Zachód niewłaściwie reaguje na to, jak Putin ingeruje w jego demokrację - The Economist

Zachód niewłaściwie reaguje na to, jak Putin ingeruje w jego demokrację - The Economist
Aby demokracja dalej kwitła, przywódcy Zachodu powinni znaleźć sposób, by odzyskać zaufanie wyborców i rozpocząć powstrzymywanie rosyjskich ataków.

Pod koniec lat osiemdziesiątych, kiedy Michaił Gorbaczow rozpoczął tzw. pieriestrojkę, Rosja pogodziła z Zachodem. Można było uwierzyć, że obie strony już więcej nie będą próbować oskarżać się nawzajem o kłamstwa i teorie spiskowe w duchu zimnej wojny. Po publikacji oskarżeń przez specjalnego przedstawiciela Departamentu Sprawiedliwości USA Roberta Muellera przeciwko 13 Rosjanom stało się oczywiste, na ile wątpliwe było to przekonanie.

Pisze o tym „The Economist”, przypominając, że Mueller oskarżył Rosję o uruchomienie kampanii przeciwko amerykańskiej demokracji i jest on przekonany, że ma wystarczająco dużo dowodów, aby zniszczyć rosyjskie kontrargumenty i wygrać w sądzie. Władimir Putin jest przekonany, że CIA rzekomo zorganizowało ostatnią rewolucję na Ukrainie. I dlatego powstała tak zwana „fabryka trolli”, którą opłacał związany z Kremlem oligarcha, a także systemy płatności i fałszywe firmy. Celem tej kampanii było podzielenie Ameryki i dosłowna zmiana biegu kampanii prezydenckiej w 2016 roku na korzyść Donalda Trumpa.

Europa też była „pod lupą”. Śledztwo Muellera nie skupiało się na takich sprawach, ale wykazało, że Rosja mogła finansować radykalnych polityków, włamywać się do sieci komputerowych, organizować protesty i rozpowszechniać kłamstwa. I znów – jej celem było wzmocnienie istniejących podziałów. Bez sensu jest dyskutowanie o tym, na ile Rosja mogła mieć wpływ na wynik wyborów i zatruć politykę. To pytanie pozostaje bez odpowiedzi.

Jednak konspirologiczne podejrzenia, choć fałszywe w swej istocie, wzmagają zaniepokojenie poziomem słabości zachodnich demokracji. Jeśli Zachód chce bronić się przed Rosją i innymi napastnikami, musi odnieść się do zarzutów Muellera jak do okrzyku bojowego.

Zarzuty te udzielają trzech smutnych lekcji, których warto się nauczyć. Jedna z nich mówi, że sieci społecznościowe to narzędzie potężniejsze niż techniki przekupywanie dziennikarzy w latach sześćdziesiątych XX wieku. Nie trzeba dużo wydać, aby wykorzystać Facebooka w celu zidentyfikowania potencjalnych sympatyków, wychowania nowych zwolenników i ulepszenia najbardziej skutecznych tez. Jeśli ktoś wykaże się pomysłowością, może oszukać system i sprawić, by dawał pierwszeństwo jego komunikatom. Jeśli ktoś włamie się do komputerów w krajach demokratycznych, jak to zrobiła Rosja, może pozyskać skuteczną sieć botów, gotowych szerzyć kłamstwa.

Z dość umiarkowanym budżetem, wydając około miliona dolarów miesięcznie i pracując w bezpiecznym miejscu w Petersburgu, Rosjanie kierowali siecią botów i fałszywych stron, uzyskując miliony repostów i like’ów. Inne lepiej finansowane grupy korzystały z podobnych technologii. Nikt do tej pory nie wie, jak to wzburzenie, które one wygenerowały, zmieniło politykę, ale można się słusznie domyślać, że pogłębia ono rozłam i ogranicza kompromis.

Druga lekcja pokazuje, że Rosja nie tyle wywołała rozłam w Ameryce, co wręczyła jej ogromne lustro, w którym było go dobrze widać. Grała na problemach rasizmu, wzywając czarnoskórych wyborców do traktowania Hillary Clinton jako wroga i niebrania udziału w wyborach. Próbowała rozpalić oburzenie białych, nawet gdy wzywała do głosowania na postępową kandydatkę Jill Stein z „Partii Zielonych”. Po tym, jak Donald Trump wygrał, rosyjskie boty pracowały nad organizacją protestów na Manhattanie. Po strzelaninie w szkole w Parkland rosyjskie boty szybko włączyły się w debatę na temat dostępu do broni w USA. Podziały, które są tak głęboko zakorzenione w zachodnich gospodarkach, same umożliwiają wdzieranie się w nie.

