niedziela, 16 lipiec 2017 12:57

Tylko Ukraina może udowodnić Putinowi, że się myli - The Economist

Rosyjski prezydent, w przeciwieństwie do zachodnich przywódców, wierzy w upadek państwa ukraińskiego z jego pomocą.
Putin wierzy, że z jego pomocą Ukraina upadnie.

We wrześniu 2013 roku Władimir Putin wygłosił ważne przemówienie w pobliżu miasta Nowogród, które nazwał "nie tylko geograficznym, ale i duchowym centrum Rosji".

Powiedział wówczas, że klucz do sukcesu kraju leży w "duchowym, kulturalnym i narodowym samookreśleniu".

"Bez tego nie będziemy mogli stanąć przed wewnętrznymi i zewnętrznymi wyzwaniami", - cytuje słowa Putina "The Economist".

Rosyjski prezydent podkreślał, że bez względu na militarną, technologiczną i ekonomiczną potęgę decydującym czynnikiem dla rosyjskiej intelektualnej, duchowej i moralnej siły "stała się rosyjska historia, wartości i tradycje". Potępił bezbożny zachodni liberalizm, podkreślając, że kraje obszaru euroatlantyckiego zrzekają się swoich chrześcijańskich korzeni, na których opiera się cywilizacja Zachodu. Natomiast Rosja przeciwnie, umacnia "swoją cywilizację dzięki rosyjskiemu narodowi, językowi rosyjskiemu, rosyjskiej kulturze i rosyjskiemu kościołowi prawosławnemu".

Przemówienie Donalda Trumpa w Warszawie, którą przed szczytem G20 nazwał "geograficznym centrum Europy", w dużej mierze przypominało słowa Putina.

"Naród Polski, naród Ameryki i naród Europy wciąż krzyczą: »Chcemy być z Bogiem«", - powiedział Trump.

Dodał, że Zachód jest związany "kulturą, wiarą i tradycją, które czynią nas tym, kim jesteśmy".

"Możemy mieć największe gospodarki, najbardziej śmiercionośną broń na Ziemi, ale jeśli nie będziemy mieć silnych rodzin i wartości, wówczas będziemy słabi i nie przetrwamy", - dodał Trump.

Podobieństwo jego słów do przemowy Putina zdaniem wydania nie jest przypadkowe. Słowa, które w Warszawie wypowiedział amerykański prezydent, odzwierciedlają poglądy jego doradców Steve'a Bennona i Stephena Millera, którzy uważają Putina za głównego nacjonalistę i "chorążego" w walce przeciwko kosmopolityzmowi. Natomiast Kreml wydaje się być zadowolony z przemowy. Słowa Trumpa o tym, że Rosja destabilizuje Ukrainę, a także jego porównanie inwazji ZSRR na Polskę z inwazją nazistowskich Niemiec wywołały bardzo powściągliwą reakcję. Główny propagandzista Moskwy Dmitrij Kisielow wyjaśnił przemowę Trumpa cyniczną chęcią sprzedaży amerykańskiego gazu i sprzętu wojskowego w Polsce. To podejście jest bliskie Kremlowi, który przyjmuje je z zadowoleniem.

Z rosyjskiego punktu widzenia poprzez swoje przemówienie w Polsce Trump poprowadził linię wokół amerykańskiej strefy wpływów. Decyzja Putina, by przejechać 480 kilometrów omijając Polskę i kraje bałtyckie w drodze ze szczytu G20 do domu symbolizują uznanie tej linii. Oznacza to, że Rosja dała do zrozumienia, że nie będzie ubiegać się o kraje NATO i UE, ale uważa za własną strefę wpływów wszystkie kraje leżące na wschód od nich, zwłaszcza Ukrainę. Po spotkaniu z Trumpem Putin zaproponował Kijowowi niedźwiedzią przysługę.

"Interesy rosyjskiego i ukraińskiego narodu zbiegają się", - powiedział.

Ukraina, która ucierpiała wskutek rosyjskiej inwazji i straciła 10 tysięcy swoich obywateli, nerwowo obserwowała, jak Putin i Trump ściskali sobie ręce.

