niedziela, 26 listopad 2017 18:12

Ile jest Ukrainy w Polsce, ile Polski na Ukrainie

Od 25 lat jesteśmy świadkami – i uczestnikami – zbliżenia polityczno – ekonomicznego między Ukrainą i Polską, jednego z najważniejszych procesów historycznych w dziejach obu narodów, który zmienia oblicze naszego kontynentu. Porozumienie Ukraińców i Polaków następuje bowiem wtedy, gdy „na wschodnich rubieżach Europy, pojawia się agresor w postaci putinowskiej Rosji, która widzi w polsko – ukraińskim pojednaniu zagrożenie dla swoich neoimperialnych planów” jak napisali w liście otwartym wybitni przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego na Ukrainie.

Równanie – im sojusz ukraińsko –polski trwalszy, tym Rosja słabsza, jest kamieniem węgielnym polityki Kijowa, to dlatego prezydent Poroszenko – w trakcie narastającego konfliktu miedzy ministrem Waszczykowskim i prezesem ukraińskiego IPN –u – klęknął przed pomnikiem lwowskich orląt i w specjalnym przemówieniu przypomniał, że UPA walczyła z komunistami, ale popełniała także zbrodnie, to dlatego grupa wybitnych intelektualistów ukraińskich zaproponowała by jedną z ulic Lwowa nazwać imieniem Jacka Kuronia, urodzonego w tym mieście polityka i działacza społecznego. Ideę tą poparł kilka dni temu mer Lwowa Andrji Sadowy. Autorzy listu zaproponowali także: „władzom innych miast Ukrainy i Polski, by dokonały podobnych kroków – nazwania ulic imieniem osoby, która tak wiele zrobiła dla polsko-ukraińskiego pojednania.”. Wspaniały pomysł. Czy doczeka się realizacji, szczególnie po stronie polskiej? Miejmy nadzieję, że tak. Zawirowania polityczne nie mogą jednak wpłynąć na realne codzienne pojednanie polsko – ukraińskie, z tego prostego powodu, że jego trwanie i pogłębianie zawdzięczamy 2 milionom Ukraińców, którzy pracują w Polsce. Ta zarobkowa emigracja jest główną przyczyną zbliżenia pomiędzy dwoma narodami, to dzięki handlowym i pracowniczym kontaktom poznajemy się coraz lepiej i coraz lepiej rozumiemy. Medialnym symbolem tego pojednania jest serial „Dziewczyny ze Lwowa” zrealizowany przez TVP1. Od kilku dni pracujemy z synem nad utworzeniem portalu internetowego dla nowej (z każdym dniem ich przybywa) agencji pracy rekrutujące – zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem – Ukraińców dla polskich firm. Gęstość kontaktów ekonomicznych i intelektualnych między oboma krajami – polscy politycy pracujący dla ukraińskiego rządu – jest zjawiskiem fascynującym.

Cieniem na naszych relacjach kładzie się rzeź wołyńska, jedno z najtragiczniejszych wydarzeń w historii Polski. Mam wrażenie, że część opinii publicznej na Ukrainie nie rozumie, że Polacy mogą wybaczyć, ale nie mogą – nigdy w życiu – zapomnieć o ofiarach rzezi w której ginęli także Ukraińcy, którzy pomagali przeżyć swoim sąsiadom –Polakom. Z drugiej strony Polacy nigdy nie zadają sobie pytania – dlaczego Ukraińcy uważają S. Banderę za bohatera narodowego. S. Bandera dla Polaków jest zwyrodniałym mordercą. Dla Ukraińców natomiast jest przywódcą, który pierwszy publicznie i zbrojnie zaprotestował przeciwko zaplanowanemu przez bolszewików głodowi na Ukrainie w latach 1932 -1933- w wyniku którego zmarło od 6 do 8 milinów ludzi. Był to pierwszy totalitarny Holocaust w Europie.

Na początku lat 30 – tych kierownictwo OUN postanowiło zintensyfikować akcje dyplomatyczną, której celem było poinformowanie zachodnich polityków o zbrodniach bolszewików na Ukrainie, jednocześnie OUN – pod wpływem S. Bandery OUN postanowiło przeprowadzić działania terrorystyczne o charakterze antysowieckim. Na konferencji OUN w Berlinie 3 czerwca 1933 przyjęto uchwałę o zorganizowaniu zabójstwa sowieckiego konsula generalnego ZSRR we Lwowie jako aktu protestu przeciwko wielkiemu głodowi na Ukrainie. Realizacją rezolucji miał zająć się krajowy prowodyr – i jej inicjator – Stefan Bandera. Akcja dyplomatyczna OUN i dodajmy kilku amerykańskich dziennikarzy odniosła jednak skutek i zaalarmowana opinia publiczna i zachodni politycy postanowili publicznie spytać Stalina o głód na Ukrainie. Odpowiedź Litwinowa – ministra spraw zagranicznych – jest zdecydowana; są to oszczerstwa i wierutne kłamstwa kontrrewolucjonistów i faszystów i dodaje, proszę przyjechać na Ukrainę i samemu zobaczyć jaka jest prawda. Na to zaproszenie jedzie do Rosji sowieckiej Edward Herriot, jeden z czołowych polityków francuskich, przewodniczący Partii Radykalnej, premier rządu do 1932 r. Przypływa specjalnym statkiem do Odessy 26 sierpnia 1933 roku, specjalnie wyszkoleni sowieccy agenci biorą go pod swoja opiekę i obwożą po wyczyszczonych z trupów kilku wioskach „potiomkinowskich”. Edward Harriot, typowy francuski inteligent, zakochany w wiecznej Rosji i socjalistycznym eksperymencie Lenina i Trockiego, widzi tylko fasadę, kadry filmu sowieckiego pt., „Świat się śmieje”. Rozczulającej komedii sowieckiej o frywolnym życiu w ukraińskim kołchozie.