Najważniejsza lekcja – trzecia – mówi, że zachodnia odpowiedź na to wszystko był bardzo słaba. W czasach zimnej wojny Ameryka walczyła z rosyjską dezinformacją z pomocą dyplomatów i szpiegów. W przeciwieństwie do tego Mueller musiał działać, ponieważ dwóch prezydent nic nie robiło. Barack Obama męczył się z dowodami rosyjskiej ingerencji, ale i tak nie wprowadził sankcji, ponieważ dopuszczał porażkę Trumpa i nie chciał, aby wydało się, że to on, będąc demokratą, próbuje manipulować wyborami. I był to bardzo mylny osąd.

Trump nie zrobił nic z innych powodów. Mimo, że miał dostęp do danych wywiadu od dnia wyboru na prezydenta, odnosił się do rosyjskiego skandalu wyłącznie z punktu widzenia własnej legitymizacji. Powinien wystąpić przeciwko Putinowi i chronić Amerykę przed wrogą Rosją. Zamiast tego przy wsparciu wielu republikanów skupił się na dyskredytowaniu resortów, które prowadziły dochodzenie w sprawie rosyjskiej ingerencji i domagał się zwolnienia Muellera tak samo, jak zwolnił dyrektora FBI Jamesa Comey’a.

Mueller jeszcze nie zakończył swojej pracy. Musi on jeszcze powiedzieć, czy spisek dotyczył też kampanii Trumpa. Jeśli amerykański prezydent zwolni go teraz, będzie to równoznaczne przyznaniu się do tego.

Aby demokracja dalej kwitła, przywódcy Zachodu powinni znaleźć sposób, aby odzyskać zaufanie wyborców. I należy zacząć od przejrzystości. Europa potrzebuje bardziej formalnych śledztw z uprawnieniami podobnymi do tych, które ma Mueller. Pomimo faktu, że mogą zostać ujawnione niektóre metody i źródła wywiadu, a Rosja będzie zadowolona, upewniwszy się, że udało jej się zasiać ziarnko nieufności, to będzie to solidny fundament do działania. Przepisy o finansowaniu partii wymagają wyraźnego określenia kto, komu i za co daje pieniądze. Sieci społecznościowe powinny zostać otwarte do kontroli, aby każdy mógł dowiedzieć się, kto płaci za reklamę. Tak śledczy będą mogli łatwiej wykryć oszustwa.

Powinno zostać pokazane zdecydowanie, które zaczyna się u samej góry. Angeli Merkel w Niemczech udało się skutecznie przekonać Putina, że nastąpią poważne konsekwencje, jeśli spróbuje on ingerować w niemieckie wybory. We Francji Emmanuel Macron zmylił rosyjskich hakerów, umieszczając wśród swoich e-maili kilka fałszywych. W ten sposób Paryż był w stanie zdyskredytować dalszy wyciek informacji. Finlandia zaczęła wpajać swoim obywatelom wiedzę o mediach, a media w kraju razem pracują nad oczyszczaniem przestrzeni informacyjnej z fake-niusów.

Niemcom, Francji i Finlandii łatwiej jest osiągnąć zrównoważy rozwój, ponieważ zaufanie wyborców do polityków w tych krajach jest znacznie wyższe niż w Ameryce. I dlatego odpłata i odstraszanie też są ważne. Warto to robić nie drogą brudnych sztuczek w duchu zimnej wojny, a z pomocą amerykańskich misji dyplomatycznych wobec rosyjskiego zachowania i, jeśli trzeba, sankcji. Republikańscy przywódcy w Kongresie tracą swój kraj. Powinni oni przynajmniej przeprowadzić nadzwyczajne rozprawy na temat ochrony Ameryki przed ingerencją w średniookresowe wybory. A teraz, kiedy Trump rzuca się z oskarżeniami na FBI i demokratów, wydaje się, że Ameryka już nie wierzy w demokrację, o którą warto walczyć.

Przypomnijmy, że Rosja jest podejrzewana o ingerencję w wybory prezydenckie USA w 2016 roku.

17 maja 2017 roku Departament Sprawiedliwości USA mianował Roberta Mullera na stanowisko specjalnego prokuratora ds. zbadania ingerencji Rosji w wybory prezydenckie.

W ramach sprawy Mueller został wezwany na przesłuchanie przez prokuratora generalnego USA Jeffa Sessionsa. Był on pierwszą osobą z administracji Trumpa, który zeznawała w tej sprawie.

O swojej gotowości do zeznawania pod przysięgą oświadczył również sam prezydent Donald Trump.

Równocześnie wielokrotnie mówił on o braku jakiejkolwiek „zmowy” z Rosją.

