środa, 23 sierpień 2017 07:17

"Bankopad" w Ukrainie: społeczny wybuch czy polityczny wymysł?

Czyszczenie systemu bankowego kosztowało kraj 38% PKB, połowa instytucji finansowych mogła go uniknąć
W przededniu nowego sezonu politycznego, gdy w ukraińskim parlamencie prezydent powinien przedstawić nowego szefa Banku Narodowego, w społeczeństwie nadal aktywnie omawia się efekty pracy poprzedniego formalnego prezesa – mija właśnie trzy miesiące przebywającej na urlopie Wałerii Hontarewej. Nowym słowem w potocznym języku Ukraińców "dzięki" niej stał się "bankopad" - proces masowego uznania banków za niewypłacalne i usuwanie ich z rynku. Nie jest wykluczone, że cele nie były ekonomiczne a polityczne.

Dlaczego przeprowadzili "bankopad"

Niedawno Rada Narodowego Banku – organ doradczo-nadzorczy przy Banku Centralnym Ukrainy – ogłosił swoją ocenę "reform" przeprowadzonych przez regulatora systemu bankowego w okresie od 2015 roku do pierwszej połowy 2017 roku.

Pogardliwa krytyka pracy Wałerii Hontarewej i jej drużyny zakończyła się przerażającymi cyframi: ze względu na masowe wycofanie z rynku ponad 90 banków kraj stracił około 38% PKB. Z czego 14% to bezpośrednie straty budżetu, czyli wszystkich podatników. Reszta to straty firm i osób prywatnych, które niefrasobliwie zostawiły pieniądze w bankach, uznanych później za niewypłacalne. Sami bankierzy oceniają zmniejszenie ilości aktywów na 30% w porównaniu z początkiem 2014 roku, a fizyczne straty – nie mniej niż 300 mld hrywien (około 10 mld euro).

Uczestnicy rynku i eksperci są przekonani, że podejście do wycofania banków z rynków było wyjątkowo wybiórcze. Na przykład, średniej wielkości bank "Platinum" przez długi czas utrzymywali na powierzchni, pozwalając mu "odkurzać" rynek i zbierać pieniądze pod niebotyczne 25-26% rocznych, bez względu na oczywiste problemy o których wiedzieli i mówili wszyscy wokół. W tym samym czasie, wiele innych instytucji, które de facto nie doświadczały poważnych problemów – zostały wycofane z rynku w ciągu jednej nocy "bez prawa na ostatni telefon".

Wielu na Ukrainie uważa, że w niektórych przypadkach – a może i w ogóle cały program "bankopadu" to wycofanie banków z rynku było nie tyle jego uzdrowieniem, ile czyszczeniem przed monopolizacją przez zachodnie struktury finansowe. Potwierdzeniem tego jest na przykład drapieżna nacjonalizacja "PrivatBanku", którą bankierzy między sobą dawno nazwali "rejderskim przejęciem". Realizacja którego była planowana, nie w celu ochrony interesów deponentów i innych klientów, a dla uzyskania kontroli nad wielomiliardowymi finansowymi potokami największej instytucji finansowej w kraju. Dzięki nacjonalizacji "PrivatBanku", udział banków państwowych w systemie wyniósł ponad 55% według wielkości aktywów i 61% - według poziomu depozytów.

Dlaczego tutaj oczyszczanie rynku pod zachodnie banki? Ministerstwo Finansów Ukrainy wielokrotnie podkreślało, że nie zamierza zostawić sobie kontroli nad bankami państwowymi (co, nawiasem mówiąc, szkoda, bo można je było wykorzystać do realizacji projektów społecznych lub infrastrukturalnych, ale to już inna historia). W ten sposób, prędzej czy później połowa systemu w obrazie 4 rządowych instytucji finansowych będzie wystawiona na sprzedaż. I jest oczywiste, że ukraińskich klientów na te struktury nie będzie. Bo razem z "bankopadem", Narodowy Bank wytruł z rynku większość oligarchów, którzy mieli interes w działalności bankowej. Pozostali tylko Wiktor Pinczuk i Rinat Achmetow.

Czyli 55% systemu bankowego prędzej czy później przejdzie w ręce cudzoziemców. Dodajmy do tego już istniejącą część banków z kapitałem zagranicznym: 35% pod względem aktywów (z których lwia część to rosyjskie banki państwowe). I otrzymamy pełną monopolizację do niedawna jeszcze jednego z najbardziej zróżnicowanych i dynamicznych rynków Europy Wschodniej.

Sądy z Narodowym Bankiem Ukrainy

Sztuczność "bankopadu" potwierdza także Fundusz Gwarancji Depozytów Osób Fizycznych – specjalna instytucja, której misją jest wypłacać pieniądze deponentom-osobom prywatnym zbankrutowanych banków, które miały wkłady do 200 tys. hrywien (około 6,5 tys. euro). Na przykład, szef Funduszu Kostiantyn Woruszylin w jednym z wywiadów przyznał, że około 40 (!) z ponad 90 wycofanych z rynku banków mogło uniknąć tego losu. Najprawdopodobniej chodzi o banki, które nie były pralniami i miały plany podwyższenia kapitału.

Wiele z nich decyduje się zakwestionować w sądzie uznanie swojej niewypłacalności. W szczególności, według upublicznionej niedawno statystyki samego regulatora, z 46 (!) procesów sądowych, NBU wygrał tylko 11, dodatkowo w 14. sądy przyjęły orzeczenia nie na rzecz NBU, 21 – jest w toku sądów pierwszej instancji. 2 decyzje NBU kwestionuje w Wyższym Sądzie Administracyjnym Ukrainy, a dodatkowo 9 – w Najwyższym (poprzednie instancje wygrały banki). Dwie sprawy dosłownie w zeszłym tygodniu Sąd Najwyższy zwrócił do rozpatrzenia w pierwszej instancji.

