Prawicowców nigdy za wiele

Prawicowców nigdy za wiele
Ukraińscy nacjonaliści mają kolejną szansę, by udowodnić prawdziwość powiedzenia o małej chmurze, z której pada duży deszcz. Przez cały czas istnienia prawicowych formacji politycznych ich wpływ na przebieg wydarzeń w kraju był krytycznie nieznaczący, a w trzecim roku wojny radykałowie podejmują próbę zaznaczenia swojego istnienia w nowym formacie.

Utworzenie partii „Korpus Narodowy” nie stało się dla obywateli, zainteresowanych specyficznymi procesami, gromem z jasnego nieba. Informacja o tym, że żołnierze pułku „Azow” zaczynają zajmować się polityką błąkała się w mediach od około dwóch lat, a we wrześniu bieżącego roku były dowódca pułku i czynny niezrzeszony ludowy deputowany Andrij Biłecki nieco odkrył karty i poinformował, że partia będzie opierała się na strukturze sieciowej. Wtedy też nowy towarzysz partyjny podrzucił do przestrzeni medialnej odrobinę intrygi informując, że na razie nie ma nazwy tworzonej partii, a na pytanie o ideologię w ogóle nie odpowiedział. Co prawda Biłecki wyjaśnił samą zasadę tworzenia partii: „Będziemy szukać liderów w miastach, które będą w stanie zgromadzić wokół siebie aktywne grupy i tworzyć sieć na terenie całej Ukrainy”.

Miesiąc później „azowcy”, jak zresztą obiecali, stworzyli partię. Stało się to 14 października, w święto Pokrowy, patronki ukraińskiego wojska. Służba prasowa partii poinformowała, że nazwą struktury będzie „Korpus Narodowy”, a „grupę inicjatywną nowej partii politycznej będą stanowić członkowie organizacji społecznej Korpus Cywilny »Azow«, weterani pułku Gwardii Narodowej »Azow«, wolontariusze i patrioci Ukrainy”. Pierwszego dnia swojego istnienia neofici efektownie przeszli przez centrum Kijowa i ogłosili podstawowe zasady swojej dalszej działalności. Marsz „Korpusu Narodowego” wypadł dość symboliczne, ponieważ prawie zbiegł się w czasie i przestrzeni z podobnym krokiem, zorganizowanym przez partię „Swoboda”, która w 2016 roku świętowała ćwierć wieku swojego istnienia.

Z ideologią „KN” wyszła jeszcze ciekawsza sprawa. Najważniejsze postulaty światopoglądu nowej partii okazały się tak samo kontrowersyjne, jak biografia i zasady jej lidera. Andrija Biłeckiego, będącego w swoim czasie, nawiasem mówiąc, członkiem Socjal-Narodowej Partii Ukrainy (SNPU), która w 2004 roku przekształciła się w Ogólnoukraińskie Zjednoczenie „Swoboda”, oskarżano o ksenofobię, rasizm i nawet neonazizm. Sojusznicy nazywają go podobno „Białym Wodzem”. Taki zapis w aktach nie przeszkodził jednak Biłeckiemu zostać ludowym deputowanym w jednym z większościowych okręgów w stolicy, gdzie pokonał zamożnego przedsiębiorcę-dewelopera. Co prawda w Radzie Najwyższej „Biały” wsławił się nie owocną pracą ustawodawczą, a systematyczną nieobecnością na posiedzeniach parlamentarnych. Swoje niezdyscyplinowanie wyjaśnił tym, że bardziej komfortowo czuje się nie w budynku pod kopułą, a „w polu”. W rzeczywistości przywódca „KN” również jako deputowany często bywał na pierwszej linii frontu, a pewnego dnia podczas wojaży trafiła mu się nawet drogowa przygoda.

Równolegle w paradoksalnej sytuacji znaleźli się sami „azowcy”. Najbardziej spektakularnym przykładem była ich lutowa pikieta Zarządu Służby Bezpieczeństwa Ukrainy w Kijowie, zorganizowana w związku z zatrzymaniem przywódcy Korpusu Cywilnego „Azow-Krym” Stanisława Krasnowa i jego koleżanki Oksany Szełest. Protestujący palili pod murami SBU flary, ponieważ na stronie internetowej kijowskiej prokuratury pojawił się komunikat o zatrzymaniu i przeszukaniu miejsca zamieszkania członków „ochotniczego korpusu tak zwanego batalionu »Krym«”. Według danych prokuratury skonfiskowano ponad dwadzieścia sztuk broni bojowej i traumatycznej, a także amunicję i narkotyki. Biłecki również był obecny pod murami SBU, ale potem powiedział, że zatrzymany Stanisław Krasnow nie ma nic wspólnego z „Azowem” jako jednostką wojskową. Jak mówi ludowy deputowany, „Krasnow zajmował się tylko sprawami społecznymi. Dlatego chłopak nie mógł przekazać FSB list »Azowa«, ponieważ nigdy nawet nie był w żadnej bazie pułku”.

