czwartek, 28 wrzesień 2017 09:52

Ukraińcy mogą już pracować w UE bez wiz: co należy wiedzieć

Polska przyciąga do pracy coraz większą liczbę Ukraińców.

Ukraińcy aktywnie wyjeżdżają do pracy do Europy. Większość z nich osiada w sąsiedniej Polsce, która jako pierwsza z krajów UE pozwoliła Ukraińcom pracować bez posiadania odpowiedniej wizy. Polacy są zainteresowani migrantami zarobkowymi z Ukrainy, ale istnieje pewne ryzyko. W artykule portalu „Apostrof” zagłębiono się w szczegóły tej sprawy

Wprowadzenie ruchu bezwizowego z krajami Unii Europejskiej dało Ukraińcom możliwość znalezienia pracy w Polsce bez konieczności posiadania zezwolenia na pobyt lub wizy. Takie prawo do pracy pojawiło się wraz z uruchomieniem trybu bezwizowego – posiadanie w paszporcie wydanej przez Polskę wizy Schengen nie pozwalało obywatelowi Ukrainy na legalne znalezienie pracy w tym kraju bez odpowiednich dokumentów. A obecnie Ukraińcy mogą legalnie pracować w Polsce bez konieczności posiadania wizy lub zezwolenia na pobyt. Przy tym termin pobytu w Polsce nie może przekraczać 90 dni w ciągu 180 dni, ponieważ ukraińscy obywatele nie mają prawa przebywać na terytorium państw obszaru Schengen dłużej niż przez wskazany okres.

Ale możliwości zatrudnienia dla Ukraińców w Polsce nie są ograniczone do trzech miesięcy. W 2015 roku polski rząd podjął decyzję o udzieleniu obywatelom szeregu państw byłego ZSRR, w tym Ukrainie, prawa do pracowania sześć miesięcy w ciągu roku bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę. W tym przypadku konieczne jest pisemne oświadczenie pracodawcy, które składa on w wojewódzkim urzędzie pracy.

Ponadto oczekuje się, że w 2018 roku w Polsce wejdzie w życie nowa redakcja Kodeksu pracy, która będzie przewidywać możliwość uproszczonego wydawania zezwoleń na prace sezonowe do ośmiu miesięcy w ciągu roku.

Ci, którzy chcą zostać w Polsce na dłużej, nadal będą musieli uzyskać wizę lub kartę pobytu (dokument potwierdzający tożsamość i oficjalny status jej właściciela w tym kraju).

Do Polski po łatwe pieniądze

Tak właśnie zrobiła Oksana z Kijowa, która pracowała pół roku jako kelnerka w jednej z warszawskich kawiarni – pojechała do domu i wyrobiła w polskiej ambasadzie długoterminową wizę pracowniczą.

„Pracuję w Warszawie, legalnie. Są tym również zainteresowani polscy pracodawcy, bo jeśli przyjdzie jakaś kontrola, to za nielegalnych pracowników wlepia ogromny mandat”, - powiedziała Oksana, dodając: „Chociaż podobno dużo Ukraińców i tak pracuje nielegalnie”.

Wiktor często bywa w Polsce w interesach, a niedawno zatrudnił się tam w fabryce. Nie pracował długo z powodu zmieniających się warunków w ojczyźnie, ale był pod wrażeniem warunków pracy w sąsiednim państwie.

„W porównaniu z Ukrainą Polska wyróżnia się warunkami pracy”, - powiedział. „No i wynagrodzenie, oczywiście, jest kilka razy wyższe”. Przy tym jego zdaniem, poziom dyscypliny jest również znacznie wyższy, niż na Ukrainie: „Jeżeli pracownik jest pijany, zostaje natychmiast zwolniony”.

„W sprawie pensji - bez znajomości języka będzie na pewno niska: 10-12 złotych na rękę (72-87 hrywien) za godzinę. Nasi tyle dostają w fabrykach, przy zbieraniu owoców i w magazynach. Grafik jest sztywny – zazwyczaj sześć dni w tygodniu, po 12 godzin dziennie”, - mówi Oksana. Jej zdaniem, praca w kawiarni i sklepach bardziej się opłaca.

Przy okazji, po wprowadzeniu trybu bezwizowego wynagrodzenia Ukraińców w Polsce wzrosły, według polskich mediów 1,5-2,5 razy. W zależności od branży, stawki wzrosły do 14-25 złotych (101-188 hrywien) za godzinę. Jest to związane z tym, że pensje w Polsce ogólnie wzrosły. Ale lokalni pracodawcy starają się zatrzymać ukraińskich pracowników, w związku z czym zwiększają im wypłaty. Według Oksany, Ukraińcom, którzy pracują legalnie, w większości płaci się tyle samo, co Polakom.

