czwartek, 30 listopad 2017 14:46

Polska z perspektywy ukraińskich imigrantów zarobkowych

Zakarpacka rodzina opowiedziała, jak mieszka i zarabia w Polsce

Wśród krajów, w których można spróbować swoich sił i poprawić poziom własnego życia, nie na ostatnim miejscu dla mieszkańców Zakarpacia znajduje się Polska. Jest on dostępna zarówno pod względem położenia geograficznego, jak i zrozumiałości.

Wielu Polaków emigruje do Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii i Holandii.

Priorytetowym państwem z najlepszymi warunkami zakwaterowania dla rodziny Kozyczków z Użhorodu stał się właśnie sąsiedni kraj.

Milan Kozyczko pojechał do Polski w 2015 roku. Rok później, we wrześniu, zabrał swoją żonę Danę, a później również 4-letnią córkę Sołomiję. Kobieta uczyła się w Użhorodzkim Uniwersytecie Narodowym na Wydziale Nauk Społecznych, a mąż – w Zakarpackiej Filii Kijowskiego Uniwersytetu Slawistycznego w Użhorodzie. Wcześniej, po ukończeniu studiów, Milan pracował w fabryce, a Dana – w lokalnej kawiarni. Teraz mają wspólną nie tylko rodzinę, ale też pracę.

Mieszkają w Świebodzinie na zachodzie Polski. Wśród 20-tysięcznej można ludności spotkać ludzi różnych narodowości, w tym Chińczyków, Arabów, Japończyków i Hindusów. Prawie 25% mieszkańców to Ukraińcy. Świebodzin jest niewielkim miasteczkiem, które można porównać z zakarpackim Chustem lub Tiaczewem. Drogi w mieście są dobre, ale nie idealne. Większość mieszkańców ma własne auto, więc zapotrzebowanie na autobusy jest niewielkie. Z sąsiednimi miastami jest dobre połączenie komunikacyjne. Kierowcy autobusów przestrzegają rozkładów.

Niewielkie miasteczko, nowa praca i przyzwyczajanie się do pracy na trzy zmiany

Najpierw postanowiliśmy zmienić kraj, spróbować czegoś nowego. Tutaj jest nam wygodniej. Pracujesz, dostajesz pensję i tych pieniędzy wystarcza. W domu nie widzieliśmy dla siebie perspektyw. Teraz mamy nie pracę marzeń, ale pasuje nam ona i pod względem grafiku, i pensji, i wygody lokalizacji. Przez sklep internetowy ludzie zamawiają towary i jeśli coś im się nie zgadzało, odsyłają je. Wszystkie zwracane rzeczy sprawdzamy, czy nie są uszkodzone, czy były używane i tym podobne. Jeśli wszystko wygląda jak powinno – pakujemy fabrycznie i kierujemy do sprzedaży.

Przez rok jeszcze nie pojechaliśmy do domu. Wszyscy pytają, kiedy ich odwiedzimy. Czekają.

Kiedy mieszkaliśmy w Użhorodzie, mąż pracował w fabryce na pierwszą i drugą zmianę. Nie było dla niego problemem przyzwyczaić się do nowego grafiku. Przez 5 lat pracowałam w kawiarni. Z trudem przyzwyczajałam się do nowych zmian. Godziny pracy to od 06:00 do 14:00, od 14:00 do 22:00 i od 22:00 do 06:00. Bardzo trudno mi wstać o godzinie 4. Grafik pracy składa się z 5 dni. Gdy jest dużo towaru, za dodatkowo przepracowane godziny dostajemy dodatkowe pieniądze. Harmonogram jest układany z tygodniowym wyprzedzeniem, więc można poprosić o wolne wtedy, kiedy jest to potrzebne. Zazwyczaj pracujemy na różne zmiany, bo ktoś musi odprowadzać dziecko do przedszkola. Miasto spodobało się, bo wszystko jest blisko: niedaleko mamy przedszkole, 5 minut samochodem i już jesteś w pracy.

„Nieważne, jakiej marki ubrania masz na sobie”

Najważniejsze w obcym kraju jest posiadanie niezbędnych dokumentów. Z językiem nie było większych trudności. Ważne jest pragnienie, by go zrozumieć, tym bardziej, że wiele słów jest podobnych.

