środa, 01 listopad 2017 14:41

Fantomowa ukraińska broń

W czasach Łeonida Kuczmy Ukrainę oskarżano o naruszanie sankcji wobec Iranu i sprzedawanie temu krajowi pariasów systemów "Kolczuga”. Oskarżenia były bezpodstawne, jednak w rezultacie Ukraina została pozbawiona możliwości kontraktu na budowę Buszehrskiej Elektrowni Atomowej i straciła dwa miliardy dolarów. Elektrownię atomową w Iranie zbudowali Rosjanie. W czasach Petra Poroszenki Ukrainę oskarża się o dostarczanie silników rakietowych koreańskim poddanym Kim Dzong Una i zapewnianie broni Sudanowi Południowemu. Póki co zarzuty te nie mają poważnych konsekwencji.

Oprócz działań wojennych w regionie obwodu donieckiego i ługańskiego Rosja prowadzi przeciwko Ukrainie wojnę informacyjną na szeroką skalę, angażując w nią renomowane wydania i struktury międzynarodowe. Ostatni atak na tym froncie był potężny i choć póki co pożądanych przez Rosjan rezultatów nie przyniósł, z pewnością będą oni kontynuować działania w tym kierunku.

 

Jako punkt wypadowy ataku wybrano „The New York Times”, gdzie autorzy William Broad i David Sanger w artykule „Jak mówią śledczy, sukces rakiet Korei Północnej jest związany z ukraińskim zakładem” sugerują, iż silniki do rakiet KRLD, które niedawno pomyślnie uruchomiono, mają ukraińskie pochodzenie. W roli eksperta w tym badaniu wystąpił niejaki Michael Elleman, specjalista ds. uzbrojenia rakietowego w Międzynarodowym Instytucie Badań Strategicznych.

 

Amerykańscy naukowcy dość oryginalne przystąpili do swoich poszukiwań. Analitycy badali zdjęcia przywódcy Korei Północnej Kim Dzong Una, podczas oględzin nowych silników rakietowych i doszli do wniosku, że są one oparte na konstrukcjach, na podstawie których niegdyś działała flota rakietowa Związku Radzieckiego. Silniki były tak mocne, że jedna rakieta mogła przenosić do 10 głowic termojądrowych między kontynentami.

 

„Prawdopodobnie silniki te przybyły z Ukrainy, być może nielegalnie”, – powiedział Elleman w wywiadzie. „Poważne pytanie, ile ich mają i czy pomagają im teraz Ukraińcy. Jestem bardzo zaniepokojony”, – stwierdził Elleman i dodał na zakończenie, że śledczy ONZ wywnioskowali, iż Korea Północna sześć lat temu próbowała wykraść z ukraińskiego kompleksu sekrety budowy rakiet. Dwaj obywatele tego kraju zostali złapani, a w raporcie ONZ napisano, że informacja, którą próbowali wykraść, dotyczyła zaawansowanych „systemów rakietowych, silników na paliwo ciekłe, systemów aparatów kosmicznych i rakietowych systemów paliwowych”.

 

Domysły i przypuszczenia Amerykanie przyprawili rzekomymi szczegółami o katastrofalnym stanie spraw w ukraińskim „PiwdenMaszu”, gdzie inżynierowie niemalże głodują, co oznacza, że mogą sprzedać cokolwiek komukolwiek. „Dnipro (miasto, w którym mieści się „PiwdenMasz” – red.) nazywany jest miastem, które kurczy się najszybciej na świecie. Duży zakład na południowy wschód od Kijowa, a niegdyś motor zimnej wojny, ma trudności ze znalezieniem klientów”, – straszyli czytelników autorzy artykułu. Argumentacja tekstu, który ukazał się na łamach „The New York Times”, była, delikatnie mówiąc, słabiutka, zdołała jednak rzucić ziarno podejrzenia, a więcej od takich materiałów nie potrzeba.

