niedziela, 16 lipiec 2017 21:20

Tydzień 10-14 lipca w gospodarce Ukrainy

Problemy ze spółką Ryanair, rewizja budżetu, poprawy prognoz i nowe inwestycje.

Główną wiadomością w ukraińskiej gospodarce w zeszłym tygodniu stała się rezygnacja największych europejskich tanich linii lotniczych - irlandzkiej spółki Ryanair - z realizacji lotów na Ukrainę. Niektórzy zdążyli ochrzcić to wydarzenie najgłośniejszą porażką ukraińskich reform transportowych i osobiście ministra infrastruktury Wołodymyra Omeliana oraz upadkiem nadziei Ukraińców na tanie przeloty. Ryanair, który planował rozpocząć loty z Kijowa i Lwowa już we wrześniu 2017 roku, a nawet sprzedawał na nie bilety lotnicze, 10 lipca poinformował o wycofaniu się z rynku ukraińskiego z powodu zerwania umowy z głównym lotniskiem Kijowa – międzynarodowym lotniskiem "Boryspol".

"Ryanair ogłasza, że wycofuje swoje zaplanowane wejście na Ukrainę po tym, jak kijowskie lotnisko (Boryspol) nie wykonało warunków umowy, zawartej przez Ministerstwo Infrastruktury z urzędnikami lotniska i obecnym dyrektorem generalnym lotniska, panem Riabikinem w marcu tego roku", - napisano w oświadczeniu linii lotniczych, opublikowanym przez ich służbę prasową. Podkreślono, że "port lotniczy »Boryspol« stanął po stronie linii lotniczych w kwestii wysokich taryf" oraz "pozbawił ukraińskich pasażerów dostępu do tanich biletów lotniczych". "W rezultacie Ryanair nie ma innego wyboru, jak tylko zrezygnować z 4 nowych kijowskich tras i 7 nowych tras ze Lwowa, co doprowadzi do utraty ponad 500 000 pasażerów i 400 miejsc pracy", - dodała spółka, informując, że planuje dać pierwszeństwo konkurencyjnym kierunkom z Niemiec, Izraela i Polski. Jednocześnie oświadczenie głównego dyrektora handlowego spółki Ryanair, Davida O'Briena, opublikowane na stronie internetowej Londyńskiej Giełdy Papierów Wartościowych 10 lipca, było stanowcze. "W imieniu ukraińskich konsumentów żałujemy, że kijowskie lotnisko pokazało, iż Ukraina nie jest jeszcze wystarczająco bezpiecznym miejscem dla inwestycji, - napisano w opublikowanym oświadczeniu. - Żałujemy, że lwowski port lotniczy stał się ofiarą decyzji Kijowa".

Oświadczenie Ryanaira zostało opublikowane krótko po głośnej konferencji prasowej prezesa "Boryspolu" Pawła Riabikina, która również odbyła się 10 lipca i na której wymagania linii lotniczych zostały nazwane "nielegalnymi i niemożliwymi". Wśród  nich znalazły się darmowe reklamy, biura, nawigacja lotnicza, stała opłata pobierana od pasażerów według obniżonej stawki, udział w przychodach sklepów wolnocłowych i grunt pod budowę hotelu. Według szacunków "Boryspolu" w przypadku podpisania umowy w wydaniu Ryanaira, lotnisko poniesie straty wynoszące około 2 mld hrywien, spowodowane nieuzyskaniem dochodów. Od razu po konferencji prasowej minister infrastruktury Wołodymyr Omelian, który zapraszał Ryanaira na Ukrainę, oskarżył o zerwanie porozumień właśnie port lotniczy "Boryspol". Wiadomość o odwołaniu lotów Ryanaira wywołała oburzenie wielu Ukraińców, którzy mieli nadzieję na tanie loty do Europy - we Lwowie w tej sprawie odbył się nawet flash mob, w ramach którego kilkaset samochodów i ludzi stworzyło słowo "RYANAIR" na parkingu stadionu "Arena Lwów", wzywając europejskie linie lotnicze do pozostania na Ukrainie. "Rząd musi zrobić wszystko, by osiągnąć kompromis i pomyślnie zakończyć negocjacje" - podkreślili organizatorzy na stronie akcji na Facebooku, dodając: "Poprzez swoją akcję chcemy przekazać władzy centralnej nasze stanowisko i zmusić ją do znalezienia sposobu, by Ryanair pozostał na Ukrainie".

