czwartek, 10 sierpień 2017 08:36

Trochę gerontofilii

Wołodymyr Hrojsman jest najmłodszym premierem w historii Ukrainy i jeszcze niedawno nikt nie widział go w roli samodzielnego gracza politycznego. W ostatnim czasie były mer Winnicy i dyrektor tamtejszego bazaru rozwinął godną szacunku aktywność we wszystkich możliwych sektorach i jak to zwykle bywa, nie obyło się bez głośnych incydentów. Najbardziej zauważalnym wśród nich była inicjatywa, którą ukraińskie media nazwały "galwanizacją politycznych trupów".
Do ożywienia działalności Wołodymyra Hrojsmana nieoczekiwanie doszło w pomieszczeniu Gabinetu Ministrów. W tych murach szef rządu niegdyś odczytywał nazwiska podwładnych, którzy jego zdaniem nie pracowali zbyt skutecznie, jednak jego ostatnie informacyjne wybuchy występują głównie na łonie natury lub w otoczeniu prostych podatników – premier lubi kontrolować, jak gdzieś na peryferiach kładzie się asfalt, zbiera plony lub otwiera jakiś społecznie znaczący obiekt. Teraz Hrojsman w możliwie oficjalnej atmosferze zrobił sobie PR za pomocą postaci, o których już zdążono, a o niektórych nawet starano się zapomnieć. Podczas uroczystego posiedzenia z okazji 100-lecia Gabinetu Ministrów (dostojni panowie świętowali jubileusz rządu czasów Hruszewskiego, Wynnyczenki i Petlury) obecny rząd stworzył nowy organ doradczy – Radę Premierów. Hrojsman wypowiedział wiele protokołowych zdań, które po odrzuceniu biurokratycznego słownictwa można tłumaczyć tak – Rada może stać się dobrym miejscem do wymiany doświadczeń, a na posiedzeniach tego konklawe będzie można rozpatrywać najważniejsze zagadnienia rozwoju kraju. "Trzeba stworzyć Radę Premierów, na której można byłoby rozpatrywać te kwestie, które są strategicznie ważne dla rozwoju naszego państwa. Takie rozwiązanie byłoby bardzo dobrym mechanizmem wymiany doświadczeń, zgromadzonych przez 25 lat niepodległości naszego państwa", – powiedział premier. W przedsięwzięciu oprócz Hrojsmana brali udział byli szefowie rządów z różnych czasów – Arsenij Jaceniuk, Łeonid Kuczma, Jewhen Marczuk, Jurij Jechanurow, Anatolij Kinach.

Z wymienionych byłych premierów tylko Jaceniuk nie osiągnął jeszcze wieku emerytalnego, ale o takich jak Arsenij Petrowycz klasyk literatury amerykańskiej Irving Stone powiedział: "Starców trzeba zabić jeszcze w pieluchach". 62-letni Kinach wszedł do ukraińskiej historii dzięki anegdocie o tym, że japońscy konstruktorzy robotów chcieli kupić Anatolija Kyryłowycza, ale odstąpili od swego zamiaru, gdy dowiedzieli się, że to nie android, a żywy człowiek. Urzędnik z głosem, mimiką i zachowaniem robota C-3PO z "Gwiezdnych Wojen" w Gabinecie Ministrów był wyłącznie pośrednikiem w przekazywaniu idei produkowanych w Administracji Prezydenta Kuczmy, a tego, czy Kinach miał jakieś własne pomysły, można się tylko domyślać. 68-letni Jurij Jechanurow podczas swojej kadencji jako premier również nie wyróżniał się inicjatywą, ale to właśnie jego uważa się za "ojca" ukraińskiej prywatyzacji, która odbyła się w pierwszej połowie lat 90. ubiegłego wieku, miała drastyczne konsekwencje i dała możliwość przygarnięcia gospodarki kraju tym, których teraz nazywa się oligarchami. 76-letni Jewhen Marczuk przeszedł do sfery polityki z Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego. Mistrz zakulisowych gier i snucia intryg został wyrzucony ze stanowiska premiera przez prezydenta Kuczmę za, jak powiedziano, "tworzenie własnego politycznego wizerunku". Samego Łeonida Kuczmę (78 lat) w swoim czasie prezydent Łeonid Krawczuk wygonił ze stanowiska premiera z powodu porażki wywołanej przez strajki górników, które o mało nie zmieniły się w zamieszki.