Ponieważ Ukraińcy wykazują zainteresowanie rynkami pracy w innych państwach, między innymi w Niemczech, polscy pracodawcy coraz częściej uciekają się do różnych form zachęt, wśród których są zapewnienie zakwaterowania, darmowe wyżywienie, bezpłatny transport.

A wszystko to na tle dość niskich cen – średnio nie różnią się one od ukraińskich (coś jest droższe, coś, wręcz przeciwnie, jest tańsze). Wyjątek stanowią usługi komunalne i transport publiczny – są one w Polsce wciąż znacznie droższe.

Nawiasem mówiąc, dla wielu Ukraińców Polska jest swego rodzaju bazą do dalszego emigrowania na Zachód. To już wspomniane Niemcy i kilka innych krajów, w których wynagrodzenie obecnie przewyższa polskie pensje.

„Tu na razie naszym jest najłatwiej się wyrwać, potem można iść dalej, ale trzeba podjąć wysiłek”, - mówi Oksana.

Mówi także, że nie spotkała się w stosunku do siebie z jakąkolwiek dyskryminacją.

„W ogóle znam wielu Polaków i wszyscy normalnie odnoszą się do Ukraińców. Ale Ukraińcy też bywają różni i stosunek niektórych Polaków do nas nie jest najlepszy. Ale to nie dotyczy wszystkich”, - mówi dziewczyna.

Ale przypadki agresji w Polsce w stosunku do Ukraińców nie są aż tak rzadkim zjawiskiem. W połowie sierpnia w Lublinie trzech Polaków pobiło na tle wrogości narodowej 23-letnią Ukrainkę, a pod koniec tego samego miesiąca, również w Lublinie, pobito studenta z Ukrainy. Pomiędzy tymi dwoma incydentami doszło do podobnego zdarzenia w Gdańsku – trzech pijanych napastników napadło na Ukraińca, który pracował w barze. Jednak podobne incydenty wywołują negatywną reakcję u większości polskich obywateli, którzy często biorą stronę Ukraińców, a nie swoich rodaków.

Razem jesteśmy silniejsi

Aby walczyć z przejawami przemocy, a także w celu ochrony praw pracowników, Ukraińcy tworzą w Polsce swoje organizacje.

W 2016 roku w Polsce powstał związek zawodowy „Trudowa Solidarnist". Za jedno z głównych swoich zadań uważa on ochronę ukraińskich migrantów przed samowolą pracodawców i oszukiwaniem bez skrupułów przez „pośredników pracy”. A to, niestety, zdarza się często. Do najczęstszych naruszeń należą niepłacenie wynagrodzenia, nieprzestrzeganie uzgodnionych warunków pracy, manipulacja dokumentami. Notowane są nawet przypadki handlu ludźmi.

„Słyszałam, że wiele osób oszukuje Ukraińców, ale to też głównie w fabrykach, magazynach, czasami też kierowców. W sumie, lepiej samemu szukać firmy, która jest niezawodna, a nie przez dziwnych pośredników”, - dzieli się swoim doświadczeniem Oksana.

Przez samowolę cierpią głównie nielegalni migranci.

„Dyskryminacja dotycząca warunków i wynagrodzeniu faktycznie nie występuje, zwłaszcza w tych przypadkach, gdy ludzie pracują legalnie. Jeśli chodzi o nielegalnych migrantów, to sam ich status w Polsce daje możliwość manipulowania nimi i dyskryminowania ich”, - powiedział prezes Ukraińskiego Stowarzyszenia Międzynarodowego Zatrudnienia Wasyl Woskobojnyk.

Bardzo trudno powiedzieć, ilu nielegalnych imigrantów z Ukrainy obecnie pracuje w Polsce. Takich statystyk w ogóle nie ma. Równocześnie istnieją statystyki dotyczące legalnych pracowników.

„Możemy mówić o 1,2 mln zaproszonych do pracy do Polski w zeszłym roku i 750 tysiącach w pierwszej połowie tego roku”, - zaznaczył Wasyl Woskobojnyk.

Jego zdaniem, największy popyt w Polsce jest na specjalności robocze i sezonowe prace w polu.

„Polacy zapraszają do pracy na budowach, w fabrykach i zakładach montażowych, na zbiory. Jednak z roku na rok coraz więcej Ukraińców zajmuje też menadżerskie stanowiska”, - powiedział.

