Tydzień 1-5 lutego w gospodarce Ukrainy

Tydzień 1-5 lutego w gospodarce Ukrainy
Rządowe "trzęsienie ziemi", represjonowana gospodarka i inicjatywy prywatnego biznesu

Początek ubiegłego, pierwszego roboczego tygodnia lutego nie zapowiadał nieszczęścia. Minister finansów Natalia Jareśko przedstawiała strategiczne zadania Ministerstwa Finansów na 2016 rok – walkę z korupcją, kompleksowe reformy podatkowe, zapewnienie właściwego wykorzystania środków budżetowych, wzmocnienia ogólnego systemu bankowego i państwowych banków. W szczególności mówiła o rozszerzeniu inwestycyjnych zasobów, kosztem pozyskania nowych kredytów. Szef Narodowego Banku Ukrainy Walerija Hontariewa zapewniła rząd i opinię publiczną, że w ciągu tygodnia zostanie podpisane zaktualizowane porozumienie z Międzynarodowym Funduszem Walutowym, i w przeciągu kilku tygodni oczekiwana transza MFW trafi na ukraińskie rachunki państwowe. Ale cały ten plan zepsuła, jak grom z jasnego nieba – niespodziewana dymisja ministra rozwoju gospodarczego i handlu Ukrainy Aivarasa Abromavičiusa.

Nagłe oświadczenie ministra gospodarki, którego nikt nie oczekiwał i które z nikim nie było uzgodnione, padło 3 lutego na planowej konferencji prasowej, która była poświęcona zagadnieniom prywatyzacji. Według Abromavičiusa, formalnym powodem dymisji była próba Administracji Prezydenckiej narzucić mu "swojego" zastępcę, ale przyczyny rezygnacji leżą znacznie głębiej. "Ja i mój zespół nie ma ochoty być przykrywką dla jawnej korupcji lub manipulatorskimi marionetkami dla tych, którzy chcą w stylu starej władzy ustanowić kontrolę nad państwowymi pieniędzmi. Nie chcę jeździć do Davos, spotykać się z zagranicznymi inwestorami oraz partnerami i opowiadać o naszych sukcesach, podczas gdy za moimi plecami rozwiązywane są jakieś sprawy w interesie poszczególnych ludzi", - powiedział minister gospodarki i oskarżył posła, zastępcę przewodniczącego parlamentarnej frakcji „Bloku Petra Poroszenki" Ihora Kononenko w lobbowaniu mianowania kierowników przedsiębiorstw państwowych i zastępców w zespole, a także blokowanie prywatyzacji dla zachowania kontroli nad przepływem środków pieniężnych. Jeszcze jeden problem, o którym Abromavičius nie bał się powiedzieć publicznie – godne wynagrodzenie urzędników. "Rząd musi walczyć z sektorem prywatnym o specjalistów. Co należy zaoferować ludziom dla komfortowej pracy? Po pierwsze – autonomia w podejmowania decyzji, i tu jest problem, bo władza nie deleguje wystarczających uprawnień tym, którzy są gotowi ruszać reformy do przodu. Po drugie – poczucie, że ludzie są częścią czegoś ważnego. Z tym u nas po Majdanie nie ma problemu. Po trzecie – godziwe wynagrodzenie. Mówienie o tym zeszło na drugi plan, i to jest bardzo smutne. Obiecano nam w ciągu pół roku przezroczysty fundusz dodatkowego wynagrodzenia, ale do tego nie doszło" - powiedział Abromavičius. I jest to jeden z kluczowych momentów sukcesu, bo dopóki urzędnik, który reguluje miliardowe przepływy pieniężne, będzie otrzymywać 130 dolarów miesięcznie, o żadnych sukcesach w walce z korupcją mowy nie będzie.

