niedziela, 22 październik 2017 21:03

Tydzień 16-20 października w gospodarce Ukrainy

Gazowe fiasko z MFW, reprywatyzacja „Ukrtelekomu”, sukcesy eksportu i klimat biznesowy w regionach.

Ostatni tydzień w ukraińskiej gospodarce wyróżnił się kolejną utratą nadziei na uzyskanie kredytu od Międzynarodowego Funduszu Walutowego, przywróceniem na własność państwa największego ukraińskiego operatora telefonii stacjonarnej „Ukrtelekom”, sukcesami eksporterów i start-upów oraz wynikami badania klimatu biznesowego w regionach.

Kolejna runda negocjacji z MFW, w której strona ukraińska miała udowodnić swoje argumenty dotyczące rezygnacji z najbardziej bolesnego wymogu głównego wierzyciela Ukrainy – zmiany ceny gazu dla ludności i w sektorze komunalnym – tradycyjnie rozpoczęła się od optymistycznych oświadczeń. 16 października ukraiński minister finansów Ołeksandr Danyliuk podczas briefingu w Waszyngtonie oświadczył, że Ukraina osiągnęła postęp w sprawie ceny gazu i ma wszelkie szanse, by uzyskać kolejną transzę kredytową do końca 2017 roku. „Jeszcze nie osiągnęliśmy ostatecznego porozumienia, ale osiągnęliśmy postęp, odnotowaliśmy pewne zasady. Negocjacje trwają”, – powiedział i wyraził silne przekonanie, że Ukraina dostanie środki MFW. Natomiast dalsze wydarzenia potwierdziły, że im bardziej optymistyczne są oświadczenia ukraińskiej władzy, tym szybciej wszystko dzieje się dokładnie na odwrót. Już 18 października agencja informacyjna „Ukrajinśki Nowyny”, powołując się na własne źródła w ukraińskim rządzie, poinformowała, że Ołeksandr Danyliuk nie mógł dojść do porozumienia, jeśli chodzi o ustępstwa w sprawie ceny gazu w obecnym sezonie grzewczym. Jak przekazują źródła, MFW kategorycznie odmówił zmiany wcześniej uzgodnionych z ukraińskim rządem warunków, dotyczących określenia ceny gazu w sezonie grzewczym 2017/2018, mających doprowadzić do jej wzrostu o 17,6%. Wobec tego, ten „trzeci wariant” (zmiana formuły ustalania cen gazu tak, by nie zwiększać jej w obecnym sezonie grzewczym), o którym wspominaliśmy w zeszłym przeglądzie, nie zadziałał, a dodatkowym tego potwierdzeniem jest brak daty wizyty misji Funduszu na Ukrainie.

Przypominamy, że ukraińskie władze nie chcą podnieść ceny gazu nie tylko z uwagi na ryzyko wybuchu społecznego, ale też z uwagi na realne, nieplanowane wydatki z budżetu – z uwagi na niskie dochody ludności i brak konkurencji na rynku pracy wskutek wzrostu cen gazu liczba gospodarstw domowych, które dostaną dotacje mieszkaniowe, może wzrosnąć z obecnych 60% do 90%. „Na przykład z powodu wzrostu cen tylko w obwodzie tarnopolskim liczba gospodarstw domowych otrzymujących dotacje według szacunków zwiększy się z 89% do 96%”, – poinformowało Ministerstwo Energetyki i Przemysłu Węglowego Ukrainy. Obecnie na pełne finansowanie wszystkich przyznanych dotacji mieszkaniowych dopłat potrzebne jest ponad 70 mld hrywien, a skarbowi państwa już brakuje na to 10 miliardów, choć rząd wciąż ma nadzieję na zmniejszenie liczby odbiorców dotacji o 10% w związku ze wzrostem realnych dochodów ludności. Przy okazji, w projekcie budżetu na 2018 rok na dotacje mieszkaniowe przewidziano 55 miliardów hrywien, a czy to wystarczy, jest pytaniem retorycznym. Natomiast jak prognozowała agencja Reuters i o czym również wspominaliśmy, Ukraina ma teraz „dwie opcje: pierwszy to pogodzić się z wymaganiami MFW, a drugi – powiedzieć, że można żyć bez MFW i że Ukraińcy są warci więcej niż ta organizacja”. Drugi wariant jest mniej bolesny, ale też problematyczny – Ukraina to niestety nie Polska i nie może całkowicie zrezygnować z finansowania MFW, ponieważ nawet w przypadku braku zapotrzebowania na środki, w tej chwili kredyt Funduszu stanowi znak zaufania do państwa ze strony innych międzynarodowych instytucji finansowych i prywatnych inwestorów, zwłaszcza, jeśli nie ma komu innemu ufać z uwagi na nieprzewidywalność sytuacji biznesowej na Ukrainie.

