Partyjne panoptikum

Partyjne panoptikum
W czasach Związku Radzieckiego obywatele mieli jedną kierowniczą i naprowadzającą siłę pod nazwą Komunistyczna Partia i głosowali za trudno zrozumiałą hybrydę pod nazwą "Blok Partyjnych i Bezpartyjnych". Współczesna Ukraina zrekompensowała partyjną monogamię i w Ministerstwie Sprawiedliwości na chwilę obecną zarejestrowano 352 polityczne stowarzyszenia, których celowość istnienia jest trudna do zrozumienia. Jednak niektóre z partii nie bacząc na własną komediowość, wezmą udział w wyborach parlamentarnych i zachwycą degustatorów wyborczych wyścigów.

 

Niewątpliwie w Departamencie Państwowej Rejestracji i Notariatu Ministerstwa Sprawiedliwości Ukrainy pracują wykształceni ludzie z żelaznymi nerwami i umiejętnością zachowania poker face. Trzeba umieć trzymać się w ryzach, gdy rejestrujesz "Ludową Partię Inwestorów i Ochrony Socjalnej", "Partię Honoru, Walki z Korupcją i Przestępczością Zorganizowaną" lub w ciągu jednego miesiąca dajesz życie od razu „Ogólnoukraińskiej Partii Kozackiej, „Partii Kozaków Ukrainy" i "Kozackiej Ukraińskiej Partii". Smacznie brzmią nazwy partii "Syriusz" i "Sam Za Siebie" i tylko w ukraińskiej stolicy śmiechu Odessie mogła pojawić się "Gruzińska Partia Ukrainy", na czele z Jewhenem Hofmanem.

Wszystko to oczywiście polityczny margines, ale od wyżej wymienionych "syrjuszów" mało czym różnią się i partie, które za półtora roku będą brać bezpośredni udział w wyborach do Rady Najwyższej Ukrainy, robiąc sobie dość głośne imię dzięki eksploatowaniu daleko posuniętego populizmu, nieobeznaniach wyborców i potężnej kampanii reklamowej.

Oczywiście, liderami w tej dziedzinie od dawna jest lider Ogólnoukraińskiego Zjednoczenia "Batkiwszczyna" Julia Tymoszenko i lider Partii Radykalnej, o nazwie wziętej z samego siebie, Ołeh Laszko. Jednak pierwsza, po historii z terrorystą-amatorem Nadiją Sawczenko, którą Tymoszenko wzięła w ukraińską politykę, wyraźnie zrzuciła obroty, a do wybryków drugiego, który na parlamentarnej mównicy jadł czarnoziem, całował krowy i wymachiwał widłami przyzwyczajeni są nawet najmniej wymagający wyborcy.

Stopniowo do tego duetu dokooptowuje kohorta nie mniej barwnych postaci. Zgodnie z wynikami badań Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii, gdyby wybory do Rady Najwyższej Ukrainy odbyły się w lutym bieżącego roku, to jeszcze do niedawna nikomu nieznana partia "Za Życie" zdobyła by 10,3% głosów wyborców i zajęła czwarte miejsce w wyścigu. Fiszka partii, której nazwa brzmi, jak toast, polega na tym, że de iure ona nie istnieje. Kiedyś nazywała się partią "Centrum", na jej czele stał poplecznik Wiktora Janukowycza Stepan Hawrysz. "Centrum" wchodziła w różne bloki wyborcze, póki nie stanął na jej czele Wadym Rabinowycz i odpowiednio zmienił nazwę. Ministerstwo Sprawiedliwości nie miało ochoty zwracać uwagę na taki rebranding, a sam Rabinowycz niezbyt się tym przejmował. Obecnie nazywają go politykiem, filantropem i telewizyjnym spikerem, a charkowczanie od lat wspominają, jak w 1984 roku Wadyma R. skazano na 14 lat więzienia za kradzież mienia państwowego w bardzo dużych rozmiarach. Za kratkami Rabinowycz z powodzeniem symulował obłęd i współpracował z pracownikami Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego, od których otrzymał pseudonim „Żołądź”. Obecnie Rabinowycz jest deputowanym Opozycyjnego Bloku, gdzie zebrali się przedstawiciele pamiętnej Partii Regionów, stałym uczestnikiem talk-show w telewizji, gdzie bezlitośnie demaskuje oligarchów i skorumpowaną władzę. Ma również swój kanał, gdzie wylewa odbiorcom gigabajty populistycznej retoryki. Swoją przygodę w partii "Za Życie" miał także i Nestor Szufrycz, który dostawał po głowie w różnych sytuacjach, ale najbardziej pamiętna była jego walka w Centralnej Komisji Wyborczej w czasach pomarańczowej rewolucji. W tej bufonadzie niestrudzony wojownik prezentował się topless.

