Forum Ekonomiczne banner
poniedziałek, 02 styczeń 2017 23:51

Operacja „Dywersantyzacja”

Wojna hybrydowa, którą Rosja zaczęła na wschodzie Ukrainy, nie przyniosła ze sobą pożądanych przez Kreml rezultatów. Dlatego Rosjanie włączyli jeszcze jeden czynnik prowadzenia działań bojowych – tworzenie na poziomie międzynarodowym wizerunku Ukraińców jako podstępnych dywersantów.

Od dawna wiadomo, że „Łapać złodzieja!” najgłośniej krzyczy sam złodziejski oszust. Właśnie w takiej sytuacji znalazła się Federacja Rosyjska, która zaanektowała Autonomiczną Republikę Krymu, rozpoczęła wojnę na Donbasie, zabiła trzystu pasażerów Boeinga 777 podczas lotu MN-17, a na arenie międzynarodowej nadal zachowuje się jak dresiarze w pobliżu sklepu z tanim alkoholem.

By jakoś naprawić swój wizerunek, poddani Władimira Putina poszli sprawdzoną drogą „przestawienia wskazówek”, czyli stworzenia pozorów, że na kuli ziemskiej istnieją jeszcze bardziej przebiegli od rosyjskich indywidualiści, z którymi kremlowscy rycerze płaszcza i kindżału toczą zażartą walkę. W trzecim roku wojny do rosyjskich propagandzistów dotarło, że naprędce wymyślone historie o katowanych przez żołnierzy Sił Zbrojnych Ukrainy chłopcach i amerykańskich czarnych najemnikach, walczących pod niebiesko-żółtymi flagami, robią wrażenie tylko na przedstawicielach marginesu społecznego oraz w odległych obszarach Czelabińska i Chanty-Mansyjska. Dla każdego, kto ma choć minimalne IQ, trzeba wymyślić bardziej realne straszaki.

Właśnie dla bardziej wymagających pod względem konsumpcji informacji wymyślono „historię Sencowa”. Ukraiński reżyser Ołeh Sencow został zatrzymany na terenie Krymu jeszcze wiosną 2014 roku pod zarzutem działalności terrorystycznej. W sierpniu 2015 roku Północnokaukaski Sąd Okręgowy w Rostowie nad Donem skazał Sencowa na 20 lat więzienia. Jako „przyczepa” do syberyjskiego więzienia pojechał z Sencowem ukraiński działacz Ołeksandr Kolczenko, którego Federalna Służba Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej również aresztowała pod zarzutem terroryzmu. Kolczenkę skazano jednak „tylko” na 10 lat pozbawienia wolności. To, że rosyjski sąd był farsą, jest zrozumiałe dla wszystkich z wyjątkiem praworządnych obywateli Federacji Rosyjskiej, którzy pamiętają wybuchy, zorganizowane po 2000 roku przez lokalne służby specjalne, i reagują na termin „terroryzm” jak pies Pawłowa na porażenie prądem.

Spektakl z Sencowem i Kolczenką trwał długo, a w historii powinny pojawić się świeże chwyty lub przynajmniej nowe postacie. Rosyjskie służby specjalne oryginalnie postanowiły nie wyróżniać się i po prostu rozpoczęły taśmowy proces identyfikacji terrorystów i dywersantów. Dziennikarz Roman Suszczenko został ogłoszony przez rosyjskich „tajniaków” szpiegiem. Zarzucono mu naruszenie przepisów międzynarodowych, a 30 września zatrzymano w Moskwie, gdzie przybył w ramach prywatnego wyjazdu. 7 października został oskarżony o szpiegostwo. FSB Rosji ogłosiła, że Suszczenko jest pracownikiem Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy. Resort zaprzeczył temu oświadczeniu, zaznaczając, że nie odpowiada ono rzeczywistości. Suszczenko będzie siedzieć w areszcie śledczym w najlepszym razie do końca stycznia, a potem odbędzie się sąd, którego wynik jest bardzo prosty do przewidzenia.