„Zbawiciele Europy”

Z czym związana jest taka „miłość” Polaków do ukraińskich pracowników? Odgrywa tutaj rolę wspólna historia i zbliżona mentalność. Polacy mają również bardzo pragmatyczny motyw – nie chcą wpuszczać do siebie uchodźców z Bliskiego Wschodu, oświadczając przy tym, że przyjmują setki tysięcy obywateli Ukrainy, w której toczy się wojna. Ale tu Polacy trochę przekręcają fakty, ponieważ Ukraińców, którzy uzyskali w Polsce status uchodźcy, jest zaledwie kilkudziesięciu (w latach 2014-2016 taki status uzyskało 34 Ukraińców spośród 5852,którzy się o niego ubiegali – „Apostrof”).

Ale główny powód jest inny.

„Ukraińscy pracownicy są naprawdę bardzo poszukiwani na polskim rynku, ponieważ to od nich w dużej mierze zależy teraz wzrost polskiej gospodarki”, - powiedział Wasyl Woskobojnyk.

Tego samego zdania jest szef Ukraińskiego Medialnego Centrum Reform Taras Kaczka.

„Wzrost polskiej gospodarki jest ograniczony przez chwile załamania demograficznego. Dla Polski ukraińscy pracownicy są zbawieniem gospodarki, ponieważ nie może ona rosnąć bez siły roboczej, zarówno wykwalifikowanej, jak i niewykwalifikowanej”,- powiedział Kaczka.

Przy tym za polskim przykładem mogą pójść inne kraje UE, przede wszystkim najbliżsi sąsiedzi Ukrainy.

„Nasi zachodni sąsiedzi doświadczają zapotrzebowania na siłę roboczą. Przykład Polski jest znamienny. Doświadczenia tego kraju w zakresie przyciągania migrantów z Ukrainy na tym etapie wyglądają na bardzo udane. I całkiem możliwe, że te doświadczenia będzie kopiowane przez Czechy, Słowację, być może też Węgry”, - powiedział analityk polityczny Instytutu Współpracy Euroatlantyckiej Wołodymyr Horbacz.

„Inne kraje, zwłaszcza w Europie Wschodniej, uważnie obserwują poczynania Polaków. Rzecz w tym, że w tych państwach również notuje się wzrost gospodarczy i im również potrzeba rąk do pracy. W warunkach, gdy Ukraińcy są właściwie ostatnią dużą rezerwą siły roboczej w Europie, walka o naszych rodaków będzie się w najbliższym czasie nasilać. Węgry już dziś biorą przykład z Polski. Całkiem możliwe, że tą samą drogą pójdą Czechy i kraje bałtyckie”, - zaznaczył Wasyl Woskobojnyk.

Jednakże należy rozumieć, że Polska jest jednym z największych pod względem liczby ludności krajów Europy Wschodniej i szóstym (z uwzględnieniem Wielkiej Brytanii) w Unii Europejskiej. Inne kraje regionu z pewnością również będą otwierać swoje rynki pracy dla Ukraińców, ale „jest małe prawdopodobieństwo, że taki fenomen, jak w przypadku Polski, nastąpi z kimś innym”, uważa Taras Kaczka.

Oprócz tego, według Wasyla Woskobojnyka, Ukraińcy mogą mieć potencjalnie problem w kwestii zatrudnienia w Unii Europejskiej.

„W UE jest rząd - Komisja Europejska, która znajduje się w Brukseli i nie popiera takiego podejścia krajów Europy Wschodniej. Brukselskie władze mogą mieć wpływ na rządy tych krajów, a praktyka zaproszenia Ukraińców do pracy bez wizy może zostać przerwana”, - oświadczył.

Widmo Brexitu krąży po Europie

Są i inne problemy. W czerwcu 2016 roku w Wielkiej Brytanii odbyło się referendum w sprawie członkostwa kraju w Unii Europejskiej, a większość Brytyjczyków poparła wyjście z UE (tzw. Brexit). Oczekuje się, że proces ten zakończy się w 2019 roku. Wtedy też zniknie możliwość swobodnego przemieszczania się obywateli między Wielką Brytanią a UE, a wielu Europejczykom będzie trudniej uzyskać pozwolenie na pracę w tym kraju.

Co to ma wspólnego z Ukraińcami pracującymi w Polsce? Rzecz w tym, że w Wielkiej Brytanii pracuje od 700 do 800 tysięcy Polaków. Nie jest wykluczone, że po zakończeniu procedury Brexitu jakaś część tych pracowników wróci do Polski – mówi się o 100-200 tysiącach osób. A w niektórych mediach mówi się, że powracający do ojczyzny Polacy zastąpią Ukraińców na rynku pracy.

Ale eksperci uważają, że Brexit nie odbije się na Ukraińcach pracujących w Polsce.

