wtorek, 14 listopad 2017 17:48

Koła vs prawo

Śledztwa w sprawie dwóch głośnych wypadków drogowych z udziałem oligarchy i „bogaczki” staną się papierkiem lakmusowym, który pozwoli wykazać, czy na Ukrainie istnieje wymiar sprawiedliwości. Praktyka pokazuje, że w takich przypadkach ukraińska Temida jest nie tylko ślepa, ale też bezzębna.

Sześciu zabitych i tyle samo rannych – taki jest wynik wieczornej podróży przez Charków 20-letniej Ołeny Zajcewej. Dziewczyna rozpędziła dżipa Lexus do prędkości 150 km/h, przejechała na czerwonym świetle i wjechała w pieszych na chodniku. Potem okazało się, że Zajcewa była trzeźwa, jednak w jej krwi wykryto opiaty. Fakt ten zszokował nawet prawników kierowcy i dał sędziom możliwość wysłania Ołeny do aresztu śledczego. Według śledczych w materiałach postępowania zebrano wystarczająco wiele dowodów, że to właśnie działania dziewczyny doprowadziły do wypadku.

Charkowski wypadek był tak głośny, że sytuacja nie mogła rozejść się po kościach, wobec czego winowajczyni tragedii najbliższy czas spędzi w areszcie śledczym, po czym czeka ją sąd i więzienie (artykuł Kodeksu karnego przewiduje za tego typu przestępstwa karę więzienia na okres do dziesięciu lat). Być może sprawa zakończy się chyba pierwszym precedensem, gdy za kratki naprawdę trafi potomek (ojczymem Ołeny jest znany charkowski biznesmen, szef sp. z o. o. „Grupa Tajfun”, prezes zarządu i dyrektor generalny publicznej spółki akcyjnej „PTP »Ukrenerhoczermet«” Wasyl Zajcew) wpływowej osoby.

Tragedii podobnych do charkowskiej jest w historii najnowszej wiele i praktycznie wszystkie kończyły się bez problemów dla sprawców. Pierwszy przykład, który przychodzi na myśl, to przypadek Tołstoszejewa. 9 stycznia bieżącego roku 22-letni Stanisław, przejeżdżając dżipem Mercedes w pobliżu kijowskiej stacji metra „Liwobereżna” z szaloną prędkością wjechał w kiosk, zabijając na miejscu starszą kobietę. Młodego kierowcę najpierw zwolniono za kaucją w wysokości 137,8 tys. hrywien, a następnie sprawa została zawieszona, ponieważ nagle okazało się, że Stanisław podczas jazdy doznał ataku epilepsji, na którą dotąd nie chorował. Sędziowie uwzględnili „chorowitość” młodzieńca i teraz przebywa on na wolności. W tym przypadku warto wspomnieć, że dziennikarze, którzy prowadzili dochodzenie w sprawie tragedii, znaleźli informacje o poważnej działalności ubezpieczeniowej, którą prowadzi starszy Tołstoszejew, a także o jego przyjaźni z Wiktorem Janukowyczem, który, choć uciekł do Moskwy, zostawił bliskim sobie osobom niezbędne i przydatne kontakty w policji i organach sądowych.

Historią godną pióra Eugène Ionesco lub Borisa Viana jest przypadek syna byłej żony oligarchy Dmytra Firtasza, Serhija Kałynowskiego. W maju 2007 roku kabriolet BMW, za kierownicą którego siedział Kałynowski, rozbił zaparkowane w centrum Kijowa „Żiguli”. Wskutek tego zginął właściciel samochodu, wyprodukowanego jeszcze w czasach ZSRR, a także przyjaciółka kierowcy-mordercy, która wskutek uderzenia wyleciała z BMW. Samego sprawcę jego ochroniarze natychmiastowo przewieźli do elitarnego szpitala Feofania, skąd temu udało się uciec. Kałynowski przez kilka lat przebywał w Izraelu i Rosji, dopóki w 2015 roku nie pojawił się ponownie w Kijowie, gdzie został zatrzymany przez policję, gdy jechał po przeciwległym pasie Porsche Cayenne. Mundurowi podejrzewali, że Kałynowski jest pod wpływem alkoholu lub narkotyków, zatrzymany odmówił jednak przejścia testów toksykologicznych. Sąd, którego posiedzenia są dotąd wielokrotnie przenoszone, nie wie, gdzie przebywa Kałynowski, nie ma informacji o tym, że w końcu trafił on do kijowskiego aresztu, biorąc jednak pod uwagę to, jak były pasierb Firtasza uciekał z Feofanii, w taki finał historii trudno uwierzyć.

