Tydzień 18-22 grudnia w gospodarce Ukrainy

Tydzień 18-22 grudnia w gospodarce Ukrainy
Gazowe zwycięstwo, problemy z „PrivatBankiem”, stan klimatu biznesowego i wirtualna emigracja.

Głównymi wiadomościami ostatniego przedświątecznego tygodnia na Ukrainie stało się zwycięstwo w Sztokholmskim Arbitrażu w sporze między narodową spółką akcyjną „Naftohaz Ukrainy” i rosyjskim „Gazpromem”, dokapitalizowanie „Privatbanku” oraz ogólnoświatowy areszt aktywów byłych właścicieli tego banku, a także sprzeczne wyniki rankingów i badań dotyczących klimatu biznesowego na Ukrainie.

 

Orzeczenie instytutu arbitrażowego Izby Handlowej w Sztokholmie w sprawie pozwu „Naftohazu Ukrainy” przeciwko rosyjskiemu „Gazpromowi” z dnia 22 grudnia, stanowiące zwycięstwo Ukrainy we wszystkich spornych kwestiach dotyczących ukraińsko-rosyjskiego pozarynkowego kontraktu na dostawę gazu z 2009 roku, stało się głównym gospodarczym wydarzeniem tygodnia – po tym wszystkim, w ocenie strony ukraińskiej, jego ogólny pozytywny efekt wyniósł ponad 75 miliardów dolarów. W szczególności, jak informuje służba prasowa „Naftohazu”, sąd arbitrażowy w całości oddalił roszczenia „Gazpromu” i postanowienia kontraktu „Bierz lub płać” na kwotę 56 miliardów dolarów z okresu od 2009 do 2017 roku, zatwierdził ponad 10-krotne zmniejszenie przyszłych wymagań w zakresie wielkości zakupu gazu w zależności od rzeczywistego zapotrzebowania Ukrainy na rosyjski gaz, a także obniżył cenę gazu pobranego w drugim kwartale 2014 roku o 27% – z 485 do 352 dolarów za 1000 metrów sześciennych, dzięki czemu strona ukraińska dodatkowo uratowała 1,8 mld dolarów. Kolejnym ważnym dla Ukrainy orzeczeniem arbitrażu było zwolnienie z opłaty za dostawy gazu przez „Gazprom” na czasowo pozostające poza kontrolą ukraińskie terytorium, na co również nalegał „Gazprom”.

 

Według wersji, którą opublikowała strona rosyjska, Sztokholmski Arbitraż oddalił roszczenia „Naftohazu” w sprawie zmiany ceny w okresie od maja 2011 do kwietnia 2014 roku oraz odzyskania nadpłaty za gaz za ten sam okres, a także nakazał „Naftohazowi” zapłacić „Gazpromowi” zaległe należności za dostawy gazu w wysokości 2,019 mld dolarów wraz z odsetkami, które zbiorą się od 22 grudnia 2017 r. do momentu dokonania tej płatności w wysokości 0,03% za każdy dzień zwłoki. Ponadto według wersji „Gazpromu” sąd ustalił, że w sprawie kontraktu gazowego nie ma zastosowania ani europejskie, ani ukraińskie ustawodawstwo antymonopolowe, a także stwierdził, że klauzula „bierz lub płać” z roczną wielkością 5 miliardów metrów sześciennych gazu powinna być stosowana do momentu wygaśnięcia kontraktu. Te postanowienia nie są zbyt przyjemne, wciąż jednak mniejsze niż te płatności, które Ukraina miałaby zapłacić zgodnie z podpisanym przez Julię Tymoszenko kontraktem gazowym, wobec czego dla Ukrainy jest to zdecydowanie zwycięstwo. Co prawda to jeszcze nie koniec ukraińsko-rosyjskiego sporu gazowego – Sztokholmski Arbitraż wciąż rozpatruje spór w ramach kontraktu na tranzyt gazu między Ukrainą i Rosją, w którym „Naftohaz” domaga się od „Gazpromu” 16 miliardów dolarów. Decyzja w tej sprawie ma zapaść 28 lutego 2018 roku.