„Ci Polacy, którzy będą wracać, raczej nie zatrudnią się na podobnych stanowiskach, na których pracowali w Wielkiej Brytanii, ponieważ poziom płac będzie znacznie niższy. Być może będą się oni widzieć bardziej jako przedsiębiorcy, a nie hydraulicy (polski hydraulik stał się symbolem taniej siły roboczej w krajach „starej” Europy, przede wszystkim we Francji – „Apostrof”). Więc myślę, że na polskim rynku pracy to będą różne nisze”, - powiedział Wołodymyr Horbacz.

Taras Kaczka uważa, że nawet jeśli Polacy wrócą do domu, to na Ukraińców to nie wpłynie.

„Ale najprawdopodobniej ten masowy powrót Polaków do ojczyzny nie nastąpi, ponieważ Polacy dosyć dobrze zakorzenili się w brytyjskiej gospodarce”, - powiedział ekspert.

Wasyl Woskobojnyk uważa, że masowy powrót Polaków do ojczyzny w związku z Brexit w ogóle nie będzie miał miejsca.

„Rzecz w tym, że przede wszystkim nie jest tym zainteresowany rząd Wielkiej Brytanii, ponieważ Polacy są dobrymi pracownikami, którzy dość harmonijnie wtapiają się w brytyjskie społeczeństwo. Ponadto, nawet jeśli wyobrazimy sobie powrót Polaków do domu, nie będą oni robić Ukraińcom konkurencji, ponieważ są przyzwyczajeni do zarabiania całkiem innych pieniędzy”, - zaznaczył ekspert.

Ci Polacy nie pojadą do domu, a do krajów, gdzie zarobki nie są niższe od brytyjskich, na przykład, do Niemiec, Norwegii.

„Pomimo wzrostu gospodarki w ciągu ostatnich 25 lat, Polsce wciąż jest daleko do poziomu rozwoju tych krajów. Tak samo, jak dzisiejszej Ukrainie jest daleko do Polski”, - podsumował Woskobojnyk.

Kadry decydują o wszystkim

Ruch bezwizowy z UE jest z pewnością najważniejszym ostatnio osiągnięciem Ukrainy na drodze do integracji europejskiej, a otwarcie europejskiego rynku pracy dla Ukraińców, chociaż jeszcze w bardzo ograniczonej skali, również może być postrzegane jako pozytywny sygnał w świetle realizacji ukraińskich europejskich aspiracji. Jednak ten proces ma swoje minusy.

Według badań socjologicznych, 33% ukraińskich obywateli jest gotowych opuścić kraj na zawsze. Takie nastroje w społeczeństwie są związane z trwającą na wschodzie Ukrainy wojną, brakiem zabezpieczeń socjalnych, mglistymi perspektywami ekonomicznymi. Już dziś absolwenci szkół, głównie z zachodnich regionów, starają się wstępować na europejskie uczelnie, których lwia część przypada właśnie na Polskę.

Według oficjalnych statystyk, które Ministerstwo Edukacji i Nauki Ukrainy otrzymało od Polski, na polskich uczelniach studiuje około 60 tysięcy ukraińskich studentów. Zgodnie z prawem, absolwenci polskich szkół wyższych mają prawo zatrudniać się w kraju bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę. A to znaczy, że te 60 tysięcy ukraińskich studentów to potencjalni migranci zarobkowi. Biorąc pod uwagę, że według prognoz liczba studentów z Ukrainy na polskich uczelniach będzie wciąż rosnąć, ilość osób, które nie wrócą na Ukrainę, również wzrośnie.

A przecież są to ludzie, którzy będą mieli wyższe wykształcenie. W przyszłości będą to wykwalifikowani informatycy, ekonomiści, prawnicy, menedżerowie, lekarze, nauczyciele i tak dalej. Jeśli taka tendencja się utrzyma (w połączeniu z trendem naturalnie malejącej populacji, wywołanym niskim poziomem urodzeń), to Ukraina w przyszłości zmierzy się z niedoborem siły roboczej.

Istnieje wyjście z tej sytuacji. Przepis jest znany od dawna – to tworzenie korzystnego klimatu inwestycyjnego i biznesowego, zmniejszenie korupcji, pojawienie się nowych gałęzi produkcji i w konsekwencji miejsc pracy, ogólny wzrost dobrobytu obywateli i wzrost standardów socjalnych.

„Jest to kwestia warunków prowadzenia działalności gospodarczej, kwestia warunków dostępu do rynków europejskich, logistyka”, - zaznaczył Taras Kaczka. „Im więcej firm będzie otwieranych na Ukrainie, tym mniejszy będzie odpływ siły roboczej na Zachód, w tym do Polski. Mamy strefę wolnego handlu z UE, a międzynarodowe firmy zdają sobie sprawę, jak pracować z ukraińskimi pracownikami. Ukraina przestaje być egzotyką, więc powoli, przyspieszając, będziemy z nimi konkurować”.

