poniedziałek, 20 listopad 2017 22:20

Witold Szabłowski: Humanizm jako sposób jednania ludzi

Forum Wydawców we Lwowie zawsze mieści w swoim harmonogramie dużo wydarzeń “polskiego pochodzenia”. W tym roku, 14-17 września, odbyła się już 24 edycja spotkań z wydawcami, a jej gościem był polski pisarz i dziennikarz, Witold Szabłowski.

Autor zaprezentował ukraińską wersję swojej książki “Sprawiedliwi zdrajcy”. Jak powiedział moderator wydarzenia i jednocześnie tłumacz książki, Andrij Bondar - “jest to autor, który pomaga rozmawiać na trudny temat w inny sposób, mówiąc o humanizmie, który może łączyć Ukraińców i Polaków…”

Ten trudny temat, który dzieli państwa

- W ogóle nie miałem pojęcia o Rzezi Wołyńskiej - zaczyna Witold Szabłowski, odpowiadając na pytanie, dlaczego wybrał taki kierunek do swojego twórczego dorobku. - Wiem, że Polacy wybierają tematy, które mówią o tym jak nas mordowali i męczyli. Strasznie lubimy pisać książki pod takim kątem. Dlatego dużo ludzi w Polsce tym się interesuje. Przeciętny Polak jak wychodzi ze szkoły to już mniej więcej wie, że nasza historia była tragiczna, pełna cierpienia i smutku.

- Zawsze od takich tematów uciekałem. Aż któregoś dnia wracałem ze Lwowa i zanocowałem w Łucku (wyłącznie dlatego, żeby zobaczyć zamek Lubarta). Uświadomiłem sobie, że jestem na Wołyniu i że ten Wołyń coś historycznie znaczy. Włączyłem laptop i wygooglowałem, co tutaj stało się w 1943 roku. Pierwsze 4-5 stron Googla to było oczywiście mordowanie. Gdzieś na 5 stronie znalazłem broszurę wydaną przez IPN o Ukraińcach, którzy ratowali Polaków w czasie Rzezi Wołyńskiej. Przeczytałem broszurę w jeden wieczór (ona ma gdzieś 150 stron) - opisuje swoje pierwsze spotkanie z tym historycznym wydarzeniem pisarz.

Proces zbierania wspomnień

 - Nie było żadnych problemów - przyznaje się pan Szabłowski. - Oczywiście bałem się pojechać na Wołyń po raz pierwszy. Pół roku przygotowywałem się psychicznie. Wyobrażałem sobie te sytuacje. Jadę na ten Wołyń, stoi drewniany domek, pukam, ktoś wychodzi, i co mam powiedzieć - “Dzień dobry! W 1943 roku były tu takie smutne rzeczy. Chcecie coś powiedzieć na ten temat?” Dlatego musiałem wszystko obmyślić w głowie, wizualizować te dialogi.

Dziennikarz dużo mówił o jego pierwszej bohaterce i o tym, że dotychczas kontaktuje się z nią, bo jest to bardzo szczera i hojna kobieta. - Była to babcia Szura czyli Oleksandra Wasiejko ze wsi Sokół. Ona naprawdę jest święta. Jeszcze jej ojciec ratował Polaków, a teraz ona rozdaje innym wszystko co ma. Jak przywiozę jej cokolwiek z Polski, to w 15 minut potrafi wszystko oddać innym - opowiada autor. Ogólnie stwierdził, że nie było ani jednej sytuacji, która byłaby trudna, same dobre spotkania i rozmowy.

Ratować wszystkich od wszystkich

W książce pojawia się bohater Jan Jelinek. Nie jest to Polak czy Ukrainiec. Jest to Czech, który staje między nienawiścią i konfliktem. Cały czas pojawia się w książce i staje się przykładem służby sile wyższej. Ratuje wszystkich od wszystkich. Oczywiste było pytanie, czy był to świadomy element książki, który dawał ludziom wiarę w Boga. Jednak autor powiedział, że Czech też był wciągnięty w ten konflikt i nie zawsze rozumiał, czy robi dobrze czy źle.