 

Drugą wiadomością tygodnia w ukraińskiej gospodarce stały się informacje o wydarzeniach wokół największego banku w kraju – „PrivatBanku”, który dokładnie rok temu został uznany za niewypłacalny i przekazany na własność państwa. 22 grudnia Narodowa Komisja Papierów Wartościowych i Rynku Papierów Wartościowych zarejestrowała wypuszczenie akcji dodatkowej emisji banku na łączną kwotę 16 miliardów hrywien. Oznacza to, że bank będzie ponownie dokapitalizowany na tę kwotę, a łączna wielkość środków, które państwo „włożyło” w bank w celu zapewnienia jego funkcjonowania od momentu nacjonalizacji, wyniesie 155,4 mld hrywien. Pomimo wszystkich wciąż istniejących wokół banku problemów (spory z byłymi właścicielami i osobami powiązanymi, roszczenia posiadaczy euroobligacji i inne) minister finansów Ołeksandr Danyluk uważa nacjonalizację „PrivatBanku” za jedno z największych osiągnięć mijającego roku. Trudno się z nim nie zgodzić – w przypadku zatrzymania pracy banku, na który przypada dwie trzecie detalicznych płatności infrastruktury i wydanych kart płatniczych, zostałoby zachwiane zaufanie do całego systemu bankowego Ukrainy. Jednak utrzymanie stabilnej pracy w sektorze bankowym dziś kosztuje podatników 155,4 mld hrywien, a może kosztować jeszcze więcej. Ktoś powinien za to odpowiedzieć – zapewne byli właściciele, którzy tak naprawdę doprowadzili bank do takiego stanu, choć sami tak nie uważają – kwestionują w wielu sądach nielegalną ich zdaniem nacjonalizację, nazywając ją niemal rejderskim przejęciem. Pierwszy krok do ustanowienia sprawiedliwości w tej sprawie w zeszłym tygodniu zrobił Sąd Najwyższy Anglii. 20 grudnia w celu zabezpieczenia pozwu „PrivatBanku” wobec byłych właścicieli – Ihora Kołomojskiego i Hennadija Boholiubowa – sąd wydał nakaz o ogólnoświatowym aresztowaniu ich aktywów, a także aktywów sześciu firm, które prawdopodobnie należą do nich lub są przez nich kontrolowane. „Rozkaz aresztowania aktywów został wydany na podstawie dostarczonych do sądu szczegółowych dowodów, z których wynika, że panowie Kołomojski i Boholiubow poprzez przeprowadzenie szeregu nielegalnych operacji wyprowadzili z banku prawie 2 mld dolarów, w wyniku czego środki zostały przekazane firmom potajemnie do nich należących lub znajdujących się pod ich kontrolą”, — zawiadamia służba prasowa „PrivatBanku”. W tym procesie sądowym „PrivatBank” spodziewa się odzyskać od dawnych właścicieli ponad 2,5 miliarda dolarów, których część stanowią środki i zobowiązania wynikające z otrzymanych od państwa kredytów refinansowych, które miały być przeznaczone na zapewnienie wypłacalności banku. Kwota ta, niestety, nie zrekompensuje wszystkich wydatków na ratunek największego banku Ukrainy, ale przynajmniej zapewni sprawiedliwość, po raz kolejny przypominając wszystkim, że za wszystko trzeba odpowiadać i płacić oraz, że nie ze wszystkimi można się dogadać.

 

Trzecią pod względem znaczenia wiadomością w ukraińskiej gospodarce stały się doniesienia o wynikach rankingów i badań dotyczących prowadzenia działalności gospodarczej na Ukrainie, które świadczą, że pomimo zwycięstw i przeprowadzonych reform do prowadzenia działalności gospodarczej potrzebna jest nieprzeciętna odwaga. Magazyn „Forbes” sporządził ranking przyjaznych krajów na prowadzenie firmy, w którym wzięły udział 153 kraje świata. Ukraina zajęła w nim 80. miejsce. To, oczywiście, nie Afganistan, Haiti, Gambia i Czad, które zajęły najniższe pozycje, a to już dobrze, jednak w tym rankingu Ukraina znacznie odstaje od najbliższych sąsiadów, podobnie jak od niegdysiejszych krajów ZSRR. Na przykład Polska w tym rankingu jest na miejscu 34., Słowacja – 39., Węgry – 42., Rumunia – 43., Rosja – 58., Estonia – 27., Litwa – 30., a Łotwa – 36. Prowadzenie firmy na Ukrainie jest mniej więcej tak łatwe, jak w Wietnamie, Argentynie, Ruandzie i na Seszelach – to właśnie te kraje są sąsiadami Ukrainy w rankingu. Na samym czele rankingu „Forbes”, sporządzanego na podstawie stopnia przestrzegania praw majątkowych, wdrażania innowacji, poziomu opodatkowania, korupcji, ochrony inwestorów i wolności, znajdują się Wielka Brytania, Nowa Zelandia, Holandia, Szwecja i Kanada.

