Koń trojański zakarpackiego wycieku

Koń trojański zakarpackiego wycieku
Były zjednoczony socjaldemokrata, były członek Partii Regionów i Bloku Opozycyjnego Nestor Szufrycz ma w swojej biografii jedną stałą cechę - skandaliczność.

Przez całe życie publiczne do przedstawiciela Zakarpacia, właściciela klubu piłkarskiego "Howerla" (obecnie klub jest w stanie upadłości) i mistrza sportu w strzelaniu z łuku skandale kleiły się jak muchy do fekaliów. Szufryczowi udało się walczyć topless w pomieszczeniu Centralnej Komisji Wyborczej, wdać się w bójkę z głównym sponsorem socjalistów Mykoły Rudkowskiego, szarą eminencją czasów Janukowycza Serhija Liowoczkina oraz wezwać na ring ówczesnego szefa Zarządu Ochrony Państwowej Wałerija Hełeteja. Nawet w pomieszczeniu Rady Najwyższej tylko na tego niezwykłego ludowego deputowanego zdołał spaść mały kawałek wielotonowego żyrandola, zdobiącego salę już od czasów ZSRR, który nigdy nikomu kłopotów nie przysparzał. W ostatnim czasie ta postać nawet chciałby mniej przyciągać uwagę tabloidów, "postarał się" jednak syn Nestora Iwanowicza Ołeksandr, który w centrum Kijowa przejechał pieszego, a ojciec musiał poręczyć za potomka i ponownie zaprezentować się w nie najlepszym świetle.

Zdając sobie sprawę z tego, że pozbyć się wizerunku "złego chłopca" w tym życiu mu się nie uda, Szufrycz starszy machnął ręką na zasady przyzwoitości i puścił hamulce. Nowym politycznym obozem stała się dla niego partia "Za Życie", stworzona przez odpychającego Wadyma Rabinowycza i Jewhena Murajewa. Powrót Szufrycza do projektu politycznego, któremu różni socjologowie "wróżą" prawie gwarantowane przejście do Rady Najwyższej w następnej kadencji, został zorganizowany zgodnie ze wszystkimi prawami ukraińskiego show politycznego. "Przyjąłem zaproszenie Wadyma Rabinowycza do przystąpienia do partii »Za Życie«, które przedstawił już dawno i zrealizował dzisiaj", – powiedział Szufrycz i wyraził przekonanie, że wraz z Rabinowyczem zrobi "lepiej i więcej dla jedności Ukrainy i pokoju w naszym państwie". Sam Rabinowycz od razu wykorzystał ten moment, by przypomnieć Serhijowi Liowoczkinowi o bójce z 2009 roku i napisał na Facebooku: "Jeszcze wiele lat temu, kiedy Nestor Iwanowycz pobił wszechmocnego Liowoczkina, powiedziałem – to jest nasz człowiek".

Kolejną eskapadę niestrudzonego mieszkańca Zakarpacia zaskakująco spokojnie przyjął sam Liowoczkin, według którego Szufrycz, wchodzący w skład parlamentarnej frakcji "Blok Opozycyjny", nigdy nie był członkiem partii o tej samej nazwie. "Szufrycz zawsze był przedstawicielem »Ukraińskiego Wyboru«. Nigdy nie był członkiem »Bloku Opozycyjnego", więc jego przystąpienie do »Za Życie« to sprawa »Za Życie« i »Ukraińskiego Wyboru«, a nie »Bloku Opozycyjnego«", – powiedział Liowoczkin. W ten sposób jeden z liderów opozycji minimalistycznie przedstawił układ sił we współczesnej oficjalnej opozycji. O tym, że w "Boku Opozycyjnym" funkcjonuje kilka środków ciężkości mówiono od dawna, a eksperci wskazywali wśród liderów tej formacji właśnie Liowoczkina i najbogatszego obywatela Ukrainy Rinata Achmetowa. Teraz do beneficjentów tej siły politycznej w pełni dołączył także twórca "Ukraińskiego Wyboru" Wiktor Medwedczuk. Twór maksymalnie demonizowanego przez media przyjaciela Putina uzyskał potężną reklamę, jednak pomimo bardzo poważnych finansowych dotacji z Kremla "Ukraiński Wybór" okazał się niezdatny do życia. Według najnowszych obserwacji publicystów politycznych teraz otoczenie Putina przerzuci się z martwo narodzonego "Ukraińskiego Wyboru" na jeszcze obiecującą partię "Za Życie". Nestor Szufrycz przez ostatnie półtorej dekady jest człowiekiem chorągiewką i dlatego po raz kolejny zmienił orientację polityczną.

