Czy w Polsce zmieni się sytuacja ukraińskich pracowników?

Czy w Polsce zmieni się sytuacja ukraińskich pracowników?
Jak wynika z polskich statystyk, w kraju legalnie pracuje 650 000 cudzoziemców, oprócz tego 270 000 bez odpowiednich dokumentów. Wiadomo, że do 95% zagranicznych pracowników w kraju nad Wisłą stanowią właśnie Ukraińcy. Ale od 2017 roku ich liczba może zmniejszyć się z powodu zastosowania przez wszystkich członków Unii Europejskiej nowej unijnej dyrektywy.

Dziennikarka działu gospodarczego gazety "Rzeczpospolita" Anita Błaszczak bada sytuację cudzoziemców na polskim rynku pracy i niedawno napisała artykuł pt. "Europejska dyrektywa skomplikuje pracę cudzoziemców".

Z tekstu dowiadujemy się, że większość imigrantów pracuje dziś w województwie mazowieckim. Główne branże to rolnictwo, prace domowe i opieka nad osobami starszymi, budownictwo, przetwórstwo przemysłowe, handel, praca w sektorze usług i tym podobne.

Czy naprawdę ukraińskim pracownikom i polskim pracodawcom opłaca się znaleźć siebie nawzajem? — pytam Anitę Błaszczak.

— Oczywiście, jest to korzystne dla obu stron. Pracownicy z Ukrainy zarabiają w Polsce kilka razy więcej, niż u siebie. Z tych samych powodów Polacy jadą do pracy na Zachód, gdzie również mogą liczyć na znacznie większe zarobki. Czyli mamy do czynienia z wielką falą imigracji osób, które przeprowadzają się tam, gdzie można więcej zarobić, gdzie są najlepsze warunki do zamieszkania. Dla polskich pracodawców oznacza to często utrudnienie dostępu do odpowiednich specjalistów. Polscy pracownicy często podróżują do krajów Europy Zachodniej, aby zarabiać i u nas nie ma komu pracować. W rezultacie firmy zajmują się poszukiwaniem odpowiednich ludzi, a pracownicy z Ukrainy wypełniają ten rosnący deficyt — mówi Anita Błaszczak. Nasza rozmówczyni dodaje, że w polskich firmach pracownik z Ukrainy dostaje tyle samo pieniędzy, co i lokalny pracownik. Oznacza to, że jeśli Ukrainiec zostaje zatrudniony legalnie, to nie może zarabiać mniej niż jego lokalny kolega. Okazuje się, że Ukraińcy w Polsce działają tak, jak Polacy na Zachodzie: pracują ciężko i dużo, aby w krótkim czasie zarobić więcej.

Wśród głównych problemów pracy w innym kraju wymienia się nielegalne zatrudnienie. – Mieliśmy taką falę raportów i analiz odnośnie nielegalnej pracy i eksploatacji Polaków na Zachodzie. Co roku polskie agencje analizują sytuację, dają wskazówki, jak uniknąć kłopotów za granicą. Ukraińcy najwyraźniej nie mają jeszcze takiego doświadczenia, jak Polacy. Przecież z Polski obywatele aktywnie wyjeżdżają za pracą od 2004 roku, kiedy Polska stała się członkiem Unii Europejskiej. A ukraińska fala zarobkowa trwa tylko przez ostatnie dwa-trzy lata, więc jeszcze nie jest zakorzeniona świadomość tego, że należy szukać właśnie legalnej pracy i że są ku temu możliwości. Na przykład, dobra agencja pośrednictwa pracy nie wymaga żadnych opłat za usługę! Tymczasem wiele osób uważa, że za uzyskaną w ten sposób pomoc trzeba zapłacić. To nieprawda! Firma, która bierze pieniądze za znalezienie pracy, powinna od razu wzbudzać podejrzenia, — mówi Anita Błaszczak.

Nieuczciwe firmy żyją z tego, że pobierają opłaty od poszukujących zatrudnienia, a potem próbują ich gdzieś nielegalnie "przepchnąć”. Dziennikarka zauważa, że często pracownik myśli, że pracując nielegalnie, może zarobić duże pieniądze, ale później czasami okazuje się, że bez odpowiednich dokumentów nie można mu za nic zapłacić.

W artykule, który został niedawno opublikowany na łamach gazety "Rzeczpospolita", napisano, że Unia Europejska skomplikuje proces zatrudnienia, w szczególności Ukraińców na polskim rynku pracy, ponieważ zostaną wdrożone w życie pewne ograniczenia.

— Unijna dyrektywa reguluje zatrudnienie pracowników sezonowych z państw trzecich, czyli z krajów, które nie należą do Unii Europejskiej. Musi ona wyrównać warunki zatrudnienia takich pracowników we wszystkich krajach UE, ponieważ w niektórych z nich zasady są proste, a w niektórych bardziej skomplikowane. Powinno być tak, że sezonowy pracownik musi pracować legalnie około pół roku w poszczególnych sezonowych branżach, na przykład rolnictwie, hotelarstwie lub gastronomii w trakcie sezonu turystycznego.

Problem w tym, że Polska już od kilku lat stosuje uproszczoną procedurę zatrudnienia względem 6 krajów sąsiednich: jeżeli pracodawca zarejestruje w Urzędzie Pracy oświadczenie o chęci zatrudnienia pracownika z Ukrainy, Białorusi, Rosji, Gruzji, Armenii lub Mołdawii, ale chodzi przede wszystkim o Ukraińców, to wtedy określony pracownik może bez problemu uzyskać wizę i przyjechać do Polski do pracy — mówi Anita Błaszczak.

"Na razie nie wiadomo, jakie zasady zatrudnienia zostaną wprowadzone, ale wiadomo, że unijne przepisy będą bardziej surowe", — powiedziała rozmówczyni.

— Po pierwsze, dotyczą one ograniczenia pracowników w trzech sektorach, a u nas Ukraińcy często pracują także na budowach lub w produkcji, praca sezonowa prawie nie byłaby objęta tą dyrektywą. Nasz rząd liczy na to, że wszystkie inne branże będą mogły funkcjonować jak wcześniej, bez żadnych ograniczeń. Za wyjątkiem tych, które pomogą ograniczyć nadużycia, czyli poprawić pozycję i legalność zatrudnienia, zarówno ze strony pracowników, jak i pracodawców, a także ograniczyć nadużycia pośredników. A co do rolnictwa, gdzie jest praca dla ponad 30% wszystkich pracujących w Polsce Ukraińców i gastronomicznej sfery, to polski rząd zapewnia, że dołoży wszelkich starań, aby nowe unijne prawa były podobne do obecnie istniejących w Polsce przepisów. Jednocześnie urzędnicy przyznają, że zatrudnienie będzie już naprawdę o wiele trudniejsze — mówi Anita Błaszczak.

Szef polskiego Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia (SAZ) Jarosław Adamkiewicz podkreśla, że gdyby napływ ukraińskich pracowników rzeczywiście zmniejszył się z powodu zaostrzenia przepisów, to byłaby tragedia. Przecież teraz całe gałęzie przemysłu i znaczna część sektora usług zależą od pracowników z Ukrainy. W niektórych firmach stanowią oni nawet 15-20% pracujących.

 

Wołodymyr Priadko

Źródło: Polskie Radio

Artykuły powiązane