Forum Ekonomiczne banner
wtorek, 03 styczeń 2017 00:12

Jak Ukraińcy wyręczają Polskę, gdzie brakuje rąk do pracy

Ukraińscy migranci zarobkowi zbierają na mieszkanie na Ukrainie i są uczeni, by nie dawać w łapę za miejsce pracy.

W Polsce mieszka i pracuje około miliona Ukraińców! Taką liczbę podał w tym roku minister spraw zagranicznych Polski Witold Waszczykowski. Liczba ta, według szacunków polskich specjalistów z branży HR, będzie tylko rosnąć. Dziennikarz portalu „Siegodnia” odwiedził przedsiębiorstwa we Wrocławiu i Poznaniu, w których oficjalnie pracują obywatele Ukrainy, rozmawiał z rekruterami, ocenił warunki pracy i dowiedział się, ile można zarobić u sąsiadów.

Po dwóch miesiącach

Przyczyny, które zmuszają Ukraińców do pracy za granicą, są oczywiste. W kraju panuje kryzys gospodarczy, spada wartość hrywny, mają miejsce zwolnienia. Dla byłych mieszkańców Donbasu dochodzi jeszcze wojna. Warunków dla zdecydowanej poprawy sytuacji na razie nie widać. A Polska przeciwnie, pilnie potrzebuje napływu siły roboczej. Obecny poziom bezrobocia (8%) jest najniższy w kraju przez ostatnie ćwierć wieku i stanowi jeden z najniższych wskaźników w Europie. Oznacza to, że prawie wszyscy lokalni mieszkańcy są zatrudnieni. Jednocześnie miliony Polaków (za przykładem Ukraińców) wyruszyło szukać lepszej pracy (i życia) w innych krajach Europy, w szczególności w Anglii. Dlatego w Polsce nie wystarcza rąk do pracy. W kraju działa 6000 firm pośrednictwa pracy. W 2015 roku kraj ten wydał 762 700 pozwoleń na pracę dla Ukraińców. W porównaniu z 2013 roku stanowi to wzrost o 950%! Tylko w połowie 2016 roku wydano 614 196 pozwoleń.

Najwięcej Ukraińców działa w Polsce w branży logistycznej, w produkcji, w handlu. Nielegalnie najczęściej pracują w budownictwie i rolnictwie. Migranci z Ukrainy są gotowi podjąć się najprostszej pracy, ale przy odpowiednim podejściu po upływie kilku miesięcy mogą się wybić. Najbardziej niezawodnym sposobem, by znaleźć legalną pracę w Polsce, jest pośrednictwo firmy rekrutacyjnej. „Od momentu zwrócenia się do nas do rozpoczęcia przez człowieka pracy mija zwykle około dwóch miesięcy. I to w wypadku, gdy nie ma on wyrobionej wizy, gdy ją posiada, trwa to tydzień lub dwa, – mówi dyrektor operacyjny OTTO Work Force w Europie Środkowej i Wschodniej Tomasz Dudek. – Nasi klienci to duże i znane firmy, które potrzebują pracowników. Mamy ponad 50 ośrodków rekrutacyjnych w Europie. Na Ukrainie znajdują się trzy: we Lwowie, Tarnopolu i Winnicy. W 2017 roku planujemy otworzyć centra również w innych miastach. Pomagamy wypełnić dokumenty i uzyskać w urzędzie miasta pozwolenie na pracę w Polsce, wraz z którym wydawana jest wiza na pół roku. Dalej pracownikami zajmuje się nasz konsultant, który towarzyszy im w procesie zatrudnienia i zamieszkania”.

Ważna uwaga: z taką wizą można pracować tylko w Polsce, pomimo faktu, że kraj ten jest członkiem UE. „Takie są przepisy, Unia Europejska nie spieszy się z ich liberalizacją, – rozkłada ręce pan Dudek. – Polska przystąpiła do UE w 2004 roku, ale dopiero po siedmiu latach, w 2011 roku, Polacy uzyskali możliwość swobodnej pracy na przykład w Niemczech”.

