W Polsce rozpoczął się proces przeciwko mieszkańcowi Lwowa za kontrowersyjną symbolikę

W Polsce rozpoczął się proces przeciwko mieszkańcowi Lwowa za kontrowersyjną symbolikę
Konflikt Ukraińca z policją wynikł z powodu banderowskiej symboliki na samochodzie.

 

Jak poinformował portal Nowiny24.pl, incydent miał miejsce 17 listopada w Przemyślu. Pan Tomasz zablokował samochód wykładowcy Politechniki Lwowskiej Iwana Kulczyckiego z powodu naklejki, na której znajdował się ukraiński tryzub. Symbol nie był w kolorach złoto-niebieskich, a czerwono-czarnych.

„Wezwano policję, dla której sytuacja stała się pewną »zagwozdką«, przecież to jest jawne łamanie wszystkich przepisów drogowych ze strony ich obywatela, a z drugiej strony ten obywatel stawia nam zarzuty przestępstwa według nowego wariantu polskiego prawa o zakazie totalitaryzmu, które rzekomo zakazuje pewnej ukraińskiej symboliki. Dla policji i ich lokalnego eksperta problemem stała się identyfikacji sedna sprawy, spędziliśmy kilka godzin na różnych opisach i wyjaśnieniach. Prywatnie policja poprosiła o usunięcie znaku, bo jak powiedzieli, na parkingu mogą panu uszkodzić auto” - napisał Kulczycki na swojej stronie na Facebooku.

Policja na miejscu sporządziła protokół ze słów pana Tomasza o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Kulczyckiego przesłuchano w charakterze świadka. Naklejki z samochodu zdjął sam. We wtorek, 20 listopada, policja wszczęła oficjalne śledztwo w tej sprawie.

Jak pisze ZAXID.NET, Kulczycki również złożył wniosek na policję. Powiedział, że zwrócił się do generalnego konsula Ukrainy w Lublinie Wasyla Pawluka w sprawie tego incydentu i przygotowuje takie same wnioski do ukraińskiego MSZ i innych resortów.

Kulczycki skomentował całą sytuację dla portalu Nowiny24.pl w ten sposób: „Od wielu lat współpracuję z Polakami, znam sytuację w Polsce. Ten znaczek na samochodzie syna był częścią ogólnego designu naklejek auta. Nie jesteśmy z grupy nacjonalistów, ale na obelgi i na wyzwania odpowiadamy adekwatnie. Złożyliśmy zeznania na policji w Przemyślu, czekamy na decyzje i będziemy działać”.

Artykuły powiązane