 

Ukraińców trzeba było usprawiedliwiać na najwyższym szczeblu. Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ołeksandr Turczynow podkreślił, że przedsiębiorstwa ukraińskiego kompleksu obronnego i lotniczo-kosmicznego nigdy nie dostarczały broni i sprzętu wojskowego do KRLD. Natomiast sam „PiwdenMasz” oświadczył, że artykuł „The New York Times” ma charakter prowokacyjny i dodał, iż fakty przedstawione w publikacji nie odpowiadają rzeczywistości. Przede wszystkim „PiwdenMasz” nie jest głównym producentem rakiet dla Federacji Rosyjskiej i w ogóle nie realizuje dostaw do tego kraju – ani rakiet, ani ich części i jednostek montażowych, w tym silników rakietowych – a także nie ma nic wspólnego z programami rakietowymi KRLD.

 

Historię z artykułem w New York Times można porównać ze starą żydowską anegdotą, gdzie podczas zgromadzenia kahału Abram oskarżył Mojszę o to, że jego córka to kurwa. Po zakończeniu zgromadzenia zdezorientowany Mosza wyraził pretensje wobec Abrama i powiedział, że córki nie ma w ogóle, a tylko trzech synów, na co oskarżyciel polecił Mojszy ponownie zebrać kahał i przekonać wszystkich, że nie sprzedawał rakiet Koreańczykom, czyli nie ma moralnie niestabilnej córki.

 

Za Ukrainę w kontekście dostaw wzięto się poważnie. Potwierdziła to historia z Amnesty International, która oskarżyła kraj o kontakty z Sudanem Południowym. Historia jest skomplikowana, a według tej międzynarodowej organizacji praw człowieka państwowy specjalny eksporter produktów wojskowych „Ukrinmasz” podpisał ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi kontrakt na dostawę do Sudanu Południowego tysięcy karabinów maszynowych, moździerzy, RPG i milionów sztuk amunicji. „Udział ukraińskiej spółki państwowej w dostawach broni do Sudanu Południowego jest sprzeczny z Traktatem o handlu bronią, który Ukraina podpisała”, – napisano w komunikacie Amnesty International. Obrońcy praw człowieka zauważyli, że dopóki Rada Bezpieczeństwa ONZ nie uchwali pełnego i kompleksowego embarga na handel bronią z Sudanem Południowym, Ukraina powinna trzymać się zadeklarowanej przez nią polityki na rzecz regionalnego i międzynarodowego bezpieczeństwa oraz stabilności. Słabi na arenie międzynarodowej tradycyjnie są bici, a Ukraina ponownie udowodniła tu, że nie jest najsilniejszym graczem, ponieważ „kopnąć” może ją nawet struktura, która nigdy nie zajmowała się kontraktami wojskowymi i nie ma doświadczenia w tych procesach. Równie dobrze o transakcjach militarnych może wypowiadać się GreenPeace lub Stowarzyszenie Anonimowych Alkoholików Dakoty Północnej.

 

Dzięki skandalowi z rzekomymi dostawami broni do środkowej Afryki zwykli Ukraińcy dowiedzieli się, że wojna domowa w Sudanie Południowym trwa od 2013 roku, a walczy tam narodowość Dinka, na czele której stoi prezydent kraju utworzonego 9 lipca 2011 roku Salva Kiir, a także opozycyjna narodowość Nuer. Od tego czasu sytuacja gospodarcza w kraju pogarsza się z każdym rokiem, z powodu konfliktu zbrojnego w regionie zginęło tysiące ludzi, a ponad dwa miliony zostały wewnętrznie przesiedlone.

