Krok od przepaści: Warszawa obniża intensywność konfliktu z Kijowem

Krok od przepaści: Warszawa obniża intensywność konfliktu z Kijowem
W ostatnich tygodniach polscy urzędnicy nagle znacznie złagodzili swoją retorykę w stosunku do Ukrainy.

 

Głośne międzynarodowe kontrowersje spowodowane przez zmiany polskiej ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, zmuszają rząd sąsiedniego kraju dostosować swój kurs zewnętrzny (choć przyczyną skandalu była przede wszystkim nie "ukraińska", a "żydowska" część tego prawa). Pierwszą „jaskółką” tych zmian okazało się expose szefa polskiego MSZ Jacka Czaputowicza wygłoszone w Sejmie 21 marca. W bloku poświęconym stosunkom z Ukrainą, główny polski dyplomata wyraził tylko jedną reklamację do ukraińskiej władzy – o moratorium na ekshumacje. Na tle wypowiedzi poprzednika Witolda Waszczykowskiego, który regularnie podkreślał "świadome zniekształcanie prawdy historycznej przez Ukrainę", a także "gloryfikacje banderyzmu", przemówienie to wyraźnie wyglądało, jak gest pojednania.

Nawet wspominając 75 rocznicę wydarzeń na Wołyniu, którą Polska będzie obchodzić w tym roku, Czaputowicz zaznaczył tylko znaczenie przyjęcia z Ukrainą wspólnego "scenariusza uczczenia rocznicy tych wydarzeń historycznych".

Zmianę nastrojów potwierdzają również zmiany kadrowe w MSZ. W szczególności, stanowisko sekretarza stanu w ministerstwie opuścił Jan Dziedziczak – jeden z najbardziej konsekwentnych "bojowników o przywrócenie historycznej sprawiedliwości". A to nie wszystko – według informacji polskich mediów, z MSZ został zwolniony również szef gabinetu politycznego Jan Parys, znany z oświadczenia, że Ukraina potrzebuje Polski, a Polska bez Ukrainy całkowicie da sobie radę.

Znamienny moment: niedawno na stronie internetowej „Europejskiej Prawdy” pojawił się wywiad z zastępcą szefa polskiego MSZ Bartosza Cichockiego. Rozmowa z nim odbyła się podczas Forum "Europa-Ukraina" w Rzeszowie. Między dniem wywiadu a jego publikacją minął nieco ponad tydzień i tuż przed wydaniem tego materiału biuro wiceministra poprosiło, aby złagodzić jedną wypowiedź dyplomaty, usuwając krytykę działań władz ukraińskich.

I wreszcie - polscy urzędnicy stopniowo zmieniają swoje stanowisko w sprawie ukraińskiej części nowych przepisów ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Te przepisy już weszły w życie, ale ustawa jest skierowana do rozpatrzenia przez Trybunał Konstytucyjny. Nie jest wykluczone, że w rezultacie sędziowie usuną z niego najbardziej odrażające ustawy.

Pod koniec marca minister sprawiedliwości (i jednocześnie prokurator generalny) Zbigniew Ziobro skierował do Trybunału Konstytucyjnego pismo z wnioskami, zgodnie z którymi przepisy ustawy o "zbrodniach popełnionych przez ukraińskich nacjonalistów" wymagają wyjaśnienia i korekty. Co charakterystyczne, do tej pory, w szczególności przy przyjmowaniu ustawy, minister sprawiedliwości nie widział problemów z tymi normami.

Czy to wystarczy, aby mówić o korekcie kursu?

Z jednej strony, podobna taktyka była już używana przez rząd polski. Na przykład, dwa lata temu, przyjmując rezolucję o "rzezi wołyńskiej", polskie władze demonstracyjnie przeprowadziły kilka akcji upamiętniając "poprawnych”, z ich punktu widzenia, Ukraińców. Takie działania miały na celu ograniczyć negatywną ukraińską reakcję na przyjęte rozwiązanie, bez zmian samej "wołyńskiej uchwały".

Jednak obecna sytuacja nieco różni się od wydarzeń sprzed dwóch lat. Międzynarodowy konflikt wokół Instytutu Pamięci Narodowej okazał się na tyle głośny, że dla Warszawy naprawdę konieczne jest zmniejszenie napięcia. W tym – i w relacjach z Ukrainą.

Oczywiście, to wspaniała wiadomość dla Ukrainy. Jednak pozostaje pytanie: czy można mówić o obecnej odwilży w stosunkach Kijowa i Warszawy jako o długoterminowym trendzie?

Istnieje kilka czynników, które stawiają ten problem pod znakiem zapytania. Po pierwsze, nie należy zapominać, że 11 lipca Polska będzie obchodzić 75-lecie wydarzeń na Wołyniu. Jak pokazała zeszłoroczna smutna rocznica (pierwsza przeprowadzona na poziomie oficjalnym), wydarzenie to stanie się źródłem punktów poparcia w wyborach dla polskiej skrajnej prawicy. I to jest wyzwanie dla "Prawa i Sprawiedliwości" – partia rządząca jest zaniepokojona ewentualnym odpływem swojego elektoratu w prawo, dlatego coraz częściej wykorzystują odpowiednie slogany.

Zatem smutny jubileusz będzie kolejnym testem dla ukraińsko-polskich stosunków. I nie jest to jedyne ryzyko. Nawet w warunkach korekty kursu, "czerwoną linią" dla Warszawy pozostaje problem moratorium na ekshumacje. Zresztą, w ukraińskim MSZ już zapowiedziano, że oczekują od Polski pierwszego kroku w kwestii przywracania ukraińskich pomników na swoim terytorium. I tylko po tym, moratorium zostanie anulowane.

Czy Warszawa jest gotowa na taki kompromis? Tu wypada zacytować już wspomniany wywiad z Bartoszem Cichockim. "Żaden polski rząd nie zgodzi się na legalizację pomników, sławiących osoby, które wyróżniły się zniszczeniem miejscowej ludności", – oświadczył. Według danych „Europejskiej Prawdy”, ta pozycja Warszawy nie podlega na razie korekcji. Na koniec, dalszy rozwój stosunków zależy od decyzji Trybunału Konstytucyjnego o ustawie o IPN. Odpowiedniej decyzji można spodziewać się pod koniec kwietnia lub na początku maja.

Oczywiście, publiczna zmiana stanowiska szefa ministerstwa sprawiedliwości zwiększa prawdopodobieństwo, że sędziowie Trybunału zgodzą się dostosować prawo. Jednak wcale tego nie gwarantuje.

Pomimo tych zagrożeń, podstaw do ostrożnego optymizmu jest więcej.

Wygląda na to, że w Warszawie w końcu zrozumieli, że ich roszczenia do Kijowa wzrosły do absolutnie nierealnych rozmiarów. A zatem hipotetyczne ich wykonanie spowoduje protesty wewnątrz społeczeństwa ukraińskiego. W końcu, przewlekły konflikt Ukrainy i Polski jest wyjątkowo nie na rękę naszym krajom. Historia to udowodniła.

Jurij Panczenko, "Europejska Prawda"

Artykuły powiązane