Tę nieprzewidywalność, nawiasem mówiąc, bardzo dobrze zaprezentowało drugie pod względem wagi wydarzenie z ubiegłego tygodnia – orzeczenie o reprywatyzacji największego operatora telefonii stacjonarnej Ukrainy „Ukrtelekom”, którą 19 października podjął Sąd Gospodarczy Kijowa. Sąd postanowił nie tylko odstąpić od umowy kupna i sprzedaży 92,79% udziałów spółki klientowi – spółce z o. o. „JESU” – za niewywiązanie się z zobowiązań inwestycyjnych, ale też ściągnął z tej firmy karę „za bezczynność” w wysokości prawie 82 mln dolarów. Witalij Trubarow, pełniący obowiązki przewodniczącego Funduszu Mienia Państwowego – instytucji odpowiedzialnej za prywatyzację – w komentarzu do postanowienia zaznaczył również, że spółka nie dostanie żadnych odszkodowań za pakiet akcji przywróconych na własność państwową, ponieważ odpowiednia norma została wycofana z obowiązujących przepisów prawa jeszcze w 2012 roku. Roszczenia do realizacji kontraktu inwestycyjnego sprowadzają się do dwóch punktów: nieuiszczenia przez przedsiębiorstwo w ciągu 5 lat od zakupu inwestycji opłaty w wysokości nie mniejszej niż 450 milionów dolarów i nieprzekazanie na własność państwa sieci telekomunikacyjnej specjalnego przeznaczenia.

Przypomnijmy, że historia prywatyzacji ukraińskiej monopolowej spółki łączności stacjonarnej i tak jest pełna sprzeczności: przez pierwsze 10 lat XXI wieku władze nie zdecydowały się wystawić jej na sprzedaż, nie zważając na wysoką wartość rynkową i zainteresowanie światowych gigantów telekomunikacyjnych. Wskutek tego pakiet, rzecz jasna nie bez pomocy ówczesnych władz, został sprzedany za 10,575 mld hrywien na konkursie prywatyzacyjnym w 2011 roku mało znanej firmie „JESU”, w owym czasie należącą do austriackiego koncernu EPIC i działającą w interesach nieznanego końcowego beneficjenta. Kilka lat później spółkę „JESU” kupiła firma „SCM” znanego oligarchy Rinata Achmetowa, który teraz kontroluje „Ukrtelekom” oraz przygotowuje odwołanie od postanowienia sądu. Pikanterii dodaje sytuacji fakt, że w ramach płatności za akcje zostały wniesione środki pod obligacje w dwóch bankach państwowych, których do dziś nie zwrócono. Dlatego z jednej strony reprywatyzacja wygląda na logiczny krok, a z drugiej może powodować nieufność innych inwestorów, którzy raczej nie będą uczestniczyć w ukraińskiej prywatyzacji, wiedząc, że ich własność może zostać w każdej chwili skonfiskowana bez żadnych odszkodowań. „Oliwy do ognia” nieufności mogą dolewać jeszcze dwie sprawy, o których usłyszano w ubiegłym tygodniu – areszt kont 24 firm informatycznych z Ukrainy, wśród których znajdują się najwięksi pozabankowi operatorzy płatności elektronicznych. Powodem był zarzut prania brudnych pieniędzy z eksportu towarów elektronicznych i usług, a także rejderskie działania przeciwko amerykańskiej firmie Avellana Gold, która nabyła licencję i rozwija jedyne na Ukrainie Mużijewskie Złoże Złota na Zakarpaciu, planując zainwestować tam około 100 milionów dolarów.

Co prawda w zeszłym tygodniu pojawiły się także pozytywne wiadomości. Ukraina znowu osiąga sukcesy w branży start-upów – start-up Go To-U wszedł do dziesiątki najlepszych na międzynarodowym konkursie ClimateLaunchpad i dostanie 95 tysięcy euro na rozwój idei rozszerzenia darmowych stacji ładowania samochodów elektrycznych przez przedsiębiorstwa z sektora usług w zamian za promocję i generację napływu klientów za pomocą specjalnych aplikacji mobilnych i serwisów internetowych z możliwością uprzedniego zapisu.

W pierwszej połowie 2017 roku Ukraina zwiększyła eksport owoców do Unii Europejskiej prawie o połowę w porównaniu z tym samym okresem w 2016 roku, a przez 5 ostatnich lat eksport owoców do Europy potroił się. Łącznie przez 8 miesięcy 2017 roku eksport towarów z Ukrainy wzrósł o 21,1%, czyli o 4,8 mld dolarów – do 27,5 mld dolarów. Największy udział w strukturze eksportu – 41,2% – stanowią produkty z sektora rolnego i spożywczego. Na drugim miejscu znajdują się produkty metalurgiczne (23,2%), a następne są przemysł budownictwa maszyn z udziałem na rynku wynoszącym 11,5% oraz produkty mineralne z udziałem wynoszącym 9,4%. Głównym partnerem handlowym Ukrainy w okresie od stycznia do sierpnia 2017 roku pozostała Unia Europejska z udziałem 40%. Udział Rosji w ukraińskim eksporcie wyniósł 9,5%. Obraz ten co prawda nieco psuje fakt, że prawie dwie trzecie operacji eksportowych na Ukrainie odbywa się na podstawie pośrednich kontraktów, poprzez offshore'y – takie dane opublikowała w zeszłym tygodniu Państwowa Służba Fiskalna Ukrainy. Również deficyt handlu zagranicznego w okresie od stycznia do sierpnia 2017 roku zwiększył się 2,3 razy w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku – do 3,279 miliarda dolarów. Dla każdego zainteresowanego prowadzeniem biznesu na Ukrainie będą korzystne wyniki badania Instytutu Badań Ekonomicznych i Konsultacji Politycznych, dotyczących wskazania regionów z najlepszym klimatem biznesowym – zgodnie z nimi najlepiej jest otwierać interes i inwestować w obwodzie winnickim, lwowskim, rówieńskim, tarnopolskim i zakarpackim.

Wasyl Sydorowicz

 

Praca w Polsce