poniedziałek, 13 marzec 2017 07:38

Prezesa „Ukrawtodoru” Nowaka powinno się natychmiast zwolnić za nieobecność w pracy

Z zagranicznych kierowników na znaczących stanowiskach na Ukrainie pozostało jedynie dwóch Polaków – prezes „Ukrzaliznyci” Balczun i prezes „Ukrawtodoru” Nowak.
Ale wygląda na to, że jeden z nich – Sławomir Nowak, zostanie ukarany za chęć otrzymywania, a nie zarabiania ukraińskiego wynagrodzenia.

Otrzymany przez serwis comments.ua grafik cotygodniowych lotów szefa „Ukrawtodoru” dotycząca ostatnich trzech miesięcy potwierdziła, że urlopy zabierają głównemu ukraińskiemu drogowcowi 4-5 dni w tygodniu. W listopadzie 2016 roku Nowak, oprócz ośmiu oficjalnych urlopów spędzonych w Polsce, był nieobecny w pracy w cztery robocze poniedziałki. Najwcześniejszy jego powrót do Kijowa, zanotowano o 18.12, już po zakończeniu dnia roboczego.

Przy tym wszystkie jego wyjazdy są wyznaczone wyłącznie w dzień roboczy – piątek. Najwcześniejszy wylot z lotniska Boryspol w listopadzie zanotowano o 17.14. Ponieważ odprawa rozpoczyna się na dwie godziny przez wylotem, to swoje miejsce pracy Nowak opuścił już przed obiadem. W ten sposób w listopadzie prezes najbardziej problematycznej branży na Ukrainie był nieobecny w pracy cztery pełne dni robocze i jeszcze cztery – od pory obiadowej.

W grudniu Nowak do czterech „weekendowych” poniedziałków dodał praktycznie wszystkie piątki. Najwcześniejszy jego piątkowy wylot zanotowano o 13.30, następne o 13.55 i 16.38. Ogółem, osiem dni roboczych z nieco ponad dwudziestu Nowak był nieobecny na Ukrainie.

W styczniu Nowak wyleciał do Polski 6 stycznia w piątek, a wrócił dopiero w sobotę 10 stycznia o 14.51. Trzy dni później, 13 stycznia w piątek o 14.00, ponownie poleciał do Warszawy, gdzie przebywał aż do wtorku, 24 stycznia, kiedy o 14.15 wylądował w Kijowie. W ten sposób w styczniu, kiedy Ukraina została zasypana nietypową ilością śniegu, a w śnieżnych korkach na drogach zamarzali ludzie, główny ukraiński drogowiec odpoczywał 11 dni roboczych.

Przy tym ważne jest, aby zrozumieć, że stanowisko Nowaka zalicza się do kategorii urzędnika państwowego i jego działania są regulowane przepisami o służbie cywilnej. Ustawa przewiduje reprymendę za nieobecność w miejscy pracy przez trzy godziny i zwolnienie z pracy za jednodniowe absencje. W ten sposób Nowak powinien zostać zwolniony jeszcze w listopadzie 2016 roku, jeśli nie wcześniej.

Ciekawe, że od pierwszego stycznia 2017 roku Nowakowi wypłacane jest wyjątkowo wysokie, jak na urzędnika państwowego, wynagrodzenie. Nadzorujący go minister infrastruktury Wołodymyr Omelian zaproponował Radzie Ministrów przydzielenie Nowakowi wypłat stymulujących w wysokości od 200% do 300% oficjalnego wynagrodzenia. Jedną z motywacji tej decyzji była intensywność pracy Nowaka.

Na tej podstawie pojawiają się pytania w pierwszej kolejności do Ministerstwa Infrastruktury. Czy minister Omelian uzgadnia nadliczbowe urlopy swojego podwładnego i czy wiadomo mu, jak Nowak rozlicza czas pracy, który ten spędza w Polsce? Czy Omelian jest gotów na poniesienie politycznej odpowiedzialność za „intensywną” pracę Nowaka? Przecież jeśli okaże się, że Nowak urządza samowolkę, to skandal będzie dotyczył również prezydenta Poroszenki, który swoim dekretem nadał Nowakowi ukraińskie obywatelstwo.

Powstają pytania do SBU w sprawie uzgadniania podróży Nowaka. Czy Nowak, który ma dostęp do tajemnic państwowych, regularnie melduje się w pierwszym oddziale w przededniu międzynarodowych weekendów? Są pytania do Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy i Narodowej Agencji ds. Zapobiegania Korupcji. Czy ich śledczy dostrzegają oznaki korupcji w urlopach kierownika Nowaka w czasie pracy? Może warto sprawdzić, kto płaci za te wyjazdy i jak przy tym rozliczany jest czas pracy urzędnika.

Natomiast obywatele Ukrainy mogą zapytać: do czego państwu, gdzie 90% dróg uznano za awaryjne, jest potrzebny specjalista, który nie jest w stanie poświęcić się pracy w Ukrainie przynajmniej na kilka miesięcy?

 

Praca w Polsce