Przyciągając Nestora Iwanowycza pod swoje sztandary, Medwedczuk piecze dwie pieczenie na jednym ogniu – zyskuje skandalicznego generatora newsów, któremu nie można podać palca, bo chwyci całą dłoń, oraz odnawia wpływy swojej drużyny w takim barwnym regionie, jak Zakarpacie. Kiedyś to właśnie dzięki temu obwodowi, który został "sprywatyzowany" przez Socjaldemokratyczną Partię Ukrainy (zjednoczoną), Medwedczuk wprowadził socjaldemokratów do parlamentu. Stało się to jednak jeszcze w 1998 roku, a od tego czasu układ sił w regionie nieco się zmienił. Socjaldemokratów pokonali bracia Bałohowie (również byli członkowie tej partii w czasach prezydentury Juszczenki) oraz dość liczba lokalnych watażków małej skali, którzy dorobili się ogromnego majątku na przemycie. Szufrycz zachował jednak wystarczająco silną pozycję na małej ojczyźnie, ponadto Nestor Iwanowcz ma atut, który pomoże Medwedczukowi upiec jeszcze jedną pieczeń.

Były socjaldemokrata-regionał-opozycjonoblokowiec ma bardzo dobre kontakty z węgierskimi władzami i firmami, przy czym Szufrycz nie omieszkał od czasu do czasu się tym pochwalić. Najnowsze wiadomości na ten temat powinny zainteresować ukraińską Służbę Bezpieczeństwa, póki co jednak tylko dodają Szufryczowi politycznej wagi. Na drugi dzień okazało się, że rząd Węgier właśnie z nim konsultuje się w sprawie problemów w relacjach z Ukrainą, w szczególności w sprawie ukraińskiej ustawy edukacyjnej, którą Węgrzy wybrali jako pretekst do pokłócenia się z sąsiadami, a nawet szantażowania Kijowa zablokowaniem wszystkich jego eurointegracyjnych aspiracji. O oficjalnym spotkaniu pomiędzy wicepremierem Węgier Zsoltem Semjenem i Nestorem Szufryczem oficjalnie poinformowała służba prasowa rządu Węgier. W komunikacie zaznaczono, że podczas spotkania Szufrycz i Zsolt Semjen, odpowiedzialny za politykę narodową Węgier, omówili kwestie związane z ukraińsko-węgierskimi stosunkami, problemami Węgrów na Ukrainie i ukraińskim obywatelstwem. "Strony porozumiały się w sprawie prawa obywateli do swobodnego wyboru kilku obywatelstw oraz ochrony praw mniejszości", — napisano w komunikacie na stronie internetowej rządu Węgier. Okazało się również, że nie jest to pierwsze spotkanie Szufrycza z wicepremierem Węgier. We wrześniu tego roku Szufrycz na zaproszenie rządu Węgier odwiedził otwarcie jedną z sesji węgierskiego parlamentu i przeprowadził spotkanie z Zsoltem Semjenem , podczas którego omawiano nową redakcję Ustawy "O edukacji" na Ukrainie, a przeciwko zawartemu w niej językowemu artykułowi występują Węgry.

