niedziela, 27 sierpień 2017 10:15

Los prokuratora

Jurij Łucenko występował w ukraińskiej historii w różnych postaciach. Pernamentny rewolucjonista okresowo był ludowym deputowanym, dziennikarzem, uwięzionym ministrem i wieloma innymi. Współczesna reinkarnacja Łucenki jako prokuratora początkowo była postrzegana jako żart, letnie wydarzenia wykazały jednak, że wszystko jest o wiele poważniejsze, a jesienią są szanse na zaostrzenie i tak już napiętej sytuacji.

By ludowi deputowani wyjechali na wakacje w odpowiednim stanie, prokurator generalny Ukrainy Jurij Łucenko rozwinął burzliwą działalność. Wstępnym i najbardziej widocznym rezultatem stało się swoiste pociągnięcie do odpowiedzialności kilku parlamentarzystów. "Swoiste", ponieważ z prawdziwą karą za popełnione przestępstwa (łapówkarstwo, działalność korupcyjna itp.) nikt się nie spotkał. Natomiast postacie, które zainteresowały Prokuraturę Generalną Ukrainy i zostały pozbawione deputackiego immunitetu, wniosły kaucje na różne kwoty (od kilkuset tysięcy do kilku milionów hrywien) oraz obiecały nie wyjeżdżać za granicę i raportować organom ścigania o swoim przemieszczaniu się wewnątrz kraju. Pozostali wybrańcy ludu pomyśleli o swoich szkieletach w szafie, a ktoś wspomniał stwierdzenie Marka Twaina, że kiedy dowolny mężczyzna w wieku powyżej trzydziestu lat zostanie skazany na karę śmierci, będzie wiedział, za co.

Dla ukraińskiego obywatela żelaznym stereotypem jest stwierdzenie, że "na górze wszyscy to złodzieje i działacze korupcyjni", wobec czego skromne osiągnięcia Prokuratury Generalnej i jej szefa były postrzegane w kontekście "z dużej chmury mały deszcz". Łucenko jednak się nie uspokoił i przed wakacjami ogłosił nowe sprawy przeciwko przedstawicielom aktualnej władzy wykonawczej i ustawodawczej. "Analiza działań sądowej gałęzi władzy to wyjątkowa kompetencja Narodowego Biura Antykorupcyjnego. Dlatego skupiamy się na działaczach przeszłości i dnia dzisiejszego z wykonawczej i ustawodawczej gałęzi władzy. W szczególności rozpatrujemy teraz sprawy, w których chodzi i o deputowanych, i o aktualnych ministrów", - powiedział w audycji telewizyjnej i zaznaczył, że Prokuratura Generalna zajmuje się tymi sprawami równolegle z ocenianiem działań byłego prezydenta Wiktora Janukowycza oraz "dwóch tuzinów jego sług, którzy złupili kraj, a śledztwo w sprawie ich wszystkich zostało zakończone". Ponadto prokurator generalny przechwalał się tym, że w ubiegłym roku do sądu przekazano sprawy 1200 łapówkarzy z aktualnej władzy. "A w tym roku planujemy tylko zwiększać tempo i wysokość stanowisk tych, którzy łupią kraj", - przekonywał Łucenko, że nie za darmo zjada swój chleb z masłem.

Jeśli chodzi o poprzednie "przestępcze władze", szczególnie imponująco wyglądał raport prokuratora generalnego w sprawie skonfiskowango majątku poplecznika Janukowycza, byłego ministra dochodów i opłat Ołeksandra Kłymenki. Łącznie skonfiskowana kwota wyniosła 6 mld hrywien. Prokurator generalny podkreślił także, że w sprawie Kłymenki zatrzymanych pozostaje 9 osób, a 18 wpłaciło kaucję na łączną kwotę 59 mln hrywien. Łączna kwota skonfiskowanego majątku tych ludzi sięga 900 mln hrywien. Ołeksandr Kłymenko uciekł do Rosji, nie wiadomo dokładnie, gdzie obecnie przebywa, a prokuratura generalna inkrymunuje byłemu ministrowi artykuł Kodeksu karnego "Tworzenie i udział w organizacji przestępczej oraz nadużycie stanowiska służbowego".

