Migracja zarobkowa jako nowe zagrożenie dla ukraińskiej gospodarki

Migracja zarobkowa jako nowe zagrożenie dla ukraińskiej gospodarki
Tylko według oficjalnych danych poza granicami Ukrainy pracuje około 3 mln obywateli. Odpływ siły roboczej już doprowadził do tego, że w dużych miastach biznesmeni odczuli niedobór specjalistów, co wyraźnie hamuje wzrost gospodarczy i daje powód do krytykowania polityki gospodarczej rządu.

 

„Niespodziewana” migracja  

Gdy tylko Ukraina zdecydowała się na europejski wektor rozwoju, natychmiast stało się jasne, że głównym zagrożeniem gospodarczym dla kraju będzie odpływ ludności aktywnej zawodowo. Ziemia, kopaliny użyteczne, a nawet zgrzybiałe obiekty infrastruktury bez zasobów siły roboczej nie mogą stanowić gospodarki.  

Kiedy kraje UE otwierają rynek pracy dla Ukraińców, to na Ukrainie rozpoczyna się konkurencja między wykwalifikowanymi i słabiej wykwalifikowanymi pracownikami. Zaskakujące jest to, że czynnik migracji zarobkowej właśnie teraz wywołał zdziwienie wśród ukraińskich urzędników. Załóżmy, że trudno było dokładnie obliczyć, kiedy rozpocznie się odpływ ludności aktywnej zawodowo. Jednakże sam ten proces był łatwy do przewidzenia – podobnie rozpoczęła się europejska integracja Polski i innych sąsiadujących krajów około 10-15 lat temu.  

Badanie historii sąsiadów Ukrainy pokazuje, że integracja europejska i odpływ zasobu siły roboczej to procesy połączone. Polska przystąpiła do UE w 2004r. i automatycznie dla Polaków otworzyły się rynki pracy w Wielkiej Brytanii, Irlandii i Szwecji, a w 2006r. – Finlandii, Hiszpanii, Włoch, Portugalii i Grecji. W ślad za nimi poszły Holandia, Belgia, Francja i Dania. A w 2011r. Polaków na swój rynek pracy przyjęli Niemcy i Austria.  

W 2004r. około 0,5 miliona migrantów zarobkowych wyjechało z Polski w poszukiwaniu stałej lub sezonowej pracy, jednak do 2014 r. liczba ta wzrosła do 2,4 mln ludzi, tj. około 6-7% całkowitej populacji lub około 12-15% ludności aktywnej zawodowo. Jednak u Polaków wystąpiła jedna bardzo ciekawa okoliczność, która złagodziła „cios migracji” w gospodarce: w momencie wstąpienia do UE, oficjalne bezrobocie w Polsce wynosiło 19,4%, a wśród młodzieży jego poziom osiągnął 40%. Dlatego dla polskiego rządu odpływ siły roboczej stał się wybawieniem od bezrobocia. W zamian otrzymali oni przypływ pieniężny od migrantów zarobkowych w postaci przelewów (jak obecnie Ukraina).

W latach 2004-2014 polscy migranci zarobkowi przenieśli do Polski łącznie 35 miliardów euro, których odbiorcami było około 2,5 miliona gospodarstw domowych.  

Zaraz po otwarciu unijnych rynków pracy bardzo szybko rosły transfery pieniędzy: w latach 2004 - 2007 średni roczny wzrost przelewów pieniężnych wyniósł ponad 30%. Później transfery stały się mniej znaczące dla Polski i zostały przeniesione na trzecie miejsce po inwestycjach zagranicznych i dotacjach unijnych.  

W latach 2014-2015 kryzys migracyjny się skończył i pojawiła się tendencja do powrotu migrantów zarobkowych.  

Sytuacja w Polsce i na Ukrainie nieco się różni. Oficjalne ukraińskie statystyki mówią o tym, że aktywną zawodowo populację w kraju w wieku 15-70 lat w styczniu 2018 roku stanowiło 17,7 mln

ludzi. Jednakże 17,7 mln ludzi to tylko 62% populacji w tym przedziale wiekowym. Powstaje więc pytanie: co robi pozostałe 10,8 mln ludzi zdolnych do pracy?

Jeszcze więcej pytań wywołuje liczba płatników składki na ubezpieczenie społeczne. Jak się okazało, na Ukrainie, spośród 17,7 mln ludzi zdolnych do pracy płaci ją około 12 mln ludzi tj. ponad 4 mln ludzi pozostaje bez pracy, mimo że zarejestrowanych w kraju jako bezrobotni jest jedynie około 1,8 mln osób tj. ponad 2,2 mln ludzi wyjechało w poszukiwaniu pracy lub są zatrudnieni w sektorze nieformalnym lub po prostu nie chcą pracować.

Tymczasem porównanie danych na temat wyjeżdżających pokazuje, że w grupie wiekowej 15-70 lat, część osób w pełni może otrzymywać wypłaty socjalne na Ukrainie i jednocześnie dorabiać za granicą. W rezultacie, z powodu tych ponad 4 mln ludzi z nieokreślonym statusem ciężko jest określić nieformalny stopień bezrobocia w kraju tj. jeśli Polacy wyraźnie wiedzieli, że w momencie ich wejścia do UE bezrobocie wynosiło 19,4% to Ukraińcy, z powodu rozdętego nieformalnego sektora gospodarki, nie wiedzą dokładnie jaki jest u nich stopień bezrobocia; czy 1,8 mln osób to wszyscy, którzy potrzebują pracy czy nie; jaka część z 4 mln zdolnych do pracy jej poszukuje.  