 

O niezmienności sytuacji z klimatem inwestycyjnym na Ukrainie świadczą dane z badania Europejskiego Stowarzyszenia Biznesu, zgodnie z którymi w drugiej połowie 2017 roku indeks atrakcyjności inwestycyjnej Ukrainy nieznacznie się zmniejszył, a 70% inwestorów nie dostrzegło poprawy klimatu biznesowego. Wyniki badania wskazują, że 24% badanych przedsiębiorców nie widzi nic pozytywnego dla swojej firmy, a 46% respondentów uważa, że żadnych zmian nie wprowadzono i wszystko pozostało na tym samym poziomie. Wśród pozytywnych zmian na Ukrainie inwestorzy podali otwartość danych publicznych, stopniową deregulację gospodarki, rozwój usług elektronicznych oraz elektroniczny system zwrotu podatku od wartości dodanej, uproszczenie pozwolenia na budowę, moratorium o kontrolach, osłabienie kontroli walutowej i wprowadzenie instytucji prywatnych wykonawców. Równocześnie 29 procentom ankietowanych głównych menedżerów przeszkadza korupcja, 28% – niestabilność waluty, dewaluacja i inflacja, 24% – powolny ruch reform, a 13% – czynniki polityczne. Rezultatem tego wszystkiego stała się nie tylko migracja zarobkowa, ale też odejście firm – według informacji wydania „Dzerkało Tyżnia” Ukraińcy zajmują trzecie miejsce pod względem liczby uzyskanych elektronicznych kart rezydenta w Estonii i pierwsze miejsce pod względem liczby zarejestrowanych podmiotów w Estonii. Estonia nie jest przy tym „rajem podatkowym” i nie konkuruje z offshore’ami – po prostu z 99% usług administracyjnych w tym kraju można korzystać online, a ukraińskie firmy używają elektronicznego obywatelstwa nie w celu optymalizacji podatków, ale też dla stabilnego rozwoju.

 

Na zakończenie – kilka ciekawych i ważnych liczb i faktów z ostatniego tygodnia. Na Ukrainę nadchodzą inwestycje – według informacji Ministerstwa Rozwoju Gospodarczego i Handlu wzrost bezpośrednich inwestycji zagranicznych wyniósł 2,07 mld dolarów, choć co prawda 22% z nich stanowiły transakcje w zakresie przetransformowania długu na kapitał zakładowy. Produkt krajowy brutto w okresie od stycznia do września 2017 r. wyniósł 2,3%. Na Ukrainie drugi miesiąc z rzędu rośnie produkcja przemysłowa – według danych Państwowej Służby Statystyki produkcja przemysłowa w listopadzie wzrosła o 0,3% w porównaniu z październikiem, a w październiku zwiększyła się o 0,4%. Według informacji premiera Wołodymyra Hrojsmana rząd Ukrainy planuje zrezygnować z ponad 300 aktów prawnych, a także zmniejszyć liczbę kontroli przedsiębiorców. Kurs sprzedaży dolara w gotówce pozostaje na poziomie powyżej 28 hrywien, a cena benzyny A-95 po raz pierwszy przekroczyła próg 30 hrywien za litr. Ukraina ustanowiła rekord świata pod względem ilości problematycznych kredytów – według danych NBU ich udział w lipcu 2017 roku wynosił 58%, zmniejsza się jednak stopniowo i dzięki stworzonym przez banki rezerwom walutowym już nie ma wpływu na ich kapitał. Szwedzka korporacja handlowa IKEA, wyróżniająca się wśród innych wysokimi wymaganiami wobec przejrzystości prowadzenia działalności gospodarczej, oficjalnie potwierdziła wejście na ukraiński rynek w ciągu najbliższych dwóch lat.