By nie zostać oskarżonym o wyznawanie zasady "przyjaciołom - wszystko, wrogom - prawo", Łucenko w ramach własnych obowiązków zainteresował się także swoimi kolegami. W trakcie wspólnego śledztwa Prokuratury Generalnej Ukrainy i Służby Bezpieczeństwa Ukrainy została zatrzymana asystentka wiceministra spraw wewnętrznych Switłana Iwasztenko, zastępca szefa organizacji obywatelskiej "Korpus Obywatelski »Azow«" i jeszcze jakiś obywatel, którego nazwisko nie jest oficjalnie rozgłaszane. Jurij Łucenko poinformował o tym na swojej stronie na Facebooku. Zgodnie z treścią komunikatu zatrzymani są podejrzani o systematyczne wymuszenia od przedstawiciela jednej z firm na kwotę ponad półtora miliona hrywien z zagrożeniem życia i zdrowia. "Według danych z nieoficjalnych czynności śledczych (poszukiwawczych) napastnicy podzielili między sobą i innymi osobami 785 tys. hrywien. W związku z tym przeprowadzono 13 rewizji, w tym w domu wiceministra spraw wewnętrznych Wadyma Trojana. Wskazanych środków nie udało się znaleźć", - napisał Łucenko. Wszystkich zatrzymanych poinformowano o podejrzeniu i wybrano wobec nich środki zapobiegawcze.

O wiele bardziej interesująca była historia z byłym zastępcą szefa Departamentu Prokuratury Generalnej ds. Śledztw Wyjątkowo Ważnych w Sektorze Gospodarki Dmytrem Susem. Łucenko wyrzucił tego dobrodzieja z organów za kłamstwo w deklaracji i kwestionariuszu. Kłamstwo polegało na tym, że Sus "zapomniał" wspomnieć w odpowiednich dokumentach o aucie klasy premium Audi Q7 o wartości ponad 900 tys. hrywien, które zarejestrował na własną, 85-letnią babcię. W lipcu bieżącego roku zwolnionego prokuratora został zatrzymano na lotnisku i teraz Susowi, oprócz świadomego podania nieprawdziwych informacji w deklaracji osoby upoważnionej do wykonywania funkcji państwowych lub funkcji samorządu terytorialnego, przewidzianego w ustawie "O zapobieganiu korupcji", inkryminowano jeszcze masowe korzystanie z cudzego mienia poprzez nadużycie stanowiska służbowego oraz wielokrotne korzystanie i marnowanie cudzego mienia poprzez nadużycie stanowiska służbowego.

By zrozumieć spektrum spraw, którymi zajmowała się Prokuratura Generalna, przytoczymy dwa przykłady. Po pierwsze, PGU ogłosił wyniki śledztwa w sprawie tragedii iłowajskiej, mającej miejsce w sierpniu 2014 roku, gdzie zginęło 366 ukraińskich wojskowych, rannych zostało 249, 128 dostało się do niewoli, a 158 znikło bez wieści. Według wyników śledztwa w sprawie tragedii iłowajskiej pociągnięto do odpowiedzialności karnej 89 osób, w tym 43 obywateli Federacji Rosyjskiej, wśród których znajduje się 20 urzędników, a spośród nich 11 osób to pracownicy kierownictwa Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej (minister obrony FR Siergiej Szojgu, jego pierwszy zastępca Walerij Gierasimow i jeszcze 9 generałów). PGU poinformowała, że wymienione osoby są poszukiwane, a sąd wydał zezwolenie na ich zatrzymanie. Rzecz jasna, z takim samym efektem PGU na tym etapie mogła wykonać lalkę voodoo na wzór Szojgu i wbijać w nią różne ostre przedmioty, jednak ukraińscy prokuratorzy robią wszystko zgodnie z przepisami prawnej gry, które być może kiedyś dadzą rezultat w Trybunale w Pradze.

