P. Żownirenko: Jak tylko w stosunkach Polska – Ukraina pojawia się pęknięcie, Moskwa natychmiast stara się wsadzić tam swój but

P. Żownirenko: Jak tylko w stosunkach Polska – Ukraina pojawia się pęknięcie, Moskwa natychmiast stara się wsadzić tam swój but
Na niedawnym Kongresie Inicjatyw Europy Wschodniej, który miał miejsce w Lublinie, ukraiński politolog i przewodniczący „Centrum Badań Strategicznych” w Kijowie Pawło Żownirenko występował jako ekspert w panelach dyskusyjnych związanych z tematyką bezpieczeństwa w Europie Środkowej i Wschodniej. Wschodnik.pl zapytał go bezpośrednio o jego wnioski dotyczące polsko-ukraińsko-rosyjskich relacji oraz sytuacji geopolitycznej na tym obszarze.


 
Podczas Kongresu udzielano wiele uwagi nowym niebezpieczeństwom, hybrydowości konfliktów z którymi świat i Europa mają dziś do czynienia, a tym samym jednogłośnie twierdzono, że bezpieczeństwo regionu polega na wykryciu i ujawnieniu niebezpieczeństwa jego źródeł”. Tym źródłem najczęściej nazywano Rosję.

 
Celem Rosji jest ponowne zostanie liczącym się graczem na światowej arenie, lecz podąża do tego niekonstruktywną drogą – wzrostem poziomu gospodarki czy podwyższeniem poziomu życia Rosjan, lecz drogą destruktywną – próbą rujnowania światowego ładu i porządku prawna międzynarodowego, systemu stosunków międzynarodowych oraz systemu bezpieczeństwa europejskiego. Poprzez anektowanie Krymu, wojnę z Ukrainą, bombardowanie ludności cywilnej w Syrii, poprzez kłamstwa kremlowskich dyplomatów oraz wojskowe prowokacje w Europie, Moskwa demonstruje pragnienie stworzenia „globalnego chaosu”, zasiania wśród Europejczyków poczucia niepewności, trwogi i strachu. W tym celu Kreml wykorzystuje wewnętrzne mechanizmy, standardy europejskie UE i retorykę Zachodu – a wszystko w celu jego zrujnowania.

Wojna w Syrii oraz wojna na Ukrainie – są to elementy jednej wojny. Wojny Rosji z Zachodem, z jego wartościami.

Zwłaszcza ostatnimi czasy, niejednokrotnie z różnego rodzaju publikacji i wystąpień dowiadujemy się o zetknięciu cywilizacji. O tym, że Europa i Zachód ponownie zetknęły się z Ordą pod postacią Rosji.


Faktycznie rzecz biorąc, widzimy w Rosji dwie nacje – nieznaczną ilość Rosjan i przeważającą ilość Ordyńców. Rosjan, którzy lubią swoją ojczyznę i chcą, by stała się ona lepszym krajem; Rosjan, którzy nie widzą perspektyw w „gospodarce rurociągów”, militaryzacji i ekspansji zewnętrznej; Rosjan, którzy są poddawani ostracyzmowi ze strony władz i kremlowskich środków masowego przekazu oraz zostali określeni, jako „piąta kolumna” i są narodem zniewolonym we własnym kraju. I Ordyńców, którzy mają w nosie czyjeś życie i mają jedyny cel – aby wszyscy bali się Rosji. Bali się, a wiec w ich pojęciu – darzyli szacunkiem (według rosyjskiego przysłowia „Boi się – więc szanuje”). Cytując ukraińskiego blogera Dmytro Czekałkina, „Rosja – Orda staje się unikalnym obozem koncentracyjnym, w którym więźniowie sami dla siebie są strażnikami, nienawidzą wszystkich, kto nadal jest na wolności i są gotowi umierać za rozszerzenie »łagru«”. Dodam też, że to właśnie Kreml w ciągu ostatnich dwu i pół roku udowodnił, że jest największymi rusofobem na świecie – dlatego, że swoim tupetem i kłamstwami sprowadził image Rosji do poziomu podłogi, a miliony etnicznych Rosjan mieszkających w ościennych krajach zmusił raptem poczuć niebezpieczeństwo, związane z dalszym używaniem na co dzień języka rosyjskiego – „a jeszcze i nas Putin przyjdzie bronić?!”.

Lubię Rosję, ale nie lubię Ordy. Nie lubię dla tego, że ona mnie nienawidzi. Jak swego czasu powiedziała Golda Meir o sąsiadach Izraela: „My chcemy żyć. A nasi sąsiedzi chcą widzieć nas martwymi. Nie zostawia to zbyt dużo przestrzeni dla kompromisu”.


Mówi Pan o tym, że Rosja przez cały czas wykorzystuje retorykę i działania Zachodu w celu zrujnowania tegoż Zachodu.


