piątek, 29 wrzesień 2017 15:57

W "wehikule czasu" – przez most zaufania

Im częściej i więcej Ukraińcy i Polacy będą mogli komunikować się między sobą – to większe szanse na pokonanie ich mitów o sobie i nieporozumień w naszych społeczeństwach obu krajów. Ta, w sumie dość prosta i wydawałoby się leżąca na powierzchni myśl na przestrzeni kilkudziesięciu lat stanowi tło dwustronnych stosunków. Jednak to komunikacja i społeczny (tak jak i państwowy) dialog do tej pory nie wyszły na taki poziom, aby stać się najważniejszą stabilnie czynną konstantą w relacji Ukraińców i Polaków. Tutaj wszystko rozwija się falami – to intensywność komunikacji wzrasta gwałtownie, i tak że gwałtownie spada.

Wraz z wprowadzeniem w czerwcu tego roku bezwizowego podróżowania Ukraińców do UE i Polski przesłanki do kolejnego wzrostu intensywności ukraińsko-polskiego dialogu społecznego ułożyły się bardzo obiecująco. Sam autor miał możliwość przekonać się o tym osobiście, odwiedzając na kilka dni Przemyśl w ramach warsztatów organizowanych przez Stowarzyszenie Absolwentów i Przyjaciół PWSW przy współpracy MSZ RP pt.: „Znane i nieznane. Współczesne dziedzictwo polsko-ukraińskiego pograniczna”.

To nie była moja pierwsza podróż do sąsiedniej Polski. Do tego były jeszcze dwie, co prawda dość dawno temu – w 2004 i 2005 roku. Jednak to właśnie mając w pamięci wrażenia sprzed 12-13 lat udało się prześledzić, jak zmieniło się postrzeganie Ukraińców w Polsce. A także porównać z praktyką własne wrażenie o ewolucji postrzegania współczesnej Polski i Polaków na Ukrainie. Wyszedł taki "wehikuł czasu", który dał bardzo cenną bazę porównawczą.

Punktem odniesienia w poznawaniu prawdziwej Polski była pierwsza podróż do Warszawy na wywiad z prezydentem Kwaśniewskim wiosną 2004 roku. Zebrano wtedy grupę dziennikarzy z różnych ukraińskich mediów, aby mogli oni bezpośrednio uzyskać odpowiedzi od polskiego prezydenta na najbardziej istotne dla nich kwestie odnośnie stosunków dwustronnych. Sam wywiad wyszedł interesujący; jako przedstawiciel ekonomicznego wydania "Halyćki Kontrakty" zapytałem Kwaśniewskiego, czy Polacy oddadzą prawa na prywatyzację polskiego kombinatu metalurgicznego Huta Częstochowa naszej firmie ISD, która rok wcześniej wygrała konkurs na realizację tego przedsięwzięcia (co w finale tak się skończyło).

Rozmawiając potem z Polakami, rzuciło mi się w oczy, jak z uwagą przygotowują się do tego, że za kilka miesięcy staną się członkami UE. Odnosiło się wrażenie, że jesteśmy z nimi na różnych trajektoriach rozwoju – oni próbowali zaprojektować swoje miejsce w zjednoczonej Europie. Odpowiednio z tym, woleli rozmawiać o TEJ rzeczywistości z jej specyfiką. Bardzo odległej od naszych realiów – u nas było dość niepokojąco i smutnie: kończyła dziesięciolatka prezydentury Kuczmy, Janukowycz był premierem i przy aktywnym wsparciu Moskwy szedł na prezydenta, Juszczenko był uosobieniem marzeń o wyzwolicielu kraju od więzów "rozwiniętego kuczmizmu", ale stuprocentowej pewności jego zwycięstwa w wyborach prezydenckich na jesieni tego, 2004 roku, nie było. Zresztą, to nie tak, że z Polakami szliśmy w różnych kierunkach, ale wspólnych punktów przecięcia w omawianiu zagadnień codziennego życia było niewiele...

Natomiast rok później, już po zwycięstwie Majdanu i w pełni "kolorowo-czekoladowego okresu" stosunków Ukrainy Juszczenki z Zachodem zaproszono nas, grupę dziennikarzy na forum publiczne do Poznania. Aby omówić, co się zmieniło w stosunkach naszych krajów i narodów po pomarańczowej rewolucji i jakie perspektywy dialogu społeczeństw Polski i Ukrainy będą w nowych warunkach życia dla naszego kraju.