Równolegle opracowywany jest scenariusz z dywersantami, a ta wersja jest interesująca dla Rosjan, zwłaszcza jeśli będzie regularnie uzupełniana. W sierpniu służby specjalne Federacji Rosyjskiej „niespodziewanie pojmały” grupę ukraińskich dywersantów, którzy rzekomo próbowali dokonać czegoś bardzo nieprzyjemnego na terenie nielegitymizowanego półwyspu. Po przejęciu szkodników z UKROP-u Władimir Putin stwierdził, że Ukraina przeszła do „praktyki terroru” (przypomnijmy, że wśród Rosjan termin „terror” powoduje maksymalne napięcie).

W listopadzie FSB kontynuowała tworzenie scenariuszy do niskobudżetowych komedii absurdu. Sąd okupowanego Symferopola powiadomił: „Aresztowano kolejne dwie osoby, figurujące w sprawie dotyczącej przygotowania na zlecenie Ministerstwa Obrony Ukrainy sabotażu na obiektach infrastruktury na Krymie”. Obywatele z wypaczonym rozumieniem legalności informowali, że jeden z nich to Ołeksij Stohnij (rosyjskie media natychmiast nazwały go pułkownikiem Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy, choć mogły go tytułować generałem międzyplanetarnych desantowców lub lordem admirałem), a drugi, którego, nie wdając się w szczegóły, zakwalifikowano jako ukraińskiego oficera, nazywa się Hlib Szablij. Posiedzenie sądu, na którym omawiano sprawę zatrzymanych, odbyło się w trybie zamkniętym. Wobec mężczyzn zastosowano środek zapobiegawczy w postaci aresztu na okres dwóch miesięcy. W tak zwanym sądzie w Symferopolu ustalono ich związek z trzema Ukraińcami, pojmanymi dwa tygodnie wcześniej. „Cała piątka zatrzymanych to członkowie tej samej grupy dywersyjnej, działającej w Sewastopolu”, – poinformował wszystkich zainteresowanych przedstawiciel sądu. W listopadzie FSB Rosji poinformowała o zatrzymaniu na okupowanym Krymie kolejnego ukraińskiego „szpiega”, który rzekomo na zlecenie Ministerstwa Obrony Ukrainy zbierał informacje o działalności Floty Czarnomorskiej. W ten sposób zaledwie w ciągu miesiąca bohaterscy Rosjanie ze służb specjalnych zatrzymali aż sześciu „ukraińskich dywersantów”.

Ukraińskie Ministerstwo Obrony nie kazało na siebie czekać z reakcją. „Informacja o zatrzymaniu rzekomego ukraińskiego szpiega jest kontynuacją rosyjskiego serialu FSB, który, niestety, według naszych prognoz będzie kontynuowany”, – powiedział rzecznik Ministerstwa Obrony ds. ATO, pułkownik Andrij Łysenko. „Jak mówiliśmy wcześniej, rosyjskie służby specjalne, by ułatwić sobie pracę,  w dalszym ciągu korzystają z bazy danych z osobistymi sprawami byłych żołnierzy, którzy odbywali służbę w szeregach sił Zbrojnych Ukrainy lub Floty Czarnomorskiej Federacji Rosyjskiej”, – podkreślił Łysenko. Jak mówi, ci ludzie już dawno są w rezerwie, żyją cywilnym życiem, zajmują się biznesem i nie mają żadnego stosunku do służby wojskowej.

„FSB po prostu zachwyciła się tym tematem, ponieważ bardzo łatwo jest poruszać te sprawy i wyznaczać wciąż nowych dywersantów. Mogą oni oskarżyć każdego, kto miał stosunek do służby wojskowej”, – powiedział rzecznik MO.