Putin nazwał amerykańskiego prezydenta "konkretnym człowiekiem", z którym można robić interesy, a także pochwalił amerykański udział w negocjacjach w sprawie Ukrainy. Zawsze uważał, że ukraińska rewolucja 2014 roku była dziełem Ameryki. Dlatego los Ukrainy również, zdaniem rosyjskiego prezydenta, powinien byś wyznaczany wspólnie właśnie z Ameryką, a nie z Niemcami i Francją. Kreml ogłosił kadencję Trumpa jako prezydenta końcem ery liberalnego interwencjonizmu. Jednak, cokolwiek nie uwżałby Trump, inni przedstawiciele władz USA najwyższego szczebla kontynuują tradycyjną politykę kraju.

Trump zderzył się z szeregiem oskarżeń o współpracę z Rosją w czasie kampanii wyborczej z ubiegłego roku. Oskarżenia te nasiliły się w tym tygodniu, kiedy dowiedziano się o spotkaniu Donalda Trumpa z prawnikiem związanym z Kremlem. Wszystkie te podejrzenia pozbawiły Trumpa zdolności zawarcia wielkiego porozumienia z Putinem w sektorze polityki zagranicznej. Sekretarz stanu Rex Tillerson jest dobrze zaznajomiony z rosyjskim systemem kumoterskiego kapitalizmu dzięki pracy w ExxonMobil. Doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Herbert McMaster, a także główny rzecznik Białego Domu do spraw Rosji Fiona Hill także są dobrze zorientowani w rosyjskim systemie.

Bezpośrednio przed spotkaniem Trumpa z Putinem sekretarz stanu Rex Tillerson poinformował o mianowaniu byłego ambasadora USA przy NATO Kurta Volkera nowym amerykańskim przedstawicielem na Ukrainie. Volker wezwał NATO do wystąpienia przeciwko rosyjskiej aneksji Krymu oraz skrytykował porozumienie mińskie, do podpisania którego w 2015 roku zmuszono Ukrainę. Wezwał Amerykę do przyznania Kijowowi śmiercionośnej broni nie tylko w celu osiągnięcia rozejmu, ale też przywrócenia ukraińskiej integralności terytorialnej.

Tillerson przedstawił te same cele podczas wizyty w mieście Kijów dzień po szczycie G20. Wojnę na Ukrainie nazwał zaplanowaną i zorganizowaną w Moskwie, a także podkreślił, że Rosja musi zrobić pierwszy krok w stronę deeskalacji. Dopóki tego nie zrobi, sankcje będą działać. Wezwał Kijów do pozbycia się korupcji i stworzenia niezależnego systemu sądowego. Ukraińscy reformatorzy i działacze społeczni boją się stracić poparcie USA podczas prezydentury Trumpa. Tillerson powiedział jednak, że pokonanie korupcji jest ważne, by przyciągnąć inwestycje zagraniczne, których na Ukrainie nie było od 2014 roku. Nadejście amerykańskich firm na Ukrainę również stanowi sposób na wzmocnienie bezpieczeństwa kraju.

"Teraz Putin, jak się wydaje, nie martwi się. W przeciwieństwie do amerykańskich urzędników, którzy wierzą, że Ukraina może stać się zdolnym do życia państwem, Putin jest przekonany, że z pomocą Rosji doprowadzi ją do upadku i sąsiedni kraj pogrąży się w chaosie. Tylko Ukraina może pokazać mu, że się myli", - można przeczytać w artykule.

Wcześniej były ambasador USA w Rosji Michael McFaul pisał na łamach Washington Post, że Trump zrobi błąd, jeśli zdecyduje się "iść dalej" w stosunkach z Putinem. To oznaczałoby wybaczenie Kremlowi naruszenie amerykańskiej suwerenności i agresji wobec Ukrainy.

Przypominamy, że 7 lipca na szczycie G20 w Hamburgu odbyło się spotkanie prezydentów USA i Rosji, Donalda Trumpa i Władimira Putina. Początkowo planowano, że negocjacje potrwają około 35 minut, trwały jednak 2,5 godziny, przez co Putin spóźnił się na spotkanie z premierem Japonii Shinzō Abe.

Po spotkaniu osiągnięto porozumienie o wprowadzeniu zawieszenia broni w Syrii, przeprowadzeniu wizyty specjalnego przedstawiciela USA na Ukrainie Kurta Volkera w Moskwie, a także utworzeniu wspólnej grupy ds. bezpieczeństwa cybernetycznego.


Źródło: ZN.ua

 

Praca w Polsce