Wiktor Awdejenko

 

Ukraińcy mogą już pracować w UE bez wiz: co należy wiedzieć

Polska przyciąga do pracy coraz większą liczbę Ukraińców.

Ukraińcy aktywnie wyjeżdżają do pracy do Europy. Większość z nich osiada w sąsiedniej Polsce, która jako pierwsza z krajów UE pozwoliła Ukraińcom pracować bez posiadania odpowiedniej wizy. Polacy są zainteresowani migrantami zarobkowymi z Ukrainy, ale istnieje pewne ryzyko. W artykule portalu „Apostrof” zagłębiono się w szczegóły tej sprawy.

Wprowadzenie ruchu bezwizowego z krajami Unii Europejskiej dało Ukraińcom możliwość znalezienia pracy w Polsce bez konieczności posiadania zezwolenia na pobyt lub wizy. Takie prawo do pracy pojawiło się wraz z uruchomieniem trybu bezwizowego – posiadanie w paszporcie wydanej przez Polskę wizy Schengen nie pozwalało obywatelowi Ukrainy na legalne znalezienie pracy w tym kraju bez odpowiednich dokumentów. A obecnie Ukraińcy mogą legalnie pracować w Polsce bez konieczności posiadania wizy lub zezwolenia na pobyt. Przy tym termin pobytu w Polsce nie może przekraczać 90 dni w ciągu 180 dni, ponieważ ukraińscy obywatele nie mają prawa przebywać na terytorium państw obszaru Schengen dłużej niż przez wskazany okres.

Ale możliwości zatrudnienia dla Ukraińców w Polsce nie są ograniczone do trzech miesięcy. W 2015 roku polski rząd podjął decyzję o udzieleniu obywatelom szeregu państw byłego ZSRR, w tym Ukrainie, prawa do pracowania sześć miesięcy w ciągu roku bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę. W tym przypadku konieczne jest pisemne oświadczenie pracodawcy, które składa on w wojewódzkim urzędzie pracy.

Ponadto oczekuje się, że w 2018 roku w Polsce wejdzie w życie nowa redakcja Kodeksu pracy, która będzie przewidywać możliwość uproszczonego wydawania zezwoleń na prace sezonowe do ośmiu miesięcy w ciągu roku.

Ci, którzy chcą zostać w Polsce na dłużej, nadal będą musieli uzyskać wizę lub kartę pobytu (dokument potwierdzający tożsamość i oficjalny status jej właściciela w tym kraju).

Do Polski po łatwe pieniądze

Tak właśnie zrobiła Oksana z Kijowa, która pracowała pół roku jako kelnerka w jednej z warszawskich kawiarni – pojechała do domu i wyrobiła w polskiej ambasadzie długoterminową wizę pracowniczą.

„Pracuję w Warszawie, legalnie. Są tym również zainteresowani polscy pracodawcy, bo jeśli przyjdzie jakaś kontrola, to za nielegalnych pracowników wlepia ogromny mandat”, - powiedziała Oksana, dodając: „Chociaż podobno dużo Ukraińców i tak pracuje nielegalnie”.

Wiktor często bywa w Polsce w interesach, a niedawno zatrudnił się tam w fabryce. Nie pracował długo z powodu zmieniających się warunków w ojczyźnie, ale był pod wrażeniem warunków pracy w sąsiednim państwie.

„W porównaniu z Ukrainą Polska wyróżnia się warunkami pracy”, - powiedział. „No i wynagrodzenie, oczywiście, jest kilka razy wyższe”. Przy tym jego zdaniem, poziom dyscypliny jest również znacznie wyższy, niż na Ukrainie: „Jeżeli pracownik jest pijany, zostaje natychmiast zwolniony”.

„W sprawie pensji - bez znajomości języka będzie na pewno niska: 10-12 złotych na rękę (72-87 hrywien) za godzinę. Nasi tyle dostają w fabrykach, przy zbieraniu owoców i w magazynach. Grafik jest sztywny – zazwyczaj sześć dni w tygodniu, po 12 godzin dziennie”, - mówi Oksana. Jej zdaniem, praca w kawiarni i sklepach bardziej się opłaca.

Przy okazji, po wprowadzeniu trybu bezwizowego wynagrodzenia Ukraińców w Polsce wzrosły, według polskich mediów 1,5-2,5 razy. W zależności od branży, stawki wzrosły do 14-25 złotych (101-188 hrywien) za godzinę. Jest to związane z tym, że pensje w Polsce ogólnie wzrosły. Ale lokalni pracodawcy starają się zatrzymać ukraińskich pracowników, w związku z czym zwiększają im wypłaty. Według Oksany, Ukraińcom, którzy pracują legalnie, w większości płaci się tyle samo, co Polakom.