Oświadczenia ministra gospodarki, do których zdążyła dołączyć część jego zastępców, wywołała burzliwą reakcję w społeczności międzynarodowej. Po raz pierwszy w historii ukraińskiego rządu na wsparcie Abromavičiusa było opublikowane ostre oświadczenie ambasadorów kluczowych krajów Unii Europejskiej, USA i Kanady. W dokumencie, który został podpisany przez ambasadorów Kanady, Francji, Niemiec, Włoch, Litwy, Norwegii, Szwecji, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Szwajcarii i Unii Europejskiej, zawarto apel do ukraińskich przywódców "odrzucić swoje drobiazgowe rozbieżności i na zawsze zostawić partykularne interesy w przeszłości, które hamowały rozwój kraju przez dziesięciolecia". Odejściu Abromavičiusa został poświęcony nawet codzienny briefing w Departamencie Stanu USA w Waszyngtonie, 3 lutego, na którym przedstawiciel departamentu stanu John Kirby powiedział, że Abromavičius "jest jednym z liderów, który postawił interesy Ukrainy nad własnymi. Był inicjatorem ważnych reform, i chcielibyśmy zobaczyć ciąg dalszy tych reform". Jednocześnie rzecznik podkreślił, że w Waszyngtonie uważają za ważne, aby ukraińscy przywódcy zapomnieli o swoich sporach i skierowali wszystkie siły na to, by kraj miał długoterminowy postęp, promujący istotne zmiany, i podkreślił, że Ukraina może liczyć na przyjacielskie wsparcie Stanów Zjednoczonych. Jednak najważniejszym oświadczeniem było wystąpienie dyrektor zarządzającego MFW Christine Lagarde przed prasą, która stwierdziła, że: "Jego decyzja podania się do dymisji powoduje niepokój. Jeśli podejrzenia, które wypowiedział podczas wniosku o zwolnienie z urzędu są realne, to jest to wyraźny znak, że nie są spełnione podjęte przez rząd zobowiązania w walce z korupcją". Według szefa MFW, Ukraina rozwiązała szereg zadań, które przed nią stały, w tym odnośnie stabilizacji sytuacji finansowej, zapobiegania dalszej utraty rezerw walutowych, nadając taryfy na energię w zgodności z cenami rynkowymi, ale w walce z korupcją, trzeba jeszcze zrobić wiele. "Działania muszą być zdecydowane i surowe, ponieważ władza jest odpowiedzialna nie tylko przed narodem ukraińskim, ale i społecznością międzynarodową" - powiedziała Christine Lagarde.

Po ostatniej wypowiedzi stało się jasne, że czekać nawet na uzgodnione memorandum z MFW przyjdzie już nie tydzień i nie dwa, i zamiast opowieści o nieuchronności kolejnej transzy rozszerzonego finansowania, szef ukraińskiego banku narodowego Walerija Hontariewa zaczęła mówić o tym, że w wahaniach kursu hrywny nie ma nic niezwykłego. "Ukraińcy jeszcze nie są przyzwyczajeni do myślenia kategoriami cen, a myślą kategoriami kursu i przeżywają każde takie wahania. Nie należy przyjmować wahań kursu, które zdarzają się w ostatnich miesiącach, jako coś niezwykłego" - oświadczyła 5 lutego podczas przemówienia w parlamencie, a 3 lutego w Parlamentarnym Komitecie ds. Finansów i Bankowości oświadczyła, że dalsza dewaluacja hrywny nie jest wykluczona. Przy okazji, hrywna dość ostro zareagowała na wydarzenia z ministrem gospodarki, ale tylko na międzybankowym rynku walutowym, gdzie jej cena spadła z 25,60 hrywien za dolara 1 lutego do prawie 26 hrywien na koniec tygodnia. Cena waluty na rynku gotówkowym praktycznie się nie zmieniła i pozostała w granicach 26,40 – 26,70 hrywien za dolara.

Oczywiście, takie perypetie w rządzie nie mogły się obejść bez "reagowania antykryzysowego". Najpierw rozmowę z ministrem gospodarki przeprowadził prezydent Petro Poroszenko, a później, 4 lutego, zostało zwołane nadzwyczajne posiedzenie Rady Ministrów, po rokowaniach którego do rządu postanowili wrócić ministrowie, którzy wcześniej przedstawili wnioski o dymisji. W szczególności, swoje oświadczenia o rezygnacji odwołali: minister infrastruktury Andrij Pywowarśkyj, minister polityki rolnej Oleksij Pawlenko (przy okazji, na przekór pozycji partii "Samopomicz", która delegowała go do Gabinetu Ministrów), minister zdrowia Aleksander Kwitaszwili i minister polityki informacyjnej Jurij Steć. Ale Aivaras Abromavičius nie wziął udziału w posiedzeniu i powiedział, że swojej decyzji nie zmienia – pomimo tego, że przewodniczący Rady Najwyższej Ukrainy dopuszcza mimo wszystko powrót ministra gospodarki do rządu w najbliższej perspektywie.