Z kolei rząd wyciągnął z sytuacji swoje wnioski. Minister infrastruktury Wołodymyr Omelian złożył podanie o zwolnienie ze stanowiska dyrektora generalnego "Boryspolu" Pawła Riabikina, ale rząd postanowił inaczej - premier Ukrainy Wołodymyr Hrojsman polecił Ministerstwu Infrastruktury i kierownictwu "Boryspola" kontynuować negocjacje z Ryanair, a także zaangażować w nie kierownictwo rządowego Biura Pozyskiwania Inwestycji. W związku z tym, jak poinformował sam Wołodymyr Omelian, kwestia zwolnienia Riabikina "na razie nie jest istotna", ponieważ zwalniać kierowników dużych lotnisk może tylko rząd, a Ryanair z kolei jest gotów wznowić konstruktywne negocjacje - bez wzajemnych oskarżeń i proponowania nieprzystosowanych lotnisk w rodzaju "Hostomelu". Wobec tego szansa na nadejście Ryanaira na Ukrainę wciąż istnieje. Tym bardziej, że jeśli odrzuci się emocje i spojrzy na sytuację wyłącznie z punktu widzenia firmy, można zrozumieć, że nic nadzwyczajnego się nie dzieje – Ryanair ma duże zyski przy niskich kosztach właśnie dzięki skandalicznemu stylowi prowadzenia działalności gospodarczej i potrafi wycisnąć z kontrahentów maksymalnie wiele preferencji, w tym niemożliwych (co prawda z powodu wzrostu natężenia ruchu potem wygrywają wszyscy). Dzięki głośnej reklamie ze strony ministra Omeliana Ryanair stał się swojego rodzaju symbolem tanich lotów i teraz po prostu korzysta z okazji, by uzyskać jeszcze więcej preferencji dzięki publicznemu oburzeniu. Jednocześnie jest mało prawdopodobne, że firma będzie oddawać swoich potencjalnych klientów konkurencji. W emocjach bowiem jakoś wszyscy zapomnieli, że na Ukrainie już kolejny rok działają inne duże linie lotnicze - węgierski Wizzair, oferujący więcej niż atrakcyjne ceny lotów do Europy z ukraińskich miast, który zaproponował właścicielom odwołanych biletów Ryanaira specjalną taryfę na swoje loty w cenie od 15 do 35 euro.

Skandal z Ryanairem odwrócił uwagę od znacznie bardziej istotnego wydarzenia w gospodarce państwa - rewizji budżetu na rok 2017, która odbyła się w ostatnim tygodniu pracy ukraińskiego parlamentu przed letnimi wakacjami. 13 lipca Rada Najwyższa zwiększyła przychody budżetu o 39 mld hrywien, a część wydatkową o ponad 41 mld hrywien. Jednocześnie Ministerstwo Finansów proponowało zwiększyć dochody i wydatki budżetu tylko o 26 miliardów hrywien, a minister skarbu Ołeksandr Danyliuk nazwał to "niekompetentną interwencją", która postawi pod znakiem zapytania możliwość wykonania budżetu. Oprócz zwiększenia naprawdę krytycznych aspektów finansowania - dotacji mieszkaniowych, programu "Przystępne leki", medycyny - deputowani zwiększyli również wielkość środków na finansowanie subwencji regionów i miejsc, które trudno kontrolować – np. projektu "Ściana" na granicy z Rosją, w sprawie którego jest wiele pytań, a także państwowe wsparcie branży węglowej, w większości działającej na terenach leżących poza sferą wpływu. Natomiast do dochodów budżetu parlament włączył niegwarantowane dochody - na przykład środki z konfiskaty aktywów byłego prezydenta Wiktora Janukowycza. Deputowani próbowali nawet odzyskać zwrotu podatku od wartości dodanej za pośrednictwem obligacji, ale ta próba nie powiodła się. Ministerstwo Finansów zaczęło tylko zapewniać, że podjęto wszelkie wysiłki w celu wykonania budżetu, mimo że 14-15 mld hrywien przychodów nowego budżetu nie jest potwierdzone, a z jego wykonaniem może pojawić się problem.

Na zakończenie – kilka pozytywnych wiadomości, które w zeszłym tygodniu również pojawiły się w ukraińskiej gospodarce. Pierwsza wiadomość: Bank Światowy poprawił prognozę wzrostu produktu krajowego brutto Ukrainy z 3% do 3,5% w 2018 roku i z 3% do 4% w 2019 roku. Jak zaznaczył kierownik programu rozwoju Banku Światowego Feng Zhao, w najbliższych latach na Ukrainie będzie dynamicznie wzrastać rola sektora prywatnego w procesie reform. Druga wiadomość: największy na świecie wirtualny operator komórkowy - brytyjska spółka LycaMobile - oficjalnie potwierdził start swojej pracy na Ukrainie i pomyślnie przeszedł licencjonowanie. Narodowa Komisja ds. Regulacji Łączności i Informatyzacji wydała firmie "Trymob" kopię licencji 3G z prawem do wykorzystania jej przez spółkę zależną "LycaMobile Ukraina" bez prawa do obsługi sieci. Rozpoczęcia obsługiwania klientów na Ukrainie oczekuje się w przeciągu kilku miesięcy.
 

Wasyl Sydorowicz

 

Praca w Polsce