Ponieważ Ukraińcy wykazują zainteresowanie rynkami pracy w innych państwach, między innymi w Niemczech, polscy pracodawcy coraz częściej uciekają się do różnych form zachęt, wśród których są zapewnienie zakwaterowania, darmowe wyżywienie, bezpłatny transport.

A wszystko to na tle dość niskich cen – średnio nie różnią się one od ukraińskich (coś jest droższe, coś, wręcz przeciwnie, jest tańsze). Wyjątek stanowią usługi komunalne i transport publiczny – są one w Polsce wciąż znacznie droższe.

Nawiasem mówiąc, dla wielu Ukraińców Polska jest swego rodzaju bazą do dalszego emigrowania na Zachód. To już wspomniane Niemcy i kilka innych krajów, w których wynagrodzenie obecnie przewyższa polskie pensje.

„Tu na razie naszym jest najłatwiej się wyrwać, potem można iść dalej, ale trzeba podjąć wysiłek”, - mówi Oksana.

Mówi także, że nie spotkała się w stosunku do siebie z jakąkolwiek dyskryminacją.

„W ogóle znam wielu Polaków i wszyscy normalnie odnoszą się do Ukraińców. Ale Ukraińcy też bywają różni i stosunek niektórych Polaków do nas nie jest najlepszy. Ale to nie dotyczy wszystkich”, - mówi dziewczyna.

Ale przypadki agresji w Polsce w stosunku do Ukraińców nie są aż tak rzadkim zjawiskiem. W połowie sierpnia w Lublinie trzech Polaków pobiło na tle wrogości narodowej 23-letnią Ukrainkę, a pod koniec tego samego miesiąca, również w Lublinie, pobito studenta z Ukrainy. Pomiędzy tymi dwoma incydentami doszło do podobnego zdarzenia w Gdańsku – trzech pijanych napastników napadło na Ukraińca, który pracował w barze. Jednak podobne incydenty wywołują negatywną reakcję u większości polskich obywateli, którzy często biorą stronę Ukraińców, a nie swoich rodaków.

Razem jesteśmy silniejsi

Aby walczyć z przejawami przemocy, a także w celu ochrony praw pracowników, Ukraińcy tworzą w Polsce swoje organizacje.

W 2016 roku w Polsce powstał związek zawodowy „Trudowa Solidarnist". Za jedno z głównych swoich zadań uważa on ochronę ukraińskich migrantów przed samowolą pracodawców i oszukiwaniem bez skrupułów przez „pośredników pracy”. A to, niestety, zdarza się często. Do najczęstszych naruszeń należą niepłacenie wynagrodzenia, nieprzestrzeganie uzgodnionych warunków pracy, manipulacja dokumentami. Notowane są nawet przypadki handlu ludźmi.

„Słyszałam, że wiele osób oszukuje Ukraińców, ale to też głównie w fabrykach, magazynach, czasami też kierowców. W sumie, lepiej samemu szukać firmy, która jest niezawodna, a nie przez dziwnych pośredników”, - dzieli się swoim doświadczeniem Oksana.

Przez samowolę cierpią głównie nielegalni migranci.

„Dyskryminacja dotycząca warunków i wynagrodzeniu faktycznie nie występuje, zwłaszcza w tych przypadkach, gdy ludzie pracują legalnie. Jeśli chodzi o nielegalnych migrantów, to sam ich status w Polsce daje możliwość manipulowania nimi i dyskryminowania ich”, - powiedział prezes Ukraińskiego Stowarzyszenia Międzynarodowego Zatrudnienia Wasyl Woskobojnyk.

Bardzo trudno powiedzieć, ilu nielegalnych imigrantów z Ukrainy obecnie pracuje w Polsce. Takich statystyk w ogóle nie ma. Równocześnie istnieją statystyki dotyczące legalnych pracowników.

„Możemy mówić o 1,2 mln zaproszonych do pracy do Polski w zeszłym roku i 750 tysiącach w pierwszej połowie tego roku”, - zaznaczył Wasyl Woskobojnyk.

Jego zdaniem, największy popyt w Polsce jest na specjalności robocze i sezonowe prace w polu.

„Polacy zapraszają do pracy na budowach, w fabrykach i zakładach montażowych, na zbiory. Jednak z roku na rok coraz więcej Ukraińców zajmuje też menadżerskie stanowiska”, - powiedział.