Tak i u nas, jak i Polaków był wtedy ogromny wzrost – wydawało się, że teraz Ukraina na pewno zrobi skok, i, powtarzając drogę radykalnych reform w Polsce, już w niedalekiej przyszłości może stać w ślad za RP członkiem Unii Europejskiej. Wiele się o tym mówiło – gospodarze szczerze próbowali zrozumieć, co i kiedy się u nas zmieni. A myśmy pytali ich o pierwsze miesiące życia w UE, licząc na to, że i nam za pięć – najwyżej dziesięć lat przydadzą się w praktyce, gdy Ukraina wejdzie do Unii Europejskiej. I wielu z Polaków zgadzało się wtedy z nami, że po Majdanie na Ukrainie pojawiły się realne szanse stać się członkiem UE. Niezmiennie dodając, że aby osiągnąć ten cel, będziemy musieli w pocie czoła "harować" nie jeden rok.

Oprócz oficjalnych rozmów były także nieformalne spotkania. Gospodarze forum przyjęli nas bardzo serdecznie – zorganizowali wycieczki po mieście, opowiadali o tym, czym i jak żyją "pospolici Polacy". Zdanie "Jestem z Poznania", "koziołki" Tyrek i Pyrek z miejskiego ratusza i to, jak polskie dziewczyny razem z nami na imprezie śpiewały wyuczone jeszcze z przedszkola radzieckie piosenki "W trawie siedział konik polny" i "Słoneczny krąg, niebo wokół" z ciepłem wspominam do dziś.

Gdy po 12 latach ponownie miałem okazję odwiedzić Polskę, wydało się trochę śmiesznym, jak wtedy byliśmy pasjonatami marzenia o szybkim skoku Ukrainy do Europy. Coś się spełniło, ale zupełnie nie tak, jak razem z polskimi sympatykami Ukrainy w UE myśleliśmy dwanaście lat temu. W Przemyślu nam opowiadali o życiu współczesnej Polski z perspektywy uczących się tutaj studentów z Ukrainy. W czasach, kiedy marzyliśmy w Poznaniu o tym, jak Ukraina wraz z Polską będzie w UE, oni w tym czasie dopiero poszli do pierwszej klasy. W swoich ukraińskich szkołach. Ale teraz za pewnik przyjmują to, że uczą się w jednym z krajów Unii Europejskiej i planują swoją europejską przyszłość. Takim sposobem, ponad 700 tysięcy naszych rodaków, mieszkających i pracujących w RP, zrobiło swój wkład w naszą integrację z UE.

Moje postępy w integracji europejskiej będą skromniejsze – pierwszy raz pojechałem do Europy bez wiz. Ale też się podobało – jak jeszcze może być wygodniej, porównując ze staromodnym sposobem z wizami.

W kontaktach z Polakami w pewien sposób sytuacja była podobna do tej z 2004 roku: ponownie bardzo różnorodne plany zajęć. Wystarcza także ostrych krawędzi w relacjach – od różnicy w postrzeganiu Bandery i UPA w naszych krajach, a kończąc na postrzeganiu czynnika licznej ukraińskiej gastarbeiterskiej diaspory w Polsce.

Jednak tym razem jest zasadnicza różnica – z obu stron jest pragmatyczne zrozumienie sytuacji w stosunkach dwustronnych. I jedna ze stron tego pojmowania to przekonanie o funkcjonowaniu stale działających kanałów gęstej komunikacji między różnymi grupami społecznymi Ukraińców i Polaków. To właśnie komunikacja, słusznie zauważali niemal wszyscy Polacy z którymi rozmawialiśmy w Przemyślu tym razem, jest sposobem oznakować istniejące zadania w stosunkach dwustronnych, omawiać sposoby ich rozwiązania i iść dalej. Miejmy nadzieję, że tym razem w wyniku pragmatycznie zorientowanych wysiłków obu krajów zostaną stworzone takie kanały komunikacji.


Andrij Myseljuk

politolog Instytut Społeczno-Politycznego Projektowania "Dialog" http://i-dialog.com.ua,

Kijów – Przemyśl – Kijów, specjalnie dla Wschodnik.pl

 

Praca w Polsce