W pracy byli ludzie, którzy w życiu nic nie osiągnęli, ale do swoich kolegów Ukraińców pochodzili lekceważąco. Uderzało, że kiedy szło się do instytucji państwowej lub sklepu z drogimi rzeczami, nie rzucano na ciebie oceniających spojrzeń, a traktowano cię jak wszystkich ludzi, nieważne, jakiej marki ubrania masz na sobie. To duży plus. W Użhorodzie sprzedawcy często określają, czy człowiek coś kupi czy nie na podstawie tego, jak wygląda. Trudne jest to, że nie ma przyjaciół, a do reszty można się przyzwyczaić.

Wolne

Ponieważ miasto jest małe i nie ma dużego wyboru, by gdzieś się wybrać, w weekend zwykle zajmujemy się pozostałymi sprawami. W Użhorodzie jest większy wybór atrakcji niż w Świebodzinie. Tutaj jest tylko kino i lokalny klub, a także kilka kawiarni.

Do przedszkola można chodzić nawet z temperaturą

Posłać dziecko do przedszkola jest o wiele łatwiej niż u nas. Tutaj nie trzeba od razu po urodzeniu dziecka ustawiać go w kolejce. Wystarczy zarejestrować się na 3–5 miesięcy przed rozpoczęciem uczęszczania przez dziecko do przedszkola. Zbiera się standardowy zestaw dokumentów. Najważniejsze jest ubezpieczenie. Sołomijka chodzi do prywatnego przedszkola. Tam proces selekcji jest mniej skomplikowany. Nasze przedszkole jest czynne w godzinach od 6:30 do 16:00, a państwowe są otwarte do 17:00. Jeśli rodzicom nie uda się do tego czasu odebrać dziecka, kolejne godziny są płatne po 3 złote każda. W publicznych przedszkolach za miesiąc trzeba zapłacić około 250 złotych.

Na Ukrainie bardziej skaczą koło dzieci. Jeśli maluch jest chory, to do przedszkola nie pójdzie, bo zarazi innych, a gdy został wyleczony, trzeba przynieść zaświadczenie. Tutaj tego nie ma. Jeśli dziecko ma temperaturę, ale dobrze się czuje, może chodzić do przedszkola, szkoły. W przedszkolu, do którego chodzi Sołomijka, nie ma pielęgniarki, ale cały personel przechodzi szkolenie w zakresie pierwszej pomocy.

W przedszkolu i szkole dzieci mają klasy komputerowe

Myśleliśmy, że córce będzie ciężko w nowej szkole, bo nie uczyła się języka polskiego. Nam się jednak poszczęściło: trafiliśmy na starszą wychowawczynię, która zna rosyjski i zrozumiały się z Sołomijką. W okresie adaptacji nie było płaczu. W naszym prywatnym przedszkolu jest sala zabaw, oddzielna sala zajęciowa, jadalnia. Praktycznie każdego dnia dziecko ma dużo lekcji. Wychowawcy przesyłają zdjęcia, by rodzice widzieli, czym zajmują się ich dzieci. Maluchy są samodzielne, mają szacunek do siebie. Zdarzają się konflikty między dziećmi, są jednak rozwiązywane nie krzykiem i stawianiem do kąta, a drogą wyjaśniania. Dzieci mają klasy komputerowe, już są uczone posługiwania się myszką. Maluchy często idą na spacer poza przedszkolem: w parku oglądają, jak rosną drzewa, w piekarni dowiadują się rzeczy o pieczeniu chleba... Mają też wychowanie do pracy – jesienią kopały ziemniaki. Wychodzą na spacer wszystkie razem, zawsze ubrane w odblaskowe kamizelki.

Na niesforność dziecka nikt nie zwraca uwagi

Wychowanie dzieci niezbyt różni się od naszego. Tam dzieciom daje się więcej swobody. Na przykład u nas w miejscach publicznych pilnuje się, żeby dziecko nie hałasowało i nikomu nie przeszkadzało. Tutaj na niesforność dziecka nikt nie zwróci uwagi. W zimie można za to wysłać dziecko do przedszkola bez szalika lub czapki. Polacy mają mniej skomplikowane podejście do wychowania.