Wracając do ideologii „KN” stwierdzamy, że na świecie pojawił się niezbyt zrozumiały, ale łatwy do spożycia „gulasz irlandzki”, gdzie moralne zmieszano z grzesznym, groch z kapustą, a idee Che Guevary organicznie przeplatają się z obskurantyzmem Kim Ir Sena i Nathana Bedforda Forresta. Do użytku wewnętrznego „Korpus Narodowy” proponuje przekształcić Ukrainę w państwo z klasyczną, prezydencką formą rządów, gdzie głowa państwa nie tylko jest jednocześnie prezydentem i głównodowodzącym, ale też premierem. Leonid Kuczma być może o tym marzył, ale publicznie nie opowiadał takich fantazji. Dawna i niepokonana sympatia ukraińskiego elektoratu do lustracji w wizji nowych prawicowców znalazła swoje odbicie w pragnieniu „KN”, by przeprowadzić kontrolę wszystkich sędziów i prokuratorów. Oczywiście za wzór tego procesu „KN” weźmie reformę sądownictwa, przeprowadzoną przez singapurskiego premiera Lee Kuan Yew. „Korpus Narodowy” chce dodać jeszcze więcej azjatyckiego kolorytu do przebudowy kraju, ponieważ proponuje przywrócenie kary śmierci, w pierwszej kolejności dla urzędników wysokiej rangi, którzy dopuścili się zdrady lub zbyt aktywnie kradli państwowe pieniądze. Ekonomiczny aspekt programu „KN” zawiera doświadczenie Włodzimierza Uljanowa-Lenina i Hugona Chaveza: przedsiębiorstwa strategicznych branż, naturalne monopole państwowe i oczywiście podglebie powinny zostać znacjonalizowane; wszystkie prawa do gruntów zostaną przekazane rolnikom, pracownicy będą brać bezpośredni udział w podziale zysków przedsiębiorstw, w których pracują, zostanie uproszczony system spłaty podatków, których wielkość znacznie się zmniejszy, zostaną wprowadzone ekonomicznie uzasadnione oferty kredytów bankowych.

Główne postulaty polityki zagranicznej w wykonaniu „Korpusu Narodowego” są jeszcze bardziej interesujące. Wielu ukraińskich polityków deklarowało, że pasowałoby, by państwo reanimowało swój niegdyś trzeci pod względem potęgi arsenał nuklearny, a „KN” umieścił ten problem w pierwszych wierszach swoich intencji, które planuje zrealizować, gdy dojdzie do władzy. Oprócz odnowienia tarczy jądrowej nowi nacjonaliści chcą zrezygnować z integracji europejskiej, proponując w zamian utworzenie Bałtycko-Czarnomorskiego Pasa Bezpieczeństwa, w skład którego oprócz Ukrainy wejdzie Polska, Litwa, Łotwa i Estonia, a następnie Białoruś, Mołdawia itd. Osobnym punktem jest plagiat francuskiej praktyki, czyli utworzenie Ukraińskiej Legii Cudzoziemskiej.

Największą wisienką na torcie jest jednak z pewnością nieudokumentowana i niewygłoszona głośno teza, już omawiana przez środowisko ekspertów. Istnieje uzasadnione podejrzenie, że „Korpus Narodowy” będzie wykorzystywać polityczny fenomen pod nazwą „rosyjskojęzyczni ukraińscy nacjonaliści”. Kiedyś bez większych sukcesów temat ten próbowano wykorzystać w celu rozkręcenia partii UKROP, stworzonej przez jednego z najbogatszych obywateli Ukrainy Ihora Kołomojskiego. Polityczny twór oligarchy z Dnipra nie trafił do Rady Najwyższej Ukrainy, ale pomysł ponownie pojawił się w nowej formacji, której ścisłych związków z żadnym „workiem pieniędzy” na razie nie zauważono. Patronem „KN” można nazwać ministra spraw wewnętrznych Arsena Awakowa, który we wrześniu 2014 roku zreorganizował i rozszerzył batalion „Azow” do składu pułku, a następnie bardzo uważnie śledził wszystkie wydarzenia związane z „azowcami”. Finansowy i polityczny kaliber głównego policjanta nie wystarcza jednak do samodzielnej gry politycznej.

Jak by nie było, „Korpus Narodowy” z eklektycznym programem i mniej lub bardziej pozytywną „historią kredytową” dołączył do plejady radykalnych partii nacjonalistycznych, które nigdy nie były wpływowe, ale zawsze poruszały społeczeństwo rezonansowymi akcjami. Strukturę, która otwarcie wyznaje zasadę „obrona białej rasy poprzez stworzenie antydemokratycznego i antykapitalistycznego porządku –  »nacjokracji«” – ciekawie będzie śledzić nie tylko po to, by zaznać estetycznej przyjemności obserwowania pochodów prawicowców z pochodniami.


Jurij Cwiach

Artykuły powiązane