Druga sprawa to przykład wpływów Łucenki na bieg wydarzeń, z którymi ma pośredni związek. Na początku września prokurator generalny skierował do premiera Wołodymyra Hrojsmana apel, by nie przedłużać kontraktu z głową "Ukrzaliznyci" Wojciechem Balczunem (roczny kontrakt z Balczunem skończył się 5 czerwca). Łucenko powiedział, że prokuratura prowadzi około 90 postępowań karnych, związanych z faktami przywłaszczenia, defraudacji i wykorzystania nieruchomości poprzez nadużycie stanowiska służbowego przez urzędników "Ukrzaliznyci". "Uważam, że taka sytuacja w transporcie kolejowym wynika przede wszystkim z nienależytego wykonywania przez zarząd publicznej spółki akcyjnej »Ukrzaliznycia« powierzonych obowiązków. Biorąc pod uwagę powyższe, uważam za niecelowe przedłużenie kontraktu z Wojciechem Balczunem", – napisał Łucenko w apelu.

Samemu prokuratorowi generalnemu spokojnie żyć tradycyjnie nie pozwalają dziennikarze. W czasach prezydenta Juszczenki Łucenko dostał stanowisko ministra spraw wewnętrznych i tylko bardzo leniwy dziennikarz nie wbił w Jurija Witalijowycza szpilki w związku z tym, że z wykształceniem inżyniera elektrotechnika nie powinien on zajmować tak ważnego stanowiska. Ponadto, będąc ministrem, ten pan wziął udział w pijackim skandalu na niemieckim lotnisku, czym również długo cieszyły się rekiny pióra. Przez dziesięć lat z hakiem Łucenko i tak nie dostał dyplomu prawnika, teraz jednak zarzuca mu się nowe roszczenia i można obejść się już bez alkoholu. Prokuratorowi generalnemu przedstawia się drobne zarzuty w tym rodzaju, że jego orszak zbyt często łamie przepisy ruchu drogowego - zjeżdża na przeciwległy pas ruchu i przejeżdża przez podwójną ciągłą linię. Są także poważniejsze zarzuty o charakterze finansowym. Dziennikarze nijak nie mogli zrozumieć, dlaczego starszy syn prokuratora generalnego Ukrainy Ołeksandr zrobił rodzicom (przy okazji, pani Iryna Łucenko jest ludowym deputowanym) prezent o wartości ćwierć miliona hrywien. Wydobyto informację, skąd syn ma niemały majątek i okazało się, że Ołeksandr zarabia na wynajmie mieszkań mieszczących się w elitarnej stołecznej dzielnicy Peczersk, a właścicielem lokali oficjalnie jest księgowa żony prokuratora generalnego Switłana Ryżenko. Miłośnikom cyfr spodobało się rownież to, że jeszcze w maju prokurator generalny zarabiał 63 185 hrywien, a już w lipcu wniósł do rodzinnego budżetu 99 950 hrywien.

Jednak to nie popełniający wykroczenia kierowcy, którzy wożą prokuratora generalnego i nie majątek Łucenki najbardziej interesuje publiczoność. Jesienią prokurator generalny pokaże, czy jego letnia aktywność dotycząca skorumpowanych deputowanych była realnymi krokami, czy banalną autoreklamą. Bardziej wtajemniczeni oczekują, że jesienią wyjdą na jaw zamiecione pod dywan gry, które rzekomo prowadzi minister spraw wewnętrznych Awakow, były premier Jaceniuk i obecny szef Gabinetu Ministrów Hrojsman w sprawie przedterminowych wyborów parlamentarnych i minimalizacji wpływu prezydenta Poroszenki na aktualne wydarzenia w kraju. Konspirologów bardzo interesuje, jaką rolę w tym procesie odegra były minister, więzień i obecny prokurator generalny.

Jurij Cwiach

 

Praca w Polsce