Głuchy telefon

Głuchy telefon
Rozwój technologii informacyjnych wcale nie oznacza, że powstawanie tzw. społeczeństwa informacyjnego jest bliskie celu wyznaczonego przez futurystów i wizjonerów, wieszczących nadejście wyśnionego świata, w którym ludzie dzięki wiedzy wyzbędą się uprzedzeń i stereotypów. Najważniejsze dla współczesnego człowieka źródło informacji oraz środek komunikacji – Internet – okazuje się zawodzić w tym względzie. O problemach związanych z przesytem informacji oraz niemożnością odróżnienia newsów rzetelnych od plotek i celowej dezinformacji można przekonać się podczas wizyty na dowolnym forum internetowym. Nie inaczej jest w odniesieniu do relacji polsko-ukraińskich.

Na temat Ukrainy w polskich mediach od jesieni 2013 r., czyli początku Majdanu napisano już miliony artykułów. Zostały one stworzone przez ludzi zorientowanych w temacie, posiadających wykształcenie wyższe. Ich obieg dokonuje się w środowisku ludzi ciekawych świata, również wykształconych, tworzących wspomniane wcześniej społeczeństwo informacyjne. Powyższe czynniki w żaden sposób nie wpłynęły na ograniczenie wpływu stereotypów, które w skuteczny sposób dają większości społeczeństwa spójny i prosty obraz skomplikowanej i pełnej wewnętrznych sprzeczności rzeczywistości. Wręcz przeciwnie – pochodzące z początku XX w. czy krwawych lat wojny obrazy i mity przeoplatają się z nowymi legendami, skrojonymi na miarę współczesnego człowieka, myślącego w sposób ukształtowany przez błyskawiczne, skrótowe komunikaty.

Lektura internetowych forów przekonuje o tym, że wśród ludzi dominuje brak zaufania do największych (oficjalnych, renomowanych) mediów. Rozpowszechnione jest poczucie, że dziennikarze i wydawcy ukrywają przed społeczeństwem prawdę. Tak samo jest i w kontekście wydarzeń na Ukrainie. Za wiarygodne uważane są te artykuły, które są pisane ostrym, bezkompromisowym językiem, pełne są oskarżeń, kreują obraz ponurej i niebezpiecznej rzeczywistości. Autor, który stara się ukazać złożoność sytuacji, zaznaczyć światłocienie i szarości z których składa się ukraińska rzeczywistość, a przy tym odwołuje się do ustaleń naukowców i ekspertów (a nie do emocjonalnych i „demaskatorskich” deklaracji internetowych gwiazdorów „mających odwagę walić prawdę prosto z mostu”) – naraża się na zarzut fałszowania rzeczywistości, usprawiedliwiania agresji Ukraińców oraz zdrady dokonywanej przez polskie elity, a przede wszystkim lansowania ukraińskiego nacjonlizmu wśród niczego nieświadomych Polaków. I nieważne, że jego osobisty stosunek do Rzezi Wołyńskiej czy UPA może być zdecydowanie negatywny, a on sam posiada doświadczenie w licznych polemikach ze stroną ukraińską na „gorące” tematy.

Podobnie rzecz wygląda jeśli chodzi o komunikację między Polakami a Ukraińcami – a konkretnie o przepływ najważnejszych newsów na poziomie masowego odbiorcy. O ile pomiędzy pojedynczymi przedstawicielami obu narodów wymiana informacji przebiega generalnie między osobami zainteresowanymi tematem i zorientowanym w kwestiach wzajemnych relacji, to na poziomie globalnym dochodzi do loicznych manipulacji i wykrzywień. Newsy na temat sąsiadów muszą walczyć o uwagę z innymi, bardziej aktualnymi i bliższymi codzienności danego kraju sprawami. Do tego na tym poziomie maleją kompetencje pozwalające należycie ocenić wiarygodność informacji.