W ostatnich latach powstały nowe strefy konfliktów w krajach, które miały pro-natowskie inspiracje. A bezpośrednią deklarację-przesłanie, które szło od zachodnich polityków i bezpośrednio z NATO – „ do Sojuszu Północno-Atlantyckiego nie przyjmujemy krajów, na których terenach trwają konflikty” – Moskwa odbiera jednoznacznie, jako sygnał dla siebie: „Natychmiast przyjmiemy do NATO kraje, w których nie zorganizowaliście enklaw niekontrolowanych przez władze centralne tych krajów”.

A w warunkach, kiedy NATO nie przyjmuje Ukrainy, Gruzji, Mołdawii i innych postsowieckich krajów do siebie i nie nadaje im realnego wsparcia militarnego, wyjściem może być modernizowany wariant Międzymorza, który nie tak dawno zaproponował analityk Anders Åslund – wojskowe i polityczne zrzeszenie krajów, które zostały obiektami zewnętrznego nacisku ze strony Moskwy, oraz potencjalnych obiektów jej agresywnych działań. Taki blok, który zrzeszałby tak kraje członkowskie NATO, jak i niezrzeszonych w Aliansie. Mógłby w sposób „miękki” wykorzystywać militarne i wojskowo-polityczne możliwości NATO w celu sprzeciwu wobec Rosji i jej polityki, nie wciągając do bezpośredniej konfrontacji NATO jako takie. Uważam również, że w wypadku niepohamowania apetytów Moskwy, owe zrzeszenie mogłoby przerosnąć w coś podobnego do śp. ABN ( „Antybolszewickiego Bloku Narodów”) - powiedzmy „Antyimperialny Blok Narodów” w którym mogłyby uczestniczyć również i zniewolone przez Rosję nacje – Tatarzy z nad Wołgi, Czeczeni, Ingusze, Dagestańczycy oraz inne, w tym również i sami Rosjanie.


Polska jest krajem, który jako pierwszy uznał 25 lat temu niepodległość Ukrainy. Polacy przez ostatnie dwa lata trwania wojny hybrydowej, agresji Kremla wobec Ukrainy wspierali i wspierają Ukrainę i Ukraińców – widać to było w trakcie Pomarańczowej Rewolucji, na Majdanie i widać to obecnie. Ale dziś znowu wróciła kwestia Wołynia 1943 roku. Mamy decyzje polskiego Sejmu, deklaracje ukraińskich polityków.
 

Każdy kraj ma prawo do swoich bohaterów walczących o niepodległość. Ale przestępstwa powinny zostać nazwane przestępstwami. I nie może być odpowiedzialności zbiorowej, jak to było za czasów Stalina. Każdy powinien odpowiadać za siebie, za swoje czyny czy bezczynność. Każdy naród ma prawo nie tylko mieć swoich bohaterów, ale również i wyrzutków. Niezbędne jest nazwać i tych, i tych po obu stronach za cały okres polsko-ukraińskiej konfrontacji i wreszcie dokończyć proces rozliczenia i sprzymierzania się formułą „Przebaczamy i prosimy o wybaczenie”. Nam – jak Ukraińcom, tak i Polakom – trzeba w swych działaniach również pamiętać nie tylko, a może nawet i nie tyle o przeszłości, a bardziej kierować się przyszłością: co zostawimy nowym pokoleniom Polaków i Ukraińców, którzy byli, są i będą sąsiadami w zjednoczonej Europie. Nie da się iść do przodu z odwróconą do tyłu głową.

Powinniśmy również pamiętać o tym, że jak tylko pojawi się jakiekolwiek pękniecie w stosunkach Polska – Ukraina, to od razu tam znajdujemy moskiewski but.


W różny sposób układają się stosunki Ukrainy z innymi krajami Europy i Zachodu. Często widzimy wsparcie, słyszymy słowa wsparcia. Lecz również często słychać też słowa krytyki. I w pierwszej kolejności dotyczy to reform w państwie.


Ukraińcom jest teraz bardzo ciężko. Walczą równocześnie z dwójką wrogów – Moskwą i systemem oligarchicznym. Przy czym walka z tym drugim przeciwnikiem jest prowadzona tak, aby z tego nie mógł skorzystać ten pierwszy wróg. I w tym wypadku ukraińskie społeczeństwo obywatelskie i Zachód są sojusznikami. Ich wymogi wobec rządzących krajem są identyczne, ich wspólna presja i skuteczne codzienne działania doprowadzają do realnego postępu w zwalczaniu korupcji, w walce o transparentność władzy i mechanizmów rządzenia, w reformowaniu systemu sądowego, prokuratury, policji.

Lecz są momenty, w których również Zachód popełnia błędy.