 

Wasyl Sydorowicz

Tydzień 18-22 grudnia w gospodarce Ukrainy

 

Gazowe zwycięstwo, problemy z „PrivatBankiem”, stan klimatu biznesowego i wirtualna emigracja.

 

Głównymi wiadomościami ostatniego przedświątecznego tygodnia na Ukrainie stało się zwycięstwo w Sztokholmskim Arbitrażu w sporze między narodową spółką akcyjną „Naftohaz Ukrainy” i rosyjskim „Gazpromem”, dokapitalizowanie „Privatbanku” oraz ogólnoświatowy areszt aktywów byłych właścicieli tego banku, a także sprzeczne wyniki rankingów i badań dotyczących klimatu biznesowego na Ukrainie.

 

Orzeczenie instytutu arbitrażowego Izby Handlowej w Sztokholmie w sprawie pozwu „Naftohazu Ukrainy” przeciwko rosyjskiemu „Gazpromowi” z dnia 22 grudnia, stanowiące zwycięstwo Ukrainy we wszystkich spornych kwestiach dotyczących ukraińsko-rosyjskiego pozarynkowego kontraktu na dostawę gazu z 2009 roku, stało się głównym gospodarczym wydarzeniem tygodnia – po tym wszystkim, w ocenie strony ukraińskiej, jego ogólny pozytywny efekt wyniósł ponad 75 miliardów dolarów. W szczególności, jak informuje służba prasowa „Naftohazu”, sąd arbitrażowy w całości oddalił roszczenia „Gazpromu” i postanowienia kontraktu „Bierz lub płać” na kwotę 56 miliardów dolarów z okresu od 2009 do 2017 roku, zatwierdził ponad 10-krotne zmniejszenie przyszłych wymagań w zakresie wielkości zakupu gazu w zależności od rzeczywistego zapotrzebowania Ukrainy na rosyjski gaz, a także obniżył cenę gazu pobranego w drugim kwartale 2014 roku o 27% – z 485 do 352 dolarów za 1000 metrów sześciennych, dzięki czemu strona ukraińska dodatkowo uratowała 1,8 mld dolarów. Kolejnym ważnym dla Ukrainy orzeczeniem arbitrażu było zwolnienie z opłaty za dostawy gazu przez „Gazprom” na czasowo pozostające poza kontrolą ukraińskie terytorium, na co również nalegał „Gazprom”.

 

Według wersji, którą opublikowała strona rosyjska, Sztokholmski Arbitraż oddalił roszczenia „Naftohazu” w sprawie zmiany ceny w okresie od maja 2011 do kwietnia 2014 roku oraz odzyskania nadpłaty za gaz za ten sam okres, a także nakazał „Naftohazowi” zapłacić „Gazpromowi” zaległe należności za dostawy gazu w wysokości 2,019 mld dolarów wraz z odsetkami, które zbiorą się od 22 grudnia 2017 r. do momentu dokonania tej płatności w wysokości 0,03% za każdy dzień zwłoki. Ponadto według wersji „Gazpromu” sąd ustalił, że w sprawie kontraktu gazowego nie ma zastosowania ani europejskie, ani ukraińskie ustawodawstwo antymonopolowe, a także stwierdził, że klauzula „bierz lub płać” z roczną wielkością 5 miliardów metrów sześciennych gazu powinna być stosowana do momentu wygaśnięcia kontraktu. Te postanowienia nie są zbyt przyjemne, wciąż jednak mniejsze niż te płatności, które Ukraina miałaby zapłacić zgodnie z podpisanym przez Julię Tymoszenko kontraktem gazowym, wobec czego dla Ukrainy jest to zdecydowanie zwycięstwo. Co prawda to jeszcze nie koniec ukraińsko-rosyjskiego sporu gazowego – Sztokholmski Arbitraż wciąż rozpatruje spór w ramach kontraktu na tranzyt gazu między Ukrainą i Rosją, w którym „Naftohaz” domaga się od „Gazpromu” 16 miliardów dolarów. Decyzja w tej sprawie ma zapaść 28 lutego 2018 roku.

