Tydzień 15-19 lutego w gospodarce Ukrainy

Tydzień 15-19 lutego w gospodarce Ukrainy
"Zamrożenie" rządu, bankowe inicjatywy i rola imigrantów zarobkowych w PKB

Głównym wydarzeniem ubiegłego tygodnia w ukraińskiej gospodarce było z pewnością rozpatrzenie w parlamencie raportu Gabinetu Ministrów Ukrainy, który zakończył się "ze zmiennym powodzeniem" – deputowani 277 głosami "za" uznali pracę rządu w 2015 roku za niezadawalającą, ale nie udało się doprowadzić do jego dymisji. Za projektem uchwały o nieufności do rządu Arsenija Jaceniuka, która ogranicza jego uprawnienia, głosowało tylko 194 posłów z niezbędnych 226. W ten sposób, parlament zdecydował się na "zamrożenie" sytuacji z rządem na co najmniej kilka tygodni lub miesięcy – od teraz rząd, zgodnie z konstytucją, nie posiada już rocznego immunitetu na okres realizacji swojego programu (ponieważ stary uznano za niezadowalający, a nowego nie zaakceptowano), ale ponowne głosowanie odnośnie kwestii nieufności dla Gabinetu można przeprowadzić tylko na następnej sesji Rady Najwyższej.

Czy będzie mieć to "zamrożenie" pozytyw dla przyszłości Ukrainy – pytanie retoryczne. Jeśli podczas pracy tego Gabinetu Ministrów zmiany w gospodarce odbywały się z minimalnym postępem i bardziej skupiały się na wzmocnieniu fiskalnej składowej, którą udało się zrównoważyć wyłącznie dzięki gwałtownemu oporowi i naciskowi społeczności biznesowych i społeczeństwa, to teraz biorąc pod uwagę niepewność składu rządu, strategii i celów jego pracy, najprawdopodobniej w ogóle nie będzie się nic dziać. Nadziei ministra finansów Natalii Jareśko na to, że w 2016 roku Ukraina otrzyma od swoich międzynarodowych partnerów 8-10 mld dolarów na potrzeby budżetowe oraz inwestycyjne, o których wspominaliśmy w zeszłym tygodniu, pewnie tak pozostaną w sferze nadziei, gdyż współpraca z Międzynarodowym Funduszem Walutowym, który miał zapewnić Ukrainie w tym roku około 5,8 mld dolarów, pozostaje pod wielkim znakiem zapytania, i to nie tylko dzięki ostremu stanowisku szefa MFW Christine Lagarde.

Rzecz w tym, że do naznaczenia posiedzenia rady dyrektorów Funduszu należy obowiązkowo uzgodnić nową wersję memorandum między rządem i MFW. Dokument ten miał zostać wysłany do MFW natychmiast po raporcie rządu, jednak jak poinformowała agencja UNIAN, powołując się na źródła w rządzie, Gabinet Ministrów jeszcze w dalszym ciągu uzgadnia jego postanowienia. Wydaje się, że motywacji do pracy nad tym dokumentem, nie ma u ani jednej ze stron – rząd nie jest pewny swojej przyszłości, a MFW nie chce dawać pieniędzy dla państwa z nieprzewidywalną sytuacją polityczną, jeszcze z jesieni ubiegłego roku. Oczywiście można twierdzić o tym, że Ukraina nie potrzebuje współpracy z MFW, jak to zrobił 15 lutego w eterze radiowym były prezydent Gruzji i obecny szef obwodu odeskiego Michael Saakaszwili, słusznie zauważając, że MFW, jego zdaniem, zbyt kontroluje działania rządu-kredytobiorcy. Ale w warunkach, kiedy dostęp do innych źródeł finansowania jest niestety zamknięty, to program MFW jest wskaźnikiem dla wpływu na Ukrainę innych międzynarodowych świadczeń, a nawet prywatnych inwestycji. Rządowy kryzys i brak środków MFW znacznie naciskają na międzybankowy kurs hrywny – w okresie od raportu rządu kurs hrywny na rynku międzybankowym spadł do 27 hrywien za dolara. Na rynku gotówkowym za dolara dają około 27,6 hrywny i stabilność na nim zapewnia tylko fakt, że Ukraińcy już od ponad roku sprzedają za hrywny znacznie więcej waluty niż kupują. To, co dzieje się teraz w ukraińskiej władzy, bardzo trafnie scharakteryzowała agencja Bloomberg w artykule "Ukraina przeciwdziała własnej rewolucji" - zdaniem agencji, wszystkie przyczyny hamowania reform są w głównej mierze spowodowane rolą oligarchów we władzy, którzy te reformy blokują. Teraz zwykli Ukraińcy, zmęczeni zubożeniem i brakiem perspektyw na lepsze, wychodzą na ulice. I protesty te nie zawsze kończą się spokojnie – tak, 20 lutego w Kijowie uczestnicy marszu w pamięć zabitych podczas protestów na Majdanie rozbili biura oddziałów rosyjskich "Sbierbanku Rosji" i "Alfa-banku".