Komunikacja globalna opiera się na symbolach i obrazach, skupiających w sobie główne stereotypy i pozwalających na zjednoczenie wyobrażeń i wiedzy mas tworzonych przez odbiorców (i równocześnie twórców) treści i komunikatów a charakterze informacyjnym. Żeby tekst był ciekawy i „lekkostrawny” musi odwoływać się do tego, co odbiorcy już wiedzą i rozumieją. W warunkach masowości siłą rzeczy zrozumiałe jest to, co jest maksymalnie uproszczone. Ciekawe są zaś te treści, które w krótkich acz dobitnych słowach odwołują się do emocji. Przez te czynniki upowszechnia się trend, zgodnie z którym wiadomości nie tyle odsłaniają nieznane fakty, co ugruntowują przekonania już posiadane przez odbiorców.

Ta zasada działa także w drugą stronę. Wiedza Ukraińców o Polakach formowana jest w oparciu o wyobrażenia i stereotypy; fakty i konkrety odgrywają w niej drugorzędną rolę. Ukraińskie teksty prasowe i publicystyczne dotyczące Polski wpisują się w te tendencje, przez co zachodzi sprzężenie zwrotne. Na tym tle wyróżniają się te teksty, które uświadamiają ukraińskim odbiorcom pozornie oczywiste zjawiska. Generalnie komunikacja medialna na temat Polski oraz reakcje czytelników opierają się na dążeniu do podporządkowania obserwacji którejś z głównych tendencji myślenia o Polsce. Potwierdzają więc one to, co czytelnicy myślą o Polsce. Ugruntowują one te sposoby myślenia o nas, które umożliwiają Ukraińcom zrozumienie naszej rzeczywistości, nadania jej sensu.

Wszystkie te uwarunkowania sprawiają, iż pomimo tego, że Polacy i Ukraińcy dzięki mediom obserwują jedną i tą samą rzeczywistość, jaką stanowią relacje między oboma narodami, widzą odmienne jej przejawy. Nierzadko zdarza się tak, że w mediach danego kraju na pierwszym planie funkcjonują te wydarzenia (a raczej symbole i wyobrażenia ich dotyczące), o wadze i znaczeniu których druga strona nie ma najmniejszego pojęcia. Przez medialny obiektyw proporcje ulegają zniekształceniu i zaburzeniu, trudno ocenić skalę oddziaływania danych zjawisk. Do tego wszystkiego dochodzi czynnik emocjonalny, który także deformuje rzeczywistość widzianą zza miedzy. Emocje często każą myśleć w sposób życzeniowy lub - przeciwnie - uogólniać krytykę.

W ten sposób powstaje swoista informacyjna komedia pomyłek, medialny głuchy telefon, który sprawia, że pomimo olbrzymiej ilości komunikatów i informacji przepływających między Polską a Ukrainą faktyczne wzajemne zrozumienie jest utrudnione. Pół biedy, jeśli chodzi wyłącznie o ignorancję samą w sobie. Gorzej, że owa ignorancja jest skutecznie wykorzystywana przez osoby zainteresowane rozpaleniem narodowych resentymentów i zerwaniem możliwości współpracy między oboma narodami. Takich cyników jest pod dostatkiem po obu stronach granicy.

Efektem informacyjnego chaosu oraz machinacji i rozgrywek wykorzystujących ludzką dezorientację jest zamieszanie panujące od jakiegoś czasu wokół tematu Rzezi Wołyńskiej. Centralnym tematem pozostaje uchwała przyjęta przez Sejm RP, która nazywa wydarzenia z lat 40. ludobójstwem. Media ukraińskie określają ten krok polskiego parlamentu jako kontrowersyjny, niesprawiedliwy bądź nawet skandaliczny. Słowa krytyki wyrażane są bardzo ostro, tymczasem w komunikatach płynących ze strony ukraińskich dziennikarzy i internautów – czyli czynników tworzących ukraińską „przestrzeń informacyjną” – widoczny jest brak zrozumienia przyczyn, które spowodowały zaostrzenie polskiego stanowiska w tej sprawie.