„Zbawiciele Europy”

Z czym związana jest taka „miłość” Polaków do ukraińskich pracowników? Odgrywa tutaj rolę wspólna historia i zbliżona mentalność. Polacy mają również bardzo pragmatyczny motyw – nie chcą wpuszczać do siebie uchodźców z Bliskiego Wschodu, oświadczając przy tym, że przyjmują setki tysięcy obywateli Ukrainy, w której toczy się wojna. Ale tu Polacy trochę przekręcają fakty, ponieważ Ukraińców, którzy uzyskali w Polsce status uchodźcy, jest zaledwie kilkudziesięciu (w latach 2014-2016 taki status uzyskało 34 Ukraińców spośród 5852,którzy się o niego ubiegali – „Apostrof”).

Ale główny powód jest inny.

„Ukraińscy pracownicy są naprawdę bardzo poszukiwani na polskim rynku, ponieważ to od nich w dużej mierze zależy teraz wzrost polskiej gospodarki”, - powiedział Wasyl Woskobojnyk.

Tego samego zdania jest szef Ukraińskiego Medialnego Centrum Reform Taras Kaczka.

„Wzrost polskiej gospodarki jest ograniczony przez chwile załamania demograficznego. Dla Polski ukraińscy pracownicy są zbawieniem gospodarki, ponieważ nie może ona rosnąć bez siły roboczej, zarówno wykwalifikowanej, jak i niewykwalifikowanej”,- powiedział Kaczka.

Przy tym za polskim przykładem mogą pójść inne kraje UE, przede wszystkim najbliżsi sąsiedzi Ukrainy.

„Nasi zachodni sąsiedzi doświadczają zapotrzebowania na siłę roboczą. Przykład Polski jest znamienny. Doświadczenia tego kraju w zakresie przyciągania migrantów z Ukrainy na tym etapie wyglądają na bardzo udane. I całkiem możliwe, że te doświadczenia będzie kopiowane przez Czechy, Słowację, być może też Węgry”, - powiedział analityk polityczny Instytutu Współpracy Euroatlantyckiej Wołodymyr Horbacz.

„Inne kraje, zwłaszcza w Europie Wschodniej, uważnie obserwują poczynania Polaków. Rzecz w tym, że w tych państwach również notuje się wzrost gospodarczy i im również potrzeba rąk do pracy. W warunkach, gdy Ukraińcy są właściwie ostatnią dużą rezerwą siły roboczej w Europie, walka o naszych rodaków będzie się w najbliższym czasie nasilać. Węgry już dziś biorą przykład z Polski. Całkiem możliwe, że tą samą drogą pójdą Czechy i kraje bałtyckie”, - zaznaczył Wasyl Woskobojnyk.

Jednakże należy rozumieć, że Polska jest jednym z największych pod względem liczby ludności krajów Europy Wschodniej i szóstym (z uwzględnieniem Wielkiej Brytanii) w Unii Europejskiej. Inne kraje regionu z pewnością również będą otwierać swoje rynki pracy dla Ukraińców, ale „jest małe prawdopodobieństwo, że taki fenomen, jak w przypadku Polski, nastąpi z kimś innym”, uważa Taras Kaczka.

Oprócz tego, według Wasyla Woskobojnyka, Ukraińcy mogą mieć potencjalnie problem w kwestii zatrudnienia w Unii Europejskiej.

„W UE jest rząd - Komisja Europejska, która znajduje się w Brukseli i nie popiera takiego podejścia krajów Europy Wschodniej. Brukselskie władze mogą mieć wpływ na rządy tych krajów, a praktyka zaproszenia Ukraińców do pracy bez wizy może zostać przerwana”, - oświadczył.

Widmo Brexitu krąży po Europie

Są i inne problemy. W czerwcu 2016 roku w Wielkiej Brytanii odbyło się referendum w sprawie członkostwa kraju w Unii Europejskiej, a większość Brytyjczyków poparła wyjście z UE (tzw. Brexit). Oczekuje się, że proces ten zakończy się w 2019 roku. Wtedy też zniknie możliwość swobodnego przemieszczania się obywateli między Wielką Brytanią a UE, a wielu Europejczykom będzie trudniej uzyskać pozwolenie na pracę w tym kraju.

Co to ma wspólnego z Ukraińcami pracującymi w Polsce? Rzecz w tym, że w Wielkiej Brytanii pracuje od 700 do 800 tysięcy Polaków. Nie jest wykluczone, że po zakończeniu procedury Brexitu jakaś część tych pracowników wróci do Polski – mówi się o 100-200 tysiącach osób. A w niektórych mediach mówi się, że powracający do ojczyzny Polacy zastąpią Ukraińców na rynku pracy.

Ale eksperci uważają, że Brexit nie odbije się na Ukraińcach pracujących w Polsce.

„Ci Polacy, którzy będą wracać, raczej nie zatrudnią się na podobnych stanowiskach, na których pracowali w Wielkiej Brytanii, ponieważ poziom płac będzie znacznie niższy. Być może będą się oni widzieć bardziej jako przedsiębiorcy, a nie hydraulicy (polski hydraulik stał się symbolem taniej siły roboczej w krajach „starej” Europy, przede wszystkim we Francji – „Apostrof”). Więc myślę, że na polskim rynku pracy to będą różne nisze”, - powiedział Wołodymyr Horbacz.