Po swoim powrocie do Francji E. Harriot odpowiadając na pytanie dziennikarzy, stwierdza: „Mogę tylko wzruszyć ramionami, jeśli ktoś rozpowszechnia fałszywe pogłoski o głodzie na Ukrainie.”. Od tej pory głód na Ukrainie zredukowany jest do statusu niepewnej hipotezy. Wszyscy o nim na świecie zapominają. Stepan Bandera przystępuje do realizacji drugiego aktu planu OUN – spośród 12 ochotników – wszyscy pochodzili z bogatych rodzin ukraińskich – wybiera 18 letniego absolwenta gimnazjum ukraińskiego we Lwowie, który studiował na wydziale matematyczno-przyrodniczym Uniwersytetu Lwowskiego, Mykołę Łemyka, który próbuje wykonać wyrok śmierci na konsulu sowieckim we Lwowie. Bez skutku. W wyniku zamachu ginie podrzędny urzędnik, Mykoła Łemyk jest zatrzymany przez polska policję i w publicznym procesie skazany na śmierć. Ułaskawiony przez prezydenta Rzeczpospolitej i skazany na dożywocie w powtórnym procesie.

Po 1945 roku, po rzezi wołyńskiej Bandera – w jej trakcie przywódca UPA siedzi w niemieckim więzieniu jest głównym organizatorem powstania Ukraińskiej Armii Powstańczej w sowieckiej Ukrainie i na ziemiach PRL. Jest to jedno z najdłuższych i najkrwawszych powstań w dziejach Europy. Dla Ukraińców Bandera jest symbolem ich walki z komunistycznym okupantem. Dla Polaków Bandera jest tym, który wydał rozkaz wymordowania niewinnych polskich kobiet, dzieci i mężczyzn. Jest zwyrodniałym nacjonalistą, o którego zbrodniach polski naród nie może zapomnieć, ponieważ pamięć o ofiarach rzezi wołyńskiej jest częścią naszej narodowej tożsamości. Ukraińcy pamiętają o Wielkim Głodzie o pierwszym totalitarnym Holokauście popełnionym na ich narodzie przez ideowe dzieci Lenina i Trockiego, nie pamiętają o rzezi wołyńskiej, czasami ma się wrażenie, że chcą o niej zapomnieć. Polacy odpowiadają – głód na Ukrainie zorganizowali bolszewicy, a nie Polacy. Rzeź na Wołyniu przeprowadzili Ukraińcy z UPA. My nie odpowiadamy w najmniejszym stopniu za pierwszy totalitarny Holocaust.

Nieprawda odpowiada S. Bandera, który do końca życia twierdził, że traktat ryski był zdradą Ukrainy i złamaniem porozumienia Piłsudskiego z Petlurą. Polska według przywódcy UPA mogła zdobyć się na wysiłek militarny w 1921 roku i zająć obszary wschodniej Ukrainy. Nie zrobiła tego i oddała Ukrainę w ręce bolszewickich zbrodniarzy, dlatego jest moralnie odpowiedzialna za Wielki Głód. Tak myślał z jednej strony zbrodniarz z drugiej bohater narodowy Ukrainy. Czy ten węzeł gordyjski da się przeciąć? Czy Polacy mogą zapomnieć o rzezi? Nie. Czy Ukraińcy mogą zapomnieć o Banderze? Nie. Jak w takim razie Polacy mają realizować w praktyce, tak niezbędny dla obu krajów, sojusz Ukrainy i Polski? Przede wszystkim powinniśmy pamiętać, ze przez długie wieki Ukraina zdominowana była przez polską szlachtę i magnaterię. Obraz Ukrainy był prosty – klasą panująca byli Polacy, klasą wyzyskiwaną – i to niejednokrotnie w sposób haniebny - Ukraińcy. O tym elementarnym fakcie często nie chcemy pamiętać, a przecież to właśnie on zdeterminował i nadal w dużym stopniu determinuje relacje pomiędzy naszymi narodami.