W takiej sytuacji najlepszymi odpowiedziami wydają sie te najprostsze. Skoro Polacy nagle – jak wydaje się Ukraińcom – zwrócili się w swej masie ku postawom radykalnym, odbieranym jako ukrainofobiczne, to znaczy że w istocie zawsze byli wrogimi Ukrainie szowinistami. Dopóki im się to opłacało, udawali przyjaciół i sojuszników, jednak ich puste słowa były niewiele warte i jedynie osłabiały uwagę i gotowość Ukraińców. W tej optyce Ukraina jawi się jako opuszczony przez wszystkich Chrystus narodów, walczący przeciw Mordorowi, ignorowany przez cyniczny Zachód i na domiar złego narażony na intrygi najblizszego sąsiada, czyli Polski.

Równie popularne są te opinie, które wskazują na to, że w kwestii podejścia do Wołynia „inni szatani byli tu czynni”. W ukraińskim dyskursie publicznym tradycyjnie wskazuje się na Rosję jako głównego machera, mącącego w stosunkach między państwami trzecimi. Uchwała polskiego Sejmu jak i generalna intensyfikacja nastrojów antybanderowskich (w szerokim rozumieniu tego nieprecyzyjnego terminu) w Polsce mają być efektem oddziaływania rosyjskich służb, realizujących cele wojny hybrydowej. Z takiego rozumowania wynika, że sprawa Rzezi Wołyńskiej i pamięci o niej są historycznym falsyfikatem, produktem kremlowskiej propagandy i agentury. Polacy, z natury dobrzy i skłonni do sympatii wobec Ukrainy, padli ofiarą rosyjskiej agresji na froncie wojny informacyjnej. W związku z tym Polakom trzeba pomóc, podając im antidotum na moskiewską truciznę, jaką jest zafałszowana wizja historii i współczesnych wydarzeń.

Wariantem tego poglądu jest przekonanie, iż efektywność rosyjskiej propagandy wśród Polaków jest dowodem na ich niewidoczną na pierwszy rzut oka sympatię wobec Rosji. Zarówno Rosjanie jak i Polacy to narody neoimperialne, które pomimo wzajemnych urazów wynikających z rywalizacji potrafią połączyć siły, by zaspokoić własne interesy kosztem Ukrainy.

Co ważne, w obu wypadkach tezy budowane są w oparciu o przykłady, odwołujące się do obserwacji czynionych przez Ukraińców w polskiej przestrzeni medialnej oraz w Internecie. Oba stanowiska są formowane w oparciu o przejawy rzeczywistości, którym nie można odmówić autentyczności. Są to jednak przecież wycinki rzeczywistości, funkcjonujące obok innych faktów, które każą powściągnąć alarmistyczne nastroje i szukać innych rozwiązań niż metoda „wet za wet”.

O niebezpieczeństwie związanym z nastrojami odwetowymi wśród Ukraińców mówiły niedawno osoby, które skądinąd wielokrotnie były oskarżane o zbytnią ustępliwość wobec Ukrainy czy wręcz o zdradę stanu na rzecz „banderowców”. Ola Hnatiuk i Bogumiła Berdychowska wyraziły opinię, iż symetryczna odpowiedź na doniesienia z Polski byłaby najgorszą z możliwych reakcji Ukraińców. Nie chodzi tutaj o udowodnienie, kto ma rację a kto jest bardziej winien, ani tym bardziej o pokazanie, iż „na nas nie można bezkarnie podnosić ręki”. Odwet nakręca jeszcze mocniej spiralę agresji, gdyż kolejne działania Ukraińców wywołają agresję Polaków, na którą znów odpowiedzą Ukraińcy, i tak bez końca. Tę spiralę należy rozerwać, a nie poddawać się jej niszczycielskim ruchom.

W istocie obie strony sporu są przekonane o tym, iż to one stanowią ofiarę agresji, a ich działania stanowią w pełni usprawiedliwioną odpowiedź na nieracjonalną i wynikającą z szowinizmu agresję „tych drugich”. Co więcej, lektura internetowych komentarzy doprowadza do wniosku, że radykałowie zarówno z Polski jak i z Ukrainy czują, że elity ich krajów zbyt tchórzliwie i nieskutecznie reagują na haniebne i zuchwałe wybryki drugiej strony.

