Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Francja naniosły uderzenie po obiektach, związanych z atakiem chemicznym w Syrii

Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Francja naniosły uderzenie po obiektach, związanych z atakiem chemicznym w Syrii
Trump obarczył Rosję za działania reżimu Asada.

Stany Zjednoczone, Francja i Wielka Brytania przeprowadziły operację wojskową w Syrii w odpowiedzi na użycie przez prezydenta Baszara al-Asada broni chemicznej wobec cywilów.

W Damaszku doszło do serii wybuchów zaraz po wypowiedzi prezydenta USA Donalda Trumpa o rozpoczęciu ataków na Syrię, przekazuje Reuters.

W sobotę, 14 kwietnia, prezydent USA Donald Trump wystąpił z nadzwyczajnym oświadczeniem.

"Jakiś czas temu wydałem rozkaz Siłom Zbrojnym Stanów Zjednoczonych dokonania precyzyjnych uderzeń z powietrza na cele związane z bronią chemiczną syryjskiego dyktatora Baszara al-Asada. Połączona reakcja sił amerykańskich, brytyjskich i francuskich na te okrucieństwa (reżimu Baszara al-Asada) zintegruje wszystkie instrumenty naszej potęgi narodowej: wojskową, ekonomiczną i dyplomatyczną", - powiedział prezydent USA.

Trump podkreślił, że Stany Zjednoczone będą działać do momentu, gdy Syria nie zaprzestanie używania broni chemicznej.

Mówiąc o działaniach reżimu Baszara al-Asada, Trump powiedział: "nie są To działania człowieka - to przestępstwa potwora". Podkreślił, że Stany Zjednoczone nie zamierzają czynić prób uzyskania stałej obecności w Syrii.

Jak wyjaśnił prezydent, Stany Zjednoczone "nie są w stanie oczyścić świat od zła lub działać wszędzie tam, gdzie rządzi tyrania". Dodał: "postaramy się uczynić (Bliski Wschód) lepszym, ale to niespokojne miejsce. Stany Zjednoczone będą partnerem i przyjacielem. Ale przyszłość regionu - w rękach jego mieszkańców". Trump zrzucił winę za działania reżimu Asada na Rosję, przekazuje Głos Ameryki. Podkreślił, że Moskwa musi dokonać wyboru: nadal działać tak, jak działa dziś ("iść w dół po ciemnej drodze"), lub dołączyć do rodziny cywilizowanych narodów. Prezydent USA przypomniał, że w 2013 roku Rosja obiecała, że Syria pozbędzie się swoich zapasów broni chemicznej.

Premier Wielkiej Brytanii Theresa May wydała rozporządzenie, aby wojska brytyjskie naniosły uderzenie, aby zmniejszyć możliwości syryjskiego reżimu użyć broni chemicznej.

"Nie możemy dopuścić do tego, aby użycie broni chemicznej stało się normą w Syrii, na ulicach Wielkiej Brytanii czy gdziekolwiek indziej na świecie" - podkreśliła brytyjska premier.

Reuters, powołując się na Ministerstwo Obrony Wielkiej Brytanii poinformowała, że pociski manewrujące zostały wykorzystane przeciwko wojskowemu obiektowi 15 mil na zachód od Homs, który, jak się uważa, jest miejscem produkcji elementów broni chemicznej.

Prezydent Francji Emmanuel Macron również wydał polecenie ataku na Syrię. W swoim oświadczeniu prezydent Francji powiedział, że użycie broni chemicznej 7 kwietnia w Dumie stało się "totalnym naruszeniem" prawa międzynarodowego i rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ. Emmanuel Macron podkreślił, że jeszcze w zeszłym roku Paryż oficjalnie ostrzegł wspólnotę narodową, że każde użycie broni chemicznej w Syrii będzie dla władz Francji "czerwoną linią", i nowy atak zmusił władze trzech państw wydać rozkaz do rozpoczęcia operacji wojskowej.

Przy tym Paryż nie zamierza rezygnować także z wysiłków dyplomatycznych.

"Począwszy od dnia dzisiejszego, Francja i jej partnerzy wznowią nasze wysiłki w ONZ, aby pozwolić stworzyć międzynarodowy mechanizm, pociągnąć do odpowiedzialności...syryjski reżim" - czytamy w dokumencie.

Stany Zjednoczone, Francja i Wielka Brytania wystrzeliły 105 rakiet w stronę trzech obiektów wojskowych w Syrii podczas wczorajszego uderzenia, poinformowali przedstawiciele Pentagonu na konferencji prasowej w Waszyngtonie, informuje CNN.

Syria oświadczyła, że dla obrony kraju zaangażowano system obrony przeciwlotniczej. Nieco później, państwowa TV Syrii poinformowała, że w pobliżu Damaszku zestrzelono 13 rakiet.

W Damaszku naniesiono uderzenie na budynek centrum badawczego, przypuszczalnie zajmującego się opracowywaniem broni chemicznej. Celem ataków stały się bazy wojskowe Sił Zbrojnych Syrii w różnych prowincjach kraju.

Przypomnijmy, że w nocy na 7 kwietnia helikopter zrzucił ładunek z chemikaliami nad miastem Duma, które uważane jest za ostatnie ognisko oporu dżihadystów w regionie. Większość poszkodowanych to cywile. Informacje o ataku potwierdziła organizacja humanitarna Syryjski Związek Organizacji Medycznych (UOSSM), według której ofiarami padło co najmniej 150 osób. Szef UOSSM Ghanem Tayara nazwała atak chemiczny „jednym z najgorszych” w historii Syrii.

Atak ostro potępiły Stany Zjednoczone, Niemcy, Francja i Wielka Brytania. Francja i wiele innych krajów przeprowadziły w związku z tym nadzwyczajne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ.

W poniedziałek prezydent USA Donald Trump powiedział, że w ciągu 48 godzin podejmie decyzję o tym, czy zdecydować o ataku wojskowym na Syrię w odpowiedzi na doniesienia o użyciu broni chemicznej. Jednak po upływie tego okresu Trump powiedział, że decyzja jeszcze nie zapadła.

 

Artykuły powiązane