Klasowy i narodowy wyzysk doprowadził w 1768 roku do pierwszej rzezi Polaków na Ukrainie w Humaniu, będącej prefiguracją rzezi wołyńskiej. Jak na te tragiczne wydarzenia zareagowali Polacy? Po powstaniu listopadowym, jedna z gromad Ludu Polskiego w Anglii nazwała się gromadą Humania i jej członkowie w deklaracji ideowej, stwierdzili: „nam godziło się przybrać nazwisko Humania, abyśmy z ludnością Ukrainy zawarli przymierze odrodzenia, sojusz przyszłości, abyśmy na prześladowania ludu Ukrainy, za wywołane najstraszniejsze reakcje tym samym nazwiskiem obmyli wspólna nienawiść, zamazali krwawe pamiątki.”. To samo - a może jeszcze dobitniej – wyrazili polscy poeci, twórcy literackiej unii polsko –ukraińskiej, do której należał Juliusz słowacki. Jeden z jej przedstawicieli Seweryn Goszczyński interpretuje rzeź humańską jako krwawa zapłatę za polskie krzywdy:

Syny mej ziemi, o rodacy mili!

Wy szczerej wiary nie dacie poecie

I sami spojrzeć na przyszłość nie chcecie

Na ucztę długo tłumionej swobody

A Juliusz Słowacki w wstrząsającym dramacie (Czy polscy uczniowie go jeszcze czytają? Czy mają okazję obejrzeć to arcydzieło w polskich teatrach?) „Sen srebrny Salomei” w wstrząsających strofach odmalowuje rzeź humańską, który to poetycki obraz jest jednocześnie najwierniejszym opisem rzezi wołyńskiej

Teraz wszystko krwią zbryzgane,

Co uniknęło grabieży

Trupy ludzkie bez odzieży

I na ziemi i na łóżkach

Na krwią ociekłych poduszkach

Dziatki porąbane srodze /…?

(Jasne stepowe księżyce

Biorę was za krwawe Świadki!)

Że łono tej polskiej matki

Od strasznego nożów cięcia

Wyszło na łono szczenięcia

I stało się psią mogiłą /…/

Ojczyzno moja! O złota

Ojczyzno moja kochana!

W matkach twoich zarzynana!

I gubiona w matek płodzie!

Polska poezja romantyczna neguje całą politykę i kulturę magnaterii symbolizowanej przez nazwiska – Wiśniowieckiego, Radziwiłła, Lubomirskiego, której skrajnie egoistyczna postawa wobec ludu ukraińskiego była jednym z czynników rozbiorów i rzezi humańskiej. Stanisław Tarnowski autora monumentalnej „Historii Literatury Polskiej” napisał to wprost i bez ogródek, Ukraińcy według niego reprezentowali: „oprócz ogólnej może i ludzkiej zawiści uboższego do bogatszego, jest widoczny i zawsze działający pierwiastek nienawiści, złej woli, bez rozumnego, bez słusznego powodu często bez żadnego nie już powodu, ale nawet pozoru. Dawna Rzeczpospolita szlachecka nie miała sposobności ani przedmiotu do nienawiści społecznej której zresztą do połowy XVIII Wieku nie było w całej; /…/, nasze bunty kozackie były sprawą więcej polityczna i religijna niż społeczną i przez interes polityczny rosyjski, opanowane i kierowane.”. Toute proportion gardee powyższy fragment, mógłby – z niewielkimi poprawkami – znaleźć się na pierwszej stronie „Trybuny Ludu” np. 15 sierpnia 1980 roku. Powtórzmy klasa panująca na Ukrainie byli Polacy, klasą wyzyskiwaną i gnębioną – Ukraińcy. Gnębioną także przez odrodzone po 123 latach niewoli niepodległe państwo polskie. Józef Łobodowski – ostatni przedstawiciel nurtu ukraińskiego w poezji polskiej w wydanym w 1957 roku poemacie pt. „Złota hramota”, tak posumował politykę sanacji wobec Ukraińców:

 A gdy krzyk buchnie krajem, gdy się spiętrzą kurhany,

kiedy w próchnie mogilnym pęknie trumna Tarasa,

tylko czarny watażka na taczance pijanej,

tylko rotmistrz w ułańskich lampasach.

„Czarny watażka na taczance pijanej” jest obrazem rzezi wołyńskiej. „Rotmistrz w ułańskich lampasach” jest symbolem bezrozumnej i szkodliwej polityki sanacji wobec aspiracji narodowych Ukraińców. Polska literatura jasno i wyraziście opisuje winy naszego narodu wobec Ukraińców, ale jednocześnie jeszcze jaśniej stwierdza, że nigdy Polacy nie zapomną o ofiarach rzezi wołyńskiej, bo to równałoby się utracie przez nas cząstki tożsamości narodowej, ale czy minister Waszczykowski musi zachowywać się wobec urzędników państwa ukraińskiego tak samo jak książę Radziwiłł czy Wiśniowiecki postępowali wobec kozaków? Czy obecność w rządzie arystokraty zaraziła demokratycznych polityków pogardą wobec tych, których gnębiliśmy przez wieki?

 
Piotr Piętak

 

 

 

Opinie wyrażone w dziale "Publicystyka", przekazują poglądy samych autorów i nie muszą odzwierciedlać stanowiska redakcji.

 

 

Praca w Polsce