Co prawda, wszystkie te "dzikie tańce" odbywają się w przededniu innej daty – 16 lutego, na którą zaplanowano rozpatrzenie sprawozdania rządu. To sprawozdanie może zakończyć się dymisją całego Gabinetu – bo sukcesów w ukraińskiej gospodarce w okresie pracy rządu Jaceniuka nie ma tak wiele. Zaliczyć do nich można zapewne restrukturyzację państwowego długu publicznego, uproszczenie rejestracji nowej firmy i wdrożenie elektronicznego systemu zamówień publicznych ProZorro, który pozwala wybrać najlepszych dostawców za minimalne środki. Niestety, to za mało.

W sumie, ukraińską gospodarkę, niestety, najlepiej opisuje coroczny ranking wolnych gospodarek świata, który prowadzi amerykańska Heritage Foundation wspólnie z gazetą "The Wall Street Journal". W tym rankingu na koniec 2015 r. Ukraina zachowała 162 pozycję i została najmniej wolną gospodarką Europy. Zdaniem ekspertów rankingu, w ciągu ostatnich 7 lat w Ukrainie tak i nie było rządów prawa, a brak inwestycyjnej wolności powoduje znaczne szkody dla przemysłu. Ogólny wynik rankingowy wyniósł 46,8, przy czym wskaźnik swobody przedsiębiorczości spadł o 2,5 pkt, a indeks opodatkowania – o 0,1 pkt. O 11,7 pkt spadł indeks wydatków pieniężnych, a jeszcze na 0,3 – indeks elastyczności rynku pracy. Bez zmian pozostały indeksy wolności handlu i niezależności finansowej. Natomiast wzrosły wskaźniki oceny gwarancji praw własności (o 5 punktów), indeksu wolności od korupcji (o 1 punkt), a także indeksu efektywności i przejrzystości wydatków publicznych (o 2,6 pkt). To znaczy, że coś było robione, ale to za mało na sukces i różne skandale jak na przykład ten ubiegłotygodniowy związany z rządem ten sukces tylko oddalają.

Jednak inicjatywa dla sukcesu idzie "z dołu". 1 lutego ogłoszono, że przedstawiciele dużych i średnich firm, postanowili zjednoczyć się w "Ukraińską biznes-inicjatywę" i podpisali deklarację o zobowiązaniu się do uczciwego płacenia podatków i rezygnacji z nieprzezroczystego finansowania polityków. W dokumencie, który podpisali szefowie takich znanych firm, jak "Przemysłowy Związek Donbasu", "Koncern Halnaftohaz", "Ukrlandfarming", spółka inwestycyjna "Concorde Capital" i "SigmaBleyzer", podkreśla się, że biznesmeni biorą na siebie obowiązek inwestować własne środki i przyciągać inwestycje w gospodarkę Ukrainy, tworzyć miejsca pracy z godnymi warunkami pracy i wynagrodzeniami. Ponadto, gwarantują uczciwość i przejrzystość płacenia podatków do ukraińskiego budżetu i obiecują nie finansować nieprzejrzyście polityków i polityczne projekty. W deklaracji podkreślono również, że biznes jest zainteresowany w uczciwym wymiarze sprawiedliwości i jednolitych przejrzystych regułach gry, jest gotowy przyczynić się do stworzenia takich zasad i zobowiązuje się do ich przestrzegania. Ilu biznesmenów dołączy do tej inicjatywy i czy ich nie zabraknie – okaże się już wkrótce. Ale pierwszy krok został zrobiony, i to już dobrze.

Tymczasem na Ukrainę nadal przychodzą prywatne inwestycje. Międzynarodowa firma Unilever postanowiła stworzyć małą fabrykę w Hostomelu pod Kijowem. W projekt zainwestowano 8,3 mln euro, i uruchomienie fabryki planowane jest w drugiej połowie 2016 roku. Dla sprawnej realizacji projektu przy Ministerstwie Rozwoju Gospodarczego, powstała nawet specjalna międzyresortowa grupa robocza. Choć za tę inwestycję trzeba dziękować nie rządowi, nie klimatowi biznesowemu i nawet nie Unileverowi, a ... ukraińskim konsumentom, którzy masowo rezygnują z zakupu towarów z Rosji. Przecież zdecydowana większość towarów, które oferuje Unilever na Ukrainie (szampony, detergenty, majonez Calve i wiele innych), produkuje się właśnie w fabrykach w Rosji, a firma po prostu jest zmuszona tworzyć miejsca pracy w Ukrainie, aby nie stracić lokalnego rynku.


Wasyl Sydorowicz

Artykuły powiązane