Kolejną klasyczną „sprawą bogacza” stał się wypadek, mający miejsce we wrześniu 2008 roku na Krymie. W pobliżu dworca kolejowego w Symferopolu syn deputowanego lokalnej rady miejskiej Witalij Fajnhold rozpędził swój Bentley Continental do 170 kilometrów na godzinę i zabił motocyklistkę. Rok później Fajnholda uznano za winnego naruszenia przepisów ruchu drogowego i skazano na trzy lata pozbawienia wolności, zwalniając go z kary w zawieszeniu na dwa lata. Później Fajnhold został zwolniony z odpowiedzialności karnej na podstawie ustawy „O amnestii w 2011 roku”.

W odróżnieniu od Ołeny Zajcewej, która w pełni korzystała z dóbr pozostawionych przez przodków, Petro Dymiński jest samowystarczalnym oligarchą średniej klasy. Miliardowego majątku Petro Petrowycz jeszcze się nie dorobił, ale jak każdy pełnoprawny ukraiński nowobogacki posiada „dżentelmeński zestaw”, czyli holding medialny, klub piłkarski i kilku przyjaciół w Radzie Najwyższej. 18 sierpnia 2017 r. we wsi Jamelna niedaleko Lwowa wskutek uderzenia Mercedesa, jadącego w orszaku Dymińskieg, zginęła 31-letnia Natalija Triła. Winę za śmiertelny wypadek wziął na siebie ochroniarz Dymińskiego Andrij Borszcz. 22 sierpnia, w dniu, w którym sąd dał zgodę na pobranie próbek skóry jego ochroniarza, Dymiński poleciał samolotem do Genewy i już ponad dwa miesiące nie widziano na Ukrainie. W tym czasie Dymiński wystawił na sprzedaż 50% swojego klubu piłkarskiego „Karpaty” za symboliczną jedną hrywnę, a jego ochroniarz zaczął mieć problemy z prawem. „Jeśli chodzi o Dymińskiego, w dalszym ciągu ukrywa się on za granicą. Wiemy, że osoba, która została podana za rzekomego kierowcę Mercedesa, nie siedziała za kierownicą. Dlatego zdjęto z niego oskarżenia w tej sprawie. Będzie on oskarżony o pomoc w tuszowaniu zbrodni”, – powiedział doradca ministra spraw wewnętrznych i ludowy deputowany Anton Heraszczenko.

Prawnicy Zajcewej nie wykorzystali doświadczenia obrońców Tołstoszejewa i nie zaczęli wykorzystywać bajki o epilepsji swojej klientki. Dymiński również miał z kogo brać przykład, jednak Szwajcaria wydawała mu się bardziej sensowna. Jeśli chodzi o przykłady tego, jak wyjść z sytuacji bez szwanku, to, tak samo jak w przypadku bogaczy, jest ich wystarczająco wiele.

Pierwszym jest wypadek z udziałem niemal już legendarnego mera Kijowa Ołeksandra Omelczenki. W listopadzie 2009 roku na wyjeździe ze wsi Czapajiwka (obwód kijowski) samochód terenowy Mitsubishi Pajero potrącił budowniczego, który przechodził przez drogę. Uderzenie było tak silne, że poszkodowanego odrzuciło na ponad dziesięć metrów. Według relacji naocznych świadków mężczyzna przechodził przez przejście dla pieszych. Omelczenko nie był już wówczas merem Kijowa, posiadał jednak mandat ludowego deputowanego. Jak mówi, samochód jechał 70 kilometrów na godzinę, chociaż można tam poruszać się nawet z prędkością 80 km/h, a pieszy przechodził przez drogę w niewyznaczonym do tego miejscu, około czterdzieści metrów od przejścia. Potem pojawił się świadek, który potwierdził, że Omelczenko mówi prawdę. Według szefa stołecznego zarządu Państwowej Inspekcji Samochodowej deputowany był na miejscu wypadku do momentu zakończenia wystawienia odpowiednich dokumentów i przeszedł ekspertyzę medyczną, która wykazała, że był trzeźwy. Trochę więcej niż pół roku później śledczy kijowskiej policji powiedział, że w działaniach Omelczenki nie dostrzeżono śladu przestępstwa i sprawa została zamknięta.

