czwartek, 04 styczeń 2018 21:06

Piłsudski, Ulmanis, Lon Nol, Poroszenko

Historia, której nie zrozumiano.
Mówiłem już, że jednym z problemów naszego społeczeństwa jest złe nauczanie historii. Wskutek tego nie umiemy wyciągać z niej wniosków. Był w historii Ukrainy taki polityk — Józef Piłsudski. Nasz bohater narodowy Symon Petlura, któremu teraz stawia się pomniki, przekazał mu, a dokładniej prowadzonej przez niego Rzeczypospolitej Polskiej, zamieszkaną głównie przez Ukraińców Galicję Wschodnią i Wołyń Zachodni.

W pewnym momencie Piłsudski odszedł od władzy, po czym przejął ją drogą wojskowego zamachu stanu. Czy wiedzą o tym czasie Ukraińcy? Nie bardzo. Sferyczna w próżni pacyfikacja z 1930 roku raczej nie wynurzy się z pamięci. Co więcej, wiele osób uważa, że „pacyfikacja” to nazwa kursu politycznego wobec Ukraińców.

W rzeczywistości międzywojenna Polska, której obywatelami byli przodkowie milionów współczesnych obywateli Ukrainy, to bardzo ciekawy wzór tworzenia państwa niejednorodnego pod względem etniczno-religijnym i światopoglądowym. Polska zrealizowała „piękny” wyścig, pozwalając sobie, wydaje się, na maksimum możliwych błędów. My mielibyśmy uczyć się na błędach? Ależ skąd!

Czy tylko Polska? Międzywojenna Rumunia, Węgry, Czechosłowacja. W najnowszej historii wszyscy oni popełnili błędy, które doprowadziły do tragicznego wypadku. A wszystko to bezpośrednio związane jest z historią Ukrainy i Narodu Ukraińskiego (z dużych liter, ponieważ w konstytucyjnym rozumieniu tego terminu).

Teraz w naszym kraju mają miejsce dziwne zdarzenia. Wiecie: porochoboty, zdradofilowie, i inne takie. Jedni mówią: zgrupujmy się wokół prezydenta! Niech i powoli, ale coś robi. A zdradofile pracują dla Kremla! Inni odpowiadają: tak, on sam pracuje dla Kremla. Państwo zżera korupcja, jawni separatyści siedzą na stołkach, a on...

Myślę, że wszyscy już dobrze znają argumenty obu stron. Można byłoby spojrzeć na historię bliskich, a jednak niebliskich państw. Wspomnieć na przykład, jak Łotysze w czasie wojny zebrali się wokół Kārlisa Ulmanisa – nie pomogło. Natomiast mieszkańcy Kambodży w czasie wojny nie chcieli się zjednoczyć wokół Lon Nola – to też nie pomogło. W polityce istnieje bardzo wiele czynników, a nawet polityczni eksperci nie mogą wziąć pod uwagę wszystkich z nich, a co dopiero mówić o zwykłych obywatelach.

Moim zdaniem, jednak szkoła powinna dawać obywatelowi jak najszersze spojrzenie na historię, w tym na historię Ukrainy w europejskim i światowym kontekście. I właśnie ta szerokość może stać się kluczem do trzeźwości wyboru.

Wróćmy teraz do obecnego momentu politycznego. Przez trzy lata unikałem ostrej krytyki prezydenta – no, bo czasy są naprawdę trudne. Przecież nie może on tak szybko rozwikłać kłębka problemów, które nagromadziły się na długo przed nim. Na obecny moment co najmniej się on zmniejszył. Mamy próbę zarządzania państwem w sposób dość kuczmowski wraz ze wzrostem roli struktur siłowych, jednak wraz ze spadkiem ich skuteczności, jeśli chodzi o ochronę obywatela, a nie władz. Korupcja zjadła przy tym państwo na tyle, że konsekwencje mogą być nieprzewidywalne, kiedy na przykład państwowy urzędnik zgadza się za pieniądze wykonywać ukraińskie paszporty dla obywateli Iranu – wroga naszego najbardziej kluczowego partnera, USA. Jak może to wpłynąć na stopień wsparcia Ukrainy w Waszyngtonie? A u nas nawet nie powoduje to dyskusji: la-la-la, jesteśmy tarczą Europy, la-la-la, przeciwstawiamy się agresji. Taka niedojrzałość to w zasadzie pierwszy stopień do piekła.

I co najgorsze – każdy aktywny protest naprawdę może być na rękę Kremlowi. Rozumie to i społeczeństwo, i władze, które z tego faktu bezpardonowo korzystają.

Jak znaleźliśmy się w takiej sytuacji? Jakie jest z niej wyjście?

Jednoznacznej odpowiedzi szukać nie ma sensu. Szkoda tylko, że i tak nie dowiedzieliśmy się, jak uczyć się i na cudzych, i nawet na swoich błędach. Zrozumienie historii nie przychodzi w jeden dzień, a ten, kto jej nie rozumie, jest po prostu skazany na powtarzanie najbardziej oczywistych z nich. To zresztą oznacza, że kiedyś się na naszych błędach będą uczyć się inni i wyciągać korzystne dla siebie wnioski.

Dlatego pozostaje mieć nadzieję, że tymi innymi będą ukraińskie dzieci w ukraińskich szkołach, starannie badające kryzys polityczny z 2017 roku i zastanawiające się, jak uniknąć takiego zamieszania w przyszłości.

 
Pawło Zubʼiuk, ZAXID.NET

 

Praca w Polsce