sobota, 18 listopad 2017 10:17

„Euroblachy” dla Ukraińców masowo wyrabiają za 20 dolarów podstawieni Białorusini

Mieszkańcy Białorusi masowo pomagają zalegalizować import na Ukrainę samochodów z litewskimi numerami rejestracyjnymi, uczestnicząc w procesie załatwiania formalności tranzytowych.

Napisano o tym w artykule białoruskiego wydania abw.by.

Jak pisze gazeta, do granicy ukraińsko-białoruskiej są organizowane „wycieczki” Białorusinów, którym za udział w procedurze celnej płaci się od 10 do 30 dolarów. Z niektórych białoruskich wiosek „dorobić sobie” w taki sposób jeździ większość mieszkańców. Przy tym Białorusinów nie bardzo interesuje to, pod czym się podpisują: jednym mówią, że trzeba pomóc Ukraińcom oclić samochody, innym – że trzeba po prostu „siedzieć w samochodzie”.

Uczestnicy takich schematów zdradzili gazecie ich szczegóły. Według jednej z uczestniczek, ten „biznes” na Białorusi kontrolują trzy osoby. Dzwonią oni do ukraińskich klientów, którzy podają liczbę samochodów. Następnie pośrednicy szukają osób, którym powierzą tranzyt samochodu. „Wolontariusze” wysyłają swoje zdjęcia i dane „pracodawcom” i czekają na wycieczkę na granicę.

„Na granicy te grupki mają wszystko ustalone. Dajesz im paszport i po prostu siedzisz w samochodzie. Jak tylko paszporty tych osób zostaną zwrócone, europejskie samochody przekraczają ukraińską granicę. Potem od razu auto zwalnia i wszyscy Białorusini wychodzą z samochodów. Samochody szybko odjeżdżają i zaraz po tym, jak odjechały, podchodzi do nich człowiek i daje pieniądze. Przesyłamy im dokumenty na Viberze, w czasie spotkania z nami już nas znają i rozdzielają do określonych samochodów”, - powiedziała uczestniczka schematu.

Jak podkreślono w artykule, podstawione osoby ryzykują w tym schemacie najbardziej – w przyszłości, po zakończeniu okresu tranzytu dla samochodów, które nie wyjechały z kraju, Ukraina może na nie nałożyć kary. Przy czym zyskują one najmniej ze wszystkich. W tym samym czasie organizatorzy „wycieczek”, którzy w niczym nie ryzykują, mogą zarobić do 300 dolarów.

„Ukraiński klient płaci 240 dolarów za tymczasowy wwóz na rok osobie, która jeździ z dokumentami na granicę. Ta płaci pośrednikowi z Białorusi 50-80 dolarów za osobę, natomiast pośrednik szuka już kogoś miejscowego i płaci mu 20-25 dolarów. Zwerbował 4 osoby, przywiózł je, zapłacił im po »dwie dyszki«" – zarobił 240 dolarów. Z niektórych wsi jeżdżą prawie wszyscy mieszkańcy. Samochód nie jest clony, pozostaje na numerach UE. Za kierownicą nikt nie siada, ludzie są wysyłani z powrotem przez granicę pieszo”, - powiedział jeszcze jeden uczestnik schematu.

Ukraińska służba celna na zapytanie gazety odpowiedziała, że kary dla figurantów mogą wynieść do 960 dolarów.

Jak zawiadamiano wcześniej, przedstawiciele organów celnych Litwy wspólnie z ukraińskimi kolegami rozpoczęli śledztwo w sprawie zgodności z prawem przywozu i użytkowania na terytorium Ukrainy pojazdów zarejestrowanych na terytorium Republiki Litewskiej.

Państwowa Służba Fiskalna Ukrainy poinformowała, że według stanu na 1 listopada na obszarze celnym Ukrainy znajduje się ponad 59 tysięcy pojazdów z litewską rejestracją, z których większość, bo 44,6 tysiące, wjechała na Ukrainę na podstawie trybu czasowego wwozu.

Wcześniej w Odessie właścicielka samochodu z litewskimi numerami rejestracyjnymi została ukarana grzywną o rekordowej kwocie 3,6 mln hrywien za naruszenie warunków tranzytu przez obszar celny Ukrainy.

 

Praca w Polsce