Mentalność: historia na własną modłę i powtarzanie nie tylko replik bohaterów, ale też nazw własnych

Są różni ludzie, a ich zachowanie nie zależy od narodowości. Polacy lubią pisać historię kraju na własną modłę. Niedawno świętowano Dzień Niepodległości Polski. Z okazji tego wydarzenia zostały rozmieszczone banery, na których mówiono, że to właśnie to państwo odegrało ważną rolę w wojnie. Ma miejsce, że tak powiem, swoista polityka informacyjna. Ich historia mówi, że był to okres, kiedy Ukraińcy masowo mordowali Polaków, przy czym o własnym stosunku do nas się zapomina. W filmach i kreskówkach są powtarzane nie tylko repliki bohaterów, ale też ich imiona.

Ukraińcy są bardziej pracowici od Polaków

Tym, co warto pożyczyć od tego narodu, jest patriotyzm. Polacy są bardziej dumni ze swojego kraju i narodu niż Ukraińcy. Nasi mogą żałować, że nie urodzili się w jakimś lepszym państwie. Polacy cieszą się z tego, że ich ojczyzną stała się właśnie Polska, choć mają nie najlepszą gospodarkę, a wielu z nich również wyjeżdża za granicę, gdzie, nawiasem mówiąc, podchodzi się do nich bardzo przyjaźnie. Powiedziano mi raz, że lepiej byłoby wziąć do pracy 10 Ukraińców niż jedną Polkę. Ciężko się z nimi dogadać. Ukraińcy są bardziej pracowici niż Polacy. Oni z kolei mogliby pożyczyć od nas umiejętność bycia gościnnym.

Średnia pensja i ceny

Polacy nie odkładają pieniędzy, choć oszczędzają na ogrzewaniu. Mogą na przykład kupić kiełbasę za 15 zł, ale prędzej wezmą taką samą, tylko pokrojoną i trzy razy droższą. Średnia pensja wynosi 3000 zł. Polacy lubią narzekać, że z dyplomem trudno jest znaleźć pracę, ale gdy ma się głowę na karku, można zrobić wszystko. Najważniejsze są starania.

Wynajem trzypokojowego mieszkania będzie kosztować 1200 zł, dodatkowo trzeba dać 300-500 za usługi komunalne. Wszystko zależy od powierzchni mieszkania i dostępnych udogodnień. Na pełnowartościową dietę, zawierającą również produkty mięsne, warzywa, owoce i ryby, wystarczy wydać 250 złotych na miesiąc. Najważniejsze to prawidłowo rozdysponować środki.

Rynek mieszkaniowy jest słabiutki. Często go monitorujemy. W Świebodzinie jest ogromny popyt i mała podaż. Mieszkania są tu drogie, ale w innych miejscowościach dwupokojowe mieszkanie można kupić za 100 tys. złotych. W województwach uda się kupić dom do 100 metrów kwadratowych z niewielką działką za 40 tys. dolarów. Na mieszkanie można dostać kredyt młodzieżowy. Jest on tańszy od zwykłego.

Plany na przyszłość

Chciałabym przenieść się trochę na wschód Polski, bliżej domu. Ukrainę kochamy, ale władze nam się nie podobają. Polska, w porównaniu z innymi krajami Europy, nie jest wystarczająco rozwinięta, jednak nasza Ukraina musi jeszcze do niej dorosnąć.

Nasza młodzież wyjeżdża za granicę z tego względu, że panuje masowa korupcja, a perspektywa zdobycia dobrze płatnej pracy jest słaba. W Polsce też ma miejsce korupcja, jednak nie na tak wysokim poziomie, jak u nas. Polskie władze słuchają ludzi.

Czy wrócimy – czas pokaże. Choć mieszkamy w obcym kraju, nasza córka nadal uczy się języka ukraińskiego. W domu mamy wiele książek z bajkami, włączamy jej kreskówki w naszym ojczystym języku. Sołomijkę obowiązuje zasada: w przedszkolu mówimy w języku polskim, w domu – w języku ukraińskim. Symbole państwowe już znamy. Będziemy opanowywać nową wiedzę.

 

Jana Tehza

Źródło: "carpatobserver.eu"

 

Praca w Polsce