 

Oprócz ciekawej geografii i popularnej geopolityki stało się jasne, że Ukraińcy wciąż niezbyt potrafią przekonująco wyjaśniać swoje stanowisko. „Ukrinmasz” zdobył się jedynie na anonimowy wywiad z przedstawicielem wydania „Ukraińska Prawda”. Specjalista oświadczył, że „Ukrinmasz” nigdy nie dostarczał do Sudanu Południowego broni, o której wspomina się w umowie. „Kontrakt ani nie został podpisany, ani wykonany, nie został i nie będzie zrealizowany (...) Umowa była bezsensowna i nie została zrealizowana. Nie uzyskano licencji eksportowej”. Podkreślił, że „nie było żadnego ruchu towarów, nie wpłynęły pieniądze i tym podobne”. Jak mówi anonimowy przedstawiciel „Ukrinmaszu”, opublikowane przez obrońców praw człowieka dokumenty nie potwierdzają dostaw. „Te dokumenty zawsze poprzedzają porozumienia lub wnioski”, – stwierdził rozmówca wydania. Ponadto powiedział, że organizacja Amnesty International zwróciła się latem do firmy z zapytaniem w sprawie tych kontraktów i dostała odpowiedź 21 sierpnia. „Ukrinmasz” poinformował, iż „Sudan Południowy jest objęty sankcjami, na mocy których zabroniono dostaw broni”. „Zgodnie z prawem międzynarodowym jest to technicznie niemożliwe. By odbyła się jakaś dostawa, powinien istnieć certyfikat konsumenta końcowego. Amnesty powołuje się na ten certyfikat konsumenta końcowego, w którym został wskazany Sudan. Kontrakt nie został jednak wykonany ani faktycznie zrealizowany”, – poinformowała spółka w odpowiedzi na pytanie o to, czy możliwe jest, że „Ukrinmasz” sprzedał broń innemu przedsiębiorstwu, które następnie mogłoby odsprzedać ją Sudanowi.

 

W ten sposób strona ukraińska ponownie znalazła się w roli wspomnianego Mojszy. Dla wspólnoty międzynarodowej w pamięci pozostaną dziwaczne zarzuty na łamach „The New York Times” i nie mniej absurdalne zarzuty Amnesty International, ponieważ w wojnie hybrydowej Ukraińcy nauczyli się walczyć w okopach, ale póki co na froncie informacyjnym nie są zbyt silni.

 

Jurij Cwiach


Opinie wyrażone w dziale "Publicystyka", przekazują poglądy samych autorów i nie muszą odzwierciedlać stanowiska redakcji.

Fantomowa ukraińska broń

 

W czasach Łeonida Kuczmy Ukrainę oskarżano o naruszanie sankcji wobec Iranu i sprzedawanie temu krajowi pariasów systemów "Kolczuga”. Oskarżenia były bezpodstawne, jednak w rezultacie Ukraina została pozbawiona możliwości kontraktu na budowę Buszehrskiej Elektrowni Atomowej i straciła dwa miliardy dolarów. Elektrownię atomową w Iranie zbudowali Rosjanie. W czasach Petra Poroszenki Ukrainę oskarża się o dostarczanie silników rakietowych koreańskim poddanym Kim Dzong Una i zapewnianie broni Sudanowi Południowemu. Póki co zarzuty te nie mają poważnych konsekwencji.

 

Oprócz działań wojennych w regionie obwodu donieckiego i ługańskiego Rosja prowadzi przeciwko Ukrainie wojnę informacyjną na szeroką skalę, angażując w nią renomowane wydania i struktury międzynarodowe. Ostatni atak na tym froncie był potężny i choć póki co pożądanych przez Rosjan rezultatów nie przyniósł, z pewnością będą oni kontynuować działania w tym kierunku.

 

Jako punkt wypadowy ataku wybrano „The New York Times”, gdzie autorzy William Broad i David Sanger w artykule „Jak mówią śledczy, sukces rakiet Korei Północnej jest związany z ukraińskim zakładem” sugerują, iż silniki do rakiet KRLD, które niedawno pomyślnie uruchomiono, mają ukraińskie pochodzenie. W roli eksperta w tym badaniu wystąpił niejaki Michael Elleman, specjalista ds. uzbrojenia rakietowego w Międzynarodowym Instytucie Badań Strategicznych.

 

Amerykańscy naukowcy dość oryginalne przystąpili do swoich poszukiwań. Analitycy badali zdjęcia przywódcy Korei Północnej Kim Dzong Una, podczas oględzin nowych silników rakietowych i doszli do wniosku, że są one oparte na konstrukcjach, na podstawie których niegdyś działała flota rakietowa Związku Radzieckiego. Silniki były tak mocne, że jedna rakieta mogła przenosić do 10 głowic termojądrowych między kontynentami.

