Na rocznicę Wołynia polscy nacjonaliści budzą stare demony w relacjach z Ukrainą – Newsweek

Na rocznicę Wołynia polscy nacjonaliści budzą stare demony w relacjach z Ukrainą – Newsweek
Mimo że po nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej pozycje w stosunku do Ukrainy nie zmieniły się, środowiska narodowe i kresowe wciąż pozostają niezadowolone.

 

Ich duszpasterz, ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski oskarża prezydenta Andrzeja Dudę o działalność na rzecz Rosji tylko dlatego, że za mało atakuje Ukrainę w kwestii historii Wołynia. Jak pisze Newsweek, kapłan nazywa prezydenta jednocześnie proukraińskim i prorosyjskimi, nie zważając na to, że jego logika przeczy sama sobie. Jednak taka propaganda rządzi się swoimi prawami. I to, co jeden z liderów antyukraińskich nacjonalistów w Polsce ksiądz Isakowicz-Zaleski próbuje rozprzestrzeniać, należy do katalogu tanich emocji, a nie oceny polityki międzynarodowej. W rozmowie z portalem DoRzeczy.pl po nowelizacji ustawy o IPN, ksiądz podkreślał, że "chowanie głowy w piasek w sprawie mordu na Wołyniu" służy interesom Rosji.

Newsweek przypomina o tzw. prawie Godwina. W latach 90. Amerykanin Mike Godwin stwierdził, że gdy w publicznej debacie jedna ze stron użyje porównania do Adolfa Hitlera, dyskusję można zakończyć. A strona, która rzuciła taki argument, przegrała. W polskiej wersji prawa Godwina rolę Hitlera gra Władimir Putin. Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski właśnie użył tego fatalnego argumentu "ad Putinum".

Ksiądz, znany ze swojej radykalnej, antyukraińskiej retoryki, atakuje prezydenta Andrzeja Dudę za lojalność wobec Ukrainy. Zarzuca prezydentowi, że jego spotkania z prezydentem Ukrainy Petrem Poroszenką są niewłaściwe, bo ten, zdaniem księdza-nacjonalisty, "gloryfikuje UPA". Isakowicz-Zaleski twierdzi, że polskie stanowisko w kwestii Wołynia jest zbyt słabe. Jest to bardzo dziwne spostrzeżenie, biorąc pod uwagę, że przez ostatnie dwa lata historyczne spory dominowały w polskiej polityce wschodniej, a zwłaszcza w relacjach z Ukrainą. Gazeta pisze, że stało się to nie tylko z winy Warszawy, ale również Kijowa. Prezydent Ukrainy przecież "kokietuje u siebie środowiska nacjonalistyczne i oddał ukraiński IPN w ręce Wołodymyra Wjatrowycza, historyka konfrontacyjnego i negującego rozmiar zbrodni UPA". W ten sposób pozycja obu stron nie pozwala na osiągnięcie porozumienia w kwestiach historycznych. To całkowicie podważa tezy stawiane przez polskich nacjonalistów.

Gazeta zauważa, że historyczne spory dominują nie tylko w dialogu polskich i ukraińskich polityków czy historyków. Jakiś czas temu na ekrany wyszedł film Wojciecha Smarzowskiego "Wołyń". Następnie zapowiedziano, że po wprowadzeniu zmian w ustawie o IPN zostaną rozliczeni wszyscy ukraińscy historycy (włącznie z Wjatrowyczem), którzy zaprzeczają zbrodniom ukraińskich nacjonalistów. Kijów zareagował krytycznie na tę dziwną postawę Warszawy. To kolejny raz dowodzi tego, że temat Wołynia i polityki historycznej dominuje w polsko-ukraińskich stosunkach nad realną polityką. Ale dla polskich nacjonalistów, takich jak Isakowicz-Zaleski, to za mało. Ksiądz twierdzi, że słabość Polski wykorzysta rosyjska propaganda, która będzie mówić, że Polacy, choć czczą poległych w Katyniu, ale zapomnieli o Wołyniu.

W rzeczywistości rosyjska propaganda próbuje wykorzystać dowolne napięcie w polsko-ukraińskich stosunkach. Oskarża Polskę o wspieranie Ukrainy jednocześnie, gdy rzekomo w Kijowie rządzą "faszyści". Sprawa z resztą nie ogranicza się tylko do propagandy i trolli internetowych. W Polsce prorosyjscy bojówkarze niszczą ukraińskie pomniki i cmentarze. A na Zachodzie Ukrainy nastąpiła cała seria antypolskich prowokacji. Były również przypadki, kiedy wynajęci miejscowi, udając Polaków uczestniczyli w antypolskich manifestacjach na Ukrainie. Wszystkie te prowokacje inspirowały i zorganizowały rosyjskie służby specjalne, których celem jest skonfliktowanie Polaków i Ukraińców.

Moskwie bardzo zależy, aby Ukraina i Polska pozostawały w konfrontacji i aby kwestie historyczne niszczyły każdą próbę współpracy w sferze bezpieczeństwa i gospodarki. Dlatego Rosja cieszy się z każdego antyukraińskiego wystąpienia w Polsce. Rosyjskie media z uwielbieniem będą cytować każde takie słowo. A każdą próbę wzajemnego zrozumienia między Warszawą i Kijowem będą wprost krytykować.

Źródło: UNIAN

Artykuły powiązane