii i Gruzji. To jest dokument kilkustronicowy, muszą go otrzymać osobiście, więc wysyłamy te dokumenty do Ukrainy lub innych krajów. Obywatele tych krajów po otrzymaniu od nas takiego „zaproszenia” muszą iść z nim do konsulatu lub ambasady i tam występują o wizę pracowniczą w Polsce. I ją otrzymują – po krótkim lub dłuższym oczekiwaniu. Kolejki trochę się skróciły na Ukrainie, wcześniej oczekiwanie trwało do trzech miesięcy, Teraz jest lepiej – ludzie uzyskają wizy w ciągu około miesiąca.

Ile można pracować w Polsce z taką wizą?

Taka wiza pozwala przyjechać do Polski i pracować przez 6 miesięcy w okresie roku. Większość pracowników przyjeżdża w tym systemie. Natomiast po trzech miesiącach takiej pracy pracownik - jeśli chce - może za naszym pośrednictwem wystąpić do urzędów w Polsce o przyznanie zezwolenia na pobyt i pracę na okres do trzech lat. Około 20% pracowników występuje z takimi wnioskami, my mamy zatrudnionych około 500 takich osób.

Czemu takim korporacjom zależy na zatrudnieniu Ukraińców? Ich praca jest tańsza? O ile mniej płacą Ukraińcom w porównywaniu z Polakami?

Oczywiście zaletą zatrudniania pracowników ze Wschodu jest optymalizacja kosztów zatrudnienia, jednak nie jest to absolutną regułą, bo są pracodawcy, którzy wynagradzają ich na równym, lub nawet wyższym poziomie, niż personel polski. Trzeba jednak pamiętać, że polskie prawo przewiduje minimalną stawkę wynagrodzenia 13 zł brutto za roboczogodzinę dla wszystkich pracowników – niezależnie od rodzaju umowy oraz narodowości. Legalnie działające podmioty - takie jak my – nie mogą sobie pozwolić na zejście poniżej tej stawki.

Macie dużo konkurentów?

I tak, i nie. W Polsce jako agencja pracy tymczasowej zarejestrowanych jest dużo podmiotów, natomiast zdecydowana większość – to są firmy 1-3 osobowe, które prowadzą działalność na mniejszą skalę, niż my. Plasujemy się w sektorze firm średnich-większych i tu nie mamy wielkiej konkurencji. Oczywiście ten rynek jest duży, ale takich firm, porównywalnych z nami, nie jest więcej niż kilkanaście.

Czym się różnicie od innych podobnych firm?

Mamy swoją rekrutację na Ukrainie. Duża część agencji - nawet naszej wielkości - korzysta z pośrednictwa podmiotów niepowiązanych na Ukrainie. Poza nami jeszcze kilka agencji ma swoje biura na Ukrainie. Oprócz tego, działamy w systemie rekrutacji bezkosztowej. To znaczy, że nie pobieramy żadnej opłaty od pracowników. Co jest niestandardowym działaniem na rynku, dlatego, że większość agencji na Ukrainie utrzymuje się z opłat pobieranych od robotników. Natomiast my wybieramy inny system: dostajemy wynagrodzenie od klienta. I naszym klientom zależy na tym, żeby personel nie płacił żadnych pieniędzy na etapie zatrudnienia. To wynika z różnych wewnętrznych założeń, ale również zobowiązań, bo te zakłady często są członkami branżowych organizacji międzynarodowych. które od nich wymagają, żeby żaden pracownik za nic nie płacił - zarówno podczas rekrutacji, jak też zatrudnienia. My więc nie chcemy i nie możemy pobierać żadnych opłat i wszystkie rzeczy załatwiamy dla pracowników bez kosztów z ich strony.

Dużo chętnych?

Tak, dużo. Codziennie kontaktuje się z nami i podaje dane do rekrutacji około 30-50 osób. W tej chwili mamy w kolejce większą grupę ludzi, niż możemy zatrudnić. Dla naszego największego klienta zatrudniamy obecnie ponad tysiąc pracowników. W związku z tym, że z tego tysiąca niektórym kończą się sześciomiesięczne okresy wizy, a niektórzy chcą wyjechać z jakichś innych powodów, co tydzień zamieniamy grupy nawet kilkudziesięciu osób..

Czy ilość potrzebnych pracowników zależy od sezonu – w lecie więcej, zimą mniej – lub jakoś inaczej?