Najbardziej urodzajna w działalność freaków stała się ideologia socjalistyczna. "Kanoniczna" Socjalistyczna Partia Ukrainy niegdyś na czele z Ołeksandrem Morozem jeszcze dwadzieścia dwa lata temu dała ciała, kiedy eksploatowana Natalija Witrenko wyłamała się z drużyny siwowłosego polityka-poety i stworzyła swoją Postępową Partię Socjalistyczną. Już po millenium, Wołodymyr Hoszowski, młody talent, który tak i nigdy nie stał się prawdziwym oligarchą, zorganizował partię "Socjalistyczna Ukraina". A już w drugiej dekadzie trzeciego tysiąclecia socjalistyczna idea zajęła mózgi najbardziej zabawnych postaci. Dziedzictwo Moroza podzielili między sobą Serhij Kaplin i Illa Kiwa. Tworząc kiedyś "Ruch Zwykłych Ludzi", Kaplin przekształcił tę strukturę w partię zwykłych ludzi, którą następnie przemianował na socjaldemokratyczną. W końcu deputowany został wybrany na głównego socjalistę, ale równolegle charakteryzował się agresywnym odrzuceniem dekomunizacji i czynami, za które zwykły śmiertelnik siedziałby w więzieniu na poważnie i na długo. W trakcie akcji protestacyjnej, która odbyła się w pobliżu budynku Miejskiej Administracji, Kaplin siekierą rozrąbał drzwi do gabinetu burmistrza Połtawy po czym posypał pomieszczenie solą. W zeszłym roku niestrudzony socjalista zorganizował wiec przeciwko Partii Radykalnej Ołeha Laszko, podczas którego wdał się w bójkę z deputowanym Ihorem Mosijczukiem. Wśród innych osiągnięć Kaplina można sobie przypomnieć i to, że znalazł się w rejestrze dłużników spłaty alimentów. Konkurent Kaplina pretendujący na socjalistyczną buławę Illa Kiwa to postać jeszcze bardziej kolorowa – nie wstydzi się przyznać, że zażywał narkotyki i biegać nago po śniegu, po co czym wrzucać zdjęcia procesu do sieci.

Oprócz tych dwóch inkarnacji Beavisa i Butt-Heada, w socjalistów grają minister spraw zagranicznych z czasów Janukowycza Łeonid Kożara (partia "Socjaliści") i skazany w 2012 roku na pięć lat za próbę przyjęcia łapówki w wysokości pół miliona dolarów Andrij Wołga (partia „Sojusz Lewicy”). Ale nie są to tak ciekawe postacie jak demiurg partii z niezwykłą nazwą "Chrześcijańscy Socjaliści" Michajło Dobkin. Byłego gubernatora obwodu charkowskiego oblali zielenią brylantową aktywiści, a koledzy z pracy w parlamencie pozbawili immunitetu deputackiego za machinacje z gruntami. Każdy wywiad Mychajła Dobkina można dzielić na cytaty, ale klasykiem stał się film z przygotowań Dobkina do wyborów, gdzie przyszły chrześcijański socjalista przyczynił się do zapisania w annałach historii frazy: "Tekst jest trochę debilowato napisany". Filmik cieszył się w internecie dużym zainteresowaniem publiczności, w ciągu pierwszej nocy obejrzało go około 145 000 osób, a w rankingu YouTube zajął ósme miejsce ze wszystkich najpopularniejszych klipów na świecie.

Oligarcha Wadym Nowynsky stara się zdystansować od tej jaskrawej kompanii. Rosjanin, który w bardzo niejasnych okolicznościach otrzymał obywatelstwo ukraińskie, niedawno stworzył partię "Mir" („Pokój” lub „Świat” – tłum.). Publicznie Nowynski lubi pojawiać się w otoczeniu kapłanów Patriarchatu Moskiewskiego, Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej, i dzięki tej sympatii jeszcze podczas rewolucji godności otrzymał od Petra Poroszenki określenie "prawosławna suka". Pokazowa pobożność Nowynskiego zostanie mu na pewno przypomniana, kiedy zbierze się na wybory, tak samo jak i określenie nadane mu przez aktualnego prezydenta.

De facto prezydencka i parlamentarna kampanie wyborcze ruszyły. Dlatego można mieć pewność, że aktywność wymienionych osób będzie się zwiększać, a w ich ślad idą obiecujący młodzi politycy, którzy również chcą przejść do historii. Chociażby w roli pajaców.

Jurij Cwiach

Artykuły powiązane