Hrojsman zignorował 88-letniego Witalija Masoła – zarówno premiera w czasach Związku Radzieckiego, który przeżywał swoje ostatnie dni, jak i szefa Gabinetu Ministrów Ukrainy, który dopiero stawał na nogi. Jednak czcigodny wiek bardziej pasuje do rozmów z prawnukami niż do komunikacji z Jaceniukiem lub nawet młodszym od Arsenija Petrowycza Hrojsmanem. W grupie patriarchów nie znalazł się 84-letni Witold Fokin, który kierował Gabinetem i niepodległej Ukrainy, i Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Najstarszy ludowy deputowany (urodzony w 1933 roku) w obecnej Radzie Najwyższej, Juchym Zwiahilski, był jedynie pełniącym obowiązki premiera i pewnie dlatego nie zaproszono go do plejady siwowłosych. A mógłby on wiele nauczyć, na przykład jak uciec do Izraela, kiedy parlamentarzyści chcieli pociągnąć go do odpowiedzialności za nadużycia. Juchym Łeonidowicz wrócił z Ziemi Obiecanej, a kolejni dwaj obywatele Ukrainy, którzy zajmowali stanowisko premiera, do tej pory ignorują rodzime tereny, choć nie mieszkają na brzegu rzeki Jordan. Pawło Łazarenko został premierem dwadzieścia lat temu, a w czasie swojej działalności udało mu się zdobyć miejsce w międzynarodowym rankingu 10 największych państwowych działaczy korupcyjnych. Potem siedział za pranie brudnych pieniędzy w amerykańskim więzieniu, a obecnie mieszka z młodszą o dwadzieścia lat żoną w Kalifornii na brzegu Oceanu Atlantyckiego. Na brzegu rosyjskiej rzeki Don w mieście Rostów (według oficjalnej wersji) mieszka Wiktor Janukowycz, który w więzieniu za przestępstwa gospodarcze nie siedział, ale ma szanse dostać się tam za zdradę państwową. Jasna sprawa, że pomysł Hrojsmana, by podzielić się doświadczeniem zdobytym podczas kadencji, na tym etapie mało interesuje te osoby.

Trudniej zrozumieć, dlaczego Wołodymyr Borysowycz nie zaprosił do rady starszyzny odnoszącego największe sukcesy (takie określenie było bardzo popularne 10-15 lat temu) premiera Wiktora Juszczenki i Julii Tymoszenko – jedynej przedstawicielki płci pięknej, która dotarła na szczyty władzy wykonawczej. Najnowsze wiadomości z życia Wiktora Juszczenki były związane z jego częstymi wizytami na Andrijiwskim Uzwozie. Na tym kijowskim Montmartre nieudolny prezydent kupował ceramikę wykonaną przez ludowych rzemieślników i grał rolę bliskiego ludziom chłopaka. Pani J. w przerwach między histeryczno-ognistymi występami z trybuny Rady Najwyższej Ukrainy przygotowuje się do kampanii prezydenckiej i nie może marnować swojego potencjału na ciekawe, ale nie pierwszoplanowe procesy.

W ogóle nie da się zrozumieć, dlaczego na liście nie znalazł się 70-letni Wałerij Pustowojtenko, który w Gabinecie Ministrów siedział najdłużej ze wszystkich ukraińskich premierów. Co prawda został on zapamiętany przede wszystkim dzięki wielkiemu skandalowi wokół naprawy Narodowego Pałacu "Ukraina", którą kierował sam Wałerij Pawłowycz i gdzie na potrzeby produkcyjnyce kupowano miotły za pięćdziesiąt dolarów. Przynajmniej takie ceny tego sprzętu figurowały w oficjalnym kosztorysie.

Jasna sprawa, że pomysłu Hrojsmana, by zaangażować do aktualnych procesów "dymisjonowców", nie można traktować bez ironii. Najmądrzejsze, co może poradzić każda z wymienionych postaci, to powiedzieć: "Patrz, co robię i nie rób tak". Jednak bardzo aktywne figurowanie Wołodymyra Borysowycza w przestrzeni informacyjnej w każdej sprawie (nawet takiej jak nieudane tworzenie premierskiego kółka zainteresowań) daje podstawy, by twierdzić, że Hrojsman politycznie "wydoroślał" i czuje się na siłach, by grać we własną grę. W ostatnich dniach na jednym z kanałów telewizyjnych nadano ciekawy komunikat. "Mówiłem już , że czuję swoją skuteczność właśnie we władzy wykonawczej, dlatego nie mam takich planów", – powiedział Hrojsman, odpowiadając na pytanie o to, czy zamierza kandydować na prezydenta w następnych wyborach. Zgodnie z zasadami ukraińskich gier politycznych to, co zostało powiedziane, trzeba przepuścić przez wszystkie możliwe filtry i potraktować dokładnie odwrotnie. Tak samo niedawno zaczęły się rozprzestrzeniać informacje na temat rzekomego konfliktu, który istnieje między Hrojsmanem i Poroszenką, a sam obecny szef Gabinetu Ministrów nawiązał dobre relacje ze swoim poprzednikiem, liderem partii "Front Ludowy" Arsenijem Jaceniukiem. Dystrybutorzy plotek podsuwają odbiorcom wniosek, że sojusz obecnego i byłego premiera jeszcze poskutkuje przedterminowymi wyborami do Rady Najwyższej, a jeśli trafi się dobra karta i będzie sprzyjał układ gwiazd, to także przedterminowymi wyborami prezydenckimi. Skoro tak, pozostawanie w potoku informacyjnym i tworzenie informacyjnego napędu choćby z pomocą naftalinowych działaczy politycznych jest życiowo niezbędne.

 

Jurij Cwiach

 

 

Opinie wyrażone w dziale "Publicystyka", przekazują poglądy samych autorów i nie muszą odzwierciedlać stanowiska redakcji.

 

Praca w Polsce