Wołyńska bomba zegarowa. - ukraińskie głosy odnośnie filmu

Wołyńska bomba zegarowa. - ukraińskie głosy odnośnie filmu
„Zabójcy nie mają narodowości. Mają imiona”, – wypowiedź, która chciałoby się przypomnieć Polakom przed premierą filmu „Wołyń”.

7 października w Polsce miała miejsce premiera filmu „Wołyń”. Reżyser „Wołynia” Wojciech Smarzowski zaznaczył, że „film nie będzie podręcznikiem historii”, a jednak... W naszej pamięci na długo pozostaje ta informacja, która jest związana z emocjami. Żyjemy w czasach, kiedy ostre emocje są wywoływane właśnie przez obrazy – filmy, zdjęcia, krótkie filmiki. I żaden zwykły człowiek nie pójdzie grzebać w zakurzonych półkach archiwów i bibliotek, aby odkryć prawdę. Spodziewamy się, że nam ta prawda zostanie zaserwowana w już gotowej postaci i jeszcze z efektami specjalnymi.

W filmie „Wołyń” Ukraińców grali Ukraińcy – 30 aktorów. Nie wszyscy, których zapraszano, chcieli wziąć udział w zdjęciach – aktorzy odmawiali, ponieważ obraz przedstawiał polski punkt widzenia na te wydarzenia historyczne. Ukraińca Petra, w którym jest zakochana główna bohaterka, odgrywa lwowski aktor Wasyl Wasylik. Jest to jedyny ukraiński aktor wymieniony w napisach końcowych, pozostali występują tylko w akcjach masowych.

I jak by nie bronili filmu polscy krytycy, jakoby autorowi udało się zachować granice, sam jego pomysł i wejście do kin w tak trudnym dla nas Ukraińców czasie te granice zamazały. Jak zostanie przyjęty ten film w Polsce? Jak zostanie przyjęty na Ukrainie? Te pytania padają się coraz częściej. Ukraińcy zapowiadają, że stosunek Polaków do nas zmieni się, Polacy uważają, że obrazimy się na ich prawdę. A w czym ona się zawiera?

Prawie 20 lat temu miała miejsce podobna historia z premierą filmu „Ogniem i mieczem” (1999 rok). Film stał się jednym z najczęściej oglądanych polskich filmów w Polsce – obejrzało go 7,15 mln osób (a to więcej, niż co 5-ty Polak). Ukraińcy byli wtedy oburzeni – wojnę między Kozakami i polskim wojskiem przedstawiono tylko z polskiego punktu widzenia. W Polsce wtedy odpowiedziano: nakręćcie o tym film ze swojej perspektywy. Minęło dwadzieścia lat, a my do tej pory nie wyprodukowaliśmy nic na ten temat i tylko odgryzaliśmy się słownie. Podobnie może skończyć się historia z „Wołyniem”.

Ukrinform” zapytał ukraińskich pisarzy i reżyserów, jaka powinna być odpowiedź ukraińskich artystów na wejście do kin filmu „Wołyń” i czy Ukraina nie powinna w końcu zdobyć się na odwagę i odpowiedzieć na to już nie pierwsze oskarżenia w swoją stronę. Zapytaliśmy również, jak film „Wołyń” może wpłynąć na świadomość polskiego społeczeństwa.



Jurij Andruchowycz, pisarz:

Jest to odpowiedź na prośbę polskiego społeczeństwa – chcą poczuć się ofiarami

Dość przewidywalna reakcja masowego polskiego widza. Elita, historycy, dziennikarze, krytycy filmowi podkreślają, że film nie wzbudza niezgody. Ale mówiono też więcej - w filmie jest dużo krwi, a to może działać na zwykłego takiego sobie „Jaśka”, który gdzieś tam z rodzinnych legend coś tam słyszał o tych przeklętych Ukraińcach, którzy wyrżnęli w swoim czasie całą wieś. Oto pójdzie on teraz do kina i zobaczy to wszystko, przy czym podkreślam, nakręcone niby fachowo.

Ukraińscy działacze kultury powinni przede wszystkim obejrzeć ten film i, być może, po seansie zaprosić jego autorów do publicznej debaty. W każdym razie jestem daleki od opinii, że Ukraińcy powinni odpowiedzieć takim samym filmem. Trzeba jakoś obalić polski mit, ale nie kosztem naszych dobrych stosunków, które w ciągu ostatniego ćwierćwiecza były wzorem dla reszty Europy i świata. Musimy szczerze porozmawiać z reżyserem o tym filmie i zapytać, dlaczego właściwie nie interesowały go rozmowy z Ukraińcami. To człowiek z tego samego kręgu, w którym mam wielu polskich przyjaciół. Dlaczego nie zwrócił się do mnie: Jura, chodź przejedziemy się po Wołyniu, porozmawiamy z ludźmi, zobaczymy te miejsca? To najprostsza droga do wzajemnego zrozumienia. Ale jego to nie interesowało.

