Newsweek: Polska stała się dla imigrantów z Ukrainy macochą, z którą nie chcą pozostać

Newsweek: Polska stała się dla imigrantów z Ukrainy macochą, z którą nie chcą pozostać
Nasz kraj przyciąga ich zarobkami, ale odpycha biurokracją i stereotypami o "głupim, młodszym bracie".

 

Katia to jedna z niewielu Ukraińców, którzy postanowili zapuścić korzenie w Polsce i rozpoczęli tu swoje życie. 40-letnia kobieta z Dniepropetrowska wydała swoje oszczędności, aby otworzyć kawiarnię w Poznaniu. Rzadko jednak ktoś z 900 tysięcy ukraińskich imigrantów decyduje się na taki krok, pisze Newsweek.

Według statystyk połowa z Ukraińców przyjeżdża na okres od 1 do 3 miesięcy, aby zarobić. Co czwarty spędza w Polsce do pół roku. Zbierają owoce, sprzątają, budują i jednocześnie oszczędzają pieniądze. Ukraińcy wydają w Polsce nie więcej niż 500 zł, a reszta trafia do domu. Według szacunków Narodowego Banku Polskiego, imigranci przekazali na Ukrainę w ubiegłym roku 11,7 mld złotych. Dla porównania cały program Rodzina 500+ w zeszłym roku kosztował 24,5 mln złotych.

Gazeta zauważa, że dobrze by było, gdyby pieniądze ukraińskich gastarbeiterów, pozostawały w kraju. Wystarczyłoby zachęcić Ukraińców do osiedlenia się w Polsce. To przyniosłoby inwestycje na rynku nieruchomości. Ponadto, ukraińscy imigranci są nam potrzebni, ponieważ w Polsce brakuje rąk do pracy. Według szacunków ministerstwa rozwoju Polski w 2030 r. na rynku pracy będzie brakować około 4 milionów pracowników. Rząd obiecał program wsparcia imigrantów, ale wciąż go nie ma.

Natomiast Ukraińcy, którzy decydują się osiedlić się w Polsce, coraz częściej borykają się z biurokratycznymi przeszkodami. "Kartę czasowego pobytu załatwiałem 11 miesięcy. Wiesz na jaki czas mi ją dali? Na pół roku" - powiedział aktor z Ukrainy, Jurij.

"Jest procedura i urzędnik decyduje o twoim losie. To takie »być albo nie być«. Jesteś cały czas w procesie, który cię przeraża. Urzędy są zawalone, na kartę pobytu czeka się miesiącami " - mówi socjolog i specjalistka ds. migracji i społeczności ukraińskiej w Polsce Myrosława Keryk.

Istnieje jeszcze jeden kontekst, w jakim Ukraińcy stale znajdują się na terenie Polski – to mity o "ubogim krewnym" i "głupim młodszym bracie".

"Znajomej, która pracuje jako kierownik w dużej firmie w Polsce, zachorowała mama. Dobrze zarabia i postanowiła nie walczyć z polskim systemem opieki zdrowotnej. Umieściła ją w prywatnej klinice. Solidny koszt, ale szpital jest dobry, sala na dwie osoby. Współpacjentka matki zaprasza koleżankę na korytarz: »Wie pani, mama jeszcze słaba, ale gdyby pani chciała posprzątać mieszkanie, to ja mogę załatwić«." - powiedziała Newsweekowi Ukrainka, która od wielu lat mieszka w Polsce.

Gazeta zauważa, że Polska wciąż ma szansę przyciągnąć bliskich językowo i kulturowo ukraińskich imigrantów. Ale trzeba się spieszyć. Eksperci zwracają uwagę na to, że fala imigracji zacznie opadać, gdy Ukraina rozwiąże swoje problemy. Do tego może nam wyrosnąć konkurencja: Niemcy i Europa Południowa.

"To jest jednak niesamowite, że Polska stawia na desperatów, ludzi z małych miasteczek, pracowników fizycznych chcących wywozić stąd pieniądze. Natomiast olewa tych, którzy są potencjalnymi obywatelami, fachowcami, płatnikami podatków. Wszyscy wiedzą, że należałoby ich zachęcać." - powiedziano gazecie w agencji, która zajmuje się zatrudnianiem Ukraińców.

Artykuły powiązane