Drugi przykład jest bardziej cyniczny. Najbarwniejszy ukraiński mer, mer Kijowa Łeonid Czernowecki stał się uczestnikiem wypadku w listopadzie 2003 roku, jeszcze w czasach, gdy pracował w Radzie Najwyższej. Również na Kijowszczyźnie skandaliczny polityk potrącił mężczyznę, który rzekomo był bardzo pijany i przechodził przez drogę w niewyznaczonym do tego miejscu. Czernowecki później pozwolił sobie nawet żartować na ten temat w telewizyjnych talk show. Pół roku przed tym wypadkiem samochód, należący do koncernu „Praweks”, którego prezesem i właścicielem w owym czasie był Czernowecki, potrącił 11-letniego chłopca. Polityk zdementował wówczas informacje o tym, że samochód należy do niego. „Mamy w banku tysiące samochodów i ciągłe problemy”, – powiedział Łeonid Mychajłowycz. Jak mówił deputowany, to, co się wydarzyło, „nie ma z nim żadnego związku”. Potem doszło do tego, że mówił, iż zmarły jest już w niebie, co znaczy, że nie powinno się o nim mówić i niepokoić jego duszy. Nie trzeba dodawać, że oba wypadki zostały później zapomniane i nie sprawiły Czernoweckiemu większych kłopotów.

Autorem trzeciego przykładu rozwiązywania problemów na drodze był kompozytor i producent Kostiantyn Meladze, który w grudniu 2012 roku na trasie Kijów – Obuchów śmiertelnie potrącił na przejściu dla pieszych trzydziestoletnią kobietę. Twórca popularnej kobiecej grupy „VIAgra” nie zaprzeczył, że jest winny, jednak w śledztwie występował w charakterze świadka. Ekspertyzy trwały kilka miesięcy. W tym czasie Meladze porozumiał się z rodziną zmarłej, która oświadczyła, że nie ma do niego pretensji, a także obiecał finansowo wspierać dwoje dzieci zamordowanej przez niego kobiety aż do osiągnięcia przez nie pełnoletności. Sprawa została zamknięta pół roku po wypadku, ponieważ śledczy nie dopatrzyli się w działaniach Meladze śladów przestępstwa.

Wszystkie wyżej wymienione tragedie podpadają pod artykuł Kodeksu karnego Ukrainy „Naruszenie zasad bezpieczeństwa ruchu drogowego lub eksploatacji środków transportu przez osoby kierujące pojazdami”. Według tego artykułu osoba, której działania spowodowały śmierć poszkodowanego lub ciężkie uszkodzenia ciała, może zostać pozbawiona wolności na okres od trzech do ośmiu lat z pozbawieniem prawa do prowadzenia pojazdów na okres do trzech lat lub bez pozbawienia takiego prawa. Te same czynności, jeżeli spowodowały one śmierć kilku osób, podlegają karze pozbawienia wolności na okres od pięciu do dziesięciu lat z pozbawieniem prawa do prowadzenia pojazdów na okres do trzech lat. Artykuł przewiduje również, że w przypadku całkowitej rekompensaty materialnych i moralnych strat ofiary sąd może wyznaczyć minimalną karę lub w ogóle zwolnić sprawcę z odpowiedzialności karnej.

W mediach już pojawiły się plotki o tym, że zamiast Zajcewej w charkowskim areszcie śledczym siedzi inna, podobna do niej dziewczyna. Dymiński nie ma w najbliższych planach powrotu znad brzegów Jeziora Genewskiego. Ukraińskie drogi czekają na nowe tragedie.

Jurij Cwiach

 

Praca w Polsce