Zachód niewłaściwie reaguje na to, jak Putin ingeruje w jego demokrację - The Economist

Aby demokracja dalej kwitła, przywódcy Zachodu powinni znaleźć sposób, by odzyskać zaufanie wyborców i rozpocząć powstrzymywanie rosyjskich ataków.

Pod koniec lat osiemdziesiątych, kiedy Michaił Gorbaczow rozpoczął tzw. pieriestrojkę, Rosja pogodziła z Zachodem. Można było uwierzyć, że obie strony już więcej nie będą próbować oskarżać się nawzajem o kłamstwa i teorie spiskowe w duchu zimnej wojny. Po publikacji oskarżeń przez specjalnego przedstawiciela Departamentu Sprawiedliwości USA Roberta Muellera przeciwko 13 Rosjanom stało się oczywiste, na ile wątpliwe było to przekonanie.

Pisze o tym „The Economist”, przypominając, że Mueller oskarżył Rosję o uruchomienie kampanii przeciwko amerykańskiej demokracji i jest on przekonany, że ma wystarczająco dużo dowodów, aby zniszczyć rosyjskie kontrargumenty i wygrać w sądzie. Władimir Putin jest przekonany, że CIA rzekomo zorganizowało ostatnią rewolucję na Ukrainie. I dlatego powstała tak zwana „fabryka trolli”, którą opłacał związany z Kremlem oligarcha, a także systemy płatności i fałszywe firmy. Celem tej kampanii było podzielenie Ameryki i dosłowna zmiana biegu kampanii prezydenckiej w 2016 roku na korzyść Donalda Trumpa.

Europa też była „pod lupą”. Śledztwo Muellera nie skupiało się na takich sprawach, ale wykazało, że Rosja mogła finansować radykalnych polityków, włamywać się do sieci komputerowych, organizować protesty i rozpowszechniać kłamstwa. I znów – jej celem było wzmocnienie istniejących podziałów. Bez sensu jest dyskutowanie o tym, na ile Rosja mogła mieć wpływ na wynik wyborów i zatruć politykę. To pytanie pozostaje bez odpowiedzi.

Jednak konspirologiczne podejrzenia, choć fałszywe w swej istocie, wzmagają zaniepokojenie poziomem słabości zachodnich demokracji. Jeśli Zachód chce bronić się przed Rosją i innymi napastnikami, musi odnieść się do zarzutów Muellera jak do okrzyku bojowego.

Zarzuty te udzielają trzech smutnych lekcji, których warto się nauczyć. Jedna z nich mówi, że sieci społecznościowe to narzędzie potężniejsze niż techniki przekupywanie dziennikarzy w latach sześćdziesiątych XX wieku. Nie trzeba dużo wydać, aby wykorzystać Facebooka w celu zidentyfikowania potencjalnych sympatyków, wychowania nowych zwolenników i ulepszenia najbardziej skutecznych tez. Jeśli ktoś wykaże się pomysłowością, może oszukać system i sprawić, by dawał pierwszeństwo jego komunikatom. Jeśli ktoś włamie się do komputerów w krajach demokratycznych, jak to zrobiła Rosja, może pozyskać skuteczną sieć botów, gotowych szerzyć kłamstwa.

Z dość umiarkowanym budżetem, wydając około miliona dolarów miesięcznie i pracując w bezpiecznym miejscu w Petersburgu, Rosjanie kierowali siecią botów i fałszywych stron, uzyskując miliony repostów i like’ów. Inne lepiej finansowane grupy korzystały z podobnych technologii. Nikt do tej pory nie wie, jak to wzburzenie, które one wygenerowały, zmieniło politykę, ale można się słusznie domyślać, że pogłębia ono rozłam i ogranicza kompromis.

Druga lekcja pokazuje, że Rosja nie tyle wywołała rozłam w Ameryce, co wręczyła jej ogromne lustro, w którym było go dobrze widać. Grała na problemach rasizmu, wzywając czarnoskórych wyborców do traktowania Hillary Clinton jako wroga i niebrania udziału w wyborach. Próbowała rozpalić oburzenie białych, nawet gdy wzywała do głosowania na postępową kandydatkę Jill Stein z „Partii Zielonych”. Po tym, jak Donald Trump wygrał, rosyjskie boty pracowały nad organizacją protestów na Manhattanie. Po strzelaninie w szkole w Parkland rosyjskie boty szybko włączyły się w debatę na temat dostępu do broni w USA. Podziały, które są tak głęboko zakorzenione w zachodnich gospodarkach, same umożliwiają wdzieranie się w nie.