W Polsce często pomaga się pracownikowi z Ukrainy z mieszkaniem lub się je opłaca. Miejsce w pokoju kosztuje 500-600 zł (3250-3900 hrywien) miesięcznie. Wynajem 1-pokojowego mieszkania we Wrocławiu to koszt 1000 zł (6500 hrywien) bez uwzględnienia usług komunalnych. Pytanie brzmi: jeśli z Ukrainy napływa tylu pracowników, może jest sens, by budować dla nich schroniska? Firma odpowiada, że jest to podobno długoterminowa perspektywa na około pięć lat, ale jeśli tendencja się utrzyma, nie jest wykluczone, że ta kwestia zostanie ponownie poruszona.

Jeśli przyszła praca wiąże się ze szkodliwymi lub trudnymi warunkami, dla pracownika obowiązkowo organizuje się bezpłatne badania lekarskie, przeprowadzone przez odpowiednich specjalistów (dalej w zakładach prowadzona jest stała kontrola medyczna). Otwiera mu się również konto w banku, na które będzie przelewane wynagrodzenie.

„Proszą, by pracować więcej”

Robotnikom płaci się zwykle za godzinę pracy. Płaca minimalna w Polsce wynosi 1850 zł (12 025 hrywien) brutto, od stycznia 2017 roku będzie wyższa. „W branży logistycznej, pracując 200-220 godzin w miesiącu, można zarobić na rękę 2000-2200 zł (13 000-14 300 hrywien), – mówi menadżer projektu firmy OTTO Mikołaj Szyszkin. – A, powiedzmy, przy sortowaniu kur – 3500-4000 zł (22 750-26 000 hrywien). Trzeba zrozumieć, że Ukraińcy przyjeżdżają do Polski właśnie po to, by zarobić. Dlatego często proszą, by dawać im zmiany nie po 8, a 10 lub nawet 12 godzin”.

Istnieje stereotyp, że Ukraińcom w Polsce płaci się mniej niż miejscowym. „To jest mit!, – mówi Tomasz Dudek. – Polskie prawo po prostu nie pozwala, by płacić mniej. Oczywiście mówimy o oficjalnej pracy. Ukraińcy po prostu wyręczają lokalne firmy, które nie mogą znaleźć pracowników”. Oficjalne firmy rekrutacyjne nie pobierają od Ukraińców ani grosza za zatrudnienie. „Na Ukrainie są przyzwyczajeni: by dostać pracę za granicą, trzeba zapłacić, – mówi Mikołaj Szyszkin. – Na Zachodzie nie jest to jednak przyjęte. W Polsce podobna praktyka istniała 13 lat temu, ale potem prawnie zabroniono pobierania opłat za zatrudnienie”.

Jednocześnie, zgodnie z badaniem firmy OTTO, 60% Ukraińców zapłaciło za możliwość pracy w Polsce. A według szacunków polskiego Ministerstwa Pracy, od 20% Ukraińców pracuje w kraju nielegalnie. Jeśli wpisać w wyszukiwarce po polsku „Problemy Ukraińców z nielegalną pracą”, pokazuje się około 20 milionów artykułów! Podstawowe ryzyko nielegalnych migrantów zarobkowym jest znane: nie ma gwarancji przestrzegania przepisów BHP ani wypłaty pełnych wynagrodzeń, nie ma też opieki medycznej w razie wypadków przy pracy. Natomiast kara za nielegalną pracę w Polsce to grzywna (1000 zł) i deportacja.

Wśród Ukraińców, z którymi porozmawiano, nikt nie wspominał o złym podejściu ze strony Polaków. Na poziomie obyczajowym nie wynika więcej konfliktów niż w każdym społeczeństwie. Ukraińcy mówią, że nawet kontrowersyjnego Banderę koledzy z Polski są skłonni postrzegać jako część historii, a rozmów o polityce w ogóle starają się unikać. W wolnym czasie lepiej pograć ze sobą w piłkę nożną.