 

Drugą wiadomością tygodnia w ukraińskiej gospodarce stały się informacje o wydarzeniach wokół największego banku w kraju – „PrivatBanku”, który dokładnie rok temu został uznany za niewypłacalny i przekazany na własność państwa. 22 grudnia Narodowa Komisja Papierów Wartościowych i Rynku Papierów Wartościowych zarejestrowała wypuszczenie akcji dodatkowej emisji banku na łączną kwotę 16 miliardów hrywien. Oznacza to, że bank będzie ponownie dokapitalizowany na tę kwotę, a łączna wielkość środków, które państwo „włożyło” w bank w celu zapewnienia jego funkcjonowania od momentu nacjonalizacji, wyniesie 155,4 mld hrywien. Pomimo wszystkich wciąż istniejących wokół banku problemów (spory z byłymi właścicielami i osobami powiązanymi, roszczenia posiadaczy euroobligacji i inne) minister finansów Ołeksandr Danyluk uważa nacjonalizację „PrivatBanku” za jedno z największych osiągnięć mijającego roku. Trudno się z nim nie zgodzić – w przypadku zatrzymania pracy banku, na który przypada dwie trzecie detalicznych płatności infrastruktury i wydanych kart płatniczych, zostałoby zachwiane zaufanie do całego systemu bankowego Ukrainy. Jednak utrzymanie stabilnej pracy w sektorze bankowym dziś kosztuje podatników 155,4 mld hrywien, a może kosztować jeszcze więcej. Ktoś powinien za to odpowiedzieć – zapewne byli właściciele, którzy tak naprawdę doprowadzili bank do takiego stanu, choć sami tak nie uważają – kwestionują w wielu sądach nielegalną ich zdaniem nacjonalizację, nazywając ją niemal rejderskim przejęciem. Pierwszy krok do ustanowienia sprawiedliwości w tej sprawie w zeszłym tygodniu zrobił Sąd Najwyższy Anglii. 20 grudnia w celu zabezpieczenia pozwu „PrivatBanku” wobec byłych właścicieli – Ihora Kołomojskiego i Hennadija Boholiubowa – sąd wydał nakaz o ogólnoświatowym aresztowaniu ich aktywów, a także aktywów sześciu firm, które prawdopodobnie należą do nich lub są przez nich kontrolowane. „Rozkaz aresztowania aktywów został wydany na podstawie dostarczonych do sądu szczegółowych dowodów, z których wynika, że panowie Kołomojski i Boholiubow poprzez przeprowadzenie szeregu nielegalnych operacji wyprowadzili z banku prawie 2 mld dolarów, w wyniku czego środki zostały przekazane firmom potajemnie do nich należących lub znajdujących się pod ich kontrolą”, — zawiadamia służba prasowa „PrivatBanku”. W tym procesie sądowym „PrivatBank” spodziewa się odzyskać od dawnych właścicieli ponad 2,5 miliarda dolarów, których część stanowią środki i zobowiązania wynikające z otrzymanych od państwa kredytów refinansowych, które miały być przeznaczone na zapewnienie wypłacalności banku. Kwota ta, niestety, nie zrekompensuje wszystkich wydatków na ratunek największego banku Ukrainy, ale przynajmniej zapewni sprawiedliwość, po raz kolejny przypominając wszystkim, że za wszystko trzeba odpowiadać i płacić oraz, że nie ze wszystkimi można się dogadać.

 

Trzecią pod względem znaczenia wiadomością w ukraińskiej gospodarce stały się doniesienia o wynikach rankingów i badań dotyczących prowadzenia działalności gospodarczej na Ukrainie, które świadczą, że pomimo zwycięstw i przeprowadzonych reform do prowadzenia działalności gospodarczej potrzebna jest nieprzeciętna odwaga. Magazyn „Forbes” sporządził ranking przyjaznych krajów na prowadzenie firmy, w którym wzięły udział 153 kraje świata. Ukraina zajęła w nim 80. miejsce. To, oczywiście, nie Afganistan, Haiti, Gambia i Czad, które zajęły najniższe pozycje, a to już dobrze, jednak w tym rankingu Ukraina znacznie odstaje od najbliższych sąsiadów, podobnie jak od niegdysiejszych krajów ZSRR. Na przykład Polska w tym rankingu jest na miejscu 34., Słowacja – 39., Węgry – 42., Rumunia – 43., Rosja – 58., Estonia – 27., Litwa – 30., a Łotwa – 36. Prowadzenie firmy na Ukrainie jest mniej więcej tak łatwe, jak w Wietnamie, Argentynie, Ruandzie i na Seszelach – to właśnie te kraje są sąsiadami Ukrainy w rankingu. Na samym czele rankingu „Forbes”, sporządzanego na podstawie stopnia przestrzegania praw majątkowych, wdrażania innowacji, poziomu opodatkowania, korupcji, ochrony inwestorów i wolności, znajdują się Wielka Brytania, Nowa Zelandia, Holandia, Szwecja i Kanada.