Zdecydowana większość autorów wpisów typowych dla polskiego Internetu wyraża przekonanie o zagrożeniu, jakie stanowi dla Polski i Polaków sytuacja na Ukrainie. Wskazują oni na: marsze członków radykalnych nacjonalistów, państwowy kult OUN i UPA, ilość publikacji propagujących jednoznacznie pozytywny wizerunek tych organizacji, obecność paramilitarnych organizacji nacjonalistycznych w strefie konfliktu zbrojnego w Donbasie, wypowiedzi polityków, naukowców i autorytetów społecznych. Te zjawiska mają skłaniać do wniosku, iż Ukraińcy wykazują tendencje antypolskie, są zwolennikami totalitarnych idei i są gotowi powrócić do zbrodniczych praktyk dla realizacji celów wynikających z antypolskiego szowinizmu.

Newsy są skonstruowane w taki sposób, aby do świadomości odbiorców nie przedostawały się jakiekolwiek treści przeczące jednoznacznie negatywnemu wizerunkowi ukraińskiej rzeczywistości. Zachowania wschodnich sąsiadów mają się jawić jako nienawiść i agresja pozbawione przyczyn. Przeciętny polski odbiorca nie rozumie, dlaczego on i jego rodacy spotykają się z takim traktowaniem. Doniesienia na temat antypolskiego szowinizmu zestawiane są z obrazami polskich „pożytecznych idiotów”, którzy angażują się w pomoc Ukrainie, a przynajmniej w dialog polsko-ukraiński. Preparatorzy tego typu newsów budują u swoich czytelników odczucie, iż sytuacja jest krytyczna: polskie elity coraz aktywniej dokarmiają kosztem współobywateli ukraińską żmiję. Aby uratować ojczyznę, trzeba działać radykalnie, a nawet brutalnie. Ta brutalność jest jednak usprawiedliwiona powagą sytuacji. Skuteczny może być jedynie bezlitosny kontratak. Tak samo prawdziwe są jedynie te media, które w swoich newsach „demaskują” rzekomo ukrywane przerażające fakty, „mówią prosto z mostu” prawdę o relacjach polsko-ukraińskich – czyli posługują się stronniczą i napastliwą retoryką.

W ten sposób tworzy się wspólnota ludzi, którzy poprzez odbiór i przetwarzanie treści o opisanym wyżej charakterze nabierają przekonania, iż posiadają cenną wiedzę o prawdziwym obliczu Ukraińców i ich stosunku do Polski i Polaków. Uważają oni, że wiedzą lepiej od oficjalnych ekspertów, co dzieje się za wschodnią granicą. Przede wszystkim jednak zaczynają traktować samych siebie jako osoby powołane do ratowania ojczyzny. Reagują agresją, nienawiścią i pogardą gdyż są przekonani, że sami niezasłużenie padli ich ofiarą ze strony ukraińskiej. Potrafią wymienić dziesiątki przykładów zagrożeń ze strony Ukrainy, ale nie są w stanie ocenić ich skali i prawdopodobieństwa. Nie widzą też żadnych pozytywów ani faktów czyniących obraz Ukrainy złożonym i choćby częsciowo akceptowalnym. Jednocześnie nadmiar treści przedstawiających Ukrainę skłania ich do przekonania, ze na temat tego kraju wiedzą faktycznie wszystko to, co jest istotne. Skoro wiedzą o nim wszystko i jest to wiedza dotycząca grożącego zła, trzeba się bronić. A najskuteczniejszą obroną jest atak.