Powodem, dla którego banki kwestionują działania NBU to chęć udowodnienia, że to właśnie regulator przeszkodził bankowi wstać z kolan i kontynuować działalność dla ukraińskiej gospodarki. Na przykład, na podstawie danych w Jednolitym Rejestrze Sądowym, jeden z najstarszych na Ukrainie "Ukrinbank" przedstawił Narodowemu Bankowi plan finansowego uzdrowienia, przewidujący zaangażowanie 500 mln dolarów USA w ekwiwalencie od inwestora i przywrócenie poziomu płynności. W ramach zaplanowanych działań "Ukrinbank" zarejestrował w Narodowym Banku umowę kredytową w zakresie pozyskiwania środków od inwestora-nierezydenta, jednakże nie czekając określonej w umowie granicznej daty wpłaty środków pieniężnych, NBU wysłał bank na likwidację. Ponadto, gdy zagraniczny inwestor przyszedł do NBU w celu uzgodnienia transakcji, pierwszy zastępca prezesa NBU Ołeksandr Pysaruk poradził inwestorowi nie inwestować, a "jak najszybciej wyjechać z tego kraju".

"Ukrinbank" był jednym z pierwszych, który zakwestionował likwidację w sądzie. Kiedy banki masowo zaczęły oprotestowywać niezgodne z prawem decyzje regulatora, Wałerija Hontarewa zdecydowała się na bezprecedensowy krok. Wysłała list do przewodniczącego Sądu Najwyższego Jarosława Romaniuka, gdzie prosiła wpływać na sądy niższych instancji, aby te wynosiły orzeczenia dla banków wyłącznie w interesie Banku Narodowego. Przy okazji, ten właśnie list stał się podstawą do wszczęcia śledztwa przez Prokuraturę Generalną Ukrainy w sprawie ingerencji w postępowanie sądowe.

Z powagą do szefa WSU, dotychczas nie było specjalnych poleceń dla „ręcznej regulacji” procesów. Ale dość trudno powiedzieć jednoznacznie, jak zostaną rozwiązane pozostałe w toku Temidy sprawy sądowe.

Niezakończona historia

Jest oczywiste, że "bankopad" posiada (ponieważ się nie zakończył) ogromny negatywny wpływ na gospodarkę kraju. I nie chodzi tylko o faktyczne straty biznesu, ale także o wycofanych przez nieokreśloność finansową inwestycjach, które tylko w 2014 roku spadły o 900 mln dolarów. Ponadto, nieprofesjonalna działalność NBU w sprawie regulacji walutowych doprowadziła do 200% dewaluacji hrywny. Sytuacja z kursem hrywny demonstrowała całkowitą utratę kontroli procesów, do których dołączył także brak waluty. Przedsiębiorstwa—eksporterzy starali się ze wszystkich sił utrzymać walutę z przychodów, aby dodatkowo zarobić na kursie, i tym samym zmniejszyły się wpływy waluty do systemu finansowego Ukrainy.

"Dzięki" "czyszczeniu" systemu bankowego, to właśnie państwo, czyli podatnicy Ukrainy – zostało zmuszone spłacić osobom fizycznym część zadłużenia z likwidacji banków, a to ponad 70 mld hrywien wydrukowanych dodatkowo pieniędzy, które z pewnością wywarły presję na kurs. Również państwo straciło około 100 mld hrywien w formie refinansowania, rachunków przedsiębiorstw państwowych i lokalnych budżetów. A na dokapitalizowanie "PrivatBanku" wydano prawie jedną czwartą budżetu państwa.

Wzrosła koncentracja aktywów: 20 największych banków w tej chwili skupia około 90,6 % aktywów systemu bankowego Ukrainy. A jeśli ocenić taki wskaźnik, jak CR5, pokazujący koncentrację aktywów pięciu największych banków, to w 2016 r. wzrósł do 54%, a poziom koncentracji „piątki” odnośnie depozytów ludności w ogóle osiągnął 62%.

Pozostałe na rynku banki tak i nie rozpoczęły kredytowania realnego sektora gospodarki, ale za to inwestują zasoby w obligacje i certyfikaty depozytowe NBU, trochę w konsumenckie i kartowe kredytowanie społeczeństwa. Wyjątek stanowią tylko pojedyncze kredyty przedsiębiorstw z branży rolniczej, przemysłu spożywczego, logistyki przemysłowej.

Więc czy było to czyszczenie od toksycznych aktywów – czy jednak polityczny krok: może utemperować oligarchów, oczyścić drogę dla zachodnich banków, stworzyć cieplarniane warunki dla banku prezydenta lub byłych pracowników NBU? Odpowiedź powinna dać nie tylko Wałerija Hontarewa w raporcie przed parlamentem przed formalnym głosowaniem odnośnie jej dymisji, ale i organy ścigania, które powinny oddzielić ziarna od plew i pokazać, gdzie "doktor" naprawdę prowadził "leczenie", a gdzie "odciął niepotrzebną rękę, gdy bolała noga".

Hryhorij Brynza


Opinie wyrażone w dziale "Publicystyka", przekazują poglądy samych autorów i nie muszą odzwierciedlać stanowiska redakcji.

 

Praca w Polsce