„Gastarwagen” z Kijowa do Polski: jak ukraińscy migranci stali się ważnym czynnikiem rozwoju polskiej gospodarki

„Gastarwagen” z Kijowa do Polski: jak ukraińscy migranci stali się ważnym czynnikiem rozwoju polskiej gospodarki
8 grudnia, z Ukrainy do Polski rozpoczął kursować bezpośredni pociąg na trasie Kijów – Wrocław. To miasto cieszące się dużą popularnością wśród Ukraińców. Uruchomienie tej trasy jest bezpośrednio związane z rosnącą popularnością wśród migrantów z Ukrainy możliwością pracy w Polsce. Ich fala wyjazdów za granicę stale rośnie, proporcjonalnie do nasilenia sytuacji kryzysowej w kraju.

 

Jak donosi Ukrzaliznycia przejazd do Przemyśla jest jednym z najbardziej popularnych połączeń kolejowych. W 2018 roku na tej trasie zostało przewiezionych około 300 tysięcy pasażerów, a to dwa razy więcej, niż w 2017 roku. Z tego powodu, uruchomienie nowej trasy do Wrocławia to rozsądne rozwiązanie w tej sytuacji.

Internauci już zdążyli nadać nazwę temu pociągowi – „gastarwagen”, wskazując tym samym na to, że będą się nim poruszać nie tylko turyści, ale również emigranci zarobkowi.

Migranci z Ukrainy są najważniejszym czynnikiem rozwoju gospodarki Polski. Całe branże produkcyjne rozwijają się dzięki ukraińskiej sile roboczej. Latem w Jaworze (woj. dolnośląskie) uruchomiona zostanie fabryka Mercedes-Benz produkująca silniki do samochodów. Na realizację projektu przeznaczono około 500 mln euro, a pracę znajdzie tutaj, zgodnie z planem, ponad 500 osób, w tym również ukraińscy imigranci.

Warto zauważyć, że w tej chwili ukraińscy imigranci zajmują już wiele miejsc w zakładach podobnego typu w Polsce, gdzie warunki pracy i wynagrodzenie pozostawia wiele do życzenia. Dzień pracy imigranta wynosi od 10 do 12 godzin dziennie za wynagrodzenie w wysokości 19 tysięcy hrywien, co stanowi równowartość 550 euro miesięcznie.

Niewątpliwie niska pensja dla Europy, ale zupełnie niezła dla obywateli odczuwających kryzys na Ukrainie, liczba godzin pracy gastarbeiterów, którzy nie wymagają gwarancji socjalnych i nie wstępują w związki zawodowe, są podstawowymi czynnikami, dzięki którym najwięksi producenci rynku samochodowego budują swoje firmy właśnie na terenie Polski.

Należy pamiętać, że duża liczba obywateli Ukrainy pracuje za granicą właśnie w szarej strefie i w tym przypadku ich pracodawców nie obchodzą kwestie bezpieczeństwa i ochrony praw pracowniczych.

Mieszkanka Łucka Alona Romanenko na początku roku w swojej pracy w pralni straciła rękę. Właściciel firmy nie pozwolił ratownikom rozciąć urządzenia, w którym utknęła ręka dziewczyny, w wyniku czego przez godzinę męczyła się, podczas gdy rozbierano maszynę, aby uniknąć jej uszkodzenia.

W lipcu tego samego roku 36-letnia mieszkanka Ukrainy urodziła dziecko w trakcie pracy w zakładzie przetwórstwa owoców i warzyw. Kobieta od razu próbowała pozbyć się nowonarodzonego dziecka w toalecie zakładu. Dziecko udało się uratować, pracująca tam siostra Ukrainki znalazła ją w łazience, podczas gdy ta próbowała wyrzucić dziecko do worka na śmieci.

Mimo to polskie media regularnie donoszą o obozach pracy dla gastarbeiterów zmuszanych do pracy na nielegalnych warunkach, żyjąc w warunkach zupełnie nienadających się do życia.

Szef związku zawodowego ukraińskich pracowników „Pracownicza Solidarność” Witalij Machinko uważa, że wobec tego rodzaju pracowników nie stosuje się przepisów prawa pracy w Polsce. Państwowa Inspekcja Pracy, zajmująca się kontrolą przestrzegania prawa pracy, nie zajmuje się umowami cywilno-prawnymi, pomimo tego, że w większości przypadków takie umowy w zasadzie nie mają prawa być zawierane. W związku z tym pojawiają się w tych dokumentach kary i inne klauzule.

Mimo świadomości wszystkich problemów i zagrożeń, z jakimi borykają się imigranci zarobkowi za granicą, obywatele Ukrainy wciąż zmierzają do Europy, ponieważ w swoim kraju nie widzą możliwości zarobkowania, a tym samym wciąż tworząc duży popyt na nowe „gastarwageny” do Polski.

Wira Podolska,

Źródło: „Słowo i Diło

Artykuły powiązane