Najbardziej sezonowe prace są w rolnictwie. My akurat nie mamy takich klientów. Stanowi to czasem problem. Może nie teraz, bo jak wcześniej mówiłem, nie mamy problemów z rekrutacją, ale na początku działalności trzy lata temu mieliśmy braki w letnim okresie, dlatego, że ludzie czasem wolą wyjechać do pracy sezonowej. Natomiast można powiedzieć, że tacy klienci, których my obsługujemy, też mają okresy produkcyjne bardziej i mniej wzmożone. Na przykład, niektóre większe fabryki w letnim okresie mają chwilowy przestój. Ale to wynika głownie z rodzaju produkcji, bo niektóre z kolei produkują i sprzedają intensywnie latem, a potem ograniczają produkcję. Wtedy latem są największe zamówienia. To zależy od branży.

Czy można powiedzieć, że ostatnio zwiększyła się ilość chętnych z Ukrainy?

Od kiedy nasza firma zaczęła działalność nie są to  wielkie wahania. Jest stały wolumen ludzi, którzy płyną do Polski. Szacuje się, że co roku przyjeżdża około miliona pracowników z Ukrainy. Niektórzy zostają, niektórzy wracają. Według danych za 2015 rok – było ok. 800 tysięcy wydanych zaproszeń. Wiadomo, że nie wszyscy przyjechali. Z innej strony, jest dużo pracowników nielegalnych. My takich nie mamy, ale ta liczba istnieje, więc można powiedzieć, że około miliona się pojawia w Polsce co roku. Zobaczymy, jak sytuacja się zmieni w związku z ewentualnym otwarciem ruchu bezwizowego dla Ukrainy. Oczywiście to bardzo na naszą działalność nie wpłynie, bo te procedury nie pozwalają na pracę. Jeśli ludzie będą wyjeżdżać i pracować bez wiz, to będzie to w szarej strefie. Natomiast niekoniecznie pojadą do Polski, może do Niemiec albo gdzieś indziej. My nie widzimy zagrożenia z tej strony.

Ale będzie się wam pracowało łatwiej, jeśli Ukraina otrzyma tryb bezwizowy?

Na pewno. Popieramy ten kierunek, bo my byśmy chcieli, żeby Ukraina była jak najbliżej naszego kraju, żebyśmy mogli współpracować.

Jak odbierani są ukraińscy pracownicy w Polsce?

Są bardzo dobrze odbierani, coraz więcej pracodawców z Polski chce zatrudniać pracowników z Ukrainy. Oni są uczciwi, lojalni, przyjeżdżają żeby pracować, a nie po prostu zwiedzać kraj. Polskim pracodawcom bardzo zależy na tych pracownikach, bo są duże niedobory. Polacy powyjeżdżali na Zachód. W zeszłym roku zanotowaliśmy najmniejszy poziom bezrobocia za ostatnie 25 lat - około 9%. 10 lat temu to było w Polsce nie do uwierzenia. Są zakłady w Polsce, które nie mają ludzi do pracy, i staje im produkcja. Dlatego pracodawcy korzystają coraz częsciej z usług robotników ukraińskich. Ale są także inne sytuacje, kiedy nie ma problemów kadrowych, ale pracodawca zauważa, że pracownicy z Ukrainy lepiej się sprawdzają u niego. Możliwe, że jest to związane z tym, że Ukraińcy chcą zatrzymać się na dłużej, zarobić więcej, biorą nadgodziny. Pracodawcy są pewni, że tacy pracownicy przepracują cały okres, więc inwestują w ich szkolenia. Pracodawcy raczej są zadowoleni ze współpracy z Ukraińcami.    

Czy poza rekrututacją i zatrudnianiem pracowników zajmujecie się czymś jeszcze?

Tak, wiedza zdobyta w związku z nasza działnością pozwala nam też świadczyć usługi doradcze, np. w zakresie prawa pracy, procedur wizowych czy optymalizacji biznesu. Pro publico bono angażujemy się także w prace nad memorandum, które ma na celu zwrócenie uwagi opinii publicznej na problemy kryzysu migracyjnego - w szczegółności na region wschodniej Ukrainy, gdzie ludzie żyją w strachu przed konfliktem i masowo emigrują poszukując pracy. Chcielibyśmy w porozumieniu z władzami Ukrainy i innymi podmiotami działającymi na rynku podnieść ten problem i zaproponować systemowe rozwiązania tj. szkolenia pracowników w porozumieniu z pracodawcami, którzy poszukują specjalistów w danej dziedzinie. Byłaby to szansa dla obywateli Ukrainy na lepszą przyszłość i dla biznesu na pozyskanie wykwalifikowanego personelu.  Współpracujemy obecnie z wieloma ekspertami zarówno na Ukrainie, jak i w Polsce (np. Instytut Studiów Wschodnich) i innych krajach europejskich.

 

Rozmawiała: Wiktorija Czyrwa

 

 

Praca w Polsce