środa, 10 styczeń 2018 10:27

W jednej z polskich firm Ukraińców zmuszają do noszenia niebiesko-żółtych ubrań

Międzynarodowa firma Lindab, która posiada zakłady produkcyjne pod Warszawą, zmusza pracowników z Ukrainy nosić ubrania w kolorach flagi narodowej.

Poinformowało o tym warszawskie wydanie Gazety Wyborczej. Dyrektor przedsiębiorstwa przekonuje, że to ułatwia komunikację, a eksperci uważają, że jest to przejaw dyskryminacji ze względu na narodowość.

Lindab produkuje dachy, rynny i rury wentylacyjne. W polskim oddziale w Wieruchowie pracuje 200 osób, w tym 40 Ukraińców. Według jednego z klientów, pracownicy firmy mają uniformy w różnych kolorach w zależności od działu, w którym pracują. Ale Ukraińcy są wyjątkiem - niezależnie od obszaru na którym się znajdują, muszą nosić ubrania tylko niebiesko-żółte.

Dyrektor operacyjny polskiego oddziału Michał Wróblewski odrzuca oskarżenia o dyskryminację Ukraińców. Wyjaśnił, że właśnie w ten sposób "oznacza" pracowników, którzy nie mówią w języku polskim.

"U nas wszyscy pracownicy noszą niebieskie spodnie i różne koszulki. Mechanicy - zielone, brygadziści - czerwone. To taki system identyfikacji. A żółte koszule Ukraińców oznaczają, że nie mówią po polsku", - podkreślił on.

Eksperci w sferze przeciwdziałania dyskryminacji uważają, że właśnie takie działania pracodawcy są nielegalne.

"Nie jest to błaha sprawa. Mnie oburza ten proceder, który segreguje pracowników ze względu na pochodzenie. Polacy mają koszulki ze względu na charakter wykonywanej pracy, a Ukraińcy ze względu na narodowość. To upokarzająca praktyka. Jak wskazywanie palcem ", - zaznaczyła przedstawicielka stowarzyszenia "Nigdy Więcej" Anna Tatar.

Kanał telewizyjny TVN poinformował, że do Państwowej Inspekcji Pracy już skierowano wniosek z prośbą o interweniowencję.

Natalija Panczenko, założycielka stowarzyszenia Euromaidan-Warszawa, także jest oburzona tym, co spotkało jej rodaków w podwarszawskiej fabryce.

„Obawiam się jednak, że żaden Ukrainiec oficjalnie się nie poskarży, bo będą się bali zwolnienia z pracy. A wówczas będzie miał tylko miesiąc na złożenie nowego wniosku o kartę pobytu i musi w tym czasie znaleźć nowego pracodawcę, który będzie go chciał zatrudnić” – wyjaśniła w „GW".

 

Praca w Polsce