Trzy zagrożenia dla dialogu z Warszawą: co przyniesie 2018 roku w stosunkach Ukrainy z Polską

Trzy zagrożenia dla dialogu z Warszawą: co przyniesie 2018 roku w stosunkach Ukrainy z Polską
2017 był rokiem, kiedy kryzys w stosunkach Ukrainy z Polską osiągnął niespotykaną głębię. Zresztą, rok 2018 może przynieść jeszcze więcej problemów na tym polu.
Na pierwszy rzut oka istnieje wystarczająco dużo powodów do ostrożnego optymizmu – pod koniec ubiegłego roku Ukraina i Polska wreszcie wykonały ważne kroki w celu stabilizacji stosunków.

Pomimo pesymistycznych prognoz, odbyła się długo zapowiadana wizyta na Ukrainie polskiego prezydenta Andrzeja Dudy. Prezydenci obu krajów wspólnie odwiedzili Cmentarz Ofiar Totalitaryzmu w Charkowie, a nawet udało im się dojść do kompromisu w kwestiach historycznych. W ich wypowiedziach dla prasy padła bardzo ważne zdanie: różnice w postrzeganiu historii nie powinny utrudniać współpracy między państwami.

Co prawda oświadczenia obu prezydentów podczas wspólnej konferencji prasowej dobitnie pokazały, że kompromis w sporze historycznym został osiągnięty głównie dzięki ustępstwom ze strony Ukrainy.

Ale pomińmy kwestię odpowiedzi na pytanie, czy te ustępstwa były uczciwe. Wszak bez odpowiedzi pozostaje również inne pytanie:

Czy kompromis z Charkowa gwarantuje, że kryzys w relacjach został zażegnany? Lub odwrotnie – czy to tylko złudzenie wyjścia z kryzysu?

Przede wszystkim należy pamiętać, że nie ma wiecznych porozumień. Ukraina przez długi czas uważała za „wieczne” epokowe pojednanie między narodami za czasów prezydentury Leonida Kuczmy i Aleksandra

Kwaśniewskiego według formuły „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Przez jakiś czas to rzeczywiście działało, ale w ostatnich latach nastroje społeczne w Polsce zmieniły się nie do poznania.

Obecnie powrót do starej formuły nie jest możliwy. Ukraina i Polska muszą zacząć dialog praktycznie od zera.

W najlepszym wypadku warto mieć nadzieję na spadek na kilka lat liczby wrogich w stosunku do Ukrainy oświadczeń. Ale jest całkiem prawdopodobne, że i taki wynik nie zostanie osiągnięty.

W dużej mierze przyczyną takiego stanu rzeczy jest to, że partia rządząca „Prawo i Sprawiedliwość” stała się zakładnikiem własnej polityki historycznej.

W samej partii nie wszyscy byli zwolennikami zaostrzenia konfliktu – jest w niej sporo oddanych przyjaciół Ukrainy. Jednak kładzenie przez PiS nacisku na pomysł przywrócenia historycznej sprawiedliwości sprawiło, że obecny konflikt jest nieodwracalny. Partia powinna była zaprezentować swój brak podobieństwa do „niepatriotycznych” poprzedników i obecnie nie mogłaby wykonać kroku do tyłu, nawet gdyby pojawiło się takie pragnienie.
 

Pozycje zwolenników przywrócenia „sprawiedliwości w stosunkach z Ukrainą”, które jeszcze niedawno uważano marginalne, znacznie się wzmocniły.

Tymczasem w 2018 roku w Polsce rozpocznie się cykl wyborczy.

W tym roku odbędą się wybory samorządowe, a w przyszłym – parlamentarne. I choć kierownictwu PiS do tej pory nic nie groziło, o głosy skrajnie prawicowego elektoratu będzie musiało powalczyć. Pretenduje do nich również inna siła parlamentarna – populiści z Kukiz'15.

Osłabienie krytyki w dialogu z Ukrainą przeciwnicy PiS będą przedstawiać jako zdradę interesów narodowych. A to znaczy, że polskie władze będą prawdopodobnie zmuszone godzić zarówno przyjazne, jak i niezbyt przychylne oświadczenia i kroki w stosunku do Ukrainy.
 

Jaskrawym przykładem tego są pierwsze kroki nowego premiera Polski Mateusza Morawieckiego.
W pierwszych dniach na stanowisku w rozległym wywiadzie telewizyjnym powtórzył on szablonowe wypowiedzi o „banderowcach” i braku możliwości prowadzenia dialogu z Ukrainą bez osiągnięcia „sprawiedliwości historycznej”.