„Wołyń” jest odpowiedzią na prośbę polskiego społeczeństwa – chcą poczuć się ofiarami. A „Ogniem i mieczem” był takim sobie historycznym blockbusterem. Tam prawie połowa aktorów to Ukraińcy. Samo zaproszenie Bohdana Stupki do roli Bohdana Chmielnickiego oznaczało, że polski reżyser chce tego dialogu.

Nasze stanowisko opiera się na przemilczeniu sprawy i chowaniu głowy w piasek. Niedawno Sejm wydał oświadczenie. Co odpowiedziała nasza Rada Najwyższa? Przyjęła jakąś zupełnie ogólną opinię, czego polskie media praktycznie nie zauważyły. To żywy przykład tego, co się z nami dzieje – jak nie umiemy ustosunkować się do sprawy.

Ukraina jeszcze nie dojrzała. Poziom klasy politycznej i profesjonalny poziom dyplomatów nie są wystarczająco wysokie. Dobry poziom utrzymują poszczególni historycy, ale nie wystarczająco wysoki na ogólnym tle historycznym. Ogólnie pamięć historyczna wymaga u nas jeszcze wiele pracy. Te tematy nigdzie się nie wybierają, bo sąsiedzi będą zmuszać nas do wypowiadania się na nie, sformułowania jakiegoś stanowiska i przemilczenie sprawy po raz kolejny będzie coraz mniej możliwe.


Myrosław Słaboszpyćkyj, reżyser:

Nie można przekazać w filmie prawdziwej historii

Filmu „Wołyń” nie oglądałem i oglądać nie zamierzam. Ukraina jako państwo ma 25 lat. Trzeba żyć życiem 25-letniego młodego człowieka, czyli młodego kraju. Powinniśmy odzwierciedlać teraźniejszość, krytycznie, a nie „krytycznie”, patrzeć w przyszłość i mniej zwracać uwagę na przeszłość. W pewnym stopniu uważam historię za pseudonaukę, ponieważ zawsze piszą ją zwycięzcy i bardzo lubi się zmieniać na rzecz dnia dzisiejszego. Nie można przekazać w filmie prawdziwej historii, bo ludzie, którzy żyli kilka pokoleń temu są z innej planety. Żyli bez Internetu czy penicyliny, a wszystko to kształtuje człowieka, granice rzeczy akceptowalnych. Z pozycji dnia dzisiejszego filmy historyczne to jakaś nieciekawa nieprawda. Nie uważam za konieczne, na przykład, odpowiadanie na „Ogniem i mieczem”.

Historia dzieje się teraz. Możemy nakręcić co tylko chcemy, a i tak w kadrze pozostanie duch czasu, problemy, które nurtowały ludzi właśnie teraz. Oto przez pryzmat takich dokumentów już zupełnie inni pod względem mentalności ludzie będą osądzać czasy dzisiejsze. Trzeba tworzyć i nadawać sens swoim czasom i zostawić świadectwo dla potomnych. Jest to o wiele ważniejsze, niż zajmowanie się przekopywaniem jakichś dawno zbutwiałych kości. Takie było moje stanowisko przez całe życie bez względu na kraj.



Jurij Wynnyczuk, pisarz:

Dopóki u władzy w Polsce są ludzie, którzy dostają od Rosjan pieniądze, nie ma sensu udowadnianie im czegokolwiek

Ten film tylko doleje oliwy do ognia, który płonie już wiele lat. Moja mama i babcia też były ofiarami Wołynia, ale ich prześladowali Polacy. Uciekły z wioski w środku nocy i potem się ukrywały. Zabijali i Polacy, i Ukraińcy.

Obecnie ważne jest, aby nakręcić inne filmy historyczne, na przykład, gdy razem z Polakami rozgromiliśmy Rosjan pod Orszą w 1514 roku, kiedy z Polakami razem pokonaliśmy Niemców pod Grunwaldem w 1410 roku i tym podobne. Trzeba odpowiedzieć inaczej, bo jeśli będziemy odpowiadać takimi samymi propagandowymi filmami, to kto je będzie oglądać, oprócz nas? Bo Polacy ich nie kupią, jak i my nie kupimy „Wołynia”.

Jesteśmy obecnie w stanie wojny z Rosją i to nie czas na psucie stosunków z Polską, która do niedawna była naszym adwokatem w Europie. Póki co gdzieś trzeba i milczeć. Dopóki u władzy w Polsce są ludzie, którzy dostają od Rosjan pieniądze, nie ma sensu udowadnianie im czegokolwiek.

 


Julija Horbań, Kijów

Artykuły powiązane