niedziela, 06 sierpień 2017 21:45

Tydzień 31 lipca – 4 sierpnia w gospodarce Ukrainy

Płatności dla MFW, dochody banków, wojna o kolej i odejście inwestycji.

Ostatni tydzień w ukraińskiej gospodarce zostanie zapamiętany dzięki płatnościom Ukrainy dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego, podsyconej przez orzeczenia sądowe facebookowej wojnie o "Ukrzaliznycię", stabilności walutowej i dochodom systemu bankowego, a także rezygnacji inwestorów z prowadzenia lub rozszerzania działalności gospodarczej na Ukrainie.

Spłata części zadłużenia Ukrainy wobec MFW miała miejsce 3 sierpnia. Ukraina przelała na konto Funduszu pierwszą ratę w wysokości 450 milionów dolarów za wcześniejszy program stand-by. Płatność została zrealizowana kosztem rezerw walutowych Ukrainy. Co ciekawe, płatność ta nie miała istotnego wpływu na wielkość rezerw walutowych – dzięki korzystnej sytuacji na rynku walutowym i stabilności ukraińskiej waluty, hrywny, według stanu na początek sierpnia wielkość rezerw Ukrainy przekroczyła 18 mld dolarów. Jak mówi zastępca prezesa NBU Dmytro Sołohub, rezerwy udało się zwiększyć dzięki zakupowi waluty netto za hrywny na rynku międzybankowym – od początku roku Narodowy Bank Ukrainy kupił i wykorzystał do uzupełnienia rezerw około 1,4 miliarda dolarów. Ponieważ kwota ta przekracza oczekiwaną wielkość transzy MFW w ramach programu rozszerzonego finansowania, kwestia przyznania kredytu nie jest już tak krytyczna. Natomiast MFW nadal przedstawia Ukrainie zalecenia w sprawie reformy państwowej – 4 sierpnia Ministerstwo Finansów upubliczniło rekomendacje Funduszu w zakresie reformy Państwowej Służby Fiskalnej. Główne kroki obejmują reorganizację PSF w jedną osobę prawną, aktualizację personelu i zmniejszenie liczby pracowników podatkowych, a także automatyzację procesu administrowania podatkami. Zdaniem Funduszu, nowy skład PSF musi być bardziej profesjonalny, lepiej opłacany i nieskorumpowany, ponieważ kompleksową reformę służby podatkowej hamuje korupcja.

W sektorze finansowo-bankowym główną wiadomością stały się wskaźniki raportowania największych ukraińskich banków z pierwszego półrocza 2017 r., opublikowane w zeszłym tygodniu. Zgodnie z nimi, zdecydowana większość (25) z TOP 30 banków Ukrainy zakończyła półrocze z zyskiem, a największy zysk w wysokości 2,738 mld hrywien uzyskał "Raiffeisen Bank Aval". Największych strat – 4,72 mld hrywien – zaznał rosyjski "Prominvestbank". Wśród nierentownych banków znajduje się znacjonalizowany "PrivatBank", niedawno ponownie dokapitalizowany przez państwo. Pomimo pozytywów w systemie bankowym, Narodowy Bank Ukrainy postanowił utrzymać stopę dyskontową na poziomie 12,5% w skali roku i pozwolił bankom zwiększyć swoje walutowe transakcje w ciągu dnia do poziomu 1% kapitału regulacyjnego, czyli średnio od 22 do 44 milionów dolarów. Na tym pozytywne wieści jednak się kończą – NBU ostrzega przed wzrostem oczekiwań inflacyjnych ze względu na wzrost popytu, który może być dodatkowo stymulowany przez wzrost wydatków budżetowych i świadczeń emerytalnych w drugim półroczu, z uwagi na co inflacja przekroczy prognozowane oczekiwania.

