Polska coraz bardziej odwraca się od Ukrainy - Gazeta Wyborcza

Polska coraz bardziej odwraca się od Ukrainy - Gazeta Wyborcza
Jarosław Kaczyński ostatecznie pogrzebał doktrynę Jerzego Giedroycia.

 

W 2006 roku ówcześni prezydenci Polski i Ukrainy Lech Kaczyński i Wiktor Juszczenko wspólnie uczcili poległych polskich i ukraińskich mieszkańców Pawłokomy. To miejsce, gdzie zarówno polscy partyzanci, jak i ukraińscy nacjonaliści dokonali zbrodni w czasie II wojny światowej. Nabożeństwo odprawili wspólnie polski abp Józef Michalik i metropolita Lubomir Huzar.

12 lat później prezydent Polski Andrzej Duda złożył kwiaty na polu w Ołyce na Wołyniu, aby uczcić polskie ofiary "ludobójstwa na Wołyniu". Z kolei prezydent Ukrainy Petro Poroszenko składał hołd ukraińskim ofiarom pod pomnikiem w polskiej miejscowości Sahryń, pisze Paweł Wroński w Gazecie Wyborczej.

Oddzielne ukraińskie i polskie obchody w niedzielę podkreślają, jak Ukraina i Polska oddaliły się od siebie. Zawierały one w sobie elementy greckiej tragedii, w której fatum rozpisuje role. Oświadczenia obu prezydentów świadczą, że zdają sobie sprawę, jak bardzo złe role grają i jak krwawa historia oddziela narody od siebie. Poroszenko napisał na Twitterze, że polsko-ukraiński konflikt zadowoli tylko Rosję, która próbuje odbudować swój "russkij mir" po aneksji części Ukrainy. Również prezydent Duda, przypominając o polskich ofiarach UPA, ogłosił, że Polska jest bardzo zainteresowana wspieraniem niepodległości Ukrainy i jej prozachodnich aspiracji. Dlaczego strony tak niewiele robią, aby uniknąć ponurego losu? Zarówno Duda, jak i Poroszenko stali się ofiarami polityki historycznej.

Ukraina, która broni się przed agresją Rosji, umieściła w panteonie bohaterów ludzi odpowiedzialnych za zbrodnie wobec Polaków. A politycy Prawa i Sprawiedliwości, stali się zakładnikami polityki "wstawania z kolan", "bitwy o prawdę" i promowania środowisk kresowych, co prowadzi do pojawienia się przekonania, że ból przeszłości jest znacznie ważniejszy niż przyszłość następnych pokoleń.

Na przestrzeni ostatnich lat, ukraińska i polska polityka stopniowo stawały się zakładnikami radykałów z obu stron. Wspierano przepisy o działalności UPA na Ukrainie, na temat ludobójstwa na Wołyniu, a także wprowadzono nieprzemyślane zmiany w ustawie o Instytucie Pamięci Narodowej Polski, która ustawiała w jednym szeregu zbrodnie nazistowskich Niemiec i ukraińskich nacjonalistów.

Konsekwencje tego są bardzo proste. Historyczny dialog między Ukrainą i Polską, który nieustannie trwał przez lata - umarł. Polityka wschodnia, w której Polska jest liderem w Unii Europejskiej - nie żyje. Co gorsza, znaczenie Polski spada również na Ukrainie, bo - jak pisze ukraiński publicysta Witalij Portnikow - "adwokat Ukrainy", którym miała być Polska, w ostatnim czasie "popełnił samobójstwo". Coraz częściej słychać ukraińskie głosy, które mówią, że Polska, w której zaczyna dominować nacjonalistyczna narracja i której pozycja w Europie radykalnie się zmniejsza, nie jest już potrzebna w roli adwokata, bo jej działania w tym charakterze są nieskuteczne.

12 lat po wydarzeniach w Pawłokomie Jarosław Kaczyński w komentarzu dla prawicowego tygodnika głosi, że chce wypowiedzieć wojnę Unii Europejskiej w imię walki o reformę sądów, czyli zaspokojenia własnej żądzy władzy kosztem niezależności sądownictwa. Ojciec premiera Kornel Morawiecki w wywiadzie prasowym apeluje do Władimira Putina o "życzliwy gest" w stronę Polski, dodając, że Krym i Donbas rzekomo bardziej skłaniają się do Moskwy, niż do Kijowa.

Zlekceważono doktryna Jerzego Giedroycia. Redaktor paryskiej "Kultury" podkreślał, że bez względu na krwawą przeszłość trzeba budować dobre relacje z Ukrainą w imię przyszłości. Bo tylko niepodległa Ukraina daje gwarancje niepodległości Polski. A na co może liczyć Polska, która prowadzi do konfliktu z Europą, która pokłóciła się z Ukrainą, która koncentruje się na rozpamiętywaniu własnych ran, w rozpaczy, domagając się szacunku?

Jedynie na "gest życzliwości" Putina.

 

Źródło: UNIAN

Artykuły powiązane