Mówiąc o bankach. W ubiegłotygodniowej ukraińskiej przestrzeni informacyjnej zaczęły się szerzyć pogłoski o możliwym "zatrzymaniu" jednego z dużych banków z rosyjskim kapitałem – Prominvestbanku, który już przeżył jeden zarząd komisaryczny w 2008 roku, ale został uratowany dzięki przejęciu go przez rosyjski "Wnieszekonombank". "Oliwy do ognia" dodała decyzja Prominvestbanku z 17 lutego odnośnie ustawienia limitu na wypłatę środków z kart bankowych w wysokości 1000 hrywien na dobę, przy zachowaniu możliwości otrzymania środków pieniężnych ponad limit w oddziale bankowym, a także informacje o problemach finansowych "Wnieszekonombanku". Mimo to, sytuacja z bankiem jest stabilna – pod koniec tygodnia kierownictwo "Wnieszekonombanku" potwierdziło swój zamiar jako akcjonariusza dokapitalizować bank na 20 miliardów hrywien, aby zabezpieczyć jego pracę.

Tymczasem, 17 lutego, następnego dnia po eskalacji wydarzeń z Proinvestbankiem, Narodowy Bank Ukrainy zdecydował się znacznie złagodzić warunki dostępu do swojego refinansowania dla banków komercyjnych, faktycznie aby umożliwić jego otrzymanie problematycznym bankom i znieść kryteria-ograniczenia dostępu do refinansowania według norm kapitałowych i ograniczenia kwoty tylko posiadanym zabezpieczeniem. Oczywiście, dobrze by było jeśli refinansowanie NBU naprawdę uratuje przynajmniej jakiś jeden bank, dając mu możliwość "przetrwać" do otrzymania wsparcia akcjonariusza lub zysku. Ale znacznie gorzej będzie, jeśli refinansowanie nie będzie wykorzystanie zgodnie z przeznaczeniem, a bank później "upadnie" - w takim wypadku za wszystko będą płacić wszyscy obywatele i biznes, w tym i przez kurs hrywny.

W ogóle, regulacyjno-prawne inicjatywy z ubiegłego tygodnia, które mogą bezpośrednio wpłynąć na ukraiński sektor bankowy, budzą co najmniej zdziwienie. 19 lutego poinformowano o tym, że Narodowy Bank Ukrainy opracowuje zmiany w przepisach, które znacznie rozszerzają jego uprawnienia w części nadzoru bankowego i pozwalają domagać się od banków zmiany składu jego organu zarządzającego w przypadku, jeśli NBU "będzie widzieć w banku nieefektywne zarządzanie instytucją". Kryteriów takiej nieefektywności na razie nie ma – jest tylko publiczne oświadczenie jednego z urzędników Narodowego Banku Ukrainy o tym, że to prawo będzie obowiązywać w przypadku, jeśli zobaczą oni, że ludzie nie pracują razem jak wydajny system". Ale stało się jasne, jak mogą oni wpłynąć na atrakcyjność inwestycyjną bankowości – wątpliwe, czy przy takich szerokich możliwościach "ręcznego sterowania" ze strony państwa w rozwój ukraińskich banków, będzie ktoś inwestować pieniądze. Przynajmniej Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju już oświadczył (choć z innego powodu), że w najbliższym czasie nie planuje rozszerzać obecności w kapitale ukraińskich banków.