Zsolt Semjen jest przede wszystkim znany z oświadczenia, że w węgierskim społeczeństwie i węgierskim parlamencie "istnieje ogólny konsensus" co do tego, że Węgrzy za granicą mają prawo do autonomii, węgierskiego obywatelstwa i do głosu. "Węgierskie obywatelstwo dla mieszkańców Zakarpacia to nie tylko emocjonalna kwestia, ale też egzystencjalna, ponieważ pozwala swobodnie poruszać się po świecie. Rząd dąży do tego, by po setkach lat represji, będących skutkiem Trianonu (miał na myśli podpisanie Traktatu z Trianon w 1920 roku, wskutek którego Węgry pozostały bez terytoriów, uważanych przez Węgrów za ich historyczne. Termin "Trianon" symbolizuje dla Węgrów jedną z największych tragedii - red.), ludzie odczuli korzyści z bycia obywatelem Węgier" – mówił Semjen i zapewniał, że rząd Węgier ponosi odpowiedzialność za wszystkich zagranicznych Węgrów i wykonuje wszystkie swoje obowiązki wobec nich, w tym poprzez nadanie obywatelstwa.

Oburzenie na Ukrainie wywołało wspólne wrześniowe oświadczenie rządu Węgier, które w listopadzie powtórzył i potwierdził minister spraw zagranicznych Péter Szijjártó. Poinformowano w nim, że Budapeszt będzie blokować wszystkie dalsze orzeczenia Unii Europejskiej, mające na celu zbliżenie UE z Ukrainą w związku z ustawą "O edukacji". Faktycznie oburzać się trzeba było jeszcze wiosną 2014 roku, kiedy to przedstawiciel Węgier w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy nazwał Ukrainę "niepaństwem" i "sztucznym tworem". Kijów zareagował wtedy słabo, a Budapeszt kontynuował ekspansję na Zakarpaciu, rozdając tamtejszym Węgrom swoje paszporty, czasami nawet otwarcie wspierając separatystów. A teraz nie ma co się dziwić temu, że na dworcu kolejowym miasta Berehowo wisiał drogowskaz z węgierską nazwą miasta "Beregczasz", a ukraińskiej wersji nie było w ogóle.

Uregulowanie węgiersko-ukraińskiego konfliktu w całości jest raczej niemożliwe przed wyborami parlamentarnymi, które odbędą się w ojczyźnie gulaszu i czardasza w kwietniu przyszłego roku. Wykorzystanie nacjonalistycznej retoryki jest teraz na Węgrzech modne nie tylko w środowisku marginalnych partii typu "Jobbik", ale też rzekomo liberalnych polityków. Zgodnie ze wspomnianym Traktatem z Trianon ziemie, które Węgrzy uważają za swoje, weszły w skład Czechosłowacji (obecnie teren Słowacji) Rumunii i Austrii. Z tymi krajami członkowskimi NATO mierzyć się pod względem siły Budapesztowi nie wypada, a Ukraina zdaniem Madziarów jest słaba i najlepiej nadaje się do roli chłopca do bicia.

Nie mniej ważnym czynnikiem w pogłębianiu konfliktu są przyjacielskie (o ile to możliwe we współczesnej polityce) relacje urzędującego prezydenta Węgier Viktora Orbána i Władimira Putina. O tym, że rolę gwaranta interesów Rosji wykonuje wspomniany przyjaciel Putina Wiktor Medwedczuk, od wielu lat jest dla tego ostatniego powodem do dumy. Medwedczuk już w czasach Kuczmy kontrolował ludzi w Radzie Najwyższej, wśród których nie ostatnie miejsce zajmuje mistrz w strzelaniu z łuku Nestor Szufrycz. Ułożenie pasjansa przy takim ustawieniu kart jest bardzo proste. Można sobie tylko wyobrazić, jak pancernego "asa" Nestora wykorzystuje się w geopolitycznej grze i na brzegach Dniepru, i na brzegach Dunaju.

Jurij Cwiach

Artykuły powiązane