Zarobkowa migracja z Ukrainy: więcej pożytku czy szkody?

Zarobkowa migracja z Ukrainy: więcej pożytku czy szkody?
W ostatnich latach coraz więcej Ukraińców wyjeżdża za granicę w poszukiwaniu pracy. Ktoś uważa, że jest to złe. Mówią, że kraj traci najlepszych i wkrótce nie będzie komu pracować na Ukrainie. A ktoś powie, że wręcz przeciwnie, dobrze – do kraju trafia waluta, ludzie zdobywają nowe umiejętności, szerzej patrzą na świat i lepiej rozumieją, jak powinno być zbudowane nowoczesne państwo.

 

Zanim odpowiemy na pytanie, czy migracja zarobkowa jest dobra, czy zła, chcę zwrócić uwagę na przypadek Polski.

Po wejściu do Unii Europejskiej w 2004 roku, Polacy, tak jak i my zetknęli się z problemem odpływu ludzi do Niemiec, Holandii, Wielkiej Brytanii i innych krajów europejskich.

Co wtedy zrobili?

Rząd podjął właściwą decyzję – postanowiono obliczyć dynamikę odpływu ludności. Ilu Polaków tymczasowo pracuje za granicą, a ile wyemigrowało na dłuższy okres. W 2011 roku władze Polski przeprowadziły spis ludności – Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań, pierwszy po roku 2002. Dzięki spisowi Polacy uświadomili sobie skalę katastrofy – 1,9 mln obywateli Polski wyjechało z kraju, czyli dwa razy więcej, niż w roku 2002 (0,79 mln). Aby rozwiązać problem migracji zarobkowej, Polska zaczęła przyciągać nie tylko imigrantów z sąsiednich krajów byłego obozu socjalistycznego, ale i tworzyć bardziej przychylne warunki dla przyjęcia cudzoziemców na swoje uczelnie, a także uprościć warunki prowadzenia działalności gospodarczej.

Wynik — od 2014 roku już czwarty rok z rzędu polska gospodarka wykazuje stały wzrost na poziomie ponad 3% PKB. W dużej mierze dzięki migrantom. Ponadto, Polska zamierza dalej przyciągać studentów i pracowników z innych krajów, przede wszystkim z Ukrainy.

A co u nas?

Spis ludności na Ukrainie przeprowadzono w 2001 roku. I nie wiadomo, kiedy odbędzie się następny raz. Według najnowszych danych nie wcześniej niż w 2020 roku. Liczba Ukraińców, którzy wyjeżdżają za granicę, stale rośnie. W MSZ Ukrainy szacuje się, że legalnie na stałe za granicą pracuje około 5 milionów naszych obywateli.

5 milionów – i to tylko legalnie!

Zarobkowa migracja staje się zjawiskiem masowym. Niestety, wielu z naszych obywateli nie wiąże swojej przyszłości z Ukrainą. Nie tylko uzyskują wykształcenie za granicą (w 2017 roku 10% naszych maturzystów trafiło na polskie uczelnie), ale i aktywnie kupują nieruchomości. W Polsce nasi rodacy kupili więcej metrów kwadratowych mieszkań niż, na przykład, Niemcy i Brytyjczycy.

Na pewno są i plusy migracji zarobkowej. Wielu z tych, którzy wyjechało, do tej pory wysyła lub przywozi pieniądze rodzinie, krewnym. Według danych Narodowego Banku Ukrainy, rozmiary przelewów „gastarbeiterów” przekroczyły poziom bezpośrednich inwestycji zagranicznych na Ukrainie i wyniosły 9 mld dolarów. Oficjalnie w 2017 roku ukraińscy pracownicy przekazali z Polski na Ukrainę sumę równą wysokości 3-4% ukraińskiego produktu krajowego brutto – około 12 miliardów zł! Te pieniądze stymulują efektywny popyt wewnętrzny. Inwestuje się je w naukę dzieci, zakup towarów i produktów, remonty domów i mieszkań. Ponadto, wielu pracodawców zmuszonych jest podnieść pensje swoim pracownikom, aby ci nie wyjechali za granicę. Co za tym idzie — rośnie średnie wynagrodzenie.

Jednak to krótkoterminowe korzyści.

Jeśli Ukraina będzie „dreptać w miejscu”, pieniądze migrantów nas nie uratują. Niedawno w NBU oszacowano, że dalszy odpływ kadr za granicę może przyspieszyć wzrost cen i spowolnić wzrost gospodarczy. Zatem powstrzymywanie inflacji ręcznie się nie uda. Tak jak i podnoszenie pensji bez stabilnego wzrostu gospodarki o 4-5% PKB rocznie.

Krótkoterminowych korzyści z migracji zarobkowej jest więcej, jeśli oczywiście, wykorzysta się ten czas, dla reform gospodarki. A w tym celu trzeba odblokować udzielanie kredytów, zapewnić bezpieczne warunki uczciwego prowadzenia biznesu, przyciągać inwestycje i wiele innych. Właśnie niski poziom wynagrodzeń mógłby stać się jednym z impulsów przyciągnięcia kapitału zagranicznego na Ukrainę.

Jednak wszystko to nie miało miejsca. Tracimy nie tylko ręce do pracy i wykwalifikowany personel, ale i stopniowo stajemy się zaufanym dostawcą „kapitału ludzkiego” do krajów Europy. Szanse na zmianę tego trendu mamy z każdym rokiem coraz mniejsze.

Kateryna Nazymko

Źródło: „Europejska Prawda

Artykuły powiązane