- Jelinek to jest absolutnie niesamowita postać. Szkoda, że zupełnie zapomniana - opowiedział gość lwowskiej publiczności. - Podoba mi się takie skojarzenie, ale Jelinek nie dawał ludziom Boga. Był na pewno człowiekiem w “stałym kontakcie”. Dostałem od jego przyjaciół dzienniki ze wspomnieniami o wydarzeniach z Wołynia. On tam się cały czas modli. Wszyscy wszystkich mordują, a on się modli. Cały czas coś mówi do Boga, ale Bóg mu nie odpowiada. Zawsze mówił, że głównym obowiązkiem chrześcijanina jest pomagać innym. Niezależnie, kto to jest. Wiem, że tylko w swoim domu uratował około 150 osób - Polaków, Ukraińców, Żydów i Niemców. Taka postać była bardzo potrzebna w tej historii.

“Sprawiedliwi zdrajcy” czy “Karabiny i wiśnie” ?

W wydaniu ukraińskim tytuł książki był zmieniony. Najpierw wydaje się, że było to zrobione w celu zmniejszenia kontrowersji i napięcia emocjonalnego. Jednak, jak przyznał autor, to polska wersja zmieniła się i różni od początkowej. - Jak pisałem tę książkę, to cały czas miałem w głowie tytuł “Karabiny i wiśnie”. Dużo rzeczy, które dzieje się w książce jest związanych z wiśniami. Jedna bohaterka ratuje życie, bo chowa się na tym drzewie. Inni ludzie wspominają, że jak Ukraińcy mieli święta, to przechodzili przez wioskę i częstowali wszystkich wiśniami - przyznaje autor.

- Miałem w głowie tę nazwę, kiedy jeszcze książka nie była zakończona. Był to taki powracający motyw. Chociaż wydaję mi się, że jest to bardziej poetycki tytuł. Zależało mi na tym, żeby nie obrazić żadnej ze stron – tłumaczy Witold Szabłowski. - Bardzo się cieszę, że właśnie po ukraińsku książka wychodzi pod tym tytułem.

Reakcja na książkę

Ważnym momentem spotkania stało się pytanie o postrzeganiu książki w Polsce. - Polacy się trochę zdziwili, że nas nie tylko mordowali, ale też ktoś ratował. Jak się dowiedzieli, że tych ratujących było mniej więcej tyle samo co banderowców, to dużo ludzi mnie pytało, czy to nie jest błąd w druku - odpowiedział Witold Szabłowski.

- Książka wyszła w tym samym czasie, kiedy wyszedł film Smarzowskiego “Wołyń”. Specjalnie tak napisałem, żeby książka wyszła trochę wcześniej, bo strasznie bałem się tego filmu. Smarzowski uwielbia kręcić krwawe sceny. Dużo ludzi mi pisało, że po tym filmie ta książka jest bardzo ważna. W niej nie ma makabrycznych scen, ani żadnych opisów okrucieństwa. Bardzo się starałem przeprowadzić ludzi, którzy będą czytać tę książkę aby przeszli przez 43 rok bezpiecznie, żeby nie dokonać szkody.

Szlachetny cel zawsze się opłaca

- Był to naprawdę straszny rok zarówno dla Polaków, jak i dla Ukraińców. To były prawdziwe historie i niesamowita siła. Dlatego zrozumiałem, że to jest coś o czym chcę napisać książkę - podsumował pisarz. - Nie dlatego, że Rzeź dotyczyła Polaków i Ukraińców. Tylko dlatego, że znalazłem temat uniwersalny niezależnie od kontekstu. Mam wrażenie, że mamy dużo książek o tym, skąd się wzięło zło, a chciałem napisać o tym, skąd w najczarniejszej nocy, w najgorszym roku wojny pojawiło się dobro. Skąd się biorą ludzie, którzy ryzykują życie, aby ratować swoich sąsiadów, czasami obcych ludzi. Proszę mi uwierzyć, że takich było dużo.

 

Natalia Filimoniuk

 

 

Opinie wyrażone w dziale "Publicystyka", przekazują poglądy samych autorów i nie muszą odzwierciedlać stanowiska redakcji.

 

Praca w Polsce