Ale to nie przeszkodziło mu w ciągu kolejnych kilku dni, w innych oświadczeniach, kilkakrotnie skupić się na konieczności wzmocnienia współpracy z Ukrainą i przełączenia jej na płaszczyznę praktyczną, gospodarczą.

Dodatkowy czynnik ryzyka: w tym roku Polska będzie obchodzić smutny jubileusz – 75 rocznicę rzezi wołyńskiej.

Niewątpliwie populiści ze wszystkich partii nie zapomną o wykorzystaniu tej daty, aby podbić swoje słupki popularności.

Oczywiście będzie to nowym wyzwaniem w stosunkach między naszymi krajami.

Nie należy zapominać, że maraton wyborczy rozpocznie również Ukraina. To, że ustępstwa ze strony Kijowa wciąż nie pozwoliły rozwiązać konfliktu, może stać się jeszcze jednym ciosem w notowania Petra Poroszenki, odpowiedzialnego za politykę zagraniczną kraju.

Nowe, nieprzyjazne wypowiedzi z polskiej strony będą uderzać w ukraińskiego prezydenta. Czy Kijowowi wystarczy cierpliwości i czy znajdzie on na nie adekwatną odpowiedź?

Innym czynnikiem, który wpłynie na stosunki polsko-ukraińskie jest obecny kryzys w relacjach Warszawy i Brukseli.

Komisja Europejska już grozi Polsce sankcjami politycznymi za atak na niezależność władzy sądowniczej. W odpowiedzi PiS oskarża Brukselę o ingerencję w polskie sprawy i opowiadanie się po stronie opozycji (aluzja do przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska). A w dodatku bardzo zaostrzyły się stosunki między Warszawą i Berlinem, czego żywym przykładem był pomysł domagania się rekompensaty finansowej za zbrodnie z czasów II wojny światowej.

Choć realizacja groźby wprowadzenia sankcji na razie wydaje się nierzeczywista, niewątpliwym pozostaje co innego:

Polska wraz z Węgrami już przekształciła się w głównego przeciwnika „dyktatury eurobiurokracji”.

Warszawa między innymi odmawia przyjęcia swojej kwoty migrantów, tłumacząc to tym, że już przyjęła miliony „ukraińskich uchodźców”. Oczywiście taka retoryka nie podoba się Kijowowi, który raz za razem wyjaśnia: nie należy mylić uchodźców, którzy nie pracują i otrzymują pomoc socjalną, z migrantami, którzy płacą podatki w Polsce.

Z kolei takie wypowiedzi są często postrzegane przez Warszawę jako akompaniowanie Brukseli.

Czy to ryzyko oznacza, że stosunki Kijowa i Warszawy będą się wciąż pogarszać lub co najmniej utrzymają się na obecnym niskim poziomie? Bynajmniej.

Nawiasem mówiąc, są i pozytywy, odróżniające ten rok od poprzednich w kwestiach stosunków Ukrainy i Polski.

Obecnie Kijów w końcu zaczął rozumieć polskie realia i to, że stosunki z sąsiadem wymagają zmian z jego strony.

Jeszcze na początku ubiegłego roku wiele osób z Ukrainy traktowało nową polską władzę jako zjawisko przejściowe – jak mówią, wystarczy tylko przeczekać do 2019 roku, PiS odejdzie i problemy znikną same z siebie.

Właśnie dlatego Ukraina nie była aktywna w kwestii rozwiązania konfliktu, a w zasadzie tylko reagowała na polskie działania.

Czasami z powodzeniem (np. blokując umieszczenie zdjęcia cmentarza Orląt Lwowskich w nowych polskich paszportach), a czasem nie bardzo.

Rok 2017 udowodnił nawet sceptykom, że PiS najprawdopodobniej pozostanie przy władzy również po 2019 roku. Przeczekać się nie uda – należy budować relacje.

A to oznacza, że Kijów musiał rozpocząć planowanie relacji nie z wyimaginowaną, a z prawdziwą Polską.

Wyzbycie się złudzeń jest warunkiem niezbędnym dla odbudowania stosunków partnerskich między Kijowem i Warszawą. Drugim niezbędnym elementem jest przejęcie przez Ukrainę inicjatywy strategicznej.

Rok 2018 powinien dać odpowiedź na pytanie, czy Kijów przeanalizował swoje błędy w polityce w stosunku do Polski. To niezbędny warunek, aby odbudować naprawdę strategiczne partnerstwo, ale, niestety, niewystarczający.

Drugi warunek – Warszawa też powinna pokazać gotowość do prowadzenia równoprawnego dialogu.


Jurij Panczenko, Europejska Prawda

Artykuły powiązane