 

O niezmienności sytuacji z klimatem inwestycyjnym na Ukrainie świadczą dane z badania Europejskiego Stowarzyszenia Biznesu, zgodnie z którymi w drugiej połowie 2017 roku indeks atrakcyjności inwestycyjnej Ukrainy nieznacznie się zmniejszył, a 70% inwestorów nie dostrzegło poprawy klimatu biznesowego. Wyniki badania wskazują, że 24% badanych przedsiębiorców nie widzi nic pozytywnego dla swojej firmy, a 46% respondentów uważa, że żadnych zmian nie wprowadzono i wszystko pozostało na tym samym poziomie. Wśród pozytywnych zmian na Ukrainie inwestorzy podali otwartość danych publicznych, stopniową deregulację gospodarki, rozwój usług elektronicznych oraz elektroniczny system zwrotu podatku od wartości dodanej, uproszczenie pozwolenia na budowę, moratorium o kontrolach, osłabienie kontroli walutowej i wprowadzenie instytucji prywatnych wykonawców. Równocześnie 29 procentom ankietowanych głównych menedżerów przeszkadza korupcja, 28% – niestabilność waluty, dewaluacja i inflacja, 24% – powolny ruch reform, a 13% – czynniki polityczne. Rezultatem tego wszystkiego stała się nie tylko migracja zarobkowa, ale też odejście firm – według informacji wydania „Dzerkało Tyżnia” Ukraińcy zajmują trzecie miejsce pod względem liczby uzyskanych elektronicznych kart rezydenta w Estonii i pierwsze miejsce pod względem liczby zarejestrowanych podmiotów w Estonii. Estonia nie jest przy tym „rajem podatkowym” i nie konkuruje z offshore’ami – po prostu z 99% usług administracyjnych w tym kraju można korzystać online, a ukraińskie firmy używają elektronicznego obywatelstwa nie w celu optymalizacji podatków, ale też dla stabilnego rozwoju.

 

Na zakończenie – kilka ciekawych i ważnych liczb i faktów z ostatniego tygodnia. Na Ukrainę nadchodzą inwestycje – według informacji Ministerstwa Rozwoju Gospodarczego i Handlu wzrost bezpośrednich inwestycji zagranicznych wyniósł 2,07 mld dolarów, choć co prawda 22% z nich stanowiły transakcje w zakresie przetransformowania długu na kapitał zakładowy. Produkt krajowy brutto w okresie od stycznia do września 2017 r. wyniósł 2,3%. Na Ukrainie drugi miesiąc z rzędu rośnie produkcja przemysłowa – według danych Państwowej Służby Statystyki produkcja przemysłowa w listopadzie wzrosła o 0,3% w porównaniu z październikiem, a w październiku zwiększyła się o 0,4%. Według informacji premiera Wołodymyra Hrojsmana rząd Ukrainy planuje zrezygnować z ponad 300 aktów prawnych, a także zmniejszyć liczbę kontroli przedsiębiorców. Kurs sprzedaży dolara w gotówce pozostaje na poziomie powyżej 28 hrywien, a cena benzyny A-95 po raz pierwszy przekroczyła próg 30 hrywien za litr. Ukraina ustanowiła rekord świata pod względem ilości problematycznych kredytów – według danych NBU ich udział w lipcu 2017 roku wynosił 58%, zmniejsza się jednak stopniowo i dzięki stworzonym przez banki rezerwom walutowym już nie ma wpływu na ich kapitał. Szwedzka korporacja handlowa IKEA, wyróżniająca się wśród innych wysokimi wymaganiami wobec przejrzystości prowadzenia działalności gospodarczej, oficjalnie potwierdziła wejście na ukraiński rynek w ciągu najbliższych dwóch lat.

 

Wasyl Sydorowicz

Artykuły powiązane