 

„Prawdopodobnie silniki te przybyły z Ukrainy, być może nielegalnie”, – powiedział Elleman w wywiadzie. „Poważne pytanie, ile ich mają i czy pomagają im teraz Ukraińcy. Jestem bardzo zaniepokojony”, – stwierdził Elleman i dodał na zakończenie, że śledczy ONZ wywnioskowali, iż Korea Północna sześć lat temu próbowała wykraść z ukraińskiego kompleksu sekrety budowy rakiet. Dwaj obywatele tego kraju zostali złapani, a w raporcie ONZ napisano, że informacja, którą próbowali wykraść, dotyczyła zaawansowanych „systemów rakietowych, silników na paliwo ciekłe, systemów aparatów kosmicznych i rakietowych systemów paliwowych”.

 

Domysły i przypuszczenia Amerykanie przyprawili rzekomymi szczegółami o katastrofalnym stanie spraw w ukraińskim „PiwdenMaszu”, gdzie inżynierowie niemalże głodują, co oznacza, że mogą sprzedać cokolwiek komukolwiek. „Dnipro (miasto, w którym mieści się „PiwdenMasz” – red.) nazywany jest miastem, które kurczy się najszybciej na świecie. Duży zakład na południowy wschód od Kijowa, a niegdyś motor zimnej wojny, ma trudności ze znalezieniem klientów”, – straszyli czytelników autorzy artykułu. Argumentacja tekstu, który ukazał się na łamach „The New York Times”, była, delikatnie mówiąc, słabiutka, zdołała jednak rzucić ziarno podejrzenia, a więcej od takich materiałów nie potrzeba.

 

Ukraińców trzeba było usprawiedliwiać na najwyższym szczeblu. Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ołeksandr Turczynow podkreślił, że przedsiębiorstwa ukraińskiego kompleksu obronnego i lotniczo-kosmicznego nigdy nie dostarczały broni i sprzętu wojskowego do KRLD. Natomiast sam „PiwdenMasz” oświadczył, że artykuł „The New York Times” ma charakter prowokacyjny i dodał, iż fakty przedstawione w publikacji nie odpowiadają rzeczywistości. Przede wszystkim „PiwdenMasz” nie jest głównym producentem rakiet dla Federacji Rosyjskiej i w ogóle nie realizuje dostaw do tego kraju – ani rakiet, ani ich części i jednostek montażowych, w tym silników rakietowych – a także nie ma nic wspólnego z programami rakietowymi KRLD.

 

Historię z artykułem w New York Times można porównać ze starą żydowską anegdotą, gdzie podczas zgromadzenia kahału Abram oskarżył Mojszę o to, że jego córka to kurwa. Po zakończeniu zgromadzenia zdezorientowany Mosza wyraził pretensje wobec Abrama i powiedział, że córki nie ma w ogóle, a tylko trzech synów, na co oskarżyciel polecił Mojszy ponownie zebrać kahał i przekonać wszystkich, że nie sprzedawał rakiet Koreańczykom, czyli nie ma moralnie niestabilnej córki.

 

