środa, 29 listopad 2017 13:32

Czas zmarnowanych możliwości: na co nie należy liczyć, myśląc o przyszłości Ukrainy

Problem obu Majdanów polega właśnie na tym, że przez inercję nazywamy je rewolucjami. Chociaż uczciwsze byłoby nazwanie ich powstaniami.


Ukraiński Majdan nie był rewolucją po prostu dlatego, że rewolucja ma nie tylko wyraźne hasło, ale i ludzi, którzy je następnie realizują.

A ukraiński Majdan był raczej buntem przeciwko próbie uzurpacji władzy. Ale zjednoczenie na zasadzie „przeciwko” to nie to samo, że zjednoczenie na zasadzie „za”. I dlatego poślizg reform na Ukrainie jest absolutnie naturalny.

Na Majdany wychodziło tylko około 15% mieszkańców kraju. To oni potem zapisywali się do batalionów ochotniczych i wolontariatów na froncie. A cała reszta kraju chce tego, co jest proste i oczywiste – końca wojny. Dobrobytu. Pewności w dniu następnym.

Ale problem polega na tym, że w walczącym kraju wszystkie te rzeczy są dokładnie taką samą utopią, jak i marzenie o momentalnych przemianach. I w tym sensie ludzie z Majdanu i ludzie przed telewizorami są podobni do siebie pod względem głównego problemu – swoich zawyżonych oczekiwaniach.

Często porównujemy Ukrainę z Polską. Zestawiamy wynagrodzenia, gwarancje socjalne, jakość medycyny i edukacji. Zachodni sąsiad w tym kontekście zwykle przedstawiany jest jako pewien wzór do naśladowania, jak model, do którego należy dążyć.

Ale przy tym w samej Polsce społeczeństwo jest tak samo rozczarowane tym, że Zachodnia Europa pozostaje dla niego nieosiągalnym ideałem. W konsekwencji w wyborach w Europie Wschodniej zwyciężą narodowcy-populiści, których entuzjazm hamuje jedynie europejska biurokracja.

Należy jasno zdać sobie sprawę – w przypadku sukcesu reform Ukraina i tak nigdy nie będzie Niemcami, jak nie stała się Niemcami również Polska. Jeśli jutro za dotknięciem czarodziejskiej różdżki na Ukrainie pojawiają się sprawiedliwe sądy, skuteczna policja i odpowiedzialny parlament – nie staniemy się regionalnymi liderami na kontynencie.

Co więcej – wszystkie te pożądane cele nie uczynią z Ukrainy nawet drugiej Polski. Po pierwsze, zmarnowano zbyt wiele czasu. Po drugie, sporo czasu zajmie kapitalny remont machiny państwowej. No a po trzecie…

A po trzecie, ponieważ cuda się nie zdarzają. Aby stać się Koreą Południową czy Finlandią potrzeba dekady ciężkiej pracy. A po czwarte, wojny jeszcze nikt nie odwołał: nadal będziemy wydawać mnóstwo pieniędzy na armię, a inwestorzy będą skrupulatnie ważyć ryzyko.

Najbardziej optymistyczny scenariusz przyszłości Ukrainy to stać się Rumunią. Jest to prawosławny kraj z długą tradycją korupcji, który kropla po kropli wyciska z siebie nieskuteczność. I jeśli wydaje ci się, że to nie to, na co zasłużyła Ukraina, to jest to tylko twój problem. Ponieważ rzeczywistość nie dba o twoje ambicje, jeżeli nie są niczym poparte.

Ukraińskie frustracje – to tylko niechęć do przemyślenia zmian. Tych, które zaszły w społeczeństwie i kraju w ciągu 3 lat. Wszyscy oczekiwaliśmy od Majdanu czegoś szybkiego i nagłego. Ostrych reform, całkowitej rotacji kadrowej, szybkiej zmiany przepisów. Ale nie uwzględniliśmy głębokości problemów i skali wyzwań.

I problem tkwi nie tyle w rzeczywistości, ile w naszych oczekiwaniach od niej. W niechęci do uznania faktu, że horyzont rozwiązania niektórych problemów może być dalej, niż nam się podoba, że ambitne cele powinny towarzyszyć realistycznej ocenie pośrednich wyników.

Najlepszym sposobem, aby się nie rozczarować – nie czarować się. Jedynie w bajkach Ilja Muromiec leży 33 lata na piecu, a potem pokonuje wrogów. W rzeczywistości leczy odleżyny i dystrofię.

 

Pawło Kazarin

Źródło: "Kanał 24"

 

Praca w Polsce