Jeszcze jednym powodem do zachwytu było rozpoczęcie procesu Trybunału Konstytucyjnego w sprawie gwarantowania depozytów osób fizycznych. We wniosku Sądu Najwyższego na ten temat podkreśla się, że realizacja nadzoru Funduszu Gwarantowania Depozytów za niewypłacalnymi bankami i ograniczenia wypłat tylko osobom prywatnym w kwocie 200 tys. hrywien nie jest zgodne z główną ustawą państwa. Biorąc pod uwagę ostatnią decyzję Sądu Najwyższego z 3 lutego, która stworzy precedens, kiedy Narodowy Bank musi zapłacić odszkodowanie "za bezczynność" przedsiębiorstwa-deponenta upadłego banku, który nie podlega państwowym gwarancjom. Skutki realizacji tych rozwiązań trudno przewidzieć – od likwidacji systemu państwowych gwarancji depozytów do pokrycia wszystkich wpłat na konto Narodowego Banku Ukrainy, czyli wszystkich Ukraińców. Na razie system bankowy Ukrainy, z wyjątkiem ostatniego miejsca w rankingu Global Competitiveness za 2015 rok wykazał straty – według stanu na 1 stycznia 2016 r. łączna strata ukraińskiego sektora bankowego bez uwzględnienia niewypłacalnych banków wyniosła 66,6 mld hrywien. Według informacji Stowarzyszenia Ukraińskich Banków za ubiegły rok zyskownymi było tylko kilka ukraińskich banków, ale ta statystyka na razie nie jest wyczerpująca – możliwe, że coś jeszcze się zmieni na lepsze.

A oto największym i najbardziej wiarygodnym inwestorem ukraińskiej gospodarki, bez względu na polityczne losy pozostają ... pracujący na imigracji. Według wyników badań przeprowadzonych przez Międzynarodową Organizację ds. Migracji, w 2014 roku ukraińscy emigranci zarobkowi przynieśli Ukrainie około 3 miliardów dolarów, co przekroczyło wartość pomocy nadanej w tym roku przez międzynarodowe instytucje finansowe i bezpośrednie inwestycje zagraniczne. "Imigranci zarobkowi są największym inwestorem ukraińskiej gospodarki - powiedział przedstawiciel organizacji na Ukrainie Manfred Profazi. – Badanie wykazało, że prywatne transfery pieniężne na Ukrainę od ukraińskich imigrantów stanowiły większy odsetek PKB niż bezpośrednie inwestycje zagraniczne i pomoc międzynarodowych darczyńców, razem wzięte". Według badań, głównymi krajami docelowymi dla ukraińskich gastarbeiterów pozostała Rosja (30%), Polska (21%), Czechy (15%) i Włochy (11%). Ponad połowa środków (53%) wpłynęła na Ukrainę przez nieformalne kanały. Dla większości gospodarstw domowych z imigrantami te przekazy są głównym źródłem dochodu. 40% wpływów idzie na życie, dodatkowo 42% odkładane jest w postaci oszczędności na Ukrainie. Poziom oszczędności ukraińskich migrantów, które znajdują się za granicą, przekracza zakres transferów i wynosi około 4 mld dolarów. Fakt, który mówi sam za siebie ...

Wasyl Sydorowicz

Artykuły powiązane