Dokładnie ten sam mechanizm działa po stronie ukraińskiej. Przeciętny Ukrainiec nie wie, jak jego kraj jest odbierany za zachodnią jego granicą. Mieszkańcy Ukrainy często wychodzą z założenia, że skoro Polacy ze względów historycznych nie lubią Rosjan, to automatycznie muszą darzyć sympatią ich wrogów – zwłaszcza w kontekście sprawiedliwej wojny obronnej, jaką prowadzi obecnie Ukraina. Negatywne relacje na temat Ukrainy mogą zaś być jedynie efektem oddziaływania rosyjskiej propagandy. W wyniku oddziaływania takich wyobrażeń Ukraińcy przeżywają obecnie dysonans – wygląda na to, że albo moskiewskie agitki nieoczekiwanie zahipnotyzowały Polaków, albo tak naprawdę zawsze byli oni tacy sami jak „starszy brat” ze Wschodu. W obecnej sytuacji z dużym sukcesem spekulują na nastrojach społeczeństwa zwolennicy drugiej opcji.

W ukraińskich mediach brakowało, przynajmniej do tej pory, analiz pokazujących przyczyny i procesy przemiany postaw Polaków wobec Ukraińców. Dominowały treści nawiązujące do wymienionych wyżej „typów idealnych” ukraińskich wyobrażeń odnośnie postaw Polaków. O ile wizja przyjaznych Polaków pozbawiona była najczęściej odniesień do konkretnych przykładów, to artykuły i newsy budujące atmosferę napięcia nawiązywały do poszczególnych wydarzeń. Dziennikarze opisywali konkretnie, gdzie i kiedy zaatakowano Ukraińców mieszkających w Polsce, wydano antyukraińską książkę czy ogłoszono prowokacyjną deklarację.

Incydent z zasady lepiej nadaje się na przetworzenie w medialne wydarzenie niż trwała, ciągła, nudna codzienność. A ta w przypadku relacji polsko-ukraińskich ma charakter pozytywny lub przynajmniej neutralny. Z tego, że Ukraińcy kumplują się z Polakami, nie da się zrobić emocjonującego masy odbiorców newsa – choć ci Ukraińcy, którzy nawiązują jakiekolwiek interakcje z mieszkańcami naszego kraju, swoje wyobrażenia o Polsce budują właśnie w oparciu o osobiste kontakty i doświadczenia. Do roli symboli zmuszających do zajęcia stanowiska lepiej nadają się takie pojęcia jak uchwała Sejmu w sprawie Rzezi Wołyńskiej czy działania politycznych aktorów, a nie suma indywidualnych doświadczeń zwykłych ludzi – choć te drugie występują na poziomie powszechnym i są bliższe rzeczywistości, to emocje i myśli poruszają te wydarzenia, które są podejmowane i przerabiane przez pracowników mediów. Dla „zbiorowej jednostki”, jaką stanowi społeczeństwo, materiałem dla tworzenia opinii i sądów są właśnie symbole, stanowiące skrót rzeczywistości.

O wiele mocniej na wyobraźnię wspólnoty oddziałują te symbole, które związane są z zagrożeniami, niebezpieczeństwem, negatywnymi emocjami, obawami i lękiem. Najlepszym środkiem na mobilizację społeczeństwa - które jest sumą odrębnych jednostek o odmiennych, czy wręcz sprzecznych interesach – jest zwrócenie jego uwagi na to, co zagraża bezpieczeństwu wspólnemu oraz indywidualnemu i wymaga podjęcia działań obronnych. Lepiej dmuchać na zimne, tym bardziej w tak trudnych i niepewnych czasach jak te, w których przyszło nam żyć.

Równocześnie sami Ukraińcy nie zawsze należycie skutecznie zauważają to, w jaki sposób ich własne postawy wobec własnej rzeczywistości oraz relacji polsko-ukraińskich powodują określone reakcje wśród Polaków. Naturalnym jest to, że każdy z podmiotów stanowiących stronę relacji ocenia własny w nich udział oraz działania partnera/antagonisty w sposób subiektywny. Jest to prawda oczywista, ale trudna do zaakceptowania w konkretnym działaniu, zwłaszcza gdy w grę wchodzą emocje, resentymenty i obawy. Przykład relacji polsko-ukraińskich to tylko kropla w morzu analogicznych przypadków. W praktyce ignorancja, nadwrażliwość i egocentryzm wygrywają z wiedzą i doświadczeniem wyniesionymi z analizy setek podobnych sytuacji.


Michał Urban

Artykuły powiązane