W zakładach – alkomaty i barszcz z automatu

We Wrocławiu dziennikarze portalu „Siegodnia.ua” odwiedzili jedno z centrów rekrutacyjnych. Za stolikami pracownicy omawiają sprawy z menedżerami. Pierwszy rozmówca chętnie wyjaśnia wszystkie zalety oficjalnego zatrudnienia i ryzyko nielegalnego. „Na Ukrainie zajmowałem się blachami dachowymi, dostawałem 6000 hrywien. Zwolniono mnie, – mówi 31-letni Taras Wyłupko z Dnipra. – Postanowiłem szukać pracy w Polsce. Dwa razy trafiłem na oszustów: brali ode mnie 50 dolarów, obiecali jedno, a kiedy przyjechałem do Polski, nikogo nie spotkałem, a praca była zupełnie inna. W pokojach mieszkało po 50 osób. Kiedy to zobaczyłem, od razu wyjechałem. Potem zatrudniłem się już oficjalnie. Najpierw pracowałem przy pakowaniu rzeczy, teraz przy częściach zamiennych. Tutaj już wszystko jest zorganizowane, poważne. Spóźniłeś się na zmianę – siedź w domu, pieniędzy za dzień nie dostaniesz. Pracuję po 8-12 godzin, na miesiąc wychodzi 2000 zł (13 000 hrywien). W Polsce mi się podoba, mieszkanie i jedzenie jest bardziej przystępne niż na Ukrainie. Za mieszkanie płacę 500 zł (3250 hrywien), we czwórkę wynajmujemy dwupokojowe mieszkanie w centrum. Na jedzenie idzie 350 zł (2275 hrywien). Co miesiąc można odłożyć 800-900 zł (5200-5850 hrywien), czyli około 200 dolarów. Teraz wyrabiam polską »kartę czasowego pobytu«. A z czasem planuję wyjechać do pracy do Niemiec”.

Karta czasowego pobytu to tymczasowe pozwolenie na mieszkanie w Polsce. Można się o nie ubiegać, żyjąc w Polsce przez co najmniej trzy miesiące, wynajmując mieszkanie z oficjalnym tymczasowym zameldowaniem i posiadając stałą pracę. Wydawane jest na 1-3 lata i zastępuje wizę Schengen, upoważniającą do pracy w Polsce.

Niektórzy migranci zarobkowi rzeczywiście postrzegają życie i pracę w Polsce jako tranzyt w dalszej drodze do Europy, właśnie do Niemiec. Średnie pensje są tam wyższe, ale jednocześnie wielu wraca stamtąd z powrotem do Polski. Na przykład Witalij z Połtawy, pracujący w jednym z przedsiębiorstw w Poznaniu, podzielił się swoim doświadczeniem: „W Niemczech jest bardzo surowo, panuje porządek – ani kroku w prawo czy w lewo. Pracujesz źle – w ogóle nie będziesz pracować. We Francji też mają swoje niuanse, jest tam inna kultura i mentalność”.

Z biura w centrum Wrocławia dziennikarze pojechali za miasto, do strefy przemysłowej. Nawiasem mówiąc, wielu pracowników woli mieszkać bliżej miejsca pracy. Oszczędność czasu i pieniędzy na drogę jest istotna. Niektórzy jeżdżą do pracy na rowerze – całkiem po europejsku.

Zakład Schumacher zajmuje się produkcją opakowań. Na portierni jest bramka, wchodzi się na kartę. Przy okazji, firma rekrutacyjna poinformowała, że w wielu zakładach produkcyjnych w Polsce  pracowników sprawdza się alkomatem. Nie uda się pracować „pod wpływem”, narażając na niebezpieczeństwo siebie i innych. Kierownik produkcji zakładu Schumacher mówi jednak, że nie zdarzały się u nich zwolnienia za naruszenie dyscypliny. „Biorąc pod uwagę niski poziom bezrobocia w Polsce, aktywnie angażujemy w przedsiębiorstwie cudzoziemców, – mówi. – Obecnie 10% pracowników pochodzi z Ukrainy. Nie dzielimy jednak robotników ze względu na narodowość”.