Za Ukrainę w kontekście dostaw wzięto się poważnie. Potwierdziła to historia z Amnesty International, która oskarżyła kraj o kontakty z Sudanem Południowym. Historia jest skomplikowana, a według tej międzynarodowej organizacji praw człowieka państwowy specjalny eksporter produktów wojskowych „Ukrinmasz” podpisał ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi kontrakt na dostawę do Sudanu Południowego tysięcy karabinów maszynowych, moździerzy, RPG i milionów sztuk amunicji. „Udział ukraińskiej spółki państwowej w dostawach broni do Sudanu Południowego jest sprzeczny z Traktatem o handlu bronią, który Ukraina podpisała”, – napisano w komunikacie Amnesty International. Obrońcy praw człowieka zauważyli, że dopóki Rada Bezpieczeństwa ONZ nie uchwali pełnego i kompleksowego embarga na handel bronią z Sudanem Południowym, Ukraina powinna trzymać się zadeklarowanej przez nią polityki na rzecz regionalnego i międzynarodowego bezpieczeństwa oraz stabilności. Słabi na arenie międzynarodowej tradycyjnie są bici, a Ukraina ponownie udowodniła tu, że nie jest najsilniejszym graczem, ponieważ „kopnąć” może ją nawet struktura, która nigdy nie zajmowała się kontraktami wojskowymi i nie ma doświadczenia w tych procesach. Równie dobrze o transakcjach militarnych może wypowiadać się GreenPeace lub Stowarzyszenie Anonimowych Alkoholików Dakoty Północnej.

 

Dzięki skandalowi z rzekomymi dostawami broni do środkowej Afryki zwykli Ukraińcy dowiedzieli się, że wojna domowa w Sudanie Południowym trwa od 2013 roku, a walczy tam narodowość Dinka, na czele której stoi prezydent kraju utworzonego 9 lipca 2011 roku Salva Kiir, a także opozycyjna narodowość Nuer. Od tego czasu sytuacja gospodarcza w kraju pogarsza się z każdym rokiem, z powodu konfliktu zbrojnego w regionie zginęło tysiące ludzi, a ponad dwa miliony zostały wewnętrznie przesiedlone.

 

Oprócz ciekawej geografii i popularnej geopolityki stało się jasne, że Ukraińcy wciąż niezbyt potrafią przekonująco wyjaśniać swoje stanowisko. „Ukrinmasz” zdobył się jedynie na anonimowy wywiad z przedstawicielem wydania „Ukraińska Prawda”. Specjalista oświadczył, że „Ukrinmasz” nigdy nie dostarczał do Sudanu Południowego broni, o której wspomina się w umowie. „Kontrakt ani nie został podpisany, ani wykonany, nie został i nie będzie zrealizowany (...) Umowa była bezsensowna i nie została zrealizowana. Nie uzyskano licencji eksportowej”. Podkreślił, że „nie było żadnego ruchu towarów, nie wpłynęły pieniądze i tym podobne”. Jak mówi anonimowy przedstawiciel „Ukrinmaszu”, opublikowane przez obrońców praw człowieka dokumenty nie potwierdzają dostaw. „Te dokumenty zawsze poprzedzają porozumienia lub wnioski”, – stwierdził rozmówca wydania. Ponadto powiedział, że organizacja Amnesty International zwróciła się latem do firmy z zapytaniem w sprawie tych kontraktów i dostała odpowiedź 21 sierpnia. „Ukrinmasz” poinformował, iż „Sudan Południowy jest objęty sankcjami, na mocy których zabroniono dostaw broni”. „Zgodnie z prawem międzynarodowym jest to technicznie niemożliwe. By odbyła się jakaś dostawa, powinien istnieć certyfikat konsumenta końcowego. Amnesty powołuje się na ten certyfikat konsumenta końcowego, w którym został wskazany Sudan. Kontrakt nie został jednak wykonany ani faktycznie zrealizowany”, – poinformowała spółka w odpowiedzi na pytanie o to, czy możliwe jest, że „Ukrinmasz” sprzedał broń innemu przedsiębiorstwu, które następnie mogłoby odsprzedać ją Sudanowi.

 

W ten sposób strona ukraińska ponownie znalazła się w roli wspomnianego Mojszy. Dla wspólnoty międzynarodowej w pamięci pozostaną dziwaczne zarzuty na łamach „The New York Times” i nie mniej absurdalne zarzuty Amnesty International, ponieważ w wojnie hybrydowej Ukraińcy nauczyli się walczyć w okopach, ale póki co na froncie informacyjnym nie są zbyt silni.

 

Jurij Cwiach

Opinie wyrażone w dziale "Publicystyka", przekazują poglądy samych autorów i nie muszą odzwierciedlać stanowiska redakcji.

 

Praca w Polsce