Sytuację skonkretyzowano również w Służbie Bezpieczeństwa Ukrainy. Jak mówi kierownik aparatu przewodniczącego SBU Ołeksandr Tkaczuk, zatrzymanie tak zwanych „krymskich dywersantów” miało miejsce po nieudanych próbach zrekrutowania ich przez służby specjalne Rosji. „Nasza służba nie wyklucza możliwości, że wszystkie te głośne zatrzymania, o których raportowała rosyjska FSB na Krymie, w rzeczywistości stanowią po prostu nieudane próby werbowania obywateli Ukrainy”, – zaznaczył Tkaczuk. W ten sposób rosyjska FSB realizuje groźby wobec obywateli Ukrainy, którzy znajdują się na Krymie. Tkaczuk powiedział przy tym, że najbardziej masowymi próbami rekrutacji pozostają przypadki z byłymi pracownikami Marynarki Wojennej. „Federacja Rosyjska w dalszym ciągu stosuje na Krymie brudne metody rekrutacji obywateli, a mianowicie presję i groźby przemocy wobec rodziny, wymyślone oskarżenia, a także przemoc fizyczną”.

By utrzymać historię w klimacie komedii, Rosjanie wrzucili na antenę zdjęcia z rewizji w symferopolskim mieszkaniu. Według danych Służb Specjalnych Rosji, u zatrzymanych „ukraińskich dywersantów” skonfiskowano urządzenia wybuchowe o dużej mocy, broń i amunicję oraz środki specjalnego kontaktu. W rzeczywistości w telewizji pokazano sprzęt na kulki do gry w ASG, a rodzynkiem wśród „dowodów” funkcjonariuszy FSB stał się magnes z symboliką „Prawego Sektora”.

I to wszystko byłoby śmieszne, gdyby nie tak smutne. Dmytro Dinze, adwokat zatrzymanego w sierpniu Jewhena Panowa, opublikował bardzo niewesołe fakty. Klient obrońcy praw człowieka napisał do Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej oświadczenie ze skargą na tortury, które, jak twierdzi, stosowano wobec niego przez sześć dni po zatrzymaniu. W oświadczeniu napisano, że Panow został zatrzymany 7 sierpnia około godziny czwartej rano w punkcie kontrolnym w Armiańsku, kiedy to, jadąc swoim samochodem, próbował wjechać na Krym od strony Ukrainy. Poproszono go o wyjście z samochodu w celu przejścia kontroli, po czym uderzono w głowę jakimś przedmiotem i z workiem na głowie wywieziono do jakiegoś pomieszczenia, gdzie zaczęto go torturować, bijąc żelazną rurą i wieszając na kajdankach. Wieczorem 7 sierpnia Panowa zabrano, jak twierdzi, do Lwowa, gdzie do 9 sierpnia kontynuowano tortury z użyciem prądu elektrycznego. Z publikacji wynika, że w tym dniu został odwieziony do sądu, gdzie po raz pierwszy zobaczył drugiego figuranta sprawy, Andrija Zachtija. Sąd aresztował obu na 15 dni za używanie niecenzuralnego języka na ulicy. Jak mówi Panow, zeznania, które zostały nakręcone i opublikowane 11 sierpnia, przedstawił pod wpływem tortur. Ponadto podpisał wszystkie dokumenty, które dawali mu pracownicy FSB. W oświadczeniu do Komitetu Śledczego Panow prosi o sprawdzenie działań tych, którzy go zatrzymali i torturowali oraz o pociągnięcie ich do odpowiedzialności karnej.

To, co Rosjanie robią teraz na półwyspie, nie mieści się ani w granicach prawa, ani zdrowego rozsądku. Będą oni jednak, rzecz jasna, nadal działać w ten sposób, ponieważ czują się bezkarni w realizacji wszystkich swoich, nawet zupełnie dzikich inicjatyw.


Jurij Cwiach

 

Praca w Polsce

 

 

linia102.pl promo