niedziela, 07 maj 2017 18:01

Osoby blokujące trasę do Polski na Wołyniu zagroziły zablokowaniem kolei

Przejazd do Polski jest utrudniony z powodu protestów mieszkańców.

Drugi dzień z rzędu na Wołyniu mieszkańcy blokują międzynarodową trasę Kijów-Kowel-Jagodzin. W wydłużającej się kolejce stoją ciężarówki, samochody dostawcze z żywnością, autobusy rejsowe, w których znajdują się między innymi fani „Eurowizji”.

Wybuchom oburzenia starają się zapobiegać policjanci. W ich słów wynika, że sytuacja na ogół jest spokojna. „Więcej jest przepychanek słownych, ale je tłumimy. W zasadzie, wszystko jest w porządku, nawet istnieje zrozumienie między kierowcami i uczestnikami akcji, dzielą się oni kanapkami”, - powiedział zastępca szefa policji w Kowlu Dmytro Antoniuk.

Przyczyną protestu są śmierdzące góry padliny na obrzeżach wsi, które niespodziewanie pojawiły się w nocy. Odpady rozładowano na ziemiach mieszkańców, a obecnie grozi to zanieczyszczeniem rzeki i ziem. „Żądania ludności są w pełni legalne i umotywowane. Przywieziono im, na ich tereny bez ich wiedzy, bez zgody wspólnoty, odpady z kowelskiego zakładu wetenaryjnego”, - wyjaśnił przewodniczący Kowelskiej Rady Rejonowej Andrij Brojiło. „Nie ma znaczenia, czy są to ziemie niczyje, czy czyjeś działki. To ziemie naszej społeczności. Po co ludziom to wszystko?”, - oburzył się przewodniczący Poworśkiej Rady Sołeckiej Serhij Semeniuk.

Jak poinformował kanał TSN, aby rozwiązać ten problem, została pilnie zwołana sesja nadzwyczajna Rady Rejonowej. Deputowani zdecydowali, że jeśli zakład weterynaryjny jest państwowy, to i odpowiadać powinno państwo. Przewodniczący rejonu uzasadnił, że miejsce składowania odpadów wybrała obwodowa komisja ds. bezpieczeństwa technogenno-ekologicznego i była to nielegalna piaskownia, ale samochody tam nie dotarły. „Trochę nie tam dojechały te samochody. Czy zabiorą one z powrotem te odpady do zakładu wetenaryjnego? Nie, nie wezmą. I teraz jest to nasz problem. Musimy coś z nim zrobić”, - wyjaśnił przewodniczący Kowelskiej Rejonowej Administracji Państwowej Wiktor Kozak.

Protestujący dali urzędnikom jeszcze jeden dzień, ale nie przestali blokować trasy. Jeśli resztki zwierząt i ptaków nie zostaną wywiezione, mieszkańcy zapowiadają blokadę kolei.

 

Praca w Polsce