Moim zdaniem, niezbędne są zmiany w priorytetach polityki współpracy transgranicznej i budowanie przyjaznych stosunków pomiędzy krajami, regionami, czy we wspólnych projektach. Przez długie lata na polu reformy administracyjnej, samorządów, wspierania małego i średniego biznesu mieliśmy wsparcie, finansowanie projektów i programów w sąsiadujących z Polską obwodach. Do wspólnych programów nie były dołączane i nie współdziałały obwody ze Wschodu, Południa i Centrum Ukrainy. Więc niestety, to również sprzyjało powstawaniu przepaści w prędkości i skuteczności reform, efektywności władz lokalnych, społeczno-gospodarczym rozwoju pomiędzy zachodnimi a wschodnimi regionami Ukrainy.


A co ze stosunkami między Zachodem i Rosją? Cokolwiek by nie mówiono, jak w propagandowych zdjęciach, plakatach czy filmikach w rosyjskiej telewizji o sankcjach gospodarczych ze słynnym hasłem: „Nie rozśmieszajcie moich „Iskanderów”, sankcje maja rzeczywisty wpływ na Rosję. I wywołują reakcje odwetową. Ostatnio szeroko informowano o poczynionych przez Rosję działaniach lobbystycznych wśród zachodnich polityków, o wymogach, a nawet bezpośrednio głoszonych przez Rosję ultimatum wobec poszczególnych krajów zachodnich, jak również wobec międzynarodowych struktur. Jak daleko może to zajść?


Co się tyczy stosowanego poprzez Rosje „pobrzękiwania szabelką” – powiem zdecydowanie i wprost: Moskwa blefuje. Wystarczy po prostu porównać PKB Rosji oraz UE i USA, aby zrozumieć, że na „wielką wojnę” Kreml nie pójdzie. Dla wzrostu gospodarczego Rosji krytycznie niezbędne są modernizacje gospodarczo-technologiczne przeprowadzane na wielką skalę. A historia pokazuje w sposób jednoznaczny – czy było to za czasów Piotra I, czy w późniejszych okresach Carskiej Rosji, czy też w czasach sowieckich, jak między innymi w czasie stalinowskiej industrializacji - żaden cywilizacyjny krok do przodu, żadna rekonstrukcja państwa rosyjskiego czy rosyjskiej gospodarki nie może odbyć się w Rosji bez pomocy i głębokiego udziału Zachodu.

To znaczy, powtórzę się – wielkiej wojny w najbliższych latach nie będzie. Ale przy spełnieniu dwóch warunków. Po pierwsze, jeżeli Zachód poważnie podejdzie do kwestii wzmocnienia swej solidarności i zdatności obronnych, przyjmując wojnę na wschodzie Ukrainy jako wojnę przeciwko sobie. I po drugie, jeżeli Zachód przypomni sobie słowa Jana Pawła II z jego Encykliki. „Nie lękajcie się!”. Nie bójcie się Rosji – ona tylko i wyłącznie blefuje. Bardzo dobrze określił to były premier Litwy Andrius Kubilius: „W zachodnich stolicach mówi się ponoć, że jeżeli wyślecie im (Ukraińcom-red.) broń letalną, to sprowokujecie tym armię rosyjską. A ja na to odpowiadam, że jeżeli nie nadamy Ukrainie dostatecznego wsparcia militarnego, to właśnie to jeszcze bardziej sprowokuje rosyjskich wojskowych. Nazywam to mentalnością bandycką: jeszcze w roku 2010 r. będąc premierem miałem godzinną, nieformalną rozmowę z Putinem. I po niej miałem wrażenie, że już od dawna znam tego człowieka. Przypomniał mi młodego bandytę z przedmieść Wilna, gdzie mieszkają w większości „rosyjskojęzyczni”. Jeżeli taki człowiek zrozumie, że chcesz pertraktować, to on w sposób prymitywny traktuje to, jako twoją słabość i uderza”.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiał: Andrzej Zawaryński

 


Pawło Żownirenko – ukraiński politolog, przewodniczący „Centrum Badań Strategicznych” w Kijowie.
Członek Rady Koordynacyjnej Zgromadzenia Małych i Średnich Przedsiębiorstw Ukrainy, wykładowca na Kijowskim Uniwersytecie Prawa.
Zainteresowania: trójstronne relacje Ukraina - Europa - Rosja; transformacje demokratyczne, kampanie polityczne, społeczne i wyborcze; antykorupcyjne mechanizmy wpływu społeczeństwa obywatelskiego na politykę państwa, bierny opór przeciwko dyktaturze i okupacji.
Autor około 50 artykułów na tematy polityczne i gospodarcze, które zostały opublikowane w ukraińskich, amerykańskich i rosyjskich mediach (np. "Dzerkało Tyżnia", "Ukraińska Prawda", "Deń'", "Hołos Ukrainy", "Skhid", "The Harriman Review", "Komsomolskaja Prawda").
Prelegent w ponad 100 międzynarodowych konferencjach dotyczących gospodarki, polityki i problemów bezpieczeństwa w 14 krajach Europy, Azji i Ameryki Północnej.

Artykuły powiązane