Idziemy do hali produkcyjnej, a kierownik produkcji zaczyna zapoznawać nas z pracownikami z Ukrainy. Artem Karpenko urodził się w Kirowohradzie, mieszkał w Dniprze, pracował jako pośrednik mieszkaniowy, został zwolniony. W Polsce też zaczynał jako pośrednik, a teraz pracuje jako operator. „Pracuję po 12 godzin, zgodnie z harmonogramem »2 – 3 – 3 – 2«, dostaję 2500 zł na miesiąc (16 250 hrywien). Polskiego nauczyłem się od zera w pół roku, przynajmniej mogę się porozumieć. W domu, gdzie została żona, nie byłem od stycznia. Czekam na przyznanie karty pobytu, jak ją dostanę, to pojadę”.

Roman Borodulia z Czernihowa przyznaje, że za dziesięć dni wraca do ojczyzny. „To już trzecia moja praca w Polsce. Zaczynałem nieoficjalnie. Obiecano mi to, że będę mógł odkładać 500 dolarów, a w rzeczywistości na rękę dostawałem 1200 zł (300 dolarów), z których musiałem wydawać na jedzenie i papierosy, – opowiada chłopak. – Tutaj, w fabryce, jest w porządku, tylko nie podoba mi się, że jest głośno i nie ma obiadów, trzeba brać je ze sobą. W miesiącu wychodzi brutto 3000 zł (19 500 hrywien), minus podatki i opłaty mieszkaniowe – na rękę zostaje około 1500 zł (9750 hrywien). Dlatego już nie chcę tu pracować »za jedzenie«. W domu grałem w pokera i będę to robić po powrocie na Ukrainę”.

Wołodymyr Sokoliuk jest starszy, a mając za sobą życiowe doświadczenie, nie owija w bawełnę. „Na Ukrainie nie ma pracy. Skąd mam brać staż pracy do emerytury? Jestem stolarzem, ale przy moich 52 latach nie chcą mnie nawet przy rozładunku towarów, potrzebują osób do 35 lat. A w Polsce na wiek się nie patrzy. Mogę się przyznać: za wizę zapłaciłem 400 dolarów, mam nadzieję, że mnie za to nie zwolnią”, – uśmiecha się Wołodymyr. Nie spieszy mu się z powrotem do domu, z jego rodziny została tam tylko siostra. Mówi, że w ostatnim czasie pojechał na Ukrainę tylko po to, by leczyć zęby. W końcu jednak pewnie i tak wróci do ojczyzny: „Zna pan dowcip? Siedzą w gnoju dwa robaki – ojciec i syn. Syn pyta: »Tato, a dlaczego inne robaki żyją w jabłkach, gruszkach, a my w jakimś gównie?«. »Bo ojczyzny, synu, się nie wybiera!«”.

Wołodymyr mówi, że w Polsce nie musiał się zbytnio przebranżawiać, ważne, by była chęć do pracy. Z językiem też nie było problemów: „Jeśli gada się po ukraińsku, to języki są podobne, można się wzajemnie zrozumieć”. Przy okazji, w fabrykach zwrócono uwagę na to, że ogłoszenia dla pracowników często są powtarzane w dwóch językach – polskim i ukraińskim. Przy całym podobieństwie do ukraińskiego polski kryje w sobie mnóstwo pułapek. Na przykład polskie słowo magazyn jest podobne do ukraińskiego „mahazyn”, czyli „sklep”.

We wszystkich dużych przedsiębiorstwach i centrach logistycznych dla pracowników musi być dostępny pokój pracowniczy, gdzie oprócz szafek na ubrania znajduje się kuchnia, w której można podgrzać posiłek i coś przekąsić. W automatach z kawą i herbatą ceny nie są zawyżone, a na poziomie sklepowych. Co ciekawe, zauważono w nich nawet barszcz.

Według sondażu firm rekrutacyjnych, ponad 80% Ukraińców jest zadowolonych z pracy w Polsce. Nie ma zbyt wiele wolnego czasu, ale Ukraińcy opowiadają, że w weekend mają czas nawet na grilla z przyjaciółmi, mecze lokalnych drużyn piłkarskich i odwiedzanie polskich zabytków. Jest też całkiem prawdopodobne, że po kilku latach pracy w tym kraju uzbiera się na mieszkanie na Ukrainie.

 

Stanisław Szkapa, Segodnya.ua

 

Praca w Polsce

 

 

linia102.pl promo