Najważniejsza lekcja – trzecia – mówi, że zachodnia odpowiedź na to wszystko był bardzo słaba. W czasach zimnej wojny Ameryka walczyła z rosyjską dezinformacją z pomocą dyplomatów i szpiegów. W przeciwieństwie do tego Mueller musiał działać, ponieważ dwóch prezydent nic nie robiło. Barack Obama męczył się z dowodami rosyjskiej ingerencji, ale i tak nie wprowadził sankcji, ponieważ dopuszczał porażkę Trumpa i nie chciał, aby wydało się, że to on, będąc demokratą, próbuje manipulować wyborami. I był to bardzo mylny osąd.

Trump nie zrobił nic z innych powodów. Mimo, że miał dostęp do danych wywiadu od dnia wyboru na prezydenta, odnosił się do rosyjskiego skandalu wyłącznie z punktu widzenia własnej legitymizacji. Powinien wystąpić przeciwko Putinowi i chronić Amerykę przed wrogą Rosją. Zamiast tego przy wsparciu wielu republikanów skupił się na dyskredytowaniu resortów, które prowadziły dochodzenie w sprawie rosyjskiej ingerencji i domagał się zwolnienia Muellera tak samo, jak zwolnił dyrektora FBI Jamesa Comey’a.

Mueller jeszcze nie zakończył swojej pracy. Musi on jeszcze powiedzieć, czy spisek dotyczył też kampanii Trumpa. Jeśli amerykański prezydent zwolni go teraz, będzie to równoznaczne przyznaniu się do tego.

Aby demokracja dalej kwitła, przywódcy Zachodu powinni znaleźć sposób, aby odzyskać zaufanie wyborców. I należy zacząć od przejrzystości. Europa potrzebuje bardziej formalnych śledztw z uprawnieniami podobnymi do tych, które ma Mueller. Pomimo faktu, że mogą zostać ujawnione niektóre metody i źródła wywiadu, a Rosja będzie zadowolona, upewniwszy się, że udało jej się zasiać ziarnko nieufności, to będzie to solidny fundament do działania. Przepisy o finansowaniu partii wymagają wyraźnego określenia kto, komu i za co daje pieniądze. Sieci społecznościowe powinny zostać otwarte do kontroli, aby każdy mógł dowiedzieć się, kto płaci za reklamę. Tak śledczy będą mogli łatwiej wykryć oszustwa.

Powinno zostać pokazane zdecydowanie, które zaczyna się u samej góry. Angeli Merkel w Niemczech udało się skutecznie przekonać Putina, że nastąpią poważne konsekwencje, jeśli spróbuje on ingerować w niemieckie wybory. We Francji Emmanuel Macron zmylił rosyjskich hakerów, umieszczając wśród swoich e-maili kilka fałszywych. W ten sposób Paryż był w stanie zdyskredytować dalszy wyciek informacji. Finlandia zaczęła wpajać swoim obywatelom wiedzę o mediach, a media w kraju razem pracują nad oczyszczaniem przestrzeni informacyjnej z fake-niusów.

Niemcom, Francji i Finlandii łatwiej jest osiągnąć zrównoważy rozwój, ponieważ zaufanie wyborców do polityków w tych krajach jest znacznie wyższe niż w Ameryce. I dlatego odpłata i odstraszanie też są ważne. Warto to robić nie drogą brudnych sztuczek w duchu zimnej wojny, a z pomocą amerykańskich misji dyplomatycznych wobec rosyjskiego zachowania i, jeśli trzeba, sankcji. Republikańscy przywódcy w Kongresie tracą swój kraj. Powinni oni przynajmniej przeprowadzić nadzwyczajne rozprawy na temat ochrony Ameryki przed ingerencją w średniookresowe wybory. A teraz, kiedy Trump rzuca się z oskarżeniami na FBI i demokratów, wydaje się, że Ameryka już nie wierzy w demokrację, o którą warto walczyć.

Przypomnijmy, że Rosja jest podejrzewana o ingerencję w wybory prezydenckie USA w 2016 roku.

17 maja 2017 roku Departament Sprawiedliwości USA mianował Roberta Mullera na stanowisko specjalnego prokuratora ds. zbadania ingerencji Rosji w wybory prezydenckie.

W ramach sprawy Mueller został wezwany na przesłuchanie przez prokuratora generalnego USA Jeffa Sessionsa. Był on pierwszą osobą z administracji Trumpa, który zeznawała w tej sprawie.

O swojej gotowości do zeznawania pod przysięgą oświadczył również sam prezydent Donald Trump.

Równocześnie wielokrotnie mówił on o braku jakiejkolwiek „zmowy” z Rosją.

Artykuły powiązane