Wraz z odpływem siły roboczej bardziej rozwinięte kraje poniekąd szkolą ukraińską, rozwijającą się gospodarkę, wyrównując w podobnych sektorach wynagrodzenia i stymulując miejscowy oligarchat do szybszego modernizowania produkcji, aby wytrzymywała konkurencję z bardziej rozwiniętymi pracodawcami.  

Ale w zamian zachwianego potencjału zasobów siły roboczej kraju-ofiarodawcy dostaje się przelewy pieniężne.  

Co należy robić? Proces odpływu zasobów siły roboczej odczuli prawie wszyscy nowi członkowie UE, przy czym w części tych krajów proces migracji zarobkowej jeszcze się nie zakończył. W Bułgarii 15,3% mieszkańców przebywa za granicą, w Estonii – 13%, w Rumunii – 12,8%, na Łotwie – 12%, na Węgrzech – 5,3%. Jakbyście nie uważali ( albo jak Eurostat, albo jak Bank Światowy ) pośrednie czynniki pokazują, że bez wyjątku wszystkie nowe państwa członkowskie UE doświadczają procesu odpływu siły roboczej.  

Do tej pory, najlepiej z odpływem radzą sobie Polska, Węgry i Czechy. Ale nawet w tych krajach, jeśli spojrzymy na dynamikę cen nieruchomości na peryferii, to zauważymy odpływ ludności i szczególnie jest on odczuwalny w krajach, w których populacja nie jest rozwijająca się .

Chcesz wstąpić do UE? Nie istnieje inna droga niż przetrwanie szoku migracyjnego. Uznajcie to za warunek konieczny.  

Ukraina jeszcze nie przystąpiła do UE i nie była nawet bliska omawiania tej kwestii. Jej problemy z siłą roboczą, które są konsekwencją podróży bezwizowych, pokrywają się z pragnieniami jej najbliższych sąsiadów (w szczególności Polski) do zastąpienia odpływu swojej siły roboczej siłą roboczą z Ukrainy, która swobodnie wjeżdża do Polski i tu na podstawie prawnej załatwia pozwolenie na pracę. Teraz zrobić to jest o wiele łatwiej niż kiedyś, ale bez chęci Polaków taki przepływ nie byłby możliwy. Obserwując doświadczenie Polski, Węgier i Czech mogę powiedzieć, że istnieją trzy skuteczne sprzeciwy wobec odpływu siły roboczej:  

Rząd powinien skupić się na przyciągnięciu do kraju bezpośrednich zagranicznych inwestycji. Nie

należy wymuszać na banku centralnym obniżenia stawek kredytów i podtrzymania stabilnego kursu walutowego ale pracować tak, żeby obcokrajowcy chcieli dużo inwestować w kraj i żeby przepływ takich chętnych trwał długo. Wszystkie kraje, które prawie pozbyły się problemu związanego z odpływem personelu mają znaczące, bezpośrednie, zagraniczne inwestycje. W takim przypadku należy wziąć pod uwagę nie dochody podatkowe lub kilometry naprawionych dróg, ale liczbę miejsc pracy utworzoną w kraju przez zagranicznych inwestorów.  

Nadszedł czas aby rząd Ukrainy przeprowadził bardziej agresywne negocjacje z UE i wskazał fakt, że Ukraina nie jest państwem członkowskim UE, ale sytuacja z odpływem migrantów zarobkowych na Ukrainie niewiele różni się od sytuacji w Polsce w latach 2004-2005. Przy czym, według wstępnych szacunków, skala odpływu w latach 2016-2018, także liczbowo, jest porównywalna z Polską w latach 2004-2007. A przecież Polska aby walczyć z odpływem zasobów sił roboczych, od 2005 roku otrzymuje po prostu ogromne dotacje unijne, które szacuje się na dziesiątki miliardów euro, a dotyczy to liczby ludności porównywalnej z Ukrainą. UE także daje Ukrainie duże wsparcie, jednakże w porównaniu z tym ile wydawali na stabilizację sytuacji w Polsce są to grosze.  

Przyszedł czas aby Ukraina zastanowiła się nad swoją globalną strategią na rynku pracy. Tak Polska, już prawie pokonująca problem odpływu zasobów siły roboczej, w tym poprzez Ukraińców, poprawia swój potencjał wzrostu gospodarczego, i to pomimo faktu, że około 5-7% Polaków wciąż pracuje poza granicami ojczyzny. Dla Ukrainy takimi krajami-ofiarodawcami mogą stać się kraje środkowoazjatyckie, depresyjne regiony Rosji i Turcji. „Kradzież” zasobów sił roboczych, wprawiona w ruch nie zawsze jest zła. Jeśli w krajach panuje wysokie bezrobocie to tamtejsze władze polityczne będą wdzięczne, jeśli część bezrobotnych schroni u siebie Ukraina. Jak dotąd, niestety, ta strategia nie jest nawet omawiana, nie wspominając już o aktywnych działaniach ze strony ukraińskiego rządu.

  

Witalij Szapran

kandydat nauk ekonomicznych, członek Komitetu Wykonawczego Towarzystwa Ukraińskiego Analitycy finansowi

 

Źródło: LB.ua        

Artykuły powiązane