Najważniejszą wiadomością sektorze pozabankowym stała się sytuacja z największym państwowym przewoźnikiem Ukrainy, "Ukrzaliznycią", bardzo dobrze pokazującą, jak z pozytywnej wiadomości można zrobić wiadomość negatywną i skandal. 2 sierpnia szef "Ukrzaliznyci" Wojciech Balczun przedstawił na swojej stronie na Facebooku wyniki finansowe przedsiębiorstwa z pierwszego półrocza, zgodnie z którymi w danym okresie "Ukrzaliznycia" zarobiła 122,5 mln hrywien netto, podczas gdy w pierwszym półroczu 2016 roku jej straty netto wyniosły 3,77 mld hrywien. W okresie od stycznia do czerwca 2017 roku dochody "Ukrzaliznyci" wzrosły w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku o 17,6%, czyli o 5,6 mld hrywien, a wydatki – tylko o 1,7 mld hrywien, czyli o 4,7%. Opublikowany raport wywołał miażdżącą krytykę ministra infrastruktury Ukrainy Wołodymyra Omeliana, który od dawna jawnie wyraża niezadowolenie z pracy kolei. Jak napisał na swojej osobistej stronie na Facebooku, w rzeczywistości "Ukrzaliznycia" w pierwszym półroczu zaznała strat w wysokości 4,93 mld hrywien netto, ponieważ przy tworzeniu raportu przedsiębiorstwo rzekomo nie wzięło pod uwagę "wpływu różnic kursowych, zmniejszenia w 2017 roku wydatków na amortyzację, przeniesienia remontów generalnych najważniejszych środków z kosztów do inwestycji kapitałowych oraz wpływu indeksacji taryf na przewozy towarowe". Podsumowując, minister po raz kolejny wezwał do pilnego powołania nowego, profesjonalnego kierownictwa "Ukrzaliznyci". Gdyby ta dyskusja pozostała w ramach popularnych wśród Ukraińców wojen facebookowych, nikt nie zwróciłby na nią uwagi, ponieważ wygląda na to, że precedens z Ryanairem wystarczył, by zrozumieć powagę wpływu ministra infrastruktury na branżę transportową. Natomiast oskarżenia Omeliana zostały wzmocnione przez opublikowany 2 sierpnia apel prokuratora generalnego Ukrainy Jurija Łucenki do rządu, w którym przedstawił on wymóg nieprzedłużania kontraktu z Wojciechem Balczunem. W apelu Łucenko uzasadnia swoje stanowisko tym, że Prokuratura Generalna prowadzi dochodzenie w sprawie około 90 postępowań karnych, związanych z kradzieżą mienia i środków "Ukrzaliznyci", a tak duża liczba spraw wynika z "niewłaściwego wykonywania przez zarząd publicznej spółki akcyjnej »Ukrzaliznycia« swoich obowiązków". Prawdziwą "wisienką na torcie" było jednak przyjęte w zeszłym tygodniu orzeczenie Okręgowego Sądu Administracyjnego w Kijowie o uznaniu za niezgodne z prawem rządowego postanowienia z dnia 18 stycznia 2017 roku, na mocy którego w swoim czasie "Ukrzaliznycia" przestała być podporządkowana Ministerstwu Infrastruktury i została przekazana pod zarządzanie bezpośrednio Gabinetu Ministrów. "Po nabraniu przez takie orzeczenie sądowe mocy prawnej »Ukrzaliznycia« wróci do domu", - z dumą oświadczył Wołodymyr Omelian na swojej stronie na Facebooku. Przywracanie sprawiedliwości to oczywiście dobra rzecz, ale w przypadku "Ukrzaliznyci" rodzi co najmniej dwa pytania: dlaczego pan minister nie zwrócił się do sądu z prośbą o przywrócenie pod zarządzanie Ministerstwa Infrastruktury także lotniska "Boryspol" po głośnym zerwaniu umowy z Ryanairem na korzyść pewnego przewoźnika narodowego, który zaczął domagać się w sądzie odszkodowania za obniżenie taryf lotniczych dla ukraińskich pasażerów? Drugie pytanie jest natomiast ważniejsze: czy normalna jest praktyka, gdy członek Gabinetu Ministrów zaskarża decyzję swojego organu? Przecież rząd, którego celem jest dokonywanie reform, powinien stanowić jeden zespół, zajmujący się wspólną sprawą, a wynoszenie na zewnątrz wewnętrznych problemów jest nie tylko nieetyczne, ale też szkodliwe, ponieważ praktyka ta zmniejsza i wydajność pracy rządu, i zaufanie społeczeństwa do niego. W końcu energię i środki, wykorzystywane na rozwiązywanie wewnętrznych sprzeczności, można byłoby spożytkować na naprawdę potrzebne społeczeństwu sprawy.

Tymczasem, gdy w rządzie trwa dyskusja, inwestorzy powoli przenoszą firmy poza granice Ukrainy. 1 sierpnia Polskie Radio poinformowało, że jeden z największych producentów Ukrainy i wiodący pod względem wielkości produkcji producent soku zagęszczonego w Europie, firma T. B. Fruit, planuje zainwestować ponad 100 milionów euro w budowę dwóch fabryk soków na terenie Polski. Budowa pierwszego zakładu może rozpocząć się już w 2018 roku. Bez względu na to, że na Ukrainie podatki i koszty pracy są niższe, a firma T. B. Fruit znajduje się praktycznie tuż obok granicy Europy, kierownictwo postanawia rozszerzać produkcję na terenie Polski, gdzie trzeba płacić więcej podatków, a wynagrodzenia są wyższe – zapewne dlatego, że w Polsce panują lepsze warunki, a firmy są lepiej chronione, czego nie ma na Ukrainie. Kolejnym wielkim wyjściem z ukraińskiego rynku stała się ogłoszona w zeszłym tygodniu rezygnacja firmy VP Capital, należącej do białoruskiego biznesmena Wiktora Prokopenki, z nabycia od "Sbierbanku Rosiji" ukraińskiego "Sbierbanku" i odwołanie odpowiedniego wniosku z Narodowego Banku Ukrainy. Firma umotywowała to swoją wewnętrzną decyzją i chęcią skoncentrowania się na innych rynkach. Co do wejścia na rynki nowych graczy, w zeszłym tygodniu w tej sprawie odnotowano tylko chęci – dyrektor generalny portu lotniczego "Lwów" Tetiana Romanowska poinformowała o pracach nad zaangażowaniem do realizacji długich tras ze Lwowa narodowego irlandzkiego przewoźnika Aer Lingus. Póki co jednak są to tylko zamiary...

Wasyl Sydorowicz

 

Praca w Polsce