Taras Kaczka uważa, że nawet jeśli Polacy wrócą do domu, to na Ukraińców to nie wpłynie.

„Ale najprawdopodobniej ten masowy powrót Polaków do ojczyzny nie nastąpi, ponieważ Polacy dosyć dobrze zakorzenili się w brytyjskiej gospodarce”, - powiedział ekspert.

Wasyl Woskobojnyk uważa, że masowy powrót Polaków do ojczyzny w związku z Brexit w ogóle nie będzie miał miejsca.

„Rzecz w tym, że przede wszystkim nie jest tym zainteresowany rząd Wielkiej Brytanii, ponieważ Polacy są dobrymi pracownikami, którzy dość harmonijnie wtapiają się w brytyjskie społeczeństwo. Ponadto, nawet jeśli wyobrazimy sobie powrót Polaków do domu, nie będą oni robić Ukraińcom konkurencji, ponieważ są przyzwyczajeni do zarabiania całkiem innych pieniędzy”, - zaznaczył ekspert.

Ci Polacy nie pojadą do domu, a do krajów, gdzie zarobki nie są niższe od brytyjskich, na przykład, do Niemiec, Norwegii.

„Pomimo wzrostu gospodarki w ciągu ostatnich 25 lat, Polsce wciąż jest daleko do poziomu rozwoju tych krajów. Tak samo, jak dzisiejszej Ukrainie jest daleko do Polski”, - podsumował Woskobojnyk.

Kadry decydują o wszystkim

Ruch bezwizowy z UE jest z pewnością najważniejszym ostatnio osiągnięciem Ukrainy na drodze do integracji europejskiej, a otwarcie europejskiego rynku pracy dla Ukraińców, chociaż jeszcze w bardzo ograniczonej skali, również może być postrzegane jako pozytywny sygnał w świetle realizacji ukraińskich europejskich aspiracji. Jednak ten proces ma swoje minusy.

Według badań socjologicznych, 33% ukraińskich obywateli jest gotowych opuścić kraj na zawsze. Takie nastroje w społeczeństwie są związane z trwającą na wschodzie Ukrainy wojną, brakiem zabezpieczeń socjalnych, mglistymi perspektywami ekonomicznymi. Już dziś absolwenci szkół, głównie z zachodnich regionów, starają się wstępować na europejskie uczelnie, których lwia część przypada właśnie na Polskę.

Według oficjalnych statystyk, które Ministerstwo Edukacji i Nauki Ukrainy otrzymało od Polski, na polskich uczelniach studiuje około 60 tysięcy ukraińskich studentów. Zgodnie z prawem, absolwenci polskich szkół wyższych mają prawo zatrudniać się w kraju bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę. A to znaczy, że te 60 tysięcy ukraińskich studentów to potencjalni migranci zarobkowi. Biorąc pod uwagę, że według prognoz liczba studentów z Ukrainy na polskich uczelniach będzie wciąż rosnąć, ilość osób, które nie wrócą na Ukrainę, również wzrośnie.

A przecież są to ludzie, którzy będą mieli wyższe wykształcenie. W przyszłości będą to wykwalifikowani informatycy, ekonomiści, prawnicy, menedżerowie, lekarze, nauczyciele i tak dalej. Jeśli taka tendencja się utrzyma (w połączeniu z trendem naturalnie malejącej populacji, wywołanym niskim poziomem urodzeń), to Ukraina w przyszłości zmierzy się z niedoborem siły roboczej.

Istnieje wyjście z tej sytuacji. Przepis jest znany od dawna – to tworzenie korzystnego klimatu inwestycyjnego i biznesowego, zmniejszenie korupcji, pojawienie się nowych gałęzi produkcji i w konsekwencji miejsc pracy, ogólny wzrost dobrobytu obywateli i wzrost standardów socjalnych.

„Jest to kwestia warunków prowadzenia działalności gospodarczej, kwestia warunków dostępu do rynków europejskich, logistyka”, - zaznaczył Taras Kaczka. „Im więcej firm będzie otwieranych na Ukrainie, tym mniejszy będzie odpływ siły roboczej na Zachód, w tym do Polski. Mamy strefę wolnego handlu z UE, a międzynarodowe firmy zdają sobie sprawę, jak pracować z ukraińskimi pracownikami. Ukraina przestaje być egzotyką, więc powoli, przyspieszając, będziemy z nimi